Bracia Kacperczyk: wszystko robimy razem, piszemy, komponujemy
To niezwykle utalentowani młodzi ludzie, którzy konsekwentnie realizują swoje marzenia muzyczne. Bracia Kacperczyk, czyli słynny duet muzyczny, w rozmowie z Dominiką Biegańską opowiadają o swoim najnowszym singlu "Mamony milion" i o planach muzycznych ma najbliższe miesiące.
Dominika Biegańska: Czy jak się wydaje singiel to później jest spokój, czy raczej siadacie w studiu i pracujecie nad płytą, która nadchodzi?
Maciek Kacperczyk: Na pewno nie mamy teraz spokoju i dobrze. Cieszymy się z tego, bo tak naprawdę spokój mieliśmy trochę wcześniej przed wydaniem tego singla. Teraz robimy płytę i kończymy rzeczy, takie "około" naszej płyty. Przygotowujemy koncerty i właśnie przed chwilą rozmawialiśmy, że nie mamy w sumie nawet dwóch godzin wolnych dla siebie, ale... to jest piękne, bo w zasadzie wszystko robimy dla siebie (śmiech).
Czy wy już porzuciliście Lublin dla Warszawy?
Paweł Kacperczyk: Nie mieszkamy tam, ale mamy tam rodzinę i wracamy tam dość często.
Maciek Kacperczyk: Mamy nawet taki plan, żeby może o tym Lublinie jeszcze coś opowiedzieć na płycie, wrócić tam trochę. Ja już w Lublinie nie mieszkam 7 lat, Paweł 6 lat. Niewiele nas już łączy z tym miastem, a szkoda, bo mamy z nim bardzo dobre wspomnienia. Jest tam tylko nasza rodzina, bo znajomi też już stamtąd wyjechali, więc właściwie przyjeżdżamy tylko na osiedle rodziców. Tyle.
Sentymenty są ważne, powroty do Lublina też są ważne. A propos Lublina, będąc tam widziałam tam taki neon Brejdaki.
Maciek Kacperczyk: To nie jest nasz neon. Niektórzy myśleli, że tam jakąś knajpę otwieramy. Ludzie robią sobie pod nim zdjęcia i nas oznaczają na Instagramie (śmiech). Ten neon nie ma z nami nic wspólnego. Chyba zrobił go taki człowiek od kultury, który jest związany w Lublinem. A "brejdak" mówi się na brata, więc na braci "brejdaki" (śmiech).
"Mamona milion" – to główny powód naszego dzisiejszego spotkania. Życzę wam, aby odbiór tego singla był taki, jak na przykład "Sebiksów" czy "Jakbym zjadł mentosy i popił je colą".
Maciek Kacperczyk: To trochę inny utwór chyba... Myślę, że nie mieliśmy takiego celu, żeby powtórzyć sukces "Sebiksów", bo takie utwory też będą na płycie. Ten utwór miał trochę inny cel i podsumował taki bardziej smutny okres w moim życiu.
Paweł Kacperczyk: Smutne utwory nie stają się hitami od razu, ale ludzie ich słuchają przez długi czas.
A jak to było z "Mamony milion"? Czy najpierw powstał tekst? Maciek, bo chyba ty jesteś od tekstów? Paweł ogarnia inne rzeczy, chociaż też czasem sobie podśpiewuje... Ciekawostka, gdy w Google wpisujemy "Kacperczyk", to pojawia się pytanie: "Czy Paweł też śpiewa?" (śmiech)
Maciej Kacperczyk: Fani też bardzo by chcieli, aby Paweł śpiewał...
Paweł Kacperczyk: Mój najbardziej znany wers, który zaśpiewałem, jest w piosence z Hotelem Maffija w utworze "A nie pamiętasz jak?". Jak to brzmi: "Łączy nas więcej niż alkohol", a ja mówię "Zamknij ryj" (śmiech).
Maciek Kacperczyk: To nie jest śpiewanie, ale rzeczywiście udzieliłeś się wokalnie (śmiech).
Wróćmy do "Mamony milion". Jak powstał ten utwór? Najpierw napisałeś go?
Maciek Kacperczyk: Generalnie jest to utwór o pewnych problemach, jakie miałem. Więc to trochę moja życiówka, ale potem siedzieliśmy nad tym wspólnie, by to poskładać muzycznie. Ogólnie wszystko robimy razem. Piszemy piosenki, w sensie melodie, teksty. Potem oczywiście Paweł wszystko obrabia w komputerze, czyli produkuje. Ale piszemy i komponujemy razem.
Paweł, czy ty sam produkujesz to wszystko potem? Bo Kacperczyk to cała ekipa przecież...
Paweł Kacperczyk: W "Mamony milion" na przykład wymyśliłem to pianino, ale zagrał to na fortepianie w studiu nasz klawiszowiec Franek Skorupka, na gitarze zagrał Mikołaj Gozda, nasz realizator dźwięku też nagrał w studiu perkusję, tak więc zespół bierze udział przy produkcji.
A jak było z pomysłem na klip?
Maciek Kacperczyk: Klip robił Maciek Adamczak, nasz przyjaciel, z którym robimy dużo rzeczy. To on miedzy innymi zrobił taką fajną zapowiedź naszej trasy halowej (można to zobaczyć u nas na Instagramie). Zapraszamy też na naszą trasę "Wszyscy jesteśmy Kacperczyk". Ale wracając do klipu, to Maciek napisał scenariusz trochę inny niż my wymyśliliśmy. My ogólnie bierzemy czynny udział w tworzeniu klipów, ale na to, co tutaj wymyśliliśmy, po prostu zabrakło czasu, więc wyszło trochę inaczej. Sporo rzeczy się tam wydarzyło, np. musiałem na chwilę wrócić do czarnych włosów, ale już wracam do swoich (śmiech).
A skąd taki zabieg, bo w czarnych włosach jesteś bardziej wyrazisty?
Maciek Kacperczyk: Bardziej smutny, depresyjny po prostu...
Paweł Kacperczyk: Był też taki pomysł, by nas zmęczyć po prostu na zimnie przez dwa dni w minus 10 stopni, ale nie zachorowaliśmy jeszcze (śmiech).
Fajny jest ten myk z podpalaniem tego pianinka, no i te duszki, którymi dyryguje Paweł. Są jeszcze maski Kacperczyk. Myślałam, że dzisiaj usiądziemy wszyscy w tych maskach....
Maciek Kacperczyk: Mamy jedną dla ciebie, ale jeszcze dzisiaj nie mogliśmy jej przynieść, bo wszystko ma swoje etapy. Na razie wydaliśmy pierwszego singla i zaraz przyjdziemy pewnie z następnymi rzeczami.
Paweł ty tak mało mówisz, chociaż na koncertach robicie taki numer, że w którymś momencie Paweł się odzywa...
Paweł Kacperczyk: Tak, i jest to najbardziej niezręczny moment. Nigdy nie wiem, co mam powiedzieć.
To już jest chyba taki stały element, którego nie może zabraknąć. Rozumiem, że ta płyta cały czas się robi...
Maciek Kacperczyk: Tak, jest dużo gotowych rzeczy, ale dużo nie jest. Jesteśmy teraz na etapie spotykania się z gośćmi, którzy będą na tej płycie i nagrywania ich. Robimy tę płytę na ostatnią chwilę. Lubimy, gdy goni nas deadline. Dzięki temu możemy też reagować na bieżąco, do tego, co dzieje się teraz na świecie. Płyta będzie aktualna.
Czy wy teraz jesteście w dwóch wytwórniach jednocześnie?
Maciek Kacperczyk: To ciekawe pytanie. Mamy licencję Sony i jesteśmy w SBM-ie.
Jak w ogóle trafiliście do tego SBM? Bo nigdy nie miałam okazji o to zapytać. Co trzeba było zrobić?
Paweł Kacperczyk: Mieliśmy kiedyś zespół Suumoo, którego managerem był Bartek Czarkowski. On jest też dziennikarzem, pracował w radiu. Może teraz ty opowiesz, bo ja już dużo powiedziałem...
Maciek Kacperczyk: Dobrze, że w ogóle powiedziałeś (śmiech). My mieliśmy prawie całą płytę nagraną. Pokazaliśmy ją Bartkowi, a Bartek Jankowi Rapowanie. On powiedział: "fajne, pokażę Solarowi". Solar pokazał, a nie... on chyba nikomu nie pokazał, bo on jest w zasadzie dyrektorem, szefem, właścicielem SBM.
My nie wiedzieliśmy wtedy, co to jest SBM. Ale gdy weszliśmy na ich YouTube'a i zobaczyliśmy te wielkie liczby, to pomyśleliśmy: "kurczę, my w ogóle nie zamy tych utworów". My byliśmy bardziej ze świata Kayax'owego. Takich rzeczy słuchaliśmy. Oczywiście otwieraliśmy się na rap, ale SBM do nas nie docierało. Spotkaliśmy się z Solarem, który chciał podpisać z nami umowę. Pomyśleliśmy: "to jest świetny pomysł, to jest coś niestandardowego". W ogóle tego nie żałujemy, to była jedna z lepszych decyzji w naszym życiu.
Paweł Kacperczyk: Chociaż ludzie nam odradzali to...
Maciek Kacperczyk: Tak, ludzie nam odradzali, bo my nie byliśmy raperami. Mimo to wyszliśmy z takiej alternatywy, przeszliśmy trochę przez rap, i wróciliśmy. Udało nam się też spełnić nasze marzenie, typu Męskie Granie. Jesteśmy z siebie generalnie bardzo zadowoleni, jeśli chodzi o poprzedni rok.
Który moment okazał się przełomowy dla was? "Sebiksy", czy może "Mentosy"?
Paweł Kacperczyk: Przełomowym momentem było chyba wypuszczenie utworu "Artysta z ASP". To był pierwszy singiel z naszej drugiej płyty "Kryzys wieku wczesnego". Wtedy te wyświetlenia jakoś szybko leciały. To chyba wtedy poczuliśmy, że się zaczyna.
Maciek Kacperczyk: Myślę też, że mamy różne światy, w których jesteśmy. Jeśli chodzi o świat męskograniowy, to może "Syn okiennika" był takim przełomowym momentem. Ale jeśli chodzi o naszą karierę, to chyba rzeczywiście ten "Artysta z ASP".
Ale kiedy wy poczuliście, że to idzie tak, jakbyście chcieli?
Paweł Kacperczyk: Tak, to w ogóle jeszcze nie czuję (śmiech). Cały czas jest niedosyt.
Ten "Artysta z ASP" też koncertowo pięknie działa. A czy te fanki nadal wpadają na scenę?
Maciek Kacperczyk: Nadal je zapraszamy.
Rozumiem, że aby dostać zaproszenie trzeba coś napisać na kartonie, np. "Maciek, ożeń się ze mną", albo "Maciek, chcę z tobą zaśpiewać" (śmiech). Paweł, kiedy zacząłeś grać na perkusji?
Paweł Kacperczyk: Miałem 12 lat, ale wcześniej grałem na pudełkach od klocków Lego. Maciek stukał mi na głowie jakieś rytmy, nawet chyba kiedyś z Coldplaya, co ciekawe na tej nowej piosence jest właśnie ten rytm. Chyba z "Yellow".
Czyli ty byłeś bardziej perkusyjny, a ty, Maćku, bardziej gitarowy, prawda?
Maciek Kacperczyk: Paweł na początku to był nawet piłkarzem, ale ja potrzebowałem perkusisty, więc zmuszałem go do grania. Później założyłem zespół taki trochę indie rockowy i miałem innego perkusistę, ale potem go zwolniłem z zespołu (Wojtek przepraszam i pozdrawiam!), bo się spóźniał na próby, a mi całe życie zależało na tym, aby robić muzykę tak na poważnie. Zaprosiłem więc Pawła na próbę i on usiadł za perkusją (to był jego drugi raz za zestawem perkusyjnym) i okazało się, że gra lepiej niż Wojtek.
Paweł Kacperczyk: Ja się też uczyłem z Disney XD. Był tam taki poradnik, jak grać na perkusji i dlatego potrafiłem taki podstawowy rytm zagrać (śmiech).
A wy jesteście po szkołach muzycznych?
Paweł Kacperczyk: Byłem 2 lata, poszedłem trochę po to, aby mieć, gdzie ćwiczyć na perkusji. Mieszkaliśmy w bloku, więc miałem ograniczone możliwości. Pamiętam, że grywałem na zabudowanym balkonie i kładłem koszulki na te bębny, aby były cichsze. Lepiej więc było pójść do szkoły muzycznej.
To rodzice w was zaszczepili miłość do muzyki?
Paweł Kacperczyk: Tata nam puszczał bardzo dużo muzyki i Maciek, jako pierwszy, chciał sobie na tej gitarce pograć...
Maciek Kacperczyk: Nasz tata jest ogromnym fanem muzyki. Całe życie puszczał nam mnóstwo dobrej muzyki. Woził nas na koncerty. Więc takie marzenie pojawiło się w mojej głowie, aby też tworzyć muzykę. Tata też miał jakiś zespół punkowy, jeszcze jak mieszkał w Puławach. Ten zespół nazywał się "Łapczywie".
Dziwię się, że tata jeszcze z wami nie zagrał.
Maciek Kacperczyk: Wszystko może się zdarzyć (śmiech).
Zaczynacie trasę od października. "Wszyscy jesteśmy Kacperczyk"...
Maciek Kacperczyk: Tata też jest Kacperczyk (śmiech).
Zdanie "Wszyscy jesteśmy Kacperczyk" pamiętam doskonale. Przy okazji Letnich Brzmień, w którym braliście udział 2 lata temu. Pamiętam, co się działo na koncertach. Gdy padało to zdanie, to ludzie totalnie się z tym zaczęli utożsamiać.
Maciek Kacperczyk: Stąd się właśnie wzięło hasło tej trasy. Na początku to hasło wydawało się śmieszne, dziwne, ale bardzo charakterystyczne. Chcieliśmy też zaprosić wszystkich do naszej rodziny.
Tych koncertów na razie ma być 6. Kończycie w Lublinie. Zagracie też na Torwarze w Warszawie. A czy nie planujecie czegoś większego?
Maciek Kacperczyk: Po kolei wszystko. Nie chcemy jeszcze nic mówić, bo nie mamy żadnych konkretnych informacji, planów...
A czy macie już tytuł płyty?
Maciek Kacperczyk: Jeszcze nie ma.
A ile jest już utworów?
Maciek Kacperczyk: Około 6, ale takich niedokończonych to około 40.
Goście będą?
Maciek Kacperczyk: Będą. Będzie wielu gości.
Ale takich rapowych?
Maciek Kacperczyk: Nie, takich różnych gości.
Paweł Kacperczyk: Takich gości nieśpiewających też...
Maciek Kacperczyk: Śpiewających, i nieśpiewających, rapujących, mówiących też... Mamy też okładkę płyty (śmiech). Zrobiliśmy ją miesiąc temu i mega nam się podoba. Oczywiście pomysły na tytuł mamy, ale to nie jest ostatecznie zatwierdzone...
Niektórzy zastanawiają się, co teraz wymyślicie. "Kryzys wieku wczesnego" już był.
Paweł Kacperczyk: Czekam, jak będę miał 40 lat i zrobić płytę "Kryzys wieku średniego".
A kiedy kolejny singiel?
Maciek Kacperczyk: Już niedługo, ale jeszcze nie mogę zdradzić. W ogóle będzie bardzo dużo singli. Będzie też sporo piosenek z nami. Ogłoszony jest już nasz udział w piosence Janka Rapowanie "Wesołe piosenki". To bardzo fajny utwór. Poza tym dograliśmy się do wielu innych artystów, ale oni jeszcze tego nie ogłosili, więc i my tego nie zrobimy.
Wrócę jeszcze do utworu "Syna okiennika". Tym numerem powzruszaliście wiele osób. Moje pytanie brzmi: czy to wy odezwaliście się do Artura Rojka, aby wam dograł drugą zwrotkę? Czy ona była pisana pod Rojka?
Maciek Kacperczyk: To było tak, że Artur napisał ją sam. My napisaliśmy tę piosenkę rok wcześniej i myśleliśmy, że byłoby fajnie, gdyby Artur ją z nami zaśpiewał. On się zgodził. Z Arturem zaczęliśmy się przecinać przy okazji różnych festiwali. Polubilismy się, więc się zgodził.
To na koniec jeszcze pytanie o piosenkę życia. Paweł?
Paweł Kacperczyk: To chyba... Tame Impala "The Less I Know The Better".
Maciek Kacperczyk: Tyle jest tych piosenek w serduszku. Może to być coś Artic Monkey, coś z ich pierwszej płyty. Te kawałki kojarzą mi się z dzieciństwem i często do nich wracam.
"Wszyscy jesteśmy Kacperczyk", zapraszam na waszą trasę i bardzo dziękuję za rozmowę.
Źródło: CHILLIZET/ podcast "Kawka, muzyczka"