"Ta piosenka wypłynęła ze mnie". Julia Wieniawa o nowym singlu "Sobą tak"

8 min. czytania
12.07.2024 09:21
Obserwuj nas w Google
---- ----

Julia Wieniawa, piękna, zdolna, niezwykle kreatywna. Niedawno wydała kolejny singiel "Sobą tak". W rozmowie z Dominiką Biegańską zdradza, jak powstawała ta piosenka i teledysk do niej, jakie niesie ona przesłanie i dlaczego przyjaciół poznaje się w sukcesie. 

Julia Wieniawa/ kadr z teledysku "Sobą tak"
fot. Instagram Julia Wieniawa/ kadr z teledysku "Sobą tak"
--1-- ----

Dominika Biegańska: Trochę czekaliśmy na tę premierę, ale wreszcie. "Sobą tak" to twój nowy singiel. Powiedziałaś mi, gdy umawiałyśmy się na tę rozmowę, że to było wielkie boom.

Julia Wieniawa: Rzeczywiście, to chyba moja najmocniejsza premiera w życiu. Mój telefon nie nadąża za powiadomieniami, bo utwór jest już w streamingu i ludzie po prostu oszaleli. Dostaję przepiękne wiadomości, oznaczenia od ludzi i czuję, że ta piosenka z nimi rezonuje. Cieszy mnie to, bo ona jest absolutnie moja, całym ciałem ją czuję. Ona wypłynęła ze mnie. Powstała dosłownie w godzinę. Stworzyłam ją podczas campu muzycznego, który zorganizowałam dwa miesiące temu. Zresztą tam w cztery dni zrobiliśmy ponad 30 piosenek, więc mam aktualnie niezły strumień świadomości artystycznej (śmiech).

Czwartego dnia campu przyszałam do jednego z pokoi, w którym był taki młody producent Questy, a on na to: "Juleczka mam taki bicik". Mówię: "Wiesz co, wezmę słuchawki i spontanicznie, na freestylu wymyślę topline" (bo ja najpierw wymyślam topline, a dopiero później piszę tekst piosenki). I poniosły mnie te brzmienia, tak, że właściwie za jednym razem, w godzinę, powstała cała piosenka: zwrotka, pre chorus, refren... Potem dołączyli do nas Jeremi Sikorski i Mimi Wydrzyńska, którzy pomagają mi i uczą mnie między innymi, jak pisać teksty, bo się na to absolutnie otworzyłam.

Mimo że była to ostatnia piosenka, jaką stworzyłam na kampie, to stwierdziłam, że najbardziej oddaje to, w jakim miejscu jestem. Jest taką kwintesencją tego, jak się czuję. Dlatego chciałam, aby poszła jako pierwsza.

Mimi Wydrzyńska – ona jest dobra w teksty. Pisze dla wielu artystów. Nie wiem, czy masz tak samo, ale jak piosenkę jakiegoś artysty, to myślę sobie: "Mimi maczała w tym palce". Ona jest bardzo słyszalna w tych utworach.

Julia Wieniawa: Tutaj pisałyśmy razem, ale bardzo dużo rzeczy wychodziło ode mnie. Tak w 80 proc. ten tekst wypłynął ze mnie i cieszę się, bo jest to bardzo prawdziwe. Mimi pisała też ze mną teksty do innych piosenek, nauczyłam się od niej, jak to się robi. Przyznam, że pisanie tekstów zawsze mnie przerażało. Uważałam, że to czarna magia, miałam dużą blokadę w sobie, a teraz – dzięki Mimi – odblokowałam się i nagle okazuje się, że to wcale nie jest takie trudne, tylko po prostu trzeba być ze sobą szczerym.

Mimi Wydrzyńska bardzo dużo mnie nauczyła, pracuje ze mną, jest genialną artystką, ale też prywatnie wspaniałą osobą. Ona też jest taki moim "psychologiem" i kołczuje mnie, abym działała w muzyce.

"Sobą tak" – tak nazwałaś tę piosenkę. Co musi się wydarzyć w życiu, aby móc powiedzieć: "dobrze czuję się sama ze sobą"?

Julia Wieniawa: Trzeba wyciąć całą toksynę z życia.

Zrobiłaś to, udało ci się?

Julia Wieniawa: Tak, to był bardzo trudny czas, zwłaszcza ostatnie dwa lata. Wiele osób było mi nieprzychylnych, wiele podcinało mi skrzydła i – jak się okazuje – nadal to robią, choć trochę nieudolnie. Ale "jestem tu i lepiej jest", cytując piosenkę, i naprawdę cieszę się, że wreszcie wszystko mogę robić coś na własnych zasadach. "Wiem kim jestem, lecę wyżej" – znowu cytując piosenkę. Ten utwór absolutnie oddaje to, co we mnie teraz siedzi. Jest w całym ciele.

Oglądaj

A jak ty w ogóle ogarniasz to wszystko, co się dzieje w twoim życiu? Bo prawda jest taka, że jest tego naprawdę dużo. Aby złożyć to logistycznie, to trzeba się nagimnastykować.

Julia Wieniawa: Dobra organizacja kalendarza. Ja od 13. roku życia, a nawet wcześniej w sumie, zawsze chodziłam na jakieś zajęcia. A to gimnastyka artystyczna, a to konie, a to jakaś gitara, a to zajęcia taneczne. Później zaczęłam chodzić do szkoły musicalowej, więc wszystkie soboty i niedziele, od 9.00 do 16.00 miałam zajęte. Potem zaczęłam grać w serialu. Grafik był przepełniony zajęciami artystycznymi, więc jak tylko weszłam w dorosłość, to nic się w moim życiu nie zmieniło. Nadal mam dużo zajęć. Tak po prostu wygląda moje życie. To dla mnie nic dziwnego, to moja rutyna. Moja praca to moja pasja. Gdy jestem w studiu i tam wymyślam piosenki, to po prostu wypoczywam. Wiem, że brzmię jak pracoholiczka (śmiech). Trochę nią jestem. Ale ja naprawdę kocham wymyślać piosenki. Wymyślanie topline'ów to jedyny moment w życiu, kiedy ja puszczam kontrolę i po prostu nie analizuję, tylko to płynie prosto z mojego serca. Te melodie wydobywają się z moich trzewi i trochę traktuję to jako taką terapię.

W ogóle kiedyś terapeutka powiedziała mi, że powinnam śpiewać, bo to mi pomoże. Prywatnie mam problem z mówieniem o tym, co czuję, co myślę, w związkach, relacjach, ale muzyka mnie otwiera. Dzięki niej potrafię mówić o swoich potrzebach, o tym, co mnie boli, co nie. To naprawdę pomaga. Jestem mocno spirytualnie zaangażowana i dbam o swoją duchowość, więc to śpiewanie pomaga mi odblokowywać czakrę gardła, którą mam zawsze bardzo zapchaną. Mam też niedoczynność tarczycy, Hashimoto. To wszystko się ze sobą łączy. Muzyka jest dla mnie lekiem.

Ale czy masz tak, że jak wchodzisz do studia, to wszystkie inne rzeczy, typu teatr, film zostawiasz?

Julia Wieniawa: Tak, nawet telefon jest out. To znaczy on czasem jest potrzebny, by nagrać na dyktafonie jakiś pomysł, ale generalnie wyłączam się po prostu i spędzam czas tylko nad muzą.

Wypuściłaś to cztery razu, bo jest wersja instrumental, którą będziemy grali w Chilizet. Pojawiła się też wersja a capella, która jest wspaniała, wręcz genialna. Plus ta wersja przyspieszona. Ona też jest super...

Julia Wieniawa: Wyszłam naprzeciw moim fanom, którzy też działają na TikToku. Wiem, że te wersje speed up przyjmują się w social mediach. I rzeczywiście jest bardzo dobry odbiór tej wersji. Specjalnie zrobiłam też wersję instrumental i a cappella, gdyby jacyś DJ-eje chcieliby zrobić remix, albo ktoś na domówce chciałby zrobić karaoke (śmiech).

Redakcja poleca

To jest fajne, że oddajesz ludziom utwór tak naprawdę rozłożony na części i każdy może z tym zrobić, co będzie chciał. Jeśli ktoś będzie chciał zatańczyć, to zatańczy. Jeśli ktoś będzie chciał sobie pośpiewać, to pośpiewa. Jeśli ktoś będzie chciał dograć muzę, to też super. A gdybyś miała sobie wybrać kogoś, kto by ci to zremiksował, to kogo?

Julia Wieniawa: Nie wiem, ale chciałabym zrobić taki konkurs na miks tej piosenki i najlepszy może wydałabym oficjalnie na płycie.

Jak rozumiem, powoli, powolutku, zabierasz się do czegoś większego. Masz materiał na płytę?

Julia Wieniawa: Mam aż za dużo materiału, ale nie mogę zdradzać za wiele. Mam bardzo dobry plan... na życie (śmiech).

A co z twoim teatrem? Wiele dobrego słyszałam o spektaklu, w którym pojawiłaś się z Adamem Woronowiczem. Wracacie wraz z nowym sezonem?

Julia Wieniawa: Tak, teraz mamy przerwę letnią, ale bardzo lubię to grać. Mam super postać, ma dosyć mocną sinusoidę emocjonalną, więc mogę się zawsze wyżyć na deskach teatralnych. Kocham też Adama Woronowicza, to mój ulubiony aktor. To naprawdę świetny kolega teatralny. Zapraszam na "Grę" w Garnizonie Sztuki. Cały czas ją gramy.

Oglądaj

A jak z koncertami w najbliższym czasie?

Julia Wieniawa: Nie gram teraz koncertów, bo chcę wrócić z nowym materiałem. Trochę chcę odciąć grubą kreską tamte stare czasy i wejść z nową energią w nowe czasy. Więc powydaję trochę nowych rzeczy, a potem... zobaczycie. Musicie śledzić mnie na Instagramie.

Czyli teraz przez ten najbliższy czas będzie intensywnie?

Julia Wieniawa: Jest intensywnie. Kręcę teledyski, robię muzę. W sierpniu wchodzę na plan filmu, gdzie mam główną rolę. Gramy tam razem z Maćkiem Musiałowskim.

Redakcja poleca

A to chyba twój ziomeczek, prawda?

Julia Wieniawa: Tak, to mój ziomeczek. Będzie się działo (śmiech).

Jak to się stało w ogóle? W sensie, czy taki był plan od dawna, że razem gdzieś zagracie, czy tak po prostu to przyszło do was?

Julia Wieniawa: Bardzo chcieliśmy razem zagrać, zwłaszcza po sukcesie słuchowiska w Storytelu "Random". Poza tym nasza wspólna piosenka rozbijała bank ("Zabierz tę miłość" – przypomina redakcja). Chcieliśmy coś sami wymyśleć, ale nie mieliśmy czasu, na szczęście wymyślił to ktoś za nas (śmiech). I na fali tego "Randoma", tej naszej energii, dostaliśmy dwie główne role w filmie. Będziemy w nim występować na wielu płaszczyznach.

Jak było na Open'erze? Bo ja nie byłam.

Julia Wieniawa: Żyję, ale ledwo (śmiech). Byłam z całą moją ekipą. To był najlepszy Open'er do tej pory. Mam nadzieję, że kiedyś na nim zagram. Nie byłam na nim trzy lata, więc byłam wygłodniała tych wrażeń. To jest moment, kiedy odpinam wrotki i lecę, jestem sobą, bawię się. Dużo tańczyłam, biegałam od strefy do strefy, chyba dziennie po 30-40 tysięcy kroków robiłam.

A co dla ciebie było tam najfajniejsze? Bo ja na przykład bardzo żałuję, że nie widziałan Hoziera. Widziałaś go?

Julia Wieniawa: Widziałam. Było to piękne, gdy wszyscy śpiewali "Take me to church". Ale też Doja Cat dała niezwykle energetyczny występ. To było naprawdę dobre. To taka kwintesencja pewności siebie. Była prawie naga, świetnie wyglądała. Nie potrzebowała żadnych tancerzy dookoła. Miała tylko chórki. Bardzo szanuję to, że mimo że jest raperką, miała zespół na żywo, a nie DJ-a. Dua Lipa zresztą też rozniosła scenę.

Powiedziałaś, że masz nadzieję, że kiedyś wystąpisz na Openerze i to może się wydarzyć, bo ty masz trochę tak, że jak powiesz coś głośno, to się spełnia, prawda?

Julia Wieniawa: Mam nadzieję, że to się kiedyś uda. Bardzo bym chciała. To jest naprawdę moje największe marzenie muzyczne. Na razie (śmiech). Mogę obiecać, że jeśli kiedyś dostanę taką szansę, to zrobię wszystko, aby to było topowe show.

I pewnie tak będzie, bo pamiętam twój koncert na festiwalu "Na lekko" niedaleko Marek pod Warszawą. To było super.

Julia Wieniawa: Tak, na Orange'u też grałam. To był mój pierwszy koncert w ogóle.

Orange już odhaczyłaś, to teraz następnym krokiem jest tylko i wyłącznie Open'er. Dobrze, ale zawsze na koniec rozmowy w "Kawce, muzyczce" zadaję takie pytanie o piosenkę życia. Ale od razu mówię odpowiadamy spontanicznie.

Julia Wieniawa: Oh my god... No dobra, to piosenka, która nie ma dla mnie jakiegoś mocno tekstowego znaczenia, ale podoba mi się po prostu vibe tej piosenki. To "La femme à la peau bleue" Vendredi Sur Mer. To taka francuska artystka. Ta piosenka kojarzy mi się z 8.00 rano na plaży, z moją pierwszą miłością, z Open'erem. To było 8 lat temu (śmiech). Do tej pory mam ją na playliście i często sobie ją puszczam.

To jest właśnie najfajniejsze, że te sentymenty nigdy nas nie opuszczą. Czego ci życzyć na najbliższy czas, bo właściwie nie wiem, czy mogę życzyć komuś odpoczynku , kto jest pracoholikiem (śmiech).

Julia Wieniawa: Życzliwych ludzi. Życz mi, żeby nikt nie podkładał mi kłód pod nogi i dał mi się cieszyć moim sukcesem. Moją nową drogą i tym, w jakim kierunku poszłam. Po prostu peace, błagam. Szkoda życia.

To, co powiedziałeś jest szalenie ważne. Chyba umiesz się już odcinać, prawda?

Julia Wieniawa: Tak, staram się.

Czy to nie jest tak, że z wiekiem zaczynamy liczyć przyjaciół na palcach jednej ręki. Tych prawdziwych, najprawdziwszych. Wiadomo może być ich więcej, ale zwykle życie to weryfikuje.

Julia Wieniawa: Zawsze mówię, że przyjaciół poznaje się w sukcesie. Nie chodzi mi o to, że podczas sukcesu pojawiają się nowi przyjaciele, tylko o to, że czy ci, którzy podawali się za twojego przyjaciela, gdy osiągasz sukces, szczerze będą się nim z tobą cieszyć i będą cię wspierać, dadzą ci wiatru w żagle. To jest prawdziwa przyjaźń, a niestety nie zawsze tak jest.

Jeszcze chciałam zapytać o klip. Wyglądasz na nim, jak milion dolarów. Masz tam dookoła siebie dziewczyńską tańczącą ekipę.

Julia Wieniawa: Nie tylko dziewczyńską (śmiech). Wiesz, ta piosenka jest taka wolnościowa, o odcinaniu tego, co złe, o byciu sobą. Nie wszyscy w tym kraju mają możliwość bycia sobą. Ten utwór niesie więc przesłanie: bądźmy sobą i dawajmy innym być sobą, bo to jest najpiękniejsze, to nigdy nie wychodzi z mody, to jest najbardziej trendy.

Dziękuję, że wpadłaś i życzę ci powodzenia.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ audycja "Kawka, muzyczka"/ spisała i przeredagowała Monika Karbarczyk