"Zakochałam się w bandziorze z wdziękiem". Maryla Rodowicz o nowej wersji "Sing-Sing"

5 min. czytania
Aktualizacja 19.04.2024
19.04.2024 14:15
Zareaguj Reakcja
---- ----

"Sing-Sing" to utwór, który prawdopodobnie zna każdy z nas. Od niedawna można go posłuchać w nowej wersji. Maryla Rodowicz śpiewa ten kawałek wraz z Mrozem. Przyznajemy, że jest świetny. Ale to jeszcze nie koniec. Pani Maryla pracuje nad nowym projektem, w którym weźmie udział wielu artystów. Jak przebiega praca nad nową płytą i jak wyglądała praca z Mrozem? Artystka zdradziła nam szczegóły. 

Maryla Rodowicz oraz Dominika Biegańska
fot. Maryla Rodowicz oraz Dominika Biegańska/ Chillizet
--1-- ----

Dominika Biegańska: Czy premiery nadal cieszą tak, jak kiedyś?

Maryla Rodowicz: Oj bardzo, każdego artystę zawsze cieszą. Artysta przecież coś kombinuje, wymyśla, a radio jest takim testerem. Wtedy można przemówić do milionów.

Ale kiedyś te premiery wyglądały zupełnie inaczej. Teraz tak naprawdę one są w streamingach i właściwie trochę ten świat się zmienił, pani jednak bardzo pięknie nadąża.

Maryla Rodowicz: Staram się. Bardzo lubię działać w Internecie. Bardzo lubię kontakt z fanami w mediach społecznościowych, mam tam dużą grupę fanów i jestem aktywna.

"Sing-Sing" to jest piosenka, którą zdecydowała się Pani oddać Mrozowi. Czy to Pani zwróciła się do Mroza, czy Mrozu zwrócił się do Pani? Ten projekt jest trochę szerszy i tam będzie działo się dużo więcej.

Maryla Rodowicz: To ja się zwróciłam do Mroza i to jest pierwszy singiel z tego całego projektu, nad którym pracujemy. Tam będzie w sumie 10 piosenek.

Dziesięć piosenek, które zdecydowała się pani oddać. Czy będzie wśród nich "Małgośka"?

Maryla Rodowicz: Nie powiem. Nie mogę powiedzieć, bo już puściłam farbę wcześniej (śmiech).

A tak, to prawda (śmiech). Jak to się zaczęło, czy Mrozu, przyjechał do pani i usiedliście w studiu?

Maryla Rodowicz: Najpierw usiedliśmy na moim tarasie w ogrodzie. Mrozu był bardzo miły, bardzo rozluźniony. Potem słuchaliśmy muzyki. On jest muzykiem, więc to było takie bardzo muzyczne spotkanie. Natomiast w studiu już nie było żartów, Mrozu pilnował każdego dźwięku, mnie pilnował. Gdy pytałam, czy mogę tak zaśpiewać, to odpowiadał: "Nie, nie, nie, w żadnym wypadku. Zaśpiewaj tak". Ja: "A może taką końcówkę?". On: "Nie, zaśpiewaj taki dźwięki". Tak więc poddałam się całkowicie władzy Mroza.

Redakcja poleca

Ale jak się z tym Pani czuła? Oddaje Pani swoją piosenkę, a tu ktoś się rządzi.

Maryla Rodowicz: Byłam zestresowana trochę, ale i zdyscyplinowana. Wiedziałam, że musimy się skoncentrować, aby wyprodukować dobry numer. Wszystko było w rękach Mroza. On jest muzykiem, on to produkował.

Czy od razu było wiadomo, że "Sing-Sing" zaśpiewa właśnie on?

Maryla Rodowicz: Tak, to on wybrał ten utwór.

Czy wszyscy artyści, którzy będą pojawiali się w tym projekcie, będą mieli dowolność, jeżeli chodzi o wybór Pani twórczości?

Maryla Rodowicz: Tak. Mają dowolność i po ich stronie leży produkcja. Ja się nie wcinam. Oni przy pomocy swoich ulubionych producentów produkują ten utwór.

Wiem, że nie chce Pani zdradzać kolejnych artystów, ale – jak już Pani powiedziała – puściła farbę gdzieś indziej.

Maryla Rodowicz: Bo mnie przydusili (śmiech)

Wiem. Pojawia się Pani gościnnie również u innych artystów, którzy świetnie sobie radzą na scenie muzycznej. Jak Ralf Kamiński zaprasza, to pani nie odmawia, prawda?

Maryla Rodowicz: Jemu nie można odmówić (śmiech).

Zaśpiewaliście razem "Niech żyje bal" i to było coś fantastycznego.

Maryla Rodowicz: Tak, on przyjechał do mnie do domu i ćwiczyliśmy chyba ze dwie godziny kroczki. On miał wszystko wyliczone. "A teraz tu idziemy w prawo, a teraz w lewo, a teraz się zatrzymujemy. Teraz ja cię biorę za rękę". Tam nie było przypadkowych kroków. To wszystko było wymyślone przez Ralfa.

Tak, u Ralfa musi być co do sekundy. Najchętniej zapytałabym o to, czy Ralf się na tej płycie, ale rozumiem, że to tajemnica. Czy ta płyta ma już jakąś datę premiery? Czy to będzie jesień 2024 roku?

Maryla Rodowicz: Nie wiem, nie wiem. To zależy od wytwórni. Ale wciąż jesteśmy w procesie twórczym.

 Ale wszyscy artyści są już zaproszeni i wiedzą, że mają w tym projekcie wziąć udział, prawda?

Maryla Rodowicz: Tak, oczywiście.

Pani Marylo, utwór "Sing-Sing" powstał w 1976 r. Tekst napisała Agnieszka Osiecka, a Pani go zaśpiewała. Ile jest Pani w tym utworze? Pojawia się ten bad boy, któremu nie do końca dobrze patrzy z oczu. Jest to SOS na końcu. On chyba na końcu ginie, bo na końcu słychać strzały...

Maryla Rodowicz: To nie on ginie, on oddaje te strzały. 

Kim był ten facet, o którym Pani śpiewała tę piosenkę?

Maryla Rodowicz: No takim bandziorem. Zakochałam się w takim bandycie z wdziękiem.

Czyli to Pani historia?

Maryla Rodowicz: Tak, to moja historia, opisana przez Agnieszkę Osiecką. Ona ją usłyszała ode mnie i opisała. Agnieszka lubiła koloryzować, więc nie wiem, ile jest prawdy w historii, którą mi opisała. Napisała do mnie, że była w Bielsku u koleżanki, wzięła taksówkę i jechała do Zabrza, gdzie mieszkał wtedy Jacek Mikuła. Jechała tą taksówką i napisała, ale już w połowie drogi pożałowała tych pieniędzy, które będzie musiała wydać na taksówkę. W końcu dotarła do Zabrza, Jacek zamknął ją podobno w pokoju i ona przez trzy dni napisała chyba siedem, czy osiem utworów do jego muzyki. Jacek ją karmił, podawał talerze przez drzwi. Według Agnieszki zamykał ją na klucz, ale to na pewno nieprawda.

Redakcja poleca

Pani Marylo, mam jeszcze takie pytanie od naszych słuchaczy. Czego Pani słucha prywatnie w domu?

Maryla Rodowicz: Ja lubię ciszę, naprawdę. Bardzo lubię początek dnia, kiedy robię sobie kawę, siadam z laptopem i oglądam coś lub czytam wiadomości. Przede wszystkim zaczynam od wojny, od Ukrainy. Potem wiadomości polityczne, potem sportowe, potem muzyczne.
Jeżeli pojawiają się jakieś newsy muzyczne, a zwykle się pojawiają, jakieś nowe nagrania, to zawsze słucham i jestem w ten sposób na bieżąco. Wiem co, kto, gdzie i dlaczego.

Czyli jest pani na bieżąco z tymi wszystkimi współczesnymi artystami?

Maryla Rodowicz: Tak, bardzo ich podziwiam i jest naprawdę dużo, dużo świetnych młodych artystów.

A tęskni Pani do tych czasów, kiedy muzykę robiło się zupełnie inaczej?

Maryla Rodowicz: Nie, zupełnie nie. Nie tęsknię, nie wspominam, cieszy mnie dzień dzisiejszy i to, że jest właśnie inaczej. Że jest tyle rozgłośni radiowych. Kiedyś było jedno radio, Polskie Radio, które grało bardzo chętnie polską muzykę. Teraz z tą polską muzyką nie jest tak hop-siup i trzeba się przebijać przez gąszcz zachodnich produkcji, zresztą świetnych produkcji. Ale lubię to, lubię to, co się dzieje teraz. Lubię poznawać nowych artystów, lubię koncerty, lubię moich fanów...

Czyli ten rok będzie dla Pani pracowity i otwiera jakiś nowy rozdział. W kolejnych miesiącach będziemy poznawali kolejne single, prawda?

Maryla Rodowicz: Tak, wydaje mi się, że jeszcze w kwietniu mamy coś nagrać i w maju musimy jeszcze coś nagrać. Być może jeszcze dwa klipy powstaną.

A czy później, jak pojawi się płyta, to będą też koncerty?

Maryla Rodowicz: Tak, będzie bardzo ciekawie i będzie się działo, no ale też nie mogę powiedzieć, bo już dostałam baty za to, że wygadałam. "Jestem klepa", tak mi powiedzieli. "Jak chcecie zachować jakąś tajemnicę, to powiedzcie to Maryli, to ona od razu wyklepie" (śmiech)

To zapytałam jeszcze o "Małgośkę". Co Pani czuła, gdy usłyszała "Małgośkę" w wersji Vito Bambino? On ją zaśpiewał na "Mateuszka" i jednak ją trochę przerobił.

Maryla Rodowicz: Bardzo lubię Vito Bambino, bo ma dużo wdzięku. Jest świetnym facetem. Także jemu wszystko wybaczam. Jemu wszystko wolno.

Pani Marylo, bardzo dziękuję. Życzę Pani mnóstwo radości w związku z tymi premierami i czekamy na więcej.

Oglądaj

Źródło: CHILLIZET/ podcast "Dobre Wibracje"