Kaśka Sochacka: "Ta druga" – w tym tytule jest tyle możliwości interpretacji

10 min. czytania
Aktualizacja 21.11.2024
21.11.2024 18:09
Zareaguj Reakcja
---- ----

"Ta płyta jest o relacjach, o miłości, o związku, o przeszkodach, o rozczarowaniach, o nadziejach" – powiedziała Kaśka Sochacka w rozmowie z Jakubem Lachowiczem, mówiąc o swoim drugim krążku "Ta druga". Ten tytuł podobno wymyślił Paweł Jóźwicki, czyli Józek. "Podoba mi się w tym tytule to, że on ma w sobie bardzo dużo możliwości interpretacji" – dodała. 

Kaśka Sochacka i Jakub Lachowicz
fot. Chillizet
--1-- ----

Jakub Lachowicz: Czekaliśmy, czekaliśmy i wreszcie się doczekaliśmy. Po trzech latach jest wreszcie "Ta druga" płyta. Jakie to uczucie trzymać w dłoniach ten album?

Kaśka Sochacka: Jeszcze lekko nie dowierzam, ale bardzo się cieszę. Mam coś takiego, że chciałabym dziękować wszystkim, dzięki którym ta płyta powstała. Szczególnie Olkowi Świerkotowi, czyli producentowi, z którym te piosenki dziergaliśmy. To wyjątkowy czas, choć podczas procesu tworzenia tych piosenek, wielokrotnie wydawało mi się, że to nigdy się nie wydarzy, że ta płyta się nie ukaże.

Podobno prace nad tą płytą trwały 20 miesięcy...

Kaśka Sochacka: Tak, 20 miesięcy temu po raz pierwszy pomyślałam, że to jest dobry moment na to, aby zacząć myśleć o kolejnej płycie (...).

Te ostatnie trzy lata (od wydania płyty "Ciche dni" – przypomina redakcja) były dla Ciebie bardzo intensywne...

Kaśka Sochacka: Tak, bardzo dużo koncertów.

To kiedy Ty odpoczywasz?

Kaśka Sochacka: W międzyczasie (smiech).

A kiedy jest ten "międzyczas"?

Kaśka Sochacka: Rzadko, bo właśnie zawsze jest "coś". Oczywiście cieszę się, że mogę koncertować, że ktoś na te koncerty chce przychodzić...

"Ta druga" – tytuł można traktować dosłownie, bo to drugi długogrający album. Wcześniej mieliśmy epkę i album koncertowy. Ale tę płytę można potraktować też mniej dosłownie, prawda?

Kaśka Sochacka: Podoba mi się w tym tytule to, że on ma w sobie bardzo dużo możliwości interpretacji. Jak ktoś posłucha piosenek, to pewnie sobie tą swoją interpretację dorobi.

Kto wymyślił ten tytuł?

Kaśka Sochacka: Paweł Jóźwicki, czyli Józek. Kiedyś do mnie zadzwonił i rzucił ten tytuł, a ja się od razu w nim zakochałam. To jest takie proste, po prostu świetne. Józek ma talent do takich rzeczy.

Redakcja poleca

À propos talentu... To Twoje piosenki mają niesamowite teksty. Słuchałem tej płyty i wbiła mnie w fotel. To było coś niesamowitego. To teksty głębokie, a jednocześnie nieprzesadnie skomplikowane. Powiedzmy może, o czym opowiada ta płyta?

Kaśka Sochacka: O relacjach, o miłości, o związku, o przeszkodach, o rozczarowaniach, o nadziejach. Wydaje mi się, że jest na tej płycie bardzo dużo takiego światła i takiego też pogodzenia się z pewnymi rzeczami w życiu. Nawiązując do tytułu, czasem ustawiamy się na drugim miejscu w czyimś życiu, a czasami ktoś nas tam ustawia. Wydaje mi się, że ta płyta jest takim zapisem różnych emocjonalnych przemyśleń.

A czy czułaś presję przed wydaniem tego albumu? Chodzi mi o to, że tworzysz i występujesz od 10 lat. Niektórzy znają Cię od czasów, np. Must Be The Music, Mam Talent. Czy wydając tę płytę miałaś w głowie taką myśl, że chciałabyś spełnić oczekiwania wszystkich swoich fanów?

Kaśka Sochacka: Mam wrażenie że ta płyta jest kontynuacją tego, co już można było usłyszeć w moim wykonaniu. Nie jest jakąś rewolucją. Oczywiście wielokrotnie słyszałam o "syndromie drugiej płyty". Gdy tworzyłam pierwszą płytę, wszyscy mówili: "dobra, ta pierwsza to luz, ale zobaczysz, jak będzie z tą drugą". Bo to będzie dopiero potwierdzeniem tego kim jesteś i jaka jesteś. Ja się chyba zwolniłam z tego. Nie nakładałam na siebie żadnej presji. Potrafię robić piosenki, tak mi się przynajmniej wydaje, i tylko na to mam wpływ. Nie miałam jakiejś założonej z góry koncepcji na to, jak ta płyta ma brzmieć, jaka ona ma być, jakie teksty mają tam być, jakie historie mają być opowiedziane. To się po prostu działo, ja się temu poddałam. Nie starałam się na siłę odkrywać Ameryki. Po prostu sobie tam płynęłam

Jak piszesz teksty, jak wygląda ten proces?

Kaśka Sochacka: W każdy możliwy sposób. Czasem siadam w domu, robię herbatę, zapalam świeczkę i piszę, ale częściej różne pomysły przychodzą w różnych momentach. Ja je wtedy skrzętnie zapisuję. A jak już jest piosenka, która ma melodię, i trzeba dopasować do niej jakieś słowa, to wtedy sięgam do tych notatek, które powstały w różnych sytuacjach. Czasem muszę po prostu je poukładać. Czasem muszę wziąć coś sprzed kilku lat i dołożyć do tego myśl, którą mam dzisiaj. Wydaje mi się, że przy tej herbacie i świeczce, to najczęściej finalizuję teksty. One wtedy nie powstają, tylko dopinają się. A myśli, które kotłują w mojej głowie, jakieś spostrzeżenia, zapisuję na bieżąco cały czas. Ten proces twórczy jest nieustanny.

Zawsze tak miałaś, czy to się zaczęło, gdy zaczęłaś tworzyć muzykę?

Kaśka Sochacka: Zawsze tak miałam. Zawsze zapisywałam sobie różne rzeczy w notatniku, teraz w notatniku w telefonie (śmiech).

Porozmawiajmy o twoim producencie, o Olku Świerkocie. Jak Wam się pracowało?

Kaśka Sochacka: My cały czas ze sobą pracujemy, bo gramy razem koncerty, robimy piosenki, spotykamy się w studiu. Jak są jakieś projekty poboczne, to też zawsze wspólnie je robimy. Jakoś się tak po prostu skumaliśmy, zrozumieliśmy i pracujemy razem. Jestem bardzo wdzięczna Olkowi za wszystko. Lubię powtarzać, że to jest "nasza" płyta. Naprawdę robiliśmy ją razem. Nawet na okładce jesteśmy razem (śmiech). W ten sposób chciałam mu oddać jakąś cześć, bo naprawdę bardzo dużo czasu spędził ze mną przy tej płycie. Traktował ją, jak swoją własną. (...) Uważam, że w życiu najważniejsi są ludzie. Otworzenie się przed kimś, robienie wspólnie muzyki, nie jest łatwe. Ja się bardzo dobrze z Olkiem dogaduję prywatnie, dobrze mi się spędza z nim czas. Olek był pierwszą osobą, która słyszała teksty, piosenki. Był tą osobą, która mówiła: "Wiesz, to na mnie działa, to na mnie nie działa". Mam do niego bardzo duże zaufanie i tych jego wskazówek słuchałam. Przeszliśmy wspólnie długą drogę.

Porozmawiajmy o poszczególnych singlach. Czy zaskoczył cię sukces "Szumu"?

Kaśka Sochacka: Tak, totalnie. Ta piosenka powstała jednego wieczoru, chyba z dwoma innymi, które też sobie skomponowałam i napisałam. Zostawiłam na komputerze i zapomniałam o nich. Kiedyś Olek wpadł do studia i ja mu te piosenki puściłam. On jako pierwszy powiedział o "Szumie": "Kurczę, to jest hit!". Pomyślałam: "Ok. Miły jest". Ale potem zaczęłam puszczać tę piosenkę innym ludziom i też mieli podobne opinie. Przyznam, że bardzo lubię tę piosenkę i cieszę się, że grają ją stacje radiowe w całej Polsce.

A o czym jest "Szum"?

Kaśka Sochacka: O tym, o czym każdy myśli, że jest. Fajne jest to, że te piosenki możemy sobie dowolnie interpretować. Spotkałam się z tym przy "Wiśni", gdy ludzie zaczęli się dzielić ze mną swoimi historiami, np. w komentarzach na YouTubie, czy w prywatnych rozmowach. Dla każdego miała ona zupełnie inny wydźwięk. Dla każdego była o czymś innym. To mnie zaskoczyło, ale uważam też, że to jest super. Nie chciałabym swoją interpretacją niszczyć komuś jakiegoś obrazu, który pojawił się po wysłuchaniu tego utworu. Podoba mi się, że tak wiele osób rezonuje z tymi piosenkami i to w tak różny sposób.

Przyznam ci się do czegoś. Gdy wydałaś singiel "Szum", to ten utwór nie wydał mi się jakiś szczególny. Dopiero później, gdy wyjechałem na urlop i posłuchałem jej w innych okolicznośiach, to do mnie trafiła. Oczarowała mnie, znam jej tekst na pamięć. Gdy to powiedziałem w redakcji, to wszyscy się śmieli: "Odkryłeś 'Szum' trzy miesiące po premierze". Teraz to jeden z moich ulubionych utworów, ale musiał "przeleżakować", bym go w pełni docenił. Też tak masz?

Kaśka Sochacka: Nie, ale ja tych piosenek robię znacznie więcej. Natomiast te, które w końcu znajdą się na tych płytach, to te, które w jakiś sposób we mnie zostały. To są melodie, teksty, którymi chciałam się podzielić. Wydaje mi się, że nie ma tu przypadku, z jakiegoś powodu akurat te piosenki znalazły się na tej płycie. Ale mam też świadomość tego, że to nie jest taka płyta, że wystarczy ją raz przesłuchać i od razu wpada w ucho. Nie, ona potrzebuje czasu, dobrze jest ją przesłuchać kilka razy.

Redakcja poleca

Singiel "Komary", ostatni.

Kaśka Sochacka: To jest na przykład tekst, który powstał głównie z wiersza. Zwrotka była wierszem, a refren był refrenem innej piosenki.

Piszesz wiersze?

Kaśka Sochacka: Tak, dużo wierszy piszę. Odkąd pamiętam, to pisałam wiersze. Chyba zaczęłam, jak miałam 9 lat. Zawsze mnie do tego pisania ciągnęło. To dla mnie taka naturalna forma ekspresji. Mam tych wierszy bardzo dużo. Czasem z nich układam piosenki.

W przypadku utworu "Komary" trochę nam ułatwiłaś interpretację. Wydałaś piękny teledysk i sama napisałaś w mediach społecznościowych, o czym jest ta piosenka. Ona ma piękne przesłanie...

Kaśka Sochacka: Ta piosenka jest o takiej idealnej wizji starości. My się często boimy starości, a ona wydaje mi się czymś pięknym, ale nie danym każdemu. Nie każdy ma szansę dożyć starości... a jeszcze dożyć jej z kimś, kogo się kocha! Pewnego wieczoru wyobraziłam sobie, jak bym chciała, aby to było. Opisałam to sobie i tak powstały "Komary".

Czy piosenki są dla ciebie terapeutyczne?

Kaśka Sochacka: Tak, totalnie. Mam wrażenie, że jak coś sobie napiszę, a potem zaśpiewam (nawet wielokrotnie na koncertach), to łatwiej jest mi się na przykład pożegnać z jakąś emocją.

Ale chyba trudno je pisać, tak się uzewnętrzniać, a później pokazać to światu? Czy masz tak czasem, że boisz się coś wydać, bo myślisz, że to zbyt osobiste?

Kaśka Sochacka: Oczywiście, towarzyszy temu jakiś rodzaj zawstydzenia. Najbardziej czułam to przy "Wiśni", czy przy "Śnie", przy tej pierwsze epce. Dla mnie to zderzenie z odbiorem było trochę przerażające, ale potem zobaczyłam, że inni mają podobnie, i poczułam się bezpiecznie.
Zresztą wydaliśmy "Ciche dni", potem "Ministory", a potem była dłuższa przerwa. Napisanie tych tekstów znów obarczone było takim przekonaniem, że nie potrafię pisać, że może nie powinnam tak pisać. Wszystko zaczęło się od nowa. Myślałam, że ta druga płyta będzie łatwiejsza, prostsza, bo przecież już robiłam to wcześniej, ale czułam się jakbym zaczynała od początku, jakbym debiutowała. Wróciły znowu te emocje. Był to jakiś ciężar, ale musiałam go unieść.

Nie chcę cię odpytywać z każdej napisanej piosenki, ale o tę jedną muszę, bo bardzo zaintrygował mnie tytuł: "Strona B". Skąd się to wzięło? Bo moje jedyne skojarzenie to strona B płyt winylowych (śmiech)

Kaśka Sochacka: Współpracowałam kiedyś z pewnym artystą. Bardzo znanym, popularnym. To było lata temu. On był kompozytorem i zaproponował mi swoje piosenki. Spotkałam się z nim, zrobiliśmy te piosenki, ale one mi nie do końca leżały. Potem on zagrał przy mnie jakiś inny numer i on mi się strasznie spodobał. Powiedziałam: "Kurczę, gdybyśmy zrobili ten numer, byłoby ekstra". On spojrzał na mnie i powiedział: "Już rozumiem, ty jesteś taką dziewczyną, co lubi piosenki ze strony B". To się do mnie totalnie przykleiło. To było fajne. Gdy pisałam ten tekst, na który składało się kilka różnych wierszy, opowiastek, to sformułowanie: "I z tylu ważnych miejsc/ Zostanie strona B", bardzo mi się spodobało.

Najbardziej rytmicznym numerem na Twojej płycie jest "Femme Fatale"...

Kaśka Sochacka: Jeszcze w fazie demo ta melodia bardzo mi się spodobała, cały czas za mną chodziła. Ten numer w ogóle powstał bardzo szybko. W sierpniu wydawało nam się z Olkiem, że skończyliśmy płytę. Pojechaliśmy na urlopy. I na tych urlopach obydwoje doszliśmy do wniosku, że te piosenki, które zrobiliśmy są okej, ale my jeszcze tej płyty nie skończyliśmy, że jeszcze potrzebujemy czasu. To była dla nas bardzo stresujące, bo mieliśmy ustawiony termin płyty. Na szczęście dostaliśmy jeszcze trzy tygodnie i to były szalony czas. W tym czasie wiele rzeczy wywróciliśmy do góry nogami. Dorzuciliśmy jeszcze dwie piosenki "Spokojnie" i właśnie "Femme Fatale".

Nie wspomnieliśmy podczas rozmowy o piosence "Komary" o wyjątkowym gościu. Andrzej Smolik, na harmonijce, niczym Stevie Wonder u Stinga...

Kaśka Sochacka: To jest niesamowita historia. Kiedyś siedzieliśmy z Olkiem w studiu i tę piosenkę robiliśmy. Nagle Olek wyciągnął harmonijkę i coś tam zaczął sobie na niej grać. To mi się bardzo spodobało, byłam wręcz zachwycona. Potem był taki moment, że mieliśmy bardzo dużo koncertów, a do końca sierpnia mieliśmy oddać piosenki. Kiedyś nie było mnie studiu i wtedy Andrzej Smolik nagrał z Olkiem te partie. To była dla mnie niespodzianka. Przyjeżdżam do studia i słyszę, że to są trochę inne partie, w ogóle jest tego więcej. Pomyślałam sobie: "Wow, co to jest?" Bardzo szanuję Andrzeja, uwielbiam go jako człowieka, muzyka. Bardzo mu za to dziękuję!

Redakcja poleca

Czy jeszcze kogoś na tej płycie ukryliście lub producenci ukryli? (śmiech)

Kaśka Sochacka: Są też inni goście, na przykład Miłosz Pękala, który gra na instrumentach perkusyjnych, Tomasz Ziętek, który zagrał na trąbkach. Są na tej płycie również partie muzyków z mojego zespołu. Bardzo chcieliśmy z Olkiem, aby ta nasza płyta była taka organiczna, taka nasza.

No właśnie, twój zespół. Ostatnio koncertujecie non stop. Cały czas jeździcie razem, ale chyba dogadujecie się, prawda?

Kaśka Sochacka: Udało nam się stworzyć taką rodzinę, w której każdy sobie dobrze życzy, wspiera się, lubi się. Utrzymujemy ze sobą kontakt również prywatnie. Uważam to za jeden z moich największych sukcesów, że mam wokół siebie ludzi, którzy dają mi poczucie takiego ciepła. Wyjeżdżając z domu nie mam uczucia, że jestem samotna. Bardzo im za to dziękuję. Cieszę się, że ludzie wokół mnie są tacy, jacy są.

Czy to są też Twoi ziomkowie od piłki nożnej? Czy wspólnie oglądacie mecze?

Kaśka Sochacka: Jeśli jakieś akurat są, to tak. Wszyscy się powoli wkręcają (śmiech)

Krzyczysz podczas oglądania meczów? Nie boisz się o głos?

Kaśka Sochacka: Tak, oczywiście.  Oczywiście, że się boję, ale nie jestem w stanie się opanować (śmiech). 

Komu kibicujesz?

Kaśka Sochacka: Tak drużynowo, niereprezentacyjnie? To drużynom, w których Polacy występują. Mam słabość do Realu Madryt, ale i do FC Barcelona. Jak ktoś nas teraz słucha, to pewnie zastanawia się: "Co ona mówi?!". Realowi Madryt kibicuję od dzieciństwa, bo to był pierwszy zespół, jaki zobaczyłam w Lidze Mistrzów. Miałam wtedy chyba 10 lat. Wtedy po prostu przepadłam i się w tej piłce zakochałam. Ale Barcelonie też kibicuję. Mam też słabość do SSC Napoli. Kiedyś tam grali Arek Milik i Piotrek Zieliński, teraz już nie ma tam naszych reprezentantów, ale sentyment pozostał. Do Manchesteru United też.

A naszej reprezentacji też kibicujesz? Chodzisz na ich mecze?

Kaśka Sochacka: Ależ oczywiście, kibicuję i chodzę na mecze (śmiech).

Jesteś w trakcie trasy koncertowej. Jak ludzie reagują na te piosenki z najnowszej płyty?

Kaśka Sochacka: Pięknie i jestem za to niezwykle wdzięczna. Prezentowanie nowych utworów zawsze wiąże się z dużym stresem. Ludzie przychodzą na koncerty, by posłuchać to, co już znają, lubią, co mogą wspólnie pośpiewać. Mają zwykle swoich faworytów i najbardziej uaktywniają się w tych momentach, w których gramy te ich ulubione kawałki. A my na tej trasie wykonujemy 10 nowych piosenek... Ludzie jednak wspaniale na nie reagują. Spotkały się one z cudownym przyjęciem. Czasem te reakcje są takie, jakbyśmy zaśpiewali właśnie ulubiony utwór publiczności. To jest naprawdę bardzo miłe.

Gratuluję ci tej płyty, tych wyprzedanych koncertów. Życzę wszystkiego najlepszego. Pięknie dziękuję za tę rozmowę.

 Jeśli chcecie wysłuchać całej rozmowy Jakuba Lachowicza z Kaśką Sochackę, to zachęcamy do obejrzenia i wysłuchania tej rozmowie na YouTubie:

Oglądaj

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET