„Teraz mam totalny chill, czuję się dobrze ze sobą”. Jann o swoim nowym singlu

6 min. czytania
Aktualizacja 10.09.2024
20.08.2024 08:35
Zareaguj Reakcja
---- ----

Jann to jeden z najciekawszych młodych artystów polskiej sceny muzycznej. Po dłuższym czasie wraca z kolejnym singlem „What do you want from me?”. Na ten utwór – dostępny już na wszystkich platformach streamingowych – czekali jego fani i krytycy muzyczni. Jakie były kulisy powstania tego utworu? Czy Jann jest perfekcjonistą?Wszystko to zdradził w rozmowie z Dominiką Biegańską w podcaście „Kawka, muzyczka”.

Jann i Dominika Biegańska
fot. Chillizet/Jann i Dominika Biegańska
--1-- ----

 Dominika Biegańska: Znów nowa fryzura. Na czerwony zmieniłeś, bo...?

Jann: Bo tak.

Okej, a wcześniej był blond…

Jann: Wcześniej był blond. Czerwony mi chodził po głowie już bardzo dawno, od jakichś 5 lat chyba. Chciałem sobie zrobić czerwone krótkie włosy, ale miałem długie, za ramiona, więc stwierdziłem, że to chyba byłaby za duża zmiana. Więc musiałem przejść po prostu do czerwonych powolutku.

Tak, ale my dzisiaj nie o tym. My dzisiaj o nowym singlu „What do you want from me”. Kiedy to się stało, z kim to się stało, jak się to robiło?

Jann: To długo się działo, zacząłem go robić, nie wiem, w sierpniu [zeszłego roku – przyp. red.]. Jakoś w sierpniu powstały pierwsze pomysły i potem z Jerrym zaczęliśmy, bodajże w październiku, działać sobie w studio. Najpierw ułożyłem melodię, zacząłem sobie do tego coś bełkotać. Musiałem do tego wszystkiego rytmicznie dołożyć tekst – ja często tak pracuję, że wyrzucam z siebie stream of consciousness, bełkoczę sobie często jakieś słowa, które się przebijają z podświadomości, a potem słucham słów i próbuję je złapać. To bywa trudne, bo trzeba je dopasować rytmicznie, sylabowo, było bardzo ciężko. A jak próbowałem kiedyś zupełnie inaczej podejść do tekstu i do melodii i przyniosłem pomysł do studia, to Jerry powiedział, że fajnie, ale tamten sposób lepszy jednak. Ten kawałek sobie czekał, czekał i tak naprawdę dopiero niedawno go skończyłem. Tekst napisałem w godzinę. To znaczy końcówka była szybka, ale sam proces nie. Proces nie wygląda tak, że siadam do roboty i pracuję, tylko trwa właśnie czasami rok. Cały czas wracałem do tej piosenki, analizowałem, mniej więcej wiedziałem, o czym chcę napisać, ale jakoś jeszcze nie miałem takiej wolności i odwagi, żeby napisać to totalnie na luzie.

Znowu zrobiłeś taki szybki numer, do którego idealnie będzie się tańczyło na koncertach. Znowu bardzo zabawiłeś się muzyką, bo jest mocno. Tekst też jest mocny.

Jann: Tak, tekst jest mocny, muza jest mocna. W ogóle bardzo jestem dumny z tego numeru między innymi dlatego, że to bardzo długo trwało i że sprostałem zdaniu, że się nie poddałem, nie poszedłem na łatwiznę, tylko faktycznie długo pracowałem, żeby dopasować tekst do tego, co wcześniej sobie wymyśliłem. Nie zrezygnowałem, pomęczyłem się i znalazłem wyjście. To bardzo mnie rozwinęło. Jestem bardzo z tego dumny muzycznie, bo ze względu na moje klasyczne wykształcenia i wiedzę o teorii i historii muzyki, bardzo lubię tworzyć muzę w taki sposób, żeby miała motyw, który potem można rozwijać w innej formie. Więc tutaj właśnie zastosowałem inwersje w melodii, a melodia odnosi się do tego, co się dzieje w instrumentalu. Więc z tego jestem bardzo dumny. A i tekst jest mocny.

Po raz kolejny.

Jann: Tak, z niego też jestem bardzo dumny, bo uważam, że to jest bardzo dobry tekst. I się cieszę, że tak go napisałem. Joni Mitchell kiedyś powiedziała, że ona nie ma writer's block, bo jak ktoś ma writer's block, to znaczy, że się boi być szczery. Myślałem o tym, jak mi ciężko szło pisanie. To nie jest tak, że nie mam o czym mówić, bo mam o czym mówić, mam swoje przemyślenia i opinie, ale po prostu boję się je wyrazić. Tutaj się jakoś odblokowałem.

I zabawiłeś się brzmieniem po raz kolejny. Lubię, jak ty sobie trochę zmieniasz skalę, to jest zawsze ekstra, a tutaj jest to bardzo słyszalne. Rozumiem, że od razu był taki plan, że to musi tak brzmieć?

Jann: Tak, bo ja traktuję swój głos i swoje umiejętności jako coś, co mam do użytku: mam głos i mogę go używać na przeróżne sposoby. To jest narzędzie do przekazania pewnych emocji. Nie muszę ładnie zaśpiewać, tylko muszę zaśpiewać tak, jak pasuje do piosenki. Super było też to przy tym singlu, że zacząłem bardzo intensywnie pracować nad sobą, nad swoim głosem, zacząłem pracować z ciałem, bo byłem już trochę sfrustrowany. Zszedłem ze sceny jakoś na początku roku i wkurzyłem się, że nie sięgnąłem jakiegoś dźwięku. Pomyślałem, że nie powinno tak być.

Chciałbyś, żeby było perfekcyjnie i się wkurzasz na siebie?

Jann: Nawet nie musi być perfekcyjnie. Chodzi o to, że ja miałem ten klasyczny trening, który mi jakoś pomógł, ale też dużo mechanizmów mi narzucił. Zacząłem pracować z Mają, logopedką, trenerką wokalną – ona jest niesamowita! Jak wreszcie do niej poszedłem, to okazało się, że to jest właśnie to, czego potrzebuję: pracy z ciałem, uwalniania wielu napięć, które siedzą gdzieś w ciele, blokują głos. W ogóle teraz bardzo dobrze się czuję.

Dobrze cię widzieć takiego.

Jann: Ja też się cieszę, że się takim widzę. Bardzo dużo napięć, które miałem, mi odpuściło, miałem czas, żeby wszystko, co się działo przez poprzedni rok, sobie poukładać, przemyśleć. Bardzo dobrze się to wszystko układa, zacząłem pracować bardzo nad sobą: i w terapii, i nad głosem. To są naprawdę supernarzędzia.

Coś przestawia się w głowie, prawda?

Jann: Przestawia się, totalnie, np. podejście do pracy. Praca przestała mnie przerażać, bo ja jestem jednak perfekcjonistą, to było blokujące: jak mam nie robić dobrze, to nie robię tego w ogóle. Teraz mam już tak, że nie chodzi o perfekcję, po prostu chcę poszerzać swoje skille i sprawdzać, co jeszcze jest dla mnie dostępne, co jeszcze mogę zrobić, co jeszcze mogę osiągnąć, w jaki sposób. Już z głosem w tej piosence inaczej pracowałem: nagrywałem wokalizy, małe rzeczy, wstawki, a zajęło to cały dzień. Siedziałem w studio i mówiłem Jerry’emu, poczekaj chwilę, i ustawiałem sobie wszystko. Wiedziałem, co chcę osiągnąć, a ponieważ trenuję z Mają i zbieram doświadczenie, to mogę faktycznie potem używać tej wiedzy. Pracuję nad tym, ustawiam, wracam do studia i nagrywam. To jest super po prostu.

Ten twój poprzedni rok to było szaleństwo. I gdybyś nie zrobił sobie przerwy dla samego siebie, to wszystko mogłoby się źle skończyć. Bo głowa szaleje…

Jann: Mogłoby się źle skończyć… Byłem w trasie, od roku śpiewałem te same piosenki, chciałem zrobić nowe, nową muzę, ale była trasa i nie było kiedy. Byłem już taki trochę skołowany. Ale trasa była super, to było super doświadczenie. Musiałem to sobie poukładać, bo to było bardzo szalone, co się działo, wiele działo się szybciej, niż zdążyłem przemyśleć. I po roku przyszedł czas na to, żeby pomyśleć, w którą stronę poszedłem i gdzie mnie to doprowadziło. Bo to co wykładasz, to dostajesz, prawda? Więc musiałem się zastanowić nad sobą, co ja wykładam jako artysta, jak ja się pokazuję i jak jestem odbierany. Bardzo dużo takich przemyśleń miałem – to jest super, że miałem na to czas.

Fani czekali, więc dostali nowy singiel. Co dalej?

Jann: Traska w październiku. Cały czas pracuję nad nową muzą, bo jak sobie odpocząłem, to mogłem spokojnie pracować nad nową muzyką. Teraz jestem w procesie twórczym, bardzo mnie ciągnie do tworzenia. Gadałem z Anią, moją menadżerką, która mówi, że fajnie, że to jest wszystko spójne. To taki work in progress: wszystko się teraz dzieje i od razu leci, w sensie robię, kończę i dwa tygodnie później to już jest wydane. Teraz pracuję nad wieloma rzeczami, nigdy tak nie robiłem, tworzę bardzo świeże pomysły, co też jest fajne, bo one będą jeszcze gorące, jak je niedługo wypuszczę.

To gęsto znowu masz…

Jann: Gęsto, ale ja to chyba lubię… Choć powiedziałem, że ciężko było na tej trasie, bo byłem już zmęczony mentalnie, to ogólnie bardzo dobrze mi się funkcjonowało… Ja jednak jestem chyba stworzony do tego… Taki rytm narzucony – to jest totalnie życie dla mnie. Dużo lepiej mi się funkcjonuje w busie i w hotelu niż w mieszkaniu. Chyba jestem do tego stworzony, naprawdę.

Co z klipem? Będzie? Do tego nowego numeru.

Jann: Zobaczymy. Może spontanicznie. Właśnie o to chodzi, że ja po prostu czuję totalny luz, którego dawno nie czułem. To wszystko było strasznie spięte, bardzo dużo oczekiwań i oczu na mnie, nagle bardzo dużo na mnie wylądowało i nie wiedziałem, jak się w tym poruszać. A teraz mam totalny chill, czuję się dobrze ze sobą. Teraz czuję, że jestem właściwą osobą na właściwym miejscu, bardzo dobrze się czuję ze sobą jako artystą i to jest fajne. Więc zobaczymy, co mi tam wpadnie do głowy, poddaję się procesowi.

Jann, dziękuję, baw się dobrze.

Całej rozmowy z Jannem można posłuchać na kanale Chillizet na You Tube'ie:

Oglądaj

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET / audycja „Kawka, muzyczka” / spisała i zredagowała Aleksandra Sobieraj