"Chciałem zrobić festiwal, na jaki sam chciałbym pojechać". Artur Rojek o OFF Festival

9 min. czytania
Aktualizacja 22.07.2024
22.07.2024 23:27
Obserwuj nas w Google
---- ----

"Starałem się, jak co roku, zbudować line-up, który byłby bardzo różnorodny. Generalnie chodzi mi o to, aby przedstawiać na OFF-ie muzykę w bardzo szeroki sposób. Nie chcę skupiać się na żadnym gatunku, na żadnej grupie docelowej. Chcę robić festiwal dla ludzi, którzy lubią muzykę bez względu na to, czy mają 15, 45, czy 55 lat. Tak zawsze o tym festiwalu myślałem" – powiedział Artur Rojek, opowiadając o kulisach OFF Festivalu. 

Artur Rojek i Dominika Biegańska
fot. Chillizet
--1-- ----

Dominika Biegańska: Zostały niecałe dwa tygodnie do kolejnego OFF Festivalu. Która to edycja? Przyznaję, że przestałam już liczyć.

Artur Rojek: Siedemnasta.

Czyli w przyszłym roku OFF Festival osiągnie pełnoletność. Ty masz chyba bardzo zapracowane lato, biorąc pod uwagę organizację festiwalu i jeszcze twoją trasę koncertową.

Artur Rojek: To nie jest takie lato, że mam urlop, jak wszyscy. Rzeczywiście w tym czasie nie mam za dużo wolnego, aczkolwiek staram się coś wygospodarować z racji tego, że mam dwóch chłopaków...

Chyba już nie takich małych.

Artur Rojek: Nie małych, ale jednak jeszcze spędzających czas z rodzicami. Musimy więc o to zadbać. Dzielimy czas pomiędzy pracą a takim rodzinnym życiem, chcemy przynajmniej stworzyć jakieś prowizoryczne wrażenie wakacji. Oni oczywiście wakacje mają, nawet jeżeli są ze mną w trasie tak, jak teraz.

Czy cała Twoja rodzina jeździ w trasę?

Artur Rojek: Nie, to tylko tymczasowe rozwiązanie i zdarza się raz na jakiś czas. Po prostu musimy się podzielić obowiązkami. Ania, moja żona, jest teraz zaangażowana w produkcję festiwalu, więc musi zostać w biurze, a ja gram koncerty, więc zabieram część rodziny ze sobą.

Przynajmniej masz ich blisko. Wy OFF Festival robicie wspólnie z żoną od początku. 19 lat temu wpadliście na pomysł (przez dwa lata pandemiczne ta impreza nie była organizowana – przyp. redakcja), by zrobić taki festiwal po swojemu. Udało się. Polska mapa festiwalowa nie może bez OFF-a istnieć, musisz go robić do końca, a potem Twoi synowie (śmiech)

Artur Rojek: Nie przypuszczałem, że to się tak potoczy, że dobrniemy do "nastu" edycji, ale cieszę się, że jesteśmy w takim momencie. Z jednej strony ogarnia mnie jakiś sentyment, bo minęło wiele lat, a z drugiej strony jest jakaś satysfakcja, że udało nam się przetrwać wiele trudnych chwil i mam nadzieję, że kolejne trudne chwile, które są przed nami albo w trakcie, też przeżyjemy.

Pomysł na stworzenie takiego festiwalu pojawił się, bo chciałem zrobić coś, na co sam chętnie mógłbym pójść. Tego w Polsce w tamtym czasie nie było. Kiedy Myslovitz wydał płytę za granicą i przez 4 lata podróżował po całym świecie, to miałem okazję być na wielu festiwalach. Mogłem zobaczyć, jak wyglądają zarówno od strony publiczności, jak i technicznej. Mogłem wszystko poobserwować, z tą wiedzą przyjechałem do Polski i spróbowałem przełożyć to na polskie warunki. Oczywiście wielu rzeczy uczyłem się na bieżąco, bo inaczej jest patrzeć i sobie wyobrażać, a inaczej potem to wszystko robić. Drugą rzeczą, o jakiej zawsze myślałem, było połączenie zajęcia mojej żony z moim. My przez wiele lat funkcjonowaliśmy w dwóch odrębnych światach. Kiedy ja byłem w trasie, Ania była w pracy w jakimś innym miejscu. To mi się jakoś nie stykało za dobrze, więc wymyśliłem, wręcz namówiłem ją, by pracowała ze mną. Wiedziałem, że ma duże umiejętności logistyczne, techniczne, jest bardzo detaliczna i w produkcji się świetnie sprawdza. No i do tej pory jesteśmy cały czas razem.

Oglądaj

To się sprawdziło i cały czas działa. A czy macie coś takiego, że jak stajecie na OFF-ie, to macie satysfakcje z tego, co zrobiliście i wciąż robicie? Bo to jeden z najlepszych festiwali w Polsce...

Artur Rojek: Inaczej jest patrzeć na festiwal okiem uczestnika, który w zasadzie nie myśli o tym festiwalu przez cały rok, tylko tydzień przed przyjazdem. Myśli: będzie super, zobaczę fajne koncerty, będzie fajna pogoda, fajne jedzenie, spotkam super ludzi itd. Jednak inaczej jest, kiedy patrzysz na ten festiwal cały czas i przechodzisz różne fazy w trakcie tworzenia go. Tam jest wiele różnych elementów, które trzeba ze sobą poukładać. Począwszy od zabukowania artystów, przygotowania budżetu, wyprodukowania i podpisania umów, i w ogóle wszystkie takie detaliczne rzeczy, które są związane z przygotowaniem takiego przedsięwzięcia. Finalnie, gdy to wszystko się zbliża, to inaczej na to patrzysz. Czasem masz większe oczekiwania, chciałbyś, żeby to jeszcze lepiej wyglądało. Wiele rzeczy nie satysfakcjonuje. Po prostu widzisz rzeczy, których inni nie widzą. Inni przyjeżdżają i mówią, że świetnie się bawili, a ty myślisz, że brakowało tego, tego i tego. Nigdy nie ma takiej stuprocentowej satysfakcji. Oczywiście takie momenty dumy się czasem zdarzają, na przykład gdy dostajesz jakąś nagrodę, albo gdy ktoś ważny coś o tobie powie lub napisze, zwłaszcza jeśli wykracza to poza granice naszego kraju. To oczywiście jest w nas, czujemy się z tego dumni, ja się czuję dumny. Robimy to od 19 lat, mierzyliśmy się przez te lata z różnymi problemami, ale cieszymy się, że cały czas funkcjonujemy.

Fajnie, że o tym przypomniałeś, bo rzeczywiście my przychodzimy na festiwal i często zapominamy, że za tym przedsięwzięciem kryje się Wasza ciężka praca. To nie jest tak, że kończy się OFF i wy zapominacie, wy już pewnie głową jesteście przy tej kolejnej edycji, prawda?

Artur Rojek: Dzisiaj jest już zupełnie inaczej. Kiedyś ludzie wyjeżdżali i powoli zapominali, że byli na OFF-ie, a my zostawaliśmy i wszystko sprzątaliśmy, podsumowywaliśmy. To trwało zwykle do końca października. Potem mieliśmy jakieś dwa miesiące oddechu i wszystko zaczynało się od początku. Tak było kiedyś. Natomiast dzisiaj jest tak, że proces bookingowy bardzo mocno przyspieszył i ja już od trzech miesięcy pracuję nad tym, co będzie w 2025 r. To ja akurat zaczynam pracę najwcześniej, bo ten proces bookingowy jest najdłuższy. Ale kiedyś zaczynałem w październiku, listopadzie, a teraz zaczynam w marcu, czyli na kilka miesięcy przed edycją OFF Festival 2024.

Redakcja poleca

Czyli ty już wiesz, co może się dziać w przyszłym roku?

Artur Rojek: Tak.

Ale na razie jesteśmy przy roku 2024. Udało się zebrać piękny line-up (lista artystów, którzy wystąpię podczas jakiegoś zdarzenia – przyp. redakcja). Prawda jest taka, że co roku macie takie nazwiska, które przyciągają wielu fanów muzyki. Ludzie do tej pory wspominają, że to dzięki Tobie Iggy Pop po raz kolejny pojawił się w Polsce. Ale teraz też są wielkie nazwiska, które przyjeżdżają tutaj, by zagrać na tym festiwalu, nie na innym. Pochwal się trochę: Grace Jones, Sevdaliza...

Artur Rojek: W tym line-upie nie ma żadnych przypadkowych artystów. Oczywiście komuś może się coś podobać, coś nie podobać – uczestnicy festiwalu są dosyć wybredni. Ale nie ma tutaj żadnego artysty, który miałby zapchać coś po kimś lub wypełnić jakąś lukę. To trochę jak urządzanie pokoju, który wyposaża się tak, aby dobrze się w nim czuć. Wybierasz takie rzeczy, którymi chcesz się otoczyć. Ale przyznam, że jako osoba bardzo wymagająca, która obserwuje reakcje i bierze je do siebie, nigdy nie czuję się w 100 proc. usatysfakcjonowany. To dotyczy także mojego życia zawodowego, gdy nagrywam płytę i mam dziesięć piosenek, to też nie jestem zadowolony ze wszystkich dziesięciu. Starałem się, jak co roku, zbudować line-up, który byłby bardzo różnorodny. Generalnie chodzi mi o to, aby przedstawiać na OFF-ie muzykę w bardzo szeroki sposób. Nie chcę skupiać się na żadnym gatunku, na żadnej grupie docelowej. Chcę robić festiwal dla ludzi, którzy lubią muzykę bez względu na to, czy mają 15, 45, czy 55 lat. Tak zawsze o tym festiwalu myślałem i tak starałem się to robić, więc z jednej strony pojawiają się artyści legendarni, jak Grace Jones, z drugiej strony artyści modni, jak The Blaze czy Sevdaliza, a jeszcze z innej strony artyści kultowi, jak The Alchemist, Baxter Dury, czy Mount Kimby i wielu innych. A do tego pojawią się odkrycia muzyczne, których albo nigdy nie było w Polsce, albo są na bardzo wczesnym poziomie i dobrze rokują na przyszłość. Tak to układam i jest to we mnie od wielu lat.

Jestem wielkim fanem muzyki, interesuję się nią, kolekcjonuję kasety, płyty. Ona jest numer 1 w moim życiu. Gdy zacząłem wyjeżdżać z Myslovitz i miałem okazję być w różnych miejscach na całym świecie, to zwykle najpierw zastanawiałem się, gdzie rano pójdę pobiegać, a potem, gdzie po południu pójdę szukać winyli, czy płyt CD. Pamiętam pewną historię. To była jedna z pierwszych trans Myslovitz w Stanach Zjednoczonych. Byliśmy w Nowym Jorku, spędziłem większość czasu w takiej części miasta, która była pełna sklepów z muzyką. Na sam koniec pobytu natknąłem się na sklep, który nazywał się Other Music i to był sklep wielkości tego pokoju, ale miał najlepszą selekcję. Nigdy wcześniej w czymś takim nie byłem. Dopiero po latach dowiedziałem się, że było to kultowe miejsce dla wszystkich nowojorskich ultra fanów muzycznych i jest to znacząca część historii muzyki w Nowym Jorku. Gdy robiłem ten festiwal, chciałem, żeby osoby, które przyjadą na niego, czuły się tak, jak ja wtedy w tym sklepie, że będą chciały zobaczyć ten koncert, tamten koncert, że tego nie zna, ale ktoś mówi, że będzie dobre. Generalnie chodzi o to, aby budować w ludziach świadomość, że jest wiele różnych rzeczy i wszystkie są bardzo ciekawe, że jest cały czas wiele do odkrycia.

Dajesz też szansę artystom, którzy pojawili się na Great September, i teraz będą mogli zagrać również na OFF-ie.

Artur Rojek: Tak, pojawiają się takie nazwiska. Great September jest festiwalem, który ma za zadanie umożliwiać młodym polskim artystom pokazanie się konkretnym ludziom, którzy tworzą naszą branżę muzyczną, czyli menadżerom, agentom, właścicielom wytwórni płytowych i tak dalej. Często na takim festiwalu pojawiają się artyści, o których wcześniej za dużo nie wiedziałem, a okazuje się, że są świetni. Tych artystów pokazujemy dalej, bo są fajni, zdolni. Czy to będzie OFF, czy Open'er, czy jakikolwiek inny festiwal...

Żyjemy w takich czasach, w jakich młodym artystom, bardzo trudno się wybić, więc gdy wystąpią na Great September, a potem na OFF-ie, to dostają ekstra szansę.

Artur Rojek: Na pewno dostają szansę. Czasami zdarza się, że coś świetnie zadziała na festiwalu showcase'owym, na potem na festiwalu kilka miesięcy później, ale i tak nic z tego nie wychodzi. Ale zdarza się często, że wychodzi. Znam kilka takich historii. Widziałem wielu artystów, którzy kiedyś byli mali, grali w klubie, by ich posłuchać, przychodziła garstka ludzi, ale też i takich, na których od początku ustawiały się kolejki. Wielu z tych artystów dzisiaj jest naprawdę wielkich, tak było na przykład z Jamesem Blake'em, czy Fontaines D.C. Ci ostatni grali na OFF-ie jeszcze przed wydaniem pierwszej płyty. Dzisiaj jest to duży zespół, gwiazda. Te historie często się potwierdzają. Fajnie jest to zobaczyć po kilku latach i stwierdzić, że ten artysta, który pojawiał się u ciebie w danym miejscu, w danym roku, dzisiaj jest już w kompletnie innym miejscu i że w jakiś sposób wpisałeś się w jego historię. O to też w tym festiwalu chodzi, żeby wybierać artystów, w których potencjał wierzymy.

Redakcja poleca

Trochę liczyłam na to, że w tym roku pojawią się panowie z The National, bo chyba byli w 2012 r., prawda?

Artur Rojek: Nie, The National zagrało w 2009 r. To była ostatnia edycja w Mysłowicach.

Pomyślałam sobie, że skoro wydali nową płytę i ta płyta jest dobra, to że jednak Matt Berninger pojawi się w Katowicach. Czy był taki plan w ogóle?

Artur Rojek: Niestety nie.

Zaproś ich, bardzo proszę, bo jeżeli oni wrócą, to czuję, że tylko na OFF-a, nigdzie indziej. Tylko tobie i twojej żonie może się to udać.

Artur Rojek: Być może, chociaż dzisiaj zespół The National jest innym zespołem, niż był w 2009 roku. To było jeszcze przed płytą "High Violent". Był wtedy taką gwiazdą dla zajawkowiczów. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że kiedyś będą "następcą R.E.M.", jak to ktoś potem napisał.

Muszę jeszcze zapytać o jedną rzecz: czy kiedy Bracia Kacperczyk zaproponowali ci zwrotkę "Syna Okiennika", od razu powiedziałeś tak, czy musiałeś to przemyśleć?

Artur Rojek: Od razu. Bardzo ich lubię i muzycznie, i personalnie. Poza tym to, co mi puścili, od razu zaiskrzyło.

Ten numer sprawia, że na chwilę cała publiczność koncertowa na ich występach się zatrzymuje i pojawiają się łezki.

Artur Rojek: Ten numer jest doskonały. Jest to duża zasługa Maćka, który napisał tam takie wprowadzenie.

Jaki jest plan w związku z twoimi nowymi piosenkami?

Artur Rojek: Teraz jestem w trakcie pracy nad nowymi piosenkami, ale kiedy je skończę? Zwykle kiedy zaczynam, to wydaje mi się, że skończę szybko, ale potem jak już jestem w tym procesie, to troszeczkę zwalniam. No, ale jestem na razie zadowolony z efektów. Myślę, że mam jakieś 50% za sobą.

Niedługo OFF, później dalej grasz swoje koncerty?

Artur Rojek: Cały czas gram swoje koncerty, do połowy sierpnia jestem, można powiedzieć, i trochę w festiwalu, i w koncertach, potem jest Great September, a po nim myślę, że już będę się bardziej poświęcał pracy w studiu i nie zamierzam jakoś intensywnie grać jesienią, czy zimą. Myślę, że wrócę najwcześniej wiosną z intensywnym graniem. Jakieś tam koncerty cały czas będę grał, ale żadnej trasy nie planuję na jesień.

Życzę Ci, aby wszystko udało się zrealizować. Dziękuję za rozmowę.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ spisała i przeredagowała Monika Karbarczyk