Co się dzieje z naszym mózgiem, gdy się zakochamy? Psychiatra wyjaśnia

5 min. czytania
18.03.2024 15:00
Obserwuj nas w Google
---- ----

Czy od stanu zakochania można się uzależnić? Jakie hormony działają w trakcie zauroczenia, a jakie w fazie dojrzałej miłości? Czy w przypadku obsesyjnego myślenia o drugiej osobie, powinniśmy się zgłosić do specjalisty? Na te i inne pytania odpowiada w rozmowie z Jeremim Pedowiczem lekarz psychiatra, Piotr Matyja.

Jak działa mózg zakochanego?
fot. Shutterstock
--1-- ----

Jeremi Pedowicz: Co się dzieje z mózgiem, kiedy wchodzimy w taki początkowy stan zauroczenia? Chodzi mi o ten moment, kiedy są motyle w brzuchu i cała reszta się nie liczy?

Piotr Matyja: Ten bezpośrednio początkowy stan to jest po prostu pożądanie, fascynacja. Wtedy tak naprawdę górę biorą hormony płciowe - testosteron, estrogen. Dopiero później zaczyna się taka burza w tej fazie „attraction”, która trwa zazwyczaj około 2 lat standardowo. Ten czas trwania jest oczywiście zmienny. Chodzi o to, że dopiero w tej fazie zachodzą trochę inne, bardziej skomplikowane reakcje.

Jeremi Pedowicz: Czy to znaczy, że w momencie, kiedy mamy na przykład wyższy poziom testosteronu czy estrogenu, to jesteśmy bardziej podatni na zauroczenia?

Piotr Matyja: Zazwyczaj tak, odczuwamy silnie emocje, pożądanie jest znacznie mocniejsze. Górę biorą takie neuroprzekaźniki jak dopamina i serotonina [hormony szczęścia – red.]. Ta dopamina jest takim czynnikiem, który nas nagradza.

Redakcja poleca

Jeremi Pedowicz: No właśnie, w momencie, kiedy doświadczamy takiego silnego bodźca hormonalnego, to zakładam, że jest to coś, do czego można się łatwo przyzwyczaić. Czytałem, że te obszary, które są aktywowane w mózgu w momencie zauroczenia, są podobne do tych, które są aktywne w momencie uzależnienia. Na ile można uznać to za prawdę?

Piotr Matyja: Nie chciałbym, żeby to brzmiało tak strasznie, strasznie biologicznie, bo jesteśmy ludźmi w końcu, natomiast jest to prawda. To znaczy tutaj faktycznie jądro półleżące, czyli taki ośrodek nagrody, który (tak w skrócie) chodzi na tę dopaminę i uzależnienie od niektórych substancji, na przykład stymulantów, bezpośrednio uderza na przykład w to miejsce w naszym mózgu i wtedy też jest aktywne w zakochaniu.

Oczywiście ma to swoje pewne adaptacyjne powody, ponieważ musimy się przyzwyczaić do danej osoby, pewne rzeczy musimy czasami poświęcić, musimy stać się podatni na pewne zmiany. No i to jest właśnie taka nagroda nasza wewnętrzna.

Jeremi Pedowicz: No dobrze, w takim razie, co w momencie, kiedy tej nagrody nie dostajemy? Tutaj zaczynają uruchamiać się chyba inne hormony niż serotonina.

Piotr Matyja: W tym początkowym zakochaniu to faktycznie można to troszkę podciągnąć pod chorobliwy stan, ponieważ następuje wtedy obniżenie poziomu serotoniny. Oczywiście to jest też uproszczenie, bo w zależności od rejonu mózgu, to są różne zmiany. Ale generalnie chodzi o obniżenie poziomu serotoniny. Coś takiego mamy na przykład w zaburzeniu obsesyjno-kompulsywnym. I to powoduje, że właśnie wtedy stale myślimy o danej osobie, chcemy cały czas z nią przebywać, to są swego rodzaju obsesje. I faktycznie w tym znaczeniu to jest to jest bardzo podobny mechanizm.

Jeremi Pedowicz: Z racji tego, że weszliśmy w taki nurt „demonizacji” tego zakochania czy zauroczenia, powiedzieliśmy o tych zachowaniach kompulsywno-obsesyjnych, o uzależnieniach, to wniosek mógłby być z tego taki, że z zauroczenia czy takiego początkowego zakochania również można się leczyć.

Piotr Matyja: Można się uzależnić np. od zakochiwania. W zasadzie behawioralnie można się uzależnić od... wszystkiego. Natomiast nie stanowi to problemu, jeżeli nie jest dysfunkcyjne, jeżeli nie powoduje, że mamy problem w funkcjonowaniu w codziennym życiu, jeżeli to nie psuje nam po prostu naszego życia.

Jeśli okazałoby się to dysfunkcyjne, no to wtedy można spróbować np. psychoterapii w pierwszym etapie. Natomiast przyznam szczerze, że nie leczyłem chyba nikogo z zakochania. Chociaż tak naprawdę mechanistycznie i biologicznie dałoby radę to „leczyć”, to moim zdaniem chyba nie warto.

Jeremi Pedowicz: No właśnie, bo z jednej strony w momencie, kiedy faktycznie uzależniamy się od tego stanu zakochania, to za tym idzie również szereg różnych sposobów, które mogą być konsekwencją tego stanu. To znaczy w momencie, kiedy jakby nie dostajemy tego impulsu dopaminowego czy serotoninowego, to jakby musimy to jakoś zaleczyć, w inny sposób dostarczyć sobie tego poziomu hormonów czy szczęścia. I teraz w pewnym sensie to może prowadzić do dalszych konsekwencji, czyli np. właśnie wchodzenie w inne uzależnienia, np. od alkoholu czy jakiś konkretnych nawyków.

Piotr Matyja: Można, jak najbardziej. Natomiast, ja jednak nie demonizowałbym samego zakochania. To znaczy, oczywiście są osoby bardziej podatne, są osoby mniej podatne. Oczywiście to zależy od naszej genetyki, od naszego wychowania.

Można też wpaść w takie uzależnienie od zakochiwania się. To znaczy, kiedy te dwa lata w relacji mijają, kiedy te poziomy neuroprzekaźników stabilizują się, powinno się wejść w zasadzie w tę fazę przywiązania. Jeśli nie chcemy tej drugiej fazy, to po prostu wtedy przeskakujemy z kwiatka na kwiatek, kolejny związek, kolejny związek i tak można się w takim schemacie troszkę pogubić. To jest to chyba uzależnienie, o które w tej chwili mnie pytasz.

Jeremi Pedowicz: W takim razie przeskoczmy teraz ze stanu zauroczenia do stanu miłości. Zakładam, że w tej fazie hormony, które na nas działają, różnią się od tych, które występują początkowo.

Piotr Matyja: Już przy przywiązaniu, tak?

Jeremi Pedowicz: Dokładnie.

Piotr Matyja: Przywiązanie z angielskiego to jest attachment, tak ładnie to naukowcy nazywają. Wtedy faktycznie trochę inne hormony działają. To są takie hormony związane między innymi z posiadaniem potomstwa, mówimy tutaj o wazopresynie i oksytocynie na przykład. I może to wszystko faktycznie mechanistycznie brzmi okropnie, ale tak jesteśmy zbudowani, tak to działa. I wspomniane hormony mogą z kolei powodować obniżenie poziomów hormonów płciowych – testosteronu, estrogenu – i dzięki temu jesteśmy mniej „nabuzowani”, bardziej zdatni do kompromisów.

Jeremi Pedowicz: A w jakim momencie, kiedy ktoś na przykład ma problem z kompulsywnym zakochaniem się, czy w ogóle z takimi objawami, które mogą się pojawiać w kontekście zauroczenia, powinien iść do psychoterapeuty, a kiedy do psychiatry?

Piotr Matyja: Ja uważam, że zawsze dobrą ścieżką jest pójście w pierwszej kolejności do psychiatry, bo taki lekarz jest takim „sitem” i potrafi ocenić, co jest faktycznie zaburzeniem, co jest chorobliwe. I oczywiście dalej pokierować. Pewnie teraz się psycholodzy albo terapeuci oburzą, ale takie jest moje zdanie i jednak diagnozę ostatecznie zawsze stawia lekarz.

Jeremi Pedowicz: Dobrze, to w takim razie, czy jeżeli ktoś cierpi na przykład na jakiś rodzaj choroby psychicznej, to czy on ma na przykład większe skłonności do tego, żeby wpadać w takie pętle myśli o drugiej osobie? Powiedzieliśmy wcześniej o tym stanie obsesyjno-kompulsywnym.

Piotr Matyja: Nie znam takich danych. Natomiast, no co ciekawe, są pewne zaburzenia czy choroby, w których mogą pojawiać się urojenia zakochania. Dla przykładu pacjenci mogą faktycznie uroić sobie zakochanie się w lekarzu czy w personelu. Są też urojenia niewierności i to jest potencjalnie niebezpieczne, bo jeżeli nam się wydaje, że nasz ukochany, nasza ukochana nas zdradzają, to może prowadzić do dramatycznych okoliczności.

Jeremi Pedowicz: A na czym polega różnica między zakochaniem a urojeniem zakochania. Zakładam, że z perspektywy biologicznej, czysto chemicznej, to jest trochę to samo.

Piotr Matyja: Myślę, że różni się przede wszystkim dynamiką rozwijania się tego uczucia. Urojenie zakochania ma podłoże chorobowe zazwyczaj.

Jeremi Pedowicz: Z tej perspektywy czysto chemicznej i naszego mózgu pojęcie zakochania wydaje się całkiem interesujące. I bardzo się cieszę, że nam to wszystko opowiedziałeś i wytłumaczyłeś bardziej ze strony medycznej.

Piotr Matyja: Ja również się cieszę, chociaż faktycznie, jak rozmawia się o pojęciu zakochania tak „mechanistycznie”, to traci to swój urok i trochę tak odczarowuje. A ja uważam, że nie powinno się tego odczarowywać.

Nie przegap

Źródło: CHILLIZET, Podcast „Tylko dla dorosłych”