Związki na odległość. "Takie relacje są wyzwaniem, ale da się je utrzymać"

7 min. czytania
08.02.2024 15:19
Zareaguj Reakcja
---- ----

Czy wchodzić w związek na odległość, czy nie? Czy takie relacje na odległość mają szansę przetrwać, a jeśli tak, to na jakich zasadach? O to zapytaliśmy Anię Osiecką, life coacha, autorkę programu "Brakujący Element". 

Związki na odległość
fot. Shutterstock
--1-- ----

Wiele osób marzy o zdrowej, wartościowej relacji, pytanie, czy taką relację można utrzymać na odległość? Czy warto inwestować swój czas, emocje? Jak często powinniśmy się spotykać fizycznie, by to rozstanie było dla nas znośniejsze?

Jeremi Pedowicz: Aniu, czy warto wchodzić w związek na odległość? A jeśli tak, to od czego zależy sukces takiej relacji?

Anna Osiecka: Związek na odległość ma oczywiście trochę więcej wyzwań niż związki stacjonarne, ale ostatnie badania i analizy w coraz mniej demonizujący sposób mówią o tego typu relacjach. Największym wyzwaniem związków na odległość jest oczywiście odległość, ale to, czy one przetrwają, zależy od tego, na ile potrafimy budować więzi emocjonalne, na ile potrafimy budować intymność intelektualną, emocjonalną, a nawet duchową (ale nie każda para wchodzi w tę przestrzeń intymności). My często demonizujemy związki na odległość, bo skupiamy się tylko na intymności fizycznej, która oczywiście jest bardzo ważna, ale nie jest takim decydentem, jeśli chodzi o to, czy związek przetrwa czy nie. Odpowiadając krótko na twoje pytanie: czy warto, czy nie warto? Moim zdaniem warto, jeżeli spotykamy osobę, która nas czymś zafascynowała. Odległość nie powinna być czynnikiem, który powinien nas skłaniać do porzucenia takiej relacji, oczywiście przy założeniu, że taka relacja nie będzie trwała wiecznie.

Jeremi Pedowicz: Ale ile może trwać taka rozłąka? Inaczej jest, gdy ktoś wyjeżdża na dwa miesiące na przykład na jakieś szkolenie z Warszawy do Singapuru, a inaczej jest, gdy ktoś wyjeżdża na przykład na dwuletni kontrakt na platformę wiertniczą. Jak czas wpływa na powodzenie takiego związku?

Anna Osiecka: Osoby, które utrzymywały związki na odległość mówiły, że fizyczne spotkanie się przynajmniej raz na kwartał jest ważne, ale najbardziej optymalne raz na półtora miesiąca lub częściej, o ile to możliwe. Jednak minimalnie raz na kwartał. Oczywiście inaczej wygląda sytuacja, gdy ktoś jest daleko na jakimś kontrakcie. Na przykład zawodowi żołnierze mają kontrakty 6-8-miesięczne. Tutaj badania pokazują, że o wiele lepiej w takich relacjach radzą sobie osoby, które wychowały się w domach, gdzie na przykład tata też był wojskowym. Dlaczego? Bo już bazowo, na samym starcie, mamy inne wyobrażenie na temat związku i relacji. Ta odległość nie jest krytyczna, nie jest jakimś warunkiem koniecznym, wokół którego dyskutujesz na temat związku, bo jako dziecko doświadczyłeś nieobecności rodziców i zobaczyłeś, że można tym zarzadzać. Podsumowując, najlepiej statystycznie spotykać się co półtora miesiąca lub raz na kwartał. Są też osoby, które doświadczyły takich relacji wcześniej, potrafią nimi zarządzać i radzić sobie nie widząc się fizycznie dłużej.

Jeremi Pedowicz: A czy staż pary ma jakieś znaczenie? Bo wydaje mi się, że inaczej jest w przypadku związków z dłuższym stażem, na przykład jeśli ktoś jest ze sobą 5-8 lat, a inaczej w przypadku osób, które poznały się podczas ostatniego miesiąca na Erasmusie i próbują ten związek utrzymać.

Anna Osiecka: Kiedyś pisząc o tym artykuł, przejrzałam statystyki, i okazało się, że około 58 proc. związków, które zaczęły się na odległość, utrzymuje się. A jak jest w przypadku związków, które nie zaczęły się na odległość? Okazuje się, że bardzo podobnie. Tylko związki na odległość trwają około dwóch lat (po tym czasie mogą się rozpaść), a związki stacjonarne, nazwijmy to bliższe geograficznie, około 5 lat (...). Ale wyzwania dla związku, w obu przypadkach, są bardzo podobne. Są to głównie nieporozumienia związane komunikacją i pewną dyscypliną, której wymaga związek. Oczywiście osoba z dłuższym stażem w związku będzie bardziej zdyscyplinowana, niż osoba, ktora poznała partnera w ostatnim dniu wyjazdu studenckiego (taka osoba będzie miała mniejszy zapał do utrzymywania dyscypliny, bo wtedy raczej szukamy romantyzmu, a nie dyscypliny).

Redakcja poleca

Jeremi Pedowicz: No właśnie i tutaj pojawia się ważny, ale trudny do utrzymania w związkach na odległość, aspekt intymności czy bliskości. Nie chodzi tutaj tylko o seks, ale również o przytulanie, dotyk, obecność, czyli aspekty niezwykle ważne w związku. W takich relacjach na odległość jest o nie bardzo trudno. Jak to można sobie zrekompensować?

Anna Osiecka: Jeżeli ktoś ma język miłości w dotyku, czyli rozumie miłość poprzez dotyk, przytulanie, i jest to dla niego najważniejszym znacznikiem tego, czy ktoś nas kocha, czy nie, to może być mu trudno. Będzie ten brak odczuwał przez cały czas. Jeżeli ten język miłości jest bardziej w prezentach, czy w spędzaniu czasu ze sobą (intencjonalnie i z dużą uważnością na siebie, bo możemy żyć w jednym mieszkaniu i nie zwracać uwagi na siebie), to może być to łatwiejsze. Jeśli jednak ten dotyk jest decydujący, to może to być wyzwaniem.

Gdy są analizowane związki na odległość, to większość osób analizujących ten temat, mówi: "jeśli jesteś na etapie w swoim życiu, że bliskość fizyczna jest dla ciebie mega istotna i nie wyobrażasz sobie innego funkcjonowania, to po prostu nie warto wchodzić w związek na odległość, bo to będzie dla ciebie przez cały czas ogromne poświęcenie i mocno będziesz odczuwać brak tej drugiej osoby". Jeżeli jesteś na etapie, że jest to ważne, ale inne aspekty, takie jak pogłębiona rozmowa, poznawanie siebie, swoich pragnień, marzeń, są równie ważne, to związek na odległość może się udać.

Jeremi Pedowicz: A wyobraźmy sobie taką sytuację. Żyjemy w związku na odległość, ale ta druga osoba jest w zupełnie innej strefie czasowej. Dzieli nas na przykład 8 godzin i trudno nam synchronizować zegary i znaleźć czas dla siebie. Co możemy zrobić, aby to się udało?

Anna Osiecka: Ważne jest, aby pomimo różnic czasowych, znaleźć czas dla siebie. Znowu odniosę się do statystyk dotyczących związków na odległość, tych które najdłużej przetrwały. Ważne jest, aby przynajmniej trzy razy w tygodniu znaleźć czas dla siebie i trochę głębiej porozmawiać. Oczywście nie chodzi o to, by rozmawiać, jak na terapii, czyli co nas boli, tylko, by mieć większą przestrzeń, by ze sobą rozmawiać na różne tematy. Niech ta rozmawa trwa około 30 minut. Ważne jest też, aby wysyłać do siebie takie krótkie informacje, nawet jeśli dana osoba dopiero później je odczyta. Dzielenie się informacjami na temat przebiegu swojego dnia, pomaga podtrzymać relację, utrzymać więź, sprawia, że partnerzy są wzajemnie zaagażowani w swoje codzienne życie. Bez takiego podtrzymywania relacji, rozmowy, żaden związek na odległość nie przetrwa.

Jeremi Pedowicz: A czy oglądanie z partnerem w tym samym czasie tego samego filmu na jakiejś platformie, i możliwość komentowania tego w tym samym czasie, dzięki zdalnemu połączeniu, może pomóc w budowaniu takiej relacji?

Anna Osiecka: Tak, oczywiście, możemy sobie w ten sposób urozmaicać to wspólne spędzanie czasu. Możemy wspólnie oglądać film, albo zjeść kolację, patrząc na siebie na zoomie. W czasie pandemii też w ten sposób dawaliśmy sobie radę. Nasza kreatywność w tym czasie była bardzo duża. Spotykanie się online i odtwarzanie czynności, które moglibyśmy robić wspólnie, siedząc obok siebie, takie jak wspólne jedzenie, wspólne oglądanie telewizji, rozmowa na temat książek, które przeczytaliśmy.

Jak się tak zastanowić głębiej, to właściwie to, czy my przetrwamy na odległość, będzie w dużej mierze uzależnione od tego, na ile jesteśmy dojrzeli, żeby dać partnerowi/partnerce dostęp do serca, umysłu, emocji, no i ciała, gdy już się spotkamy. To są takie składowe intymności. Jeżeli ktoś ma blokady, żeby się otworzyć przed kimś intelektualnie, czy emocjonalnie, to czy będzie mieszkał w jednym domu, czy będzie miał relację na odległość, to tak, czy inaczej się to nie uda.

Redakcja poleca

Jeremi Pedowicz: A czy w tej relacji na odległość ważne jest zachowanie pozorów, że zawsze jest między nami dobrze, czy możemy pozwolić sobie na chwilę szczerości? Przecież nie zawsze jest przyjemnie...

Anna Osiecka: Ale chodzi o to, że możemy nie mieć ochoty na rozmowę?

Jeremi Pedowicz: Nie, raczej chodzi o to, że możemy mieć coś za złe komuś, ale niespecjalnie chcemy temat zgłębiać, bo jednak tę relację chcemy utrzymać. I tu może zacząć się problem, że skrywamy coś przed kimś. I teraz pytanie, czy czekać z tematem, gdy spotkamy się twarzą w twarz, czy raczej komunikować się od razu, zdalnie?

Anna Osiecka: Tu jest jednoznaczna odpowiedź: komunikować się na odległość. I za nią też przemawiają statystyki. Jeśli wszystko to, co jest najgorsze, będziemy odsuwać na czas, gdy się spotkamy, to ono będzie nagorszym doświadczeniem naszego życia, a nie najmilszym. To spotkanie przemieni się w wzajemne wylewanie żalu, pretensji etc. Lepiej więc takie sprawy rozwiązywać na bieżąco.

Natomiast najgorszą rzeczą, jaką możemy zrobić, to wrzucanie tych trudnych spraw pomiędzy wierszami, na przykład jadąc w metrze, w jakiś emotikonach, wysyłając jakieś urywane informacje na messengerach. Jeżeli są to jakieś trudniejsze tematy, to warto się umówić na rozmowę. Jeżeli ktoś ma duże tłumienie, nie potrafi mówić o trudnych tematach, czy o swoich emocjach, lepiej, aby napisał maila. Ja nawet słyszałam ostatnio, że osoby żyjące na odległość, wracają do pisania tradycyjnych listów. Podobno piszą nawet trzy listy w miesiącu do siebie.

Jeremi Pedowicz: No właśnie, związek na odległość i co potem? No bo jak człowiek przyzwyczai się do samotności, urządzi sobie to samotne życie, a ta druga osoba przyjeżdża i na przykład kołdrę w nocy zabiera. Jak przyzwyczaić się do tej nowej rzeczywistości? Bo to może być wyzwanie, prawda?

Anna Osiecka: Oczywiście. To będzie największe wyzwanie dla osób, które żyły w związkach na odległość od lat, i nagle – po jakiejś pracy nad sobą – zdecydują się na relokację i na zamieszkanie w jednym miejscu. My mamy jakieś przyzwyczajenia i nawyki w naszym funkcjonowaniu, jakieś rytuały, i musimy otworzyć się na drugą osobę, głównie emocjonalnie. Wspólne życie może być wyzwaniem, pewnie głównie dla osób, które funkcjonują długie lata na odległość. To często są osoby, które mogą mieć unikowe style przywiązania i im ta odległość odpowiada (oczywiście, jeśli to jest schemat czyjegoś funkcjonowania, a nie konieczność, gdy ktoś zaczął relację stacjonarnie, a przez chwilę był na odległość). Każdy z nas może mieć inne potrzeby emocjonalne, funkcjonalne.

Warto pamiętać, że będąc w związku na odległość, ważne są rozmowy i warto wypełniać je zawartością, czyli zadawać sobie ważne pytania, żeby lepiej się poznać, rozpoznać swoje potrzeby, dowiedzieć się, jaką my mamy postawę życiową, wizje wspólnego życia, funkcjonwania etc. Ten czas bycia na odległość, to dobry moment na takie rozmowy.

Może dzięki temu będzie mniej napięć, gdy zamieszkamy ze sobą, bo będziemy wiedzieli, czego się spodziewać. Ale nie da się ich całkowicie uniknąć, bo gdy dwoje ludzie mieszka ze sobą, to często wchodzą na swoje terytorium.

Jeremi Pedowicz: Skoro związek na odległość przetrwał, a przetrwał zapewne dlatego, że potrafimy się ze sobą komunikować, to nie znaczy, że teraz komunikację zastępujemy bliskością. Nadal się komunikujemy i uzupełniamy tę komunikację bliskością.

Anna Osiecka: Dokładnie.

Jeremi Pedowicz: Aniu, dziękuję ci pięknie za rozmowę.

Źródło: CHILLIZET/ Podcast "Tylko dla dorosłych"

Redakcja poleca