Asertywność jest w nas zabijana w dzieciństwie. Jak się jej znowu nauczyć?
Asertywność to nie tylko sztuka odmawiania, to również sztuka przyjmowania. Jako dzieci nie mamy problemu z mówieniem "nie", ale wychowanie nas zmienia. Jak na nowo nauczyć się asertywności? Wyjaśnia dr Beata Rajba, psycholożka i terapeutka, wykładowczyni na Uniwersytecie Dolnośląskim DSW.
Aleksandra Sobieraj: Porozmawiamy dzisiaj o asertywności, czyli sztuce odmawiania.
Beata Rajba: Tak naprawdę to nie tylko o sztuce odmawiania, ale również o sztuce przyjmowania na przykład komplementów. Czegoś, co w naszej kulturze jest mało popularne. Często, gdy ktoś nam powie komplement, typu: "Pięknie Pani dzisiaj wygląda". Zwykle odpowiadamy: "A nie, wstałam dzisiaj tak wcześnie, jestem zmęczona, nawet makijażu nie zrobiłam". To jest reakcja, do której jesteśmy socjalizowani, czyli wychowywani. Dotyczy to zwłaszcza kobiet, bo my mamy być skromne. Jeżeli ktoś pochwali naszą sukienkę, to mamy powiedzieć, że to stara z szafy.
Aleksandra Sobieraj: Czy asertywność, to też reagowanie na krytykę?
Beata Rajba: Oczywiście. Jeżeli ktoś, krytykując nas, przekracza nasze granice, to asertywność pozwala nam te granice obronić, ale też pozwala nam zaakceptować to, że ta druga osoba ma prawo nie tyle nas krytykować, co powiedzieć, co jej nie pasuje. Asertywność, czego bardzo często nie rozumieją osoby, które mają się za asertywne, działa w obie strony. To znaczy, nie tylko my mamy prawo odmówić, gdy nam coś nie pasuje, ale ta druga strona też ma prawo powiedzieć nam nie.
Aleksandra Sobieraj: No właśnie, bo skoro my mamy prawo prosić, to inna osoba ma prawo odmówić, ale też mamy prawo odmówić, gdy inna strona prosi.
Beata Rajba: Dokładnie. Gdy prowadzę kursy asertywności, na przykład dla studentów, to widzę, że właśnie z tym mają największy problem. Łatwiej jest powiedzieć "nie", chociaż to zależy od konstrukcji psychicznej, natomiast znacznie trudniej jest przełknąć "nie" z drugiej strony.
Aleksandra Sobieraj: Wydaje mi się, że mówienie "nie" też nam sprawia problem. Wiele osób unika mówienia "nie", stosując uniki, albo przeinaczając rzeczywistość.
Beata Rajba: Zależy to od dojrzałości psychicznej. Musimy dać sobie prawo do tego, by stanąć po swojej stronie, by nie stawiać innych ludzi przed sobą, ale też dać im prawo do tego samego. Można nauczyć się mówić "nie". To nie jest trudna sztuka. To są tak naprawdę proste formułki, które trzeba przećwiczyć. Wtedy wszystko będzie prostsze. Zwłaszcza gdy mówimy o tzw. empatycznej asertywności, a nie asertywności jako takiej.
Aleksandra Sobieraj: A jaka jest różnica pomiędzy tymi typami asertywności?
Beata Rajba: Różnice są jak między asertywnością po amerykańsku i asertywnością po polsku. Asertywność po amerykańsku odpowiada na prośbę, czy też na żądanie, uśmiechniętym "nie", albo nawet złym "nie" i nie musi się tłumaczyć. Ale w Polsce to nie działa. Bo my nie jesteśmy uczeni, że wypada mówić "nie" i że możemy usłyszeć "nie". Jeżeli ktoś nas o coś prosi i my mu powiemy "nie", to wychodzimy na niekoleżeńskich. Jesteśmy oceniani i bardzo się tej oceny boimy. Asertywność po polsku jest asertywnością, która uwzględnia emocje drugiej osoby. Zakłada, że ona może nie być tak asertywna i tak wyćwiczona w asertywności jak my, więc może być jej trudno przełknąć odmowę. W związku z tym do tego "nie" dodajemy wytłumaczenie: "Rozumiem, że ci na tym zależy, ale ja nie mogę, bo...", czyli dodajemy powód. Ten powód może być faktycznym powodem, może też być białym kłamstwem.
Aleksandra Sobieraj: Dlaczego w Polsce ta amerykańska asertywności nie działa?
Beata Rajba: Ona w Polsce też działa, ale efekt jest taki, że tracimy wielu znajomych i to nie tylko takich znajomych, którzy nas wykorzystują, którzy są z nami interesownie, ale też takich znajomych, którzy w jakiś sposób są nieśmiali, mają niestabilną samoocenę i bardzo przeżywają jako odrzucenie to, że im odmówiliśmy.
Aleksandra Sobieraj: Dlaczego tak trudno przychodzi nam odmawianie, a na przykład Amerykanom nie?
Beata Rajba: Kultura polska jest najbardziej kolektywistyczna z kultur indywidualistycznych, czyli my stoimy tak w pół drogi między Wschodem a Zachodem. Wschodem, który jest kolektywistyczny, czyli w którym kolektyw, grupa, społeczeństwo jest ważniejsze niż "ja", a Zachodem, w którym "ja" jest ważniejsze niż grupa. Kulturom indywidualistycznym jest bardzo łatwo odmówić, dlatego że ich wartości są tak skonstruowane, że "ja" jest ważniejsze. Natomiast w kulturach kolektywistycznych jest to źle widziane, czyli nie możemy komuś odmówić.
Tak zresztą jesteśmy wychowywani. Nie wypada się nie podzielić zabawką, na przykład w piaskownicy. Nie wypada koledze powiedzieć "nie", kiedy nas prosi o zadania. Nie wypada nam również poskarżyć się, kiedy coś nam się nie podoba. To sprawia, że później, jako dorośli, mamy problem z powiedzeniem "nie".
Aleksandra Sobieraj: Małe dzieci mają żadnego problemu z mówieniem "nie", dopiero w procesie wychowawczym tracimy tę umiejętność, prawda?
Beta Rajba: Tak, my to zabijamy w naszych dzieciach za każdym razem, kiedy każemy mu podzielić się z kolegą zabawką. Wtedy tak naprawdę stawiamy tego kolegę przed naszym dzieckiem. Oczywiście ważne jest, aby uczyć dziecko odczuwania emocji drugiej strony, tłumaczyć mu, co druga strona przeżywa (być może też chciałaby mieć taką zabawkę), ale dajmy mu też prawo do powiedzenia "nie".
Aleksandra Sobieraj: To chyba trudne do wyważenia. Z jednej strony trzeba nauczyć dziecko dzielenia się, a z drugiej strony asertywnego odmawiania.
Beata Rajba: Oczywiście, trzeba nauczyć dziecko odmawiania w dobry sposób. Tak naprawdę jeżeli nie jesteśmy asertywni, to mamy jeszcze kilka innych technik, z których każda ma swoje wady. Możemy na przykład ulec i wtedy my tracimy. Jest to w dłuższej perspektywie prosta droga do wypalenia zawodowego, czy też do depresji. W rodzinie nasze prawa nie są respektowane, bo wszystkim ulegamy.
Możemy być też agresywni i wtedy oczywiście zyskujemy. Inni się nas boją lub też eskalują agresję, jeżeli poczują się silniejsi. Ale jednocześnie tracimy znajomych i tracimy opinie.
Możemy też manipulować innymi, co też nie jest mile widziane.
Aleksandra Sobieraj: A czy mamy jakieś takie słowa-klucze, dzięki którym, gdy się ich nauczymy, będzie nam łatwiej odmawiać?
Beata Rajba: Oczywiście, to jest bardzo proste. Najprostszy schemat brzmi: "Wiem, że ci zależy, ale niestety nie mogę, bo...". Dodanie, "bo mi się nie chce", nie jest dobry pomysłem. Nawet jeśli to jest prawda i ma prawo nam się nie chcieć. Lepiej powiedzieć: "bo mam już inne plany". To dyplomatyczna wersja uzasadnienia.
W psychologii znamy taki ciekawy eksperyment, zresztą bardzo zabawny, który został przeprowadzony w kolejce do uczelnianego ksero. W tej kolejce stało kilka osób. Podchodzi pan z kilkoma kartkami i mówi – w zależności od tego, czy była to grupa eksperymentalna, czy kontrolna – "czy możesz mnie przepuścić", albo "czy możesz mnie przepuścić, bo się bardzo spieszę", albo "czy możesz mnie przepuścić, bo chcę to skserować". Okazało się, że gdy było to "bo", to bez względu na to, czy był to sensowny powód, czy nie, zawsze to działało.
Aleksandra Sobieraj: Czyli lepiej wytłumaczyć, tak?
Beata Rajba: Dokładnie, nawet jeżeli wytłumaczymy to w sposób pozorny, nie do końca prawdziwy, to sprawimy, że drugiej osobie znacznie łatwiej będzie przyjąć naszą odmowę. I to jest właśnie empatyczna asertywność.
Aleksandra Sobieraj: A czy przyjacielowi można odmówić?
Beata Rajba: Oczywiście, jeśli mamy potrzebę, by zająć się sobą. Asertywność oznacza, że nie stawiamy nikogo ponad sobą, chyba że jest to sytuacja wyższej konieczności, kiedy na przykład mamy małe dziecko, które płacze, bo jest głodne i musimy je nakarmić. Albo czyjeś życie jest zagrożone i musimy go ratować. To są sytuacje, które wymagają pewnych poświęceń. Niemniej jednak, jeżeli możemy i tego potrzebujemy, stawiamy siebie na pierwszym planie.
Aleksandra Sobieraj: A skąd ten brak asertywności u Polaków? Z niskiego poczucia własnej wartości?
Beata Rajba: Myślę, że my, jako naród, nie mamy niskiej samooceny. Natomiast wychowuje się nas przez zawstydzanie i bycie uległym. W ten sposób wychowujemy też nasze dzieci, łamiąc wszelki opór. To widać choćby przy wigilijnym stole, kiedy każemy dziecku całować ciotkę czy babcię, których całować ono nie chce. Trzeba dziecku stworzyć warunki do asertywności. Poza tym inaczej też ocenia się kobiety i mężczyzn.
Aleksandra Sobieraj: Czy jest jakaś różnica w asertywności pomiędzy kobietami a mężczyznami? Czy któraś płeć ma z tym większe problemy?
Beata Rajba: Ogromna. Kobiety asertywne są gorzej postrzegane. Mężczyzna, który jest asertywny, jest postrzegany jako kompetentny. Kobieta, która jest asertywna, też jest postrzegana jako bardziej kompetentna, ale jednocześnie jako bardzo niesympatyczna. Nawet w asertywności nie ma równouprawnienia, niestety panowie są tu faworyzowani. Kobiety powinny odmawiać, ale w jakiś miękki sposób. Bardzo dobrze się tu sprawdza ten schemat z "bo" i tym empatycznym wstępem, czyli uznaniem emocji drugiej osoby. "Widzę, że ci zależy, widzę, że jesteś w podbramkowej sytuacji, ale ja ci nie mogę w tej chwili pomóc, bo...". Lepiej powiedzieć "nie", niż robić uniki, bo nie wszyscy mają w sobie żyłkę osoby kłamiącej i po niej to widać, np. czerwieni się, ucieka wzrokiem, widać, że kręci. Zawsze też ktoś może nas przyłapać na kłamstwie i będziemy mieć problem. Nie warto też stosować manipulacji, bo ona jest po prostu nieetyczna.
Aleksandra Sobieraj: Mówiła Pani na początku, że asertywność jest nie tylko sztuką odmawiania, ale też wyrażania swojej opinii, do której każdy ma prawo. Jest też umiejętnością reagowania na krytykę, umiejętnością przyjmowania komplementów.
Beata Rajba: Dokładnie. Przyjmowania komplementów, przyjmowania informacji zwrotnych bez względu na to, jakie one będą. Polacy mają z tym problem, zwłaszcza kobiety. A wystarczy w takiej sytuacji powiedzieć po prostu "dziękuję". Czasami w gabinecie mówię swojemu pacjentowi coś miłego, a on odpowiada: "Pewnie pani wszystkim tak mówi". Gdy ktoś nam chce sprawić przyjemność, chce nam powiedzieć coś dobrego, to powinniśmy to po prostu wziąć.
Aleksandra Sobieraj: A jak nauczyć się tej asertywności?
Beata Rajba: Najlepiej w życiu i zacząć od razu. Po prostu zacząć mówić "nie". Wypróbować różne techniki. Na przykład na niektóre osoby zadziała tylko metoda zdartej płyty: "nie, nie, powiedziałem nie". To najczęściej działa na nastolatki, choć akurat im warto wytłumaczyć dlaczego. Na kogoś innego będzie działać ta empatyczna strona asertywności, czyli "widzę, że jest ci trudno i że ci zależy, no ale ja nie mogę pomóc, dlatego że...". Natomiast czasami możemy też spróbować tej amerykańskiej asertywności, i po prostu powiedzieć "nie".
Aleksandra Sobieraj: Pytanie, jak ta druga strona to odbierze?
Beata Rajba: Dlatego namawiam do empatycznej asertywności. Pokażmy, że czujemy się zakłopotani, że to nam sprawia przykrość (nawet jeżeli tak nie jest).
Aleksandra Sobieraj: Czyli przed nami sporo pracy?
Beata Rajba: Tak, ale muszę zaznaczyć, że pokolenie Z jest tutaj powiewem świeżości. To młode pokolenie pięknie potrafi odmawiać i robi to bez większego zażenowania. Po pierwsze, ono ma inne wartości, są bardziej skoncentrowane na sobie, ale też na tym, aby zachować pewien balans w życiu, czyli żeby nie dać sobie wejść na głowę i nie poświęcić zbyt dużo dla innych. Zetki stereotypowo postrzega się jako leniwe. Nic bardziej błędnego. One tak naprawdę pracują 8 godzin i nie czują się zobowiązane do tego, żeby pracować więcej. To jest zdrowe. One nie poddają się manipulacjom, bo tak naprawdę asertywność pozwala nam też nie poddać się manipulacji.
A więc ta nauka empatycznej asertywności jest skierowana do Iksów i Boomerów. Bowiem nasza przyszłość jawi się trochę jak bajka o dwóch koniach. Jeden był posłuszny, a drugi nieposłuszny. Kiedy ten drugi był nieposłuszny, to bity był posłuszny. Dlaczego? Bo od nieposłusznego można było zarobić kopniaka, a posłuszny i tak się nie zbuntuje. Podobnie jest z nami. Do kogo szef pójdzie, jeżeli Zetka mu odmówi? Do osoby nieasertywnej. Dlatego czas nauczyć się asertywności, najlepiej w sposób empatyczny. To ważne, bo brak asertywności może się przerodzić w agresję, albo w zduszenie emocji, co z kolei może prowadzić do całego asortymentu chorób, zaczynając od depresji, poprzez choroby autoimmunologiczne, nowotwory.
Aleksandra Sobieraj: Bardzo dziękuję za rozmowę.
Źródło: CHILLIZET/ podcast psychologiczny Psyche