Czy związek uszczęśliwi nieszczęśliwego człowieka? "Często całkowicie się poświęcamy"

6 min. czytania
01.03.2024 14:41
Obserwuj nas w Google
---- ----

Istnieje przekonanie wśród osób samotnych, że jeśli znają swoją drugą połówkę, to ich życie stanie się lepsze, pełniejsze, szczęśliwsze. Czy rzeczywiście tak jest? Czy można kogoś prawdziwie pokochać, jeżeli nie kocha się siebie samego? Na te i inne pytania odpowiada Basia Bryzek – coach sztuki samokochania i psychoterapeuta w nurcie Gestalt w trakcie kształcenia.

Czy związek może uszczęśliwić nieszczęśliwego człowieka?
fot. Shutterstock
--1-- ----

Jeremi Pedowicz: Czy związek uszczęśliwi nieszczęśliwego człowieka? Ja mam takie przekonanie, że w ludziach samotnych, nieszczęśliwych, niedowartościowanych istnieje takie przekonanie, że jak ja już się z kimś połączę w parę, to moje życie od tej pory będzie po prostu wspaniałe, niepowtarzalne i do końca życia będę się już czuć dobrze. Jak ty to postrzegasz, jak przychodzi do ciebie osoba z tego typu podejściem?

Basia Bryzek: Zastanawiam się, co to znaczy być nieszczęśliwym? Bo przyczyn nieszczęścia może być wiele. Jeżeli rozmawiamy o osobie, która ma w miarę poukładane życie wewnętrzne, jest dojrzała emocjonalnie, zna swoje granice, zna swoje mocne strony, ma w miarę ustabilizowany obraz siebie, czyli nie jest niejako emocjonalnie zależna od osób trzecich, to wtedy, jeżeli źródłem jej nieszczęścia jest samotność, brak bliskości, to tak, w takiej sytuacji uważam, że jeżeli spotka osobę, która ma podobne wartości, tak, to może spowodować, że jakość jej życia istotnie wzrośnie, czyli potencjalnie będzie bardziej szczęśliwa.

Myślę też, że na szczęście i nieszczęście z tej perspektywy należy patrzeć przez pryzmat czasu. Każdy, kto kiedyś się rozstawał albo rozwiódł, to na pewno w tym związku chociaż przez jakiś czas był szczęśliwy. To takie spojrzenie za siebie i pomyślenie, no tak, przez pierwsze sześć miesięcy było okej, potem zrobiło się słabo. Ale byłam szczęśliwa przez te sześć miesięcy. W tym początkowym okresie powiedz takiej osobie, że na pewno to się nie uda i że jest nieszczęśliwa, tylko jeszcze o tym nie wie. Nie ma szans, nie? Motylki latają w brzuchu, nad głową, w uszach, nie pogadasz z taką osobą.

Ale jeżeli pytamy o to, czy osoba, która ma różne trudności wewnętrzne, zachwiany obraz siebie, która jest emocjonalnie zależna, czyli warunkuje poczucie własnej wartości na tym, co druga osoba może wnieść w jej życie, albo wręcz konstytuuje swoją wartość drugą osobą, czyli szuka kogoś, kto sprawi, że będę szczęśliwa, to tutaj robią się schody.

Mamy bardzo duży bagaż emocjonalny, który powoduje, że przez jakiś czas pewnie będzie ta radość, będzie to szczęście, będą te hormony szczęścia. Ale szybko mogą pojawić się problemy. Rozmawiając o osobie, która jest emocjonalnie zależna, warto podkreślić, że ona nie będzie miała gotowości do tego albo nawet umiejętności do tego, żeby nazywać swoje potrzeby, żeby je komunikować w związku i to stwarza pole właśnie nadużyć, do tego, że jedna strona coś daje, ale czegoś nie dostaje.

To bardzo trudne zbudowanie bliskości w związku w momencie, kiedy boisz się powiedzieć, czego chcesz, w momencie, kiedy boisz się postawić granicę, w momencie, kiedy tak naprawdę to gramy, bo boję się być sobą w związku. Jeśli chcemy zbudować związek, który ma sens, który ma przyszłość, to tam powinny być przynajmniej szczątkowe warunki do tego, żeby z czasem móc być sobą w związku, nie zakładać masek, nie grać.

Jeremi Pedowicz: Już ustanowiliśmy, czym to nieszczęście jest i jaki rodzaj nieszczęścia może faktycznie prowadzić do tego typu myślenia, od którego wyszliśmy. Wydaje mi się, że takim powszechnym przekonaniem jest to, że jak osoba nieszczęśliwa w naszym rozumieniu znajdzie kogoś, to raczej będzie to osoba szczęśliwa, która jej może pomóc. No i teraz pojawiają się dwa wątki. Pierwsza, od którego bym zaczął, to czy w ogóle taka osoba, która emanuje niestabilnością emocjonalną, może faktycznie znaleźć kogoś, kto jest emocjonalnie stabilny?

Basia Bryzek: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja jestem zdania, że to, co się mówi, że przeciwieństwa się przyciągają, to jest jakoś niestety prawdziwe, ale niekoniecznie w tym pozytywnym sensie. Jeżeli osoba jest niestabilna, to jest szansa, że trafi na opiekuna, czyli na kogoś, kto ma skłonność do nadmiernego brania odpowiedzialności za siebie i za rzeczywistość, za swój świat. Tak skrócie chodzi o to, że osoba, która chce być uszczęśliwiona, trafi na kogoś, kto potrzebuje uszczęśliwiać. I w takim przypadku obie osoby są w pewnego rodzaju niedojrzałości.

Może zresztą nie bez powodu mówi się, że osoby, które mają DDA, czyli Dorosłe Dzieci Alkoholików, bardzo często wiążą się z osobami, które są alkoholikami. Czyli my w jakiś sposób przyciągamy się po jakiejś energii i często przyciągamy się po tej energii swojego deficytu, swojej niedojrzałości. Jeżeli ktoś ma skłonność do bycia ofiarą, to znajdzie swojego oprawcę. I to tak czysto teoretycznie jest taki układ, w którym ktoś, kto potrzebuje opieki znajdzie opiekuna, tylko czy to z czasem będzie grało, to jest zupełnie inne pytanie.

Redakcja poleca

Jeremi Pedowicz: I teraz kolejnym pytaniem, właśnie wychodząc z takiego przekonania, że ta druga osoba mnie uszczęśliwi, czy przyjmując różne osoby w swoim gabinecie, często masz takie przypadki i bierzesz ten temat na warsztat?

Basia Bryzek: Wiesz co, ja jak już pracuję z takimi osobami, to najczęściej są to osoby, które już się przekonały, że nie tylko nie uszczęśliwi ich ta druga osoba, ale że wręcz doszły już do takiej ściany w zagryzaniu zębów, w strategii wytrzymywania, w poczuciu, że im się nic nie należy w życiu. Tak bardzo nie dostają tego, czego potrzebują, że już stoją pod ścianą i jednak są gotowe zakwestionować to, w jakiej relacji funkcjonują.

Więc absolutnie zgadzam się z tym, że w momencie kiedy myślimy, że ten ktoś na pewno nas uszczęśliwi, nie jesteśmy w stanie wyjść poza to myślenie. I potem przychodzi zderzenie z rzeczywistością, kiedy uświadamiamy sobie, że już za długo ignorowałam swoje potrzeby, za długo udawałam/udawałem, że nie potrzebuję poczucia bezpieczeństwa. I w takim momencie taka osoba trafia do mnie.

Jeremi Pedowicz: To teraz zadam nieco inne pytanie. Czy osoba, która przychodzi z takim przekonaniem, czy w ogóle kultywuje w sobie taki schemat myślenia, czy ona może sobie zadawać pytanie, a co ja mam do zaoferowania w tym związku? Bo to, że ja chcę „wziąć”, to to jest sprawa w tym schemacie naturalna. Ale co ja mogę dać, z czym ja w ogóle mogę wejść w taką relację?

Basia Bryzek: Wiesz, co mi się wydaje, że osoba, która szuka szczęścia w związku, rzadko myśli o tym w kategoriach, że ja idę tam coś wziąć. Ona szuka tej relacji, żeby poczuć się lepiej ze sobą, niekoniecznie idzie za tym świadoma myśl, że mi to jest do czegoś potrzebne. Natomiast myśli o tym, że da wszystko, żeby tylko to dostać, raczej w takich kategoriach. Będę się poświęcać, będę dobrą żoną, będę dobrym mężem, przyniosę wszystkie pieniądze do domu, ugotuję wszystkie obiady. Co ja dam? Dam wszystko. Będę pozwalała na nadużycia na różne sposoby tylko po to, żeby utrzymać tę relację.

Jak zastanawiam się nad tym bardziej, to moim zdaniem osoby szukające takiej relacji mają postawę, że dam wszystko, co mam. Bardzo często jest to właśnie poświęcania się, nadużywania, udawania, że nie mam granic, ignorowania swoich granic po to, żeby utrwalić tę relację.

Jeremi Pedowicz: A co byś powiedziała o takim zdaniu, „jak sam się nie kochasz, to nikt cię nie pokocha”?

Basia Bryzek: Ja się z tym absolutnie zgadzam i o ile nie mogę się poszczycić tym, że jestem osobą wierzącą, o tyle przykazanie „kochaj bliźniego swego jak siebie samego”, uważam, że jest absolutnie adekwatne. Jeżeli ja kocham kogoś, nie kochając siebie, to znaczy, że daję mu coś, czego nie mam, czego nie doświadczyłam, daję mu to na kredyt własnych zasobów.

Jeżeli daję komuś wyrozumiałość, a siebie samego ganię za najmniejszy błąd, to w taki sposób wygląda ta nierównowaga. Jeżeli daję komuś pełną miłość, ale nie uznaję swojej potrzeby do tego, żeby też coś dostać w zamian, albo żeby sobie ją dać, to to jest właśnie przejaw tego, jak kocham, kiedy nie kocham siebie.

Jeremi Pedowicz: Zastanawiam się, gdzie jest klucz do rozwiązania takiej sytuacji? Gdzie jest miejsce, w którym zaczyna się praca? Czy to jest praca nad poczuciem własnej wartości? Czy to jest praca nad zdefiniowaniem, czym dla mnie jest wejście w taką relację? Jak ty się na to zapatrujesz?

Basia Bryzek: Mówi się, że nie leczy się pacjenta, który nie cierpi, więc zwykle leczy się coś, co już powoduje jakiś dyskomfort. Pracuje się z czymś, co już powoduje trudność. Ja ogromnie zachęcam do tego, żeby, jeżeli mam taką świadomość, że moje poczucie własnej wartości jest trochę niestabilne, jeżeli czuję, że jestem gorsza albo mam ogromnego krytyka wewnętrznego, który mnie katuje każdego dnia, to dlaczego nie zacząć od tego, żeby zacząć rozładowywać swój plecaczek z bagażem emocjonalnym, czyli rozpocząć terapię czy jakąkolwiek formę pracy nad sobą.

Pięknie dziękuję za rozmowę.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/Podcast „Tylko dla dorosłych”