Coraz więcej jest związków typu DINK ze zwierzakiem. Czy to pułapka? Wyjaśnia socjolog
W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci, a zamiast nich pary wolą mieć w rodzinie zwierzaka (lub zwierzęta). Rodzin międzygatunkowych jest całkiem sporo. To wydaje się łatwiejsze i być może tańsze. Czy rzeczywiście? Łatwo wpaść w kilka pułapek, bo, jak zapewnia prof. Tomasz Sobierajski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, „pies nie jest łatwiejszy niż dziecko”. Czym jest rodzina międzygatunkowa? Dlaczego miejsce dzieci coraz częściej zajmują zwierzęta? I dlaczego traktując kota lub psa jak dziecko, robimy im krzywdę? O to pytamy naszego eksperta.
Zacznijmy od pewnego obrazka: Małgosia i Piotr są małżeństwem od ponad 10 lat, to już całkiem ładny staż. Dwa lata temu zdecydowali się na nowego członka rodziny: jest nim pies, uroczy kundelek z interwencji. Jak sami mówią, tworzą teraz rodzinę międzygatunkową. Nie mają ludzkich dzieci, bo, jak tłumaczą, wciąż nie są na nie gotowi. Teraz mają psa, który wniósł nową jakość do ich związku. Nie traktują go jak dziecko, co jest częstym zarzutem przy parach ze zwierzakiem, ale pies zajął w rodzinie ważne miejsce. Jeździ z nimi na wakacje, a jeśli idą na przykład do restauracji, to sprawdzają, czy można tam wejść z psem.
Aleksandra Sobieraj: Pies bywa nazywany psieckiem. Kot… może kocieckiem? Jak zwierzęta obecne w związku wpływają na tworzących go ludzi? Mówimy o parach, które nie mają dzieci, a to miejsce w ich życiu zajmują zwierzęta.
Prof. Tomasz Sobierajski: To jest bardzo interesujący temat i rzeczywiście dotyczy społeczeństw krajów rozwiniętych – bo trzeba o tym pamiętać, że tego typu zjawiska dotyczą tylko naszej części świata, np. Stanów Zjednoczonych, Francji, w tym również Polski, a większość świata ma zupełnie inaczej. W tej naszej ograniczonej grupie, krajów rozwiniętych, mamy do czynienia z tak zwanymi DINK-ami, czyli „Double Income No Kids” („podwójna wypłata, bez dzieci”). To osoby, które pracują, zarabiają, ale nie mają dzieci. Ale to nie wszystko.
Funkcjonują też takie skróty: DINKWAD albo DINGWAC, czyli Double Income No Kids with a Dog oraz Double Income No Kids with a Cat, czyli z psem i z kotem. Czasami niejednym. Są osoby, które świadomie decydują się na to, że nie będą miały dzieci, ale za to mają koty i psy, przy czym tu chyba trzeba powiedzieć, że warto zastanowić się nad tym, czy ten pies czy kot zastępuje nam dziecko, czy ten pies i kot jest jednak naszym psem czy kotem.Myślę, że wiele osób, które zajmują się relacjami pomiędzy ludźmi a zwierzętami, behawiorystów, zgodzi się ze mną, że jednak dobrze, jeśli to jest pies i kot, a nie dziecko. Zarówno dla zdrowia psychicznego tych osób, które mają psa i kota, ale też dla tego zwierzęcia. Pamiętajmy, że to jest jednak zwierzę, które ma inne potrzeby, które też inaczej przeżywa emocje, które inaczej odbiera świat, które inaczej odbiera sygnały ze świata. Jeśli już decydujemy się na to, że mamy zwierzę, to nie zróbmy mu piekła z miłości. Bo to może być piekło, jeśli nie zaakceptujemy tego, czego potrzebuje zwierzę.
W reportażu, który czytałam, jedna pani najpierw miała psa, a potem sobie dobrała partnera, który akceptował to, że nie będzie dzieci, ale jest pies. Niektórzy już na początku związku o tym decydują. Mówi się teraz o rodzinach międzygatunkowych, braku gotowości na ludzkie dziecko, o psiecku, kociecku. Psich, kocich rodzicach. To ciekawe, prawda?
Prof. Tomasz Sobierajski: Bardzo się cieszę, że powiedziałaś właśnie o międzygatunkowej rodzinie. Nie ma nic złego w tym, żeby powstała międzygatunkowa rodzina, ale pamiętajmy o tym, że my i zwierzęta to są dwa różne gatunki. Natomiast zdarza się i mam wrażenie, że dzieje się to coraz częściej, że pies czy kot zastępuje nam dziecko. I jest to brak szacunku dla nas, jest to brak szacunku dla tego zwierzęcia. Akceptowanie różnic międzygatunkowych jest kluczem do szczęścia funkcjonowania w tej rodzinie.
Co się dzieje, jeśli w rodzinie zwierzak zastępuje dziecko? Robi się niebezpiecznie, prawda?
Prof. Tomasz Sobierajski: Zastanówmy się nad tym: jeśli ktoś nie był gotowy na dziecko, to jaka jest gwarancja, że jest gotowy na psa albo kota? Posiadanie zwierzęcia wymaga bardzo wielu wyrzeczeń. Wymaga bardzo dużo pracy, wymaga empatii, akceptacji. I to nie jest tak, że kiedy weźmiemy sobie zwierzę, to ono będzie mniej absorbujące niż dziecko. Będzie inaczej absorbujące, bo jest innym gatunkiem. Nie traktujmy tego zwierzęcia jako czegoś, co będzie łatwiejsze w obsłudze.
Z drugiej strony, nie traktujmy zwierzęcia jako zastępnika. Właśnie to się pojawia w słowach: psiecko, kociecko. W mojej rodzinie zawsze były zwierzęta, które były niewiarygodnie kochane, ale od samego początku podstawową zasadą, której uczyli mnie moi rodzice, była akceptacja tego, że zwierzęta mają swoją własną przestrzeń. Jeśli zwierzę śpi, to nie można go budzić dla swojego widzimisię, jeśli je, to trzeba mu na to pozwolić w spokoju, jeśli ma swoją zabawkę, to ona jest jego. To jest przestrzeń zwierzaka. Szacunek musi być bardzo duży. No i nie można na zwierzaku wyładowywać swoich emocji, nie można traktować go jak człowieka.
To, że na przykład mówimy zwierzakowi, że ma czegoś nie robić, to nie jest rodzaj kary, tylko stawianie granic, dzięki którym zwierzę się czuje bezpiecznie. To wychowanie zwierzęcia, tresowanie w takim znaczeniu, że ma ustalone granice – i to jest bardzo dobre.
A co powinno zaniepokoić w rodzinach międzygatunkowych?
Prof. Tomasz Sobierajski: Dość niepokojące są dla mnie sytuacje, kiedy np. przychodzę do znajomych, którzy mają psa, i od progu słyszę: „Zobacz, wujek przyszedł”. Albo jeśli ktoś mówi do kotka: „Mamusia ci zaraz da papu” albo „Tatuś za chwilę wróci”. Tutaj ta międzygatunkowość nie jest zachowana i myślę sobie: czy to zwierzę jest rzeczywiście szczęśliwe? Ono może być kochane, może być obdarzane miłością, ale tak jak powiedziałem, miłość może zniszczyć i zabić.
Nie warto tego robić przede wszystkim z szacunku nie dla nas, tylko z szacunku dla zwierzaka. Psy, koty czy jakiekolwiek inne zwierzęta, które mamy, doskonale rozumieją, że my jesteśmy innym gatunkiem. Jesteśmy dla nich dziwni. Próbują oczywiście jakoś z nami dojść do ładu, no bo fajnie by było, gdyby ten duży kot czy ten duży pies jakoś inaczej się zachowywał, ale mam wrażenie, że one dużo lepiej rozumieją tę międzygatunkowość niż my. Tymczasem my o tym często zapominamy, bo przerzucamy uczucia rodzicielskie na zwierzęta. One naprawdę nie tego potrzebują. Potrzebują zupełnie innych rzeczy.
W Polsce rodzi się dramatycznie mało dzieci. Czy macierzyństwo i ojcostwo są czymś przestarzałym, wymagającym, trudnym, odbierającym własne życie? Lepiej mieć psa?
Prof. Tomasz Sobierajski: Często osoby, które decydują się na to, by nie mieć dzieci albo właśnie zamiast nich mają zwierzęta – chociaż nawet gdyby były dzieci, to też pewnie byłyby zwierzęta – traktuje się jak ludzi leniwych, którzy nie chcą brać na siebie odpowiedzialności, i są oni często źle postrzegani przez społeczeństwo. Uważam, że to jest szalenie krzywdzące. Bo bardzo często są to osoby bardzo świadome, które na przykład nie chcą mieć dzieci, bo wiedzą, że katastrofa klimatyczna doprowadzi do tego, że być może ich dzieci nie będą miały czym oddychać.
Zajście w ciąży i posiadanie dziecka wymaga ogromnego przemyślenia, zwłaszcza jeśli chodzi o kobiety w naszym kraju. Trzeba sobie zdawać sprawę, że posiadanie dziecka to nie jest tylko kwestia tego, że urodzi się dziecko i będzie się je wychowywać, ale to jest też świadomość, że nasze społeczeństwo skonstruowane jest tak, że pomocy dla kobiet nie ma zbyt wiele. Kobiety często muszą zrezygnować z życia zawodowego, które się świetnie toczy, a mogą tego nie chcieć. To one zwykle muszą się poświęcać, zarywać noce, to je macierzyństwo kosztuje kilka lat niewyspania, zatrzymania rozwoju osobistego. Kosztem jest też kilkadziesiąt lat zamartwiania się o osobę, którą się urodziło – naprawdę można tego nie chcieć. To nie wynika z lenistwa, tylko ze świadomości, że można sobie nie dać z tym rady na przykład.
Poświęcić, to jest słowo, które przy polskim macierzyństwie najczęściej się pojawia. Moim zdaniem to jest szalenie trudna decyzja. Przy takim przymusie społecznym posiadania dziecka, decyzja o tym, że „nie będę mieć dziecka”, świadczy o ogromnej odwadze.
Pies czy kot nie będzie się kłócił o spadek, ale też, podobnie jak dziecko, nie uratuje związku.
Prof. Tomasz Sobierajski: Trzeba pamiętać, że ludzie się rozstają. Nie jest tak, że jeśli decydujemy się na dziecko czy na rodzinę międzygatunkową, to do tego rozstania nie dojdzie, nie możemy tego założyć. Zresztą ta trzecia osoba, ludzka, psia czy kocia, może bardzo dużo zmienić w relacji. Warto powiedzieć i o tym, że tak jak nie warto decydować się na dziecko po to, żeby dziecko uratowało nasz związek, co jest, niestety, nadal bardzo częstą historią, to też nie warto się decydować na psa lub kota lub świnkę morską, licząc na to, że ona uratuje nasz związek. Bo tak się nie stanie. I tak się nigdy nie dzieje. To my możemy uratować naz związek. Jeśli my tego nie zrobimy, to nikt nie zrobi tego za nas.
Źródło: CHILLIZET / podcast psychologiczny PSYCHE