Dlaczego ojcowie lądują na kanapie w salonie po narodzinach dziecka?

6 min. czytania
Aktualizacja 21.05.2024
19.03.2024 08:10
Zareaguj Reakcja
---- ----

W wielu rodzinach po narodzinach dziecka dochodzi do nieoczekiwanej zmiany miejsc. Maluch ląduje w łóżku u rodziców, a znika z niego jego tata. Zwykle ląduje on na kanapie w salonie. Gdy dziecko jest bardzo małe, można na to przymknąć oko, ale gdy dziecko rośnie, zmiana sytuacji jest konieczna. Niestety nie zawsze chcą się na to zgodzić mamy. Jak je do tego przekonać? Radzi Wiktoria Dróżka, psycholożka, socjolożka. 

Dziecko w łóżku rodziców
fot. Shutterstock
--1-- ----

On, ona i ono, czyli dziecko. To chyba najczęstsza forma trójkąta w łóżku. Rodzice małych dzieci, często z wygody, godzą się, by maluch z nimi spał. Zdarza się jednak, że gdy dziecko trafia do łóżka rodziców, wypada z niego ojciec. Tak było w przypadku naszego czytelnika. Jego synek, teraz już dwulatek, zajął jego miejsce w małżeńskim łożu. Początkowo było to wygodne dla wszystkich stron. Żona mogła karmić synka piersią w nocy bez potrzeby wstawania. Jego nie budził płacz malucha, więc wyspany rano szykował się do pracy. Z czasem jednak zaczął tęsknić za swoją żoną, za czasem spędzanym tylko we dwoje, za intymnością, ale... wszelkie próby przekonania żony, by dziecko zaczęło spać w swoim pokoju, nie udały się. Żona zawzięcie broniła status quo. Żadne argumenty jej nie przekonywały. Ojciec zaproponował, że włączy się w wieczorny rytuał usypiania synka, ale mama na to nie pozwalała. Chciała, aby to nadal była tylko jej sfera. Sytuacja wydaje się patowa, ale typowa dla wielu rodzin. Nasz czytelnik czuje się odstawiony na boczny tor, ale nie oddaje broni. Zamierza walczyć o swoje miejsce w domu. Dlaczego się tak dzieje w wielu polskich rodzinach? Jakie mogą być konsekwencje zbyt długiej separacji małżonków i jaki może mieć to wpływ na ich dziecko? O tym rozmawiamy z Wiktorią Dróżką, psycholożką i socjolożką, która prowadzi gabinet Sztuka Psychoterapii (jej profil można znaleźć w mediach społecznościowych).

Aleksandra Sobieraj: Dlaczego ojcowie tak często lądują na kanapie w salonie po narodzinach dziecka?

Wiktoria Dróżka: Gdy rodzi się dziecko, to cała uwaga rodziców, zwłaszcza matek, skupia się na tej małej istocie. W tym okresie funkcje opiekuńcze są bardzo aktywne – jest to wynik między innymi działania hormonów. To naturalne, że chcemy mieć dziecko blisko siebie, by stale je mieć na oku. Niestety w takich sytuacjach dochodzi do zamiany – dziecko wprowadza się do łóżka rodziców, a tata, jeśli jest w tym łóżku mało miejsca, ląduje na kanapie. Mama przejmuje obowiązek opieki nad dzieckiem, a tymczasem ten podział powinien być równy. Tata oczywiście nie nakarmi dziecka piersią, ale butelką już tak. Poza tym może maluszka przytulić, przewinąć, utulić do snu.

Aleksandra Sobieraj: Dlaczego mamy nie dzielą się, lub niechętnie się dzielą z ojcami opieką nad dzieckiem?

Wiktoria Dróżka: My kobiety mamy takie przekonanie, że wiemy najlepiej, nie... my lubimy wiedzieć najlepiej, zwłaszcza w kwestiach dotyczących macierzyństwa. To było w nas kształtowane z pokolenia na pokolenie. Dopiero od niedawna dopuszczamy do tej sfery mężczyzn, pozwalamy im pomagać w opiece nad dziećmi (i oni robią to dobrze!). Dlaczego się tak dzieje? Przyczyn może być wiele. Po pierwsze, w przeszłości dość często kobiety zostawały same, nie mogły liczyć na pomoc mężczyzn (np. w czasie wojny i po niej) i przyzwyczaiły się do tego. Po drugie, może to wynika z nieufności, co do kompetencji mężczyzn w kwestiach rodzicielstwa. Oni, tak jak wspomniałam, stosunkowo od niedawna włączają się w rodzicielstwo i kobiety mogą nie dowierzać, że mężczyzna potrafi zaopiekować się potomstwem.

Oczywiście pojawienie się dziecka, zwłaszcza pierwszego, to dla taty nowa sytuacja i musi się on wszystkiego nauczyć, podobnie jak my. Trzeba mu na to pozwolić. Początkowo może być niezręczny w tym, ale z czasem nabierze wprawy. Nam może łatwiej to przychodzi, bo miałyśmy większe szanse, by podpatrywać, jak opiekują się dziećmi inne kobiety, na przykład nasze mamy, ciocie, czy siostry. Ale jest jeszcze inna kwestia...

Redakcja poleca

Aleksandra Sobieraj: Jaka?

Wiktoria Dróżka: Chodzi o to, że po urodzeniu dziecka może pojawić się trudność w powrocie do intymności. Kobiety bardzo często obawiają się, że pojawi się jakiś ból, nierzadko wstydzą się swoich ciał, które zmieniają się z powodu ciąży. Często pojawia się u nich obawa, że nie będą tak atrakcyjne dla swojego partnera, jak przed ciążą. Niektóre kobiety unikają nagości, nie chcą pokazywać swojego brzucha po ciąży, bo on już nie wygląda tak, jak przed ciążą. Niektóre z mam nie potrafią powiedzieć o tym wprost, więc chowają się za dzieckiem. "Muszę nakarmić dziecko", "Muszę uśpić dziecko", "Jestem zmęczona" – to częste wymówki mam, stosując je, budują mur pomiędzy sobą a swoim partnerem.

Aleksandra Sobieraj: Jakie może mieć to konsekwencje?

Wiktoria Dróżka: Gdy tak bardzo angażujemy się w opiekę nad dzieckiem, nie zostawiając przestrzeni dla swojego męża/ partnera, to tak naprawdę odpychamy go, a on z czasem może się czuć niepotrzebny. Brak intymności, bliskości w związku może zwiększać ryzyko zdrady, rozstania.

Aleksandra Sobieraj: A jeśli mama z czasem zrozumie, że potrzebuje wsparcia taty, to jak powinna mu to zakomunikować?

Wiktoria Dróżka: Po prostu musi z nim o tym porozmawiać, powiedzieć wprost: "Kochanie, potrzebuję twojej pomocy". Mama musi zacząć angażować tatę w opiekę nad dzieckiem, np. powiedzieć: "Potrzymaj dziecko, ja je nakarmię, a ty je utulisz". Musimy nauczyć się odpuszczać, zrozumieć, że nie musimy we wszystkim być idealne, nie musimy się we wszystko angażować. Tata może iść sam z dzieckiem na spacer. Będą się świetnie bawić.

Aleksandra Sobieraj: A gdybyśmy mogły odnieść się do sytuacji naszego czytelnika, co mogłybyśmy mu powiedzieć?

Wiktoria Dróżka: Nie wiemy, jak ta relacja wyglądała wcześniej, nie mamy oglądu na całość, więc trudno ją omawiać. Wydaje mi się jednak, że dwulatek powinien już spać w swoim łóżeczku. Często słyszę w swoim gabinecie o dzieciach, nawet cztero-, ośmioletnich, które śpią z mamą w jednym łóżku. To nie jest dobre dla nich. Takie dzieci są często bardzo lękowe, trudno im wejść do grupy dzieci, na przykład w przedszkolu, odseparować się od mamy.

Dziecko powinno być przygotowane do takich krótkich rozstań z mamą. Wieczorem umyte, powinno położyć się do łóżeczka, można mu przeczytać bajeczkę, dać buziaka, poczekać aż zaśnie. Ale potem jest czas dla mamy i taty. Intymność, bliskość pomiędzy rodzicami jest naprawdę bardzo ważna, to jest podstawa związku.

Mamy czasem tak bardzo angażują się w macierzyństwo, nie wyobrażają sobie życia bez dziecka, a przecież ono kiedyś wyfrunie z domu, a mąż w nim zostanie. Dziecko nie jest naszą własnością. Opiekujmy się nim, kochajmy je, wspierajmy, ale dajmy mu też przestrzeń na rozwijanie się, na socjalizowanie się z rówieśnikami.

Aleksandra Sobieraj: A gdy dziecko wyfrunie z gniazda, to mama z tatą zostają, więc musi coś ich łączyć, prawda?

Wiktoria Dróżka: Dokładnie, musimy zadbać o siebie, o swój związek, by później nie pojawił się syndrom pustego gniazda. Dziecko wyjedzie na studia, a my nie wiemy, co ze sobą zrobić. Nie mamy wspólnych tematów, pomysłów na wspólne spędzanie wolnego czasu, bo to, co nas głównie łączyło, to było dziecko i organizacja życia domowego, czyli gotowanie, zakupy, pranie. W takim momencie bardzo trudno odbudować związek. To nie jest tak, że jak nie przytulaliśmy się przez 20 lat, to nagle zaczniemy to robić.

Aleksandra Sobieraj: A jeśli mama ma trudność z podzieleniem się obowiązkami z tatą, to jak on można ją do tego przekonać?

Wiktoria Dróżka: Najlepiej rozmową. Fajnie, aby w tej rozmowie była czułość, delikatność. Można zacząć: "Chcę ci pomóc, podzielmy się obowiązkami. Ja będę usypiał dziecko, a ty w tym czasie weź kąpiel", albo "Odprowadzę dziecko do łóżeczka, a ty sobie poleż, odpocznij". Najlepiej, aby ta opieka taty i ta chęć pomocy była od momentu pojawienia się dziecka na świecie.

Tata nie powinien się też zniechęcać, jeśli nie uda się mamy przekonać za pierwszym razem. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy różne nastroje. Jeśli nie da się dojść do porozumienia jednego dnia, może uda się to zrobić drugiego dnia.
Czasem mężczyzna musi zawalczyć o swoją przestrzeń i twardo postawić warunki: "Chcę uczestniczyć w wychowywaniu naszego dziecka", "Ja też potrzebuję cię". Czasami kobieta potrzebuje, by postawić ją przed faktem dokonanym: "Kochanie, dzisiaj zapisałem cię na masaż, ja w tym czasie zajmę się dzieckiem". Wystarczy zrobić coś takiego dla mamy raz w miesiącu. To będzie dla niej sygnał: "Dbam o ciebie, jestem przy tobie, widzę cię i twoje potrzeby, wciąż jesteś dla mnie ważna, wciąż jesteś dla mnie kobietą, a nie tylko matką mojego dziecka". Pamiętajmy, potrzebujemy nie tylko słów, ale i zachowań, działań, które udowodnią, że możemy na siebie liczyć.

Aleksandra Sobieraj: Dziękuję za rozmowę.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ podcast psychologiczny "Psyche"