"Utrata pamięci...oni zanikają, zatracają się". Anna Rendecka o wystawie w Zachęcie

7 min. czytania
Aktualizacja 21.08.2024
21.08.2024 09:18
Zareaguj Reakcja
---- ----

Do 6 października 2024 r. w Zachęcie,  możemy zobaczyć wystawę "Zanikanie" Anny Rendeckiej. Artystka, tworząc ten projekt, wykorzystała swoje doświadczenie związane z demencją – chorobą, na którą zapadły obie jej babcie. Jak powstawał ten projekt? O to zapytaliśmy autorkę wystawy. 

Wystawa "Zanikanie" w Zachęcie
fot. Anna Rendecka/ dzięki uprzejmości galerii Zachęta
--1-- ----

Katarzyna Kozak: W "Zachęcie" można podziwiać twoją wystawę "Zanikanie", ale słowo "podziwiać" chyba nie jest adekwatne, bo ta wystawa skłania raczej do refleksji niż do podziwiania.

Anna Rendecka: To prawda.

Czy możesz powiedzieć, o jaki rodzaj zanikania chodzi?

Anna Rendecka: Moje prace mówią o zanikaniu osobowości i tożsamości człowieka na skutek chorób neuropoznawczych, takich jak demencja czy choroba Alzheimera. Wystawa zapoczątkowana była moimi rozważaniami na temat pamięci: jak ona działa, jak wpływa na nasze życie i czym tak naprawdę jest. A gdy moje obydwie babcie zachorowały na demencję, moje zainteresowania skierowały się bardziej w stronę utraty pamięci i tego, czym ta utrata jest.

To ciekawe, że obydwie babcie niespokrewnione ze sobą (bo od mamy i od taty) zachorowały na demencję.

Anna Rendecka: Tak, ale to są bardzo różne rodzaje demencji. Ciekawe jest to, że z kimkolwiek bym nie rozmawiała i wspominam, że u nas w rodzinie jest taka sytuacja, to okazuje się, że każdy gdzieś jakoś się z tym styka w swojej rodzinie. Myślę więc, że dzisiejszym świecie nie jest to problem odosobniony.

Sztuka może pomóc oswoić ten proces zanikania. Czy możesz opowiedzieć naszym czytelnikom, co mogą zobaczyć w "Zachęcie" na wystawie? Są na niej m.in. portrety wydrukowane na na karteczkach samoprzylepnych.

Anna Rendecka: Ostateczny kształt wystawy to wynik wielu prób i błędów, a także wielu różnych pomysłów. Tak naprawdę najpierw drukowałam takie medyczne zdjęcia, czyli rezonansy magnetyczne głowy, ponieważ ta choroba ciekawiła mnie bardziej od strony medycznej. Potem stwierdziłam, że chciałabym pójść w stronę psychologiczną, bardziej osobistą. Nie chciałam, aby to były suche informacje o chorobie, o tym, co się dzieje w mózgu. Chciałam się skupić na człowieku i na tym, jak on to przeżywa. Stąd to zanikanie jest ujęte w formie tych karteczek samoprzylepnych, które składają się w całości na portrety, które zostały na nich wydrukowane.

Tam są cztery portrety?

Anna Rendecka: Tak, tam są cztery portrety. Są to bliskie mi osoby, czyli moje dwie babcie, dziadek i moja mama. Zaczęłam od ich portretowania, bo to zanikanie dotknęło całą moją rodzinę. Tak więc od początku był to projekt bardzo osobisty. Z czasem, wraz z jego rozwojem, mogą pojawić się nowe osoby. Chciałam sportretować osoby, których dotknęła ta choroba, ale nie tylko te, które chorują, również te, które się nimi opiekują. Ta choroba również ich dotyka, oni również w jakiś sposób zanikają, zatracają się w tej opiece, w tym przejmowaniu się osobą chorą.

Redakcja poleca

To są wielkoskalowe portrety. Stając naprzeciwko nich, chcielibyśmy się odbić w ich oczach, a jest to niemożliwe. Nie tylko ze względu na wielkość, ale również dlatego, że te osoby nas nie widzą, nie pamiętają... W jakim momencie życia tych osób wykonałaś te portrety?

Anna Rendecka: Kilka lat temu zaprosiłam babcię i dziadka do studia, więc ich portrety są sprzed trzech lat (chyba). Wtedy był jeszcze kontakt z babcią, mogłam wyjaśnić o co chodzi, poprosić o takie, a nie inne ustawienie do kamery. Kolejne dwa portrety (drugiej babci i mojej mamy) są nowe. Zostały zrobione jakiś miesiąc temu. To był moment, kiedy babcia coś jeszcze kojarzyła, ale tak naprawdę nie wiedziała, co się dzieje, nie wiedziała, że robię jej zdjęcia i to właśnie widać na jej portrecie. On jest taki bezemocjonalny, widać to zatrzymanie się w tu i teraz. Już nie ma tej przeszłości, nie ma wspomnień, emocji. Ona oczywiście ma emocje, ale one są związane z tym, że nie wie, co się dzieje. Czasami pyta się, gdzie jest, jak się tu znalazła. To jest raczej taki lęk na zasadzie: nie wiem, co się dzieje i nie wiem, gdzie jestem, a nie stricte związany z jakimś problemem.

Ten portret, o którym teraz mówisz, wisi naprzeciwko szyby, na której zazwyczaj jest tytuł wystawy. Widać go nawet wtedy, gdy galeria jest zamknięta, więc siłą rzeczy widzimy to, co chcesz przekazać, nawet będąc jedynie przechodniami. Miejsce projektów Zachęty mieści się również w piwnicy i prowadzą do niego takie wąziutkie okrągłe schody, które się kręcą. Tam też jest przestrzeń wystawowa i tam nie ma już portretów, ale jest inna część tego projektu – film z narracją. Zanim go jednak zobaczymy, widzimy zdjęcie, już nie wydruk na karteczkach, ale fotografię, która zanika i pojawia się.

Anna Rendecka: To jest wydruk UV na płytce offsetowej, metalowej. Gdy go wieszaliśmy, zastanawialiśmy się, jak go oświetlić, aby był dobrze widoczny. Później okazało się, że dzięki grze świateł płytka ta, w zależności od tego, jak ją oświetlimy, jak na nią spojrzymy, zupełnie inaczej się objawia. Gdy przechodzimy obok niej, to postacie na tej fotografii, które są tam bardzo delikatnie nadrukowane, prawie niewidoczne, w pewnym momencie też zaczynają same z siebie znikać. To było dla mnie bardzo zaskakujące, bo się tego nie spodziewałam. Osiągnęliśmy dodatkowy, fajny efekt.

Czyli to był trochę taki eksperyment z tym wydrukiem?

Anna Rendecka: Tak, w ogóle wszystkie elementy tej wystawy, to jeden wielki eksperyment. Pojawiło się wiele nieprzewidywalnych rzeczy, które mnie pozytywnie zaskoczyły.

Na przykład ten wydruk na karteczkach?

Anna Rendecka: Tak, to że one się tak odwijają, zaskoczyło mnie w momencie, gdy je drukowałam. One są przyklejane płasko do płyty PCV i wszystkie ładnie leżą na płycie. Gdy drukujemy to sitodrukiem, gdy farba wysycha, to te karteczki zaczynają się odkształcać i odsłaniają biel podłoża.

Czasem klej puści i jakaś karteczka odpadnie...

Anna Rendecka: Tak, to też jest wpisane w tę pracę, te karteczki mogą odpaść. Kiedy na nie patrzymy, zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo to wszystko jest kruche, niestabilne, że cała ta układanka może po prostu zniknąć.

To może opowiedzmy jeszcze o filmie. Jest na nim pokazane to zdjęcie wydrukowane offsetem...

Anna Rendecka: Tak, to jest zdjęcie z archiwum rodzinnego, które znalazłam w albumie babci. Ona była dentystką i na tym zdjęciu siedzi z koleżankami w przychodni. To są lata 50. XX w. To zdjęcie było pierwszym elementem tego projektu, zwraca nas w stronę medyczną, bo są na nim lekarki, pielęgniarki, przychodnia.

Na filmie są odtwarzane rozmowy, które prowadziłam podczas spotkań z babciami. Nagrywałam to, co mi opowiadały. Te rozmowy odbywały się w różnym czasie, ale ja to połączyłam. Jak się człowiek wsłucha to widzi różnice, jakie w nich zachodzą. To jak one mówią, w jaki sposób się wysławiają, że to jest dla nich coraz trudniejsze.

Redakcja poleca

Czyli są to nagrania z kilku różnych spotkań, rozciągniętych w czasie, dzięki temu widać powoli, jak one tracą pamięć, tracą świadomość tego, co mówią.

Anna Rendecka: Dokładnie.

Ciekawy jest też dźwięk... On, podobnie, jak fotografia, czy opowieść, płowieje, zanika, tracimy kontakt z tą opowieścią. Pojawiają się tak jakieś szumy... W pewnym momencie niewyraźnie słychać, co może irytować, ale jest to celowe.

Anna Rendecka: Tak, babcia podczas jednej z rozmów cały czas powtarzała, że ma szumy w głowie, że to jej bardzo przeszkadza i nie wie, co się dzieje. Dlatego tak bardzo mi zależało na tym, aby ten głos nie był tak bardzo wyraźny, idealny, abyśmy mieli świadomość, że coś jest nie tak, że coś przeszkadza, coś nas drażni.

Czyli my sami możemy się poczuć się podobnie, jak twoja babcia. Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie powiedziałyśmy – chodzi o muzykę skomponowaną do tej wystawy przez Igora Czerniawskiego. Czy możesz nam coś więcej o tym utworze opowiedzieć?

Anna Rendecka: Stworzenie muzyki do tego projektu było moim marzeniem od początku, ale nie miałam osoby, ani warunków do tego. W tym roku pojawia się taka możliwość. Mój kolega skontaktował mnie z Igorem. Poprosiłam go o to, aby dla tego projektu, dla tego tematu, stworzył muzykę i on się zgodził. Kiedy mi przysłał gotowy utwór, trwający bodajże 40 minut, byłam bardzo zaskoczona. Słuchając go, coś robiłam, ale w pewnym momencie musiałam usiąść i skupić się tylko na tej muzyce. Ona zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Na początku chciałam, aby ta muzyka była taka niepokojąca i bardziej przypominała szum, by pokazywała, co się dzieje w głowie osób, które mają te choroby. Natomiast Igor zasugerował mi, że można spróbować podejść do tego z innej strony. Wprowadzić jakiś spokój, ukojenie, aby ta muzyka nie była taka przeszkadzająca, ale wprowadzała stan spokoju w tej całej grozie sytuacji.

Gdy słuchamy tej muzyki, to wydaje się nam, że złapaliśmy rytm, że wszystko rozumiemy, ale potem on całkiem zanika, coś dzieje się nie tak.

Anna Rendecka: Tak, najpierw wydaje się, że jest przyjemnie, fajnie i nagle coś się przerywa, nagle słyszymy w tle coś innego, nowego, czujemy, że coś nachodzi... Uwielbiam słuchać tej muzyki, zwłaszcza wieczorami i taka jest jej rola, by nie przerażać, tylko uspokajać.

Tej muzyki również możecie posłuchać w przestrzeni wystawy. Ona nie leci z głośników, tylko jest dostępna na słuchawkach. A na koniec, chciałam zapytać, czy Twoje babcie widziały te wydruki?

Anna Rendecka: Tak, obie babcie i dziadek. Babcie nawet poznały się na zdjęciach, ale chyba nie wiedziały, o co w tym chodzi, dlaczego one są na tych karteczkach. Miałam ostatnio takie spotkanie z panią Anną Myszak z Centrum Alzheimera i zastanawiałyśmy się, czy zaprosić chorych na tę wystawę. Zastanawiałyśmy się, jaka mogłaby być ich reakcja. To otwarta kwestia, nie wiem, czy to się wydarzy, ale jestem ciekawa, jak ludzie chorzy na Alzheimera, widzą to, co się dzieje dookoła nich, jak to pojmują.

Skoro dla osoby zdrowej jest to trudne, to jakie musi być dla kogoś, kto tę chorobę przeżywa...

Anna Rendecka: Wydaje mi się, że dla osoby, która przeżywa tę chorobę, to wcale może nie być trudne, bo ona właściwie straciła pewną część świadomości świata i tego, co się dzieje wokół niej. Ona może to przyjmować na zasadzie, że coś jest, ale nie idzie za tym żadna refleksja, żadna emocja. Oczywiście jest to tylko moje przypuszczenie.

A czy myślisz, że dzięki temu, że mogłaś przeprocesować tę chorobę w swojej rodzinie, lepiej ją teraz rozumiesz?

Anna Rendecka: Tak, bardzo. To tak naprawdę zmotywowało mnie do działania, zainspirowało. Byłam obserwatorem tych zmian, jakie zachodziły u moich babć pod wpływem demencji. Oczywiście przewertowałam dużo różnych książek, obejrzałam niejeden film na ten temat, aby dowiedzieć się, jak najwięcej, ale nic nie zastąpi właśnie tego doświadczenia, które jest bardzo trudne i które nieraz było dosyć ciężkie do zrozumienia i pogodzenia się. Cieszę się, że mogłam zrealizować ten projekt, że mogłam być z moimi babciami, wejść w ich świat i lepiej go zrozumieć.

Zachęcam was do obejrzenia wystawy "Zanikanie". Jest ona dostępna do 6 października 2024 r. w miejscu projektów Zachęty.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ spisała i przeredagowała Monika Karbarczyk