"Tutaj miejskość miesza się z wiejskością". Wolica – wieś, na której powstał Ursynów
Wolica to wieś, na terenie której powstała część Ursynowa. Pamięć o tym miejscu jest wciąż żywa. Przechadzając się po tych rejonach, nadal można dostrzec pamiątki przeszłości, m.in. drewniane domy, przydrożna krzyże. Jak wyglądało życie w Wolicy? Kiedy pobudowano tam nowe osiedla? O tym opowiada Julia Kunikowska, badaczka kultury, która próbuje zachować pamięć po dawnej wsi Wolica.
Katarzyna Kozak: Spotkałyśmy się dzisiaj, by porozmawiać o Wolicy. Czy możesz nam najpierw wyjaśnić, gdzie dokładnie jest/była Wolica i o co dokładnie chodzi z tym "jest/była"?
Julia Kunikowska: Wolicja jest zlokalizowana w dość wyjątkowym miejscu, bo mieści się na Skarpie Warszawskiej i pod Skarpą Warszawską. Dla tych, którzy wolą lokalizację określaną stacjami metra, dodam, że Wolica mieści się pomiędzy Imielinem a Natolinem, nieco na wschód. Na granicy Ursynowa i Wilanowa, którą wyznacza ulica Kokosowa.
To kiedyś była wieś, prawda?
Julia Kunikowska: Tak, według prawa do 1951 roku, a później została włączona do gminy Wilanów. Te przynależności bardzo się też zmieniały. Ale jeśli chodzi o poziom zagospodarowania przestrzeni i tego, jak ta wieś wyglądała i jak się w niej żyło, to można to podzielić na kilka takich etapów. Pierwszy, to okres, do którego Wolica była wsią, czyli do okresu wywłaszczeń (datuję to do lat 70.), a kolejny – to są już lata 90., kiedy na terenie Wolicy zaczęły powstawać pierwsze bloki.
Jesteś doktorantką, a Wolica jest tematem twojego doktoratu. Czym dokładnie się zajmujesz?
Julia Kunikowska: Tematem mojego doktoratu są zmiany przestrzeni, jakie miały miejsce na przestrzeni ostatnich siedemdziesięciu, osiemdziesięciu lat. Dlaczego tyle? Bo przyjmuję za cezurę pamięć moich rozmówców, najstarszych Woliczan, czyli ludzi, którzy jeszcze urodzili się w Wolicy (jeszcze wtedy nienależącej do Warszawy), i mieszkają na tym terenie do dzisiaj. Zajmuję się zmianami przestrzeni, urbanizacją i pamięcią o tym miejscu. Staram się odpowiedzieć na pytanie, czy ono istnieje, czy może już jednak nie.
Wyobraźcie sobie, że miasto po prostu połknęło wieś, taką prawdziwą wieś, w której mieszkali ludzie, mieli swoje pola oddalone od Wolicy, umiejscowione na dziejszym Ursynowie, w dalszej części tej dzielnicy. Później zaczęły powstawać tam bloki. To miejsce stawało się miastem. Podobno przechadzając po tych terenach nadal można zauważyć ślady dawnej wsi? Jakie to ślady?
Julia Kunikowska: Takie, które rzucają się na pierwszy rzut oka, to przydrożne krzyże. Jest ich kilka, dokładnie cztery, przy głównych ulicach. Dawniej stały one na rozstajach dróg, ale z biegiem lat ten układ dróg się zmienił. Oprowadzając ludzi po tych terenach tłumaczę, że to niekoniecznie wygląda tak jak dawniej. Oprócz tego jest też kilka studni, które się zachowały w sąsiedztwie nowoczesnych bloków i grodzonych osiedli, co stanowi bardzo ciekawy kontrast. Jest też kilka budynków drewnianych, niektóre z nich mają ponad 100 lat. Tych starych domów jest więcej, ale one zostały przez lata obudowane przez gospodarzy. To taka ciekawostka insiderska (śmiech).
Architektura to jedno, ale to nie wszystko, co pozostało po tej miejscowości. Są również ludzie, Twoi rozmówcy. Czy możesz nam o nich opowiedzieć? Na ile oni pamietają Wolicę?
Julia Kunikowska: Jest takie powiedzenie, że etnolog zawsze przychodzi spóźniony. Gdy przychodzę do moich rozmówców, to słyszę: "szkoda, że pani nie przyszła wcześniej, bo ten zmarł, tego też już nie ma, ten wyjechał". Mimo to nadal jest tu kilkunaście osób, które pamiętają Wolice. To są 80-, 90-letni ludzie. Oni pamiętają rzeczywistość, której nawet najstarsi mieszkańcy Ursynowa nie pamiętają. Pierwsze bloki powstały pod koniec lat 70. XX w. Chodzi o Ursynów Północny, okolice metra Ursynów. Woliczanie patrzyli, jak te bloki były budowane na ich dawnych polach.
Woliczanie bardzo chętnie dzielą się opowieściami i mam wrażenie, że czekali na taką okazję. Te historie są i wesołe, i dramatyczne (zwłaszcza te związane z wywłaszczeniami).
Podczas spaceru po terenach dawnej Wolicy powiedziałaś, że to była bardzo zwyczajna wieś.
Julia Kunikowska: Tak, i mam teorię badawczą, która chyba się sprawdzi, że Wolica przetrwała właśnie dlatego, że się nie wyróżniała. Należała do parafii służewskiej, najstarszej w granicach dzisiejszej Warszawy. Tak, jak powiedziałam wcześniej, została ona włączona do Warszawy w latach 50., ale wywłaszczenia miały miejsce dopiero w latach 70. Myślę, że dlatego tak długo się zachowała, że była trochę z boku, poza główną osią Ursynowa, rozbudowującego się na południe. Wolica była nieco przesunięta na wschód, czyli bliżej Wilanowa.
Przenieśmy się może do lat 70., do tych wywłaszczeń...
Julia Kunikowska: Zawsze byłam związana z Ursynowem północnym, tym blokowiskowym. Kojarzył mi się z tym, co było widoczne w filmach Barei, a potem z metrem. Dopiero, gdy zamieszkałam na terenie Wolicy i zaczęłam rozmawiać z Woliczanami, dowiedziałam się, jak to wyglądało z ich perspektywy.
Na początku lat 70. (w 1971-1972 r.) pierwsi gospodarze dostali decyzje wywłaszczeniowe, czyli taki dokument, który informował ich, że zostaną wywłaszczeni, pozbawieni swojej ziemi przeznaczonej pod budowę Ursynowa Południowego, czyli tych terenów, które są w okolicy dzisiejszego metra Imielin i Natolin. Od tej decyzji nie można było się odwołać. Oczywiście gospodarze dostali jakąś tam kwotę za wywłaszczenie, ale była ona szalenie niska. Lubię używać porównania, którego użył jeden z moich rozmówców. W tamtych czasach kilogram cukru kosztował 10 zł, a oni dostawali około 3 zł za metr kwadratowy tej wspaniałej, żyznej ziemi.
Te pola były w bliskiej odległości ich domów...
Julia Kunikowska: W bezpośrednim sąsiedztwie. Te pola zaczynały się mniej więcej od ulicy Nowoursynowskiej. Część z nich wcześniej należała do dóbr "pańskich", czyli na przykład do Branickich, a jeszcze wcześniej do Potockich, a także do PGR-u, który był na południowym skraju Wolicy. Także te pola obrastały Wolicę dookoła, sięgały zarówno na wschód, czyli w stronę dzisiejszego Wilanowa, Świątyni Opatrzności, jak i na zachód, czyli w stronę ulicy Puławskiej.
Przechadzając się Wolicą, można zauważyć kilka drewnianych domów, kilka zrujnowanych, ale też i bloki. Kiedy powstały te ostatnie?
Julia Kunikowska: Tak naprawdę pierwsze bloki, a właściwie grodzone osiedla powstawały w połowie lat 90. Co ciekawe, powstały one nie tylko na wywłaszczonych ziemiach, ale również na malutkich skrawkach pól, które nie zostały wcześniej odebrane Woliczanom.
Gdyby dzisiaj przejść się Wolicą, to można mieć szok poznawczy. Po jednej stronie ulicy dom z 1918 roku, drewniany, trochę rozpadający się, z numerem napisanym ręcznie farbą, a po drugiej stronie ulicy jest nowoczesny dom, ogrodzony takim metalowym, charakterystycznym płotem. Ciekawe kontrasty.
W czasie spaceru z Tobą po Wolicy można znaleźć wiele innych tego typu kontrastów. Po Wolicy została również niematerialna pamięć. Wydaje mi się, że kościół też jest takim nośnikiem tej pamięci. Na przykład procesja Bożego Ciała odbywa w takim wiejskim stylu.
Julia Kunikowska: Tak, to jest też bardzo ciekawe zjawisko, które dokumentuję od kilku lat. Podczas procesji Bożego Ciała, właśnie wzdłuż tych głównych ulic Kokosowej i Nowoursynowskiej, przy tych krzyżach wolickich, ustawione są ołtarze. Jednym z tych krzyży, znajdującym się przy ulicy Kokosowej, opiekuje się konkretna rodzina, która wraz z innymi rodzinami, ten krzyż ufundowała. Nie ma tam żadnej tabliczki informującej o tym, ale wiedzą o tym wszyscy ci, którzy są stamtąd. Ci mieszkańcy pielęgnują taki zwyczaj związany z obchodami Bożego Ciała, a mianowicie przystrajają ołtarze brzozowymi i jaśminowymi gałązkami. Po procesji, gdy ludzie wracają do domu, kilka osób, stojących przy tym ołtarzu, nawołuje przechodzących i mówi: "Pani weźmie tę gałązkę". Ludzie, którzy nie są z Wolicy, tylko z tych nowych bloków, bardzo często się dziwią i pytają: "Ale po co?". Wtedy Woliczanie tłumaczą, że to taki wiejski zwyczaj, kiedyś się tak robiło, by ustrzec się przed uderzeniem pioruna. Taką gałązkę wtykało się w strzechę, by chroniła domostwo.
To jest bardzo ciekawe balansowanie na granicy miejskości i wiejskości, pokazujące, że Woliczanom jednak ta wiejskość jest bardzo potrzebna.
Właśnie po to są nam etnolodzy, by zwracać uwagę na takie szczegóły. Ale mnie ciekawi, po co zachowywać pamięć o takich miejscach?
Julia Kunikowska: Myślę, że warto zachowywać pamięć o takich miejscach, by mieć dodatkową warstwę do budowania własnej tożsamości. Tak, jak rozmawiałyśmy, Ursynów ewoluował od lat 70. XX w. Wolica zabudowała się mocno w latach 90. Ludzie zwracają uwagę na te wiejskie elementy, ale niekoniecznie wiedzą, co się za tym kryło. Nie znają swoich sąsiadów, którzy mieszkają dosłownie w budynku obok. Na pewno ma na to wpływ grodzenie osiedli, ludzie są przez to od siebie odseparowani.
Zachowując tę pamięć i przekazując opowieści tych, którzy dotychczas nie byli wysłuchani, stwarzamy możliwość budowania i zacieśniania tych więzi. Mamy okazję pokazać, że dzisiejsza Warszawa powstała na terenach innych miejscowości, włączonych do jej olbrzymiego organizmu. Myślę, że ta wielka historia bardzo często pomija te drobne, które są – moim zdaniem – najciekawsze.
Miasto jest zabudowywane, jest coraz ciaśniej. Ogromna liczba ludzi mieszka na coraz mniejszym terenie i w zasadzie się nie zna. Przyznam, że dla mnie świadomość, że kiedyś tak blisko dużej aglomeracji miejskiej, a potem wręcz w niej, była wieś, gdzie ludzie się znali, kultywowali tradycje, uprawiali pole, żyli w zieleni, w takim spokojnym otoczeniu, jest krzepiąca.
Julia Kunikowska: Tak, zdecydowanie. Zauważyłam, że mieszkańcy Ursynowa coraz chętniej chcą poznawać tę lokalną historię, bo ona jest pewnego rodzaju kontrą wobec tego, o czym rozmawiałyśmy, czyli tej narracji o wielkich blokach.
Starsi mieszkańcy Wolicy narzekali, że nie ma śladu po tej wsi, bo nazwa Wolica nie zachowała się w tkance miejskiej. Stacja metra Natolin, wcześniej miała nazywać się Wolica, ale nic z tego nie wyszło. Chcemy więc postawić tablicę upamiętniającą Wolicę. Projekt zakłada, że na górze będzie część informacyjna o Wolicy, a na dole będą takie obracane ramki ze zdjęciami. Z jednej strony będą zdjęcie archiwalne, a z drugiej strony będą zdjęcie współczesne. Będzie można zobaczyć, jakie zmiany przestrzeni zaszły w ostatnim czasie i przenieść się na chwilę w czasie. Tę tablicę chcielibyśmy postawić na ulicy Imbirowej i Nowoursynowskiej.
Bardzo dziękuję za tę rozmowę i zachęcam do dowiedzenia się więcej na temat Wolicy. Chętni mogą dołączyć do organizowanych przez Ciebie spacerów, informacje o nich można znaleźć na Twoich profilach w mediach społecznościowych (na Facebooku, Instagramie i na YouTubie profil "Wolica i Okolica").
Julia Kunikowska, doktorantka Uniwersytetu Warszawskiego Szkoły Doktorskiej Nauk Humanistycznych, której naukowym domem jest Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej, aktywistka społeczna, założycielka grupy "Wolica i okolica" (jej profil można znaleźć na Facebooku, Instagramie, oraz na YouTubie).
Źródło: CHILLIZET/ audycja "Miasto o świcie"/ spisała i przeredagowała Monika Karbarczyk