Nowy element stałej wystawy w Muzeum POLIN. Prace Wilhelma Sasnala i Mikołaja Grynberga

6 min. czytania
Aktualizacja 01.08.2024
31.07.2024 15:06
Zareaguj Reakcja
---- ----

Stała wystawa "1000 lat historii Żydów polskich" zyskała nowy element. W galerii "Po wojnie" pojawiły się prace Wilhelma Sasnala oraz film Mikołaja Grynberga. O znaczeniu tych prac opowiadają Joanna Fikus oraz Mikołaj Grynberg.

Wystawa prac Wilhelma Sasnala "Taki pejzaż"
fot. JERZY CISZEWSKI/REPORTER/ East News
--1-- ----

Katarzyna Kozak: Znajdujemy się dzisiaj w Muzeum POLIN przy ekspozycji stałej "1000 lat historii Żydów polskich". Galeria "Po wojnie" zyskuje dodatkowy, stały element ekspozycji. O tym elemencie porozmawiamy dzisiaj z Joanną Fikus, kierowniczką działu wystaw Muzeum POLIN, oraz Mikołajem Grynbergiem, którego film stanie się właśnie nieodłącznym elementem tej wystawy. Zaczęłabym chyba od pytania: dlaczego? Przez 10 lat ta ekspozycja nie miała zakończenia, była otwarta. Teraz ta historia polskich Żydów i Żydówek po 1989 roku zyskuje pewne zakończenie. Skąd decyzja, by dodać ten element?

Joanna Fikus: Otworzyliśmy tę wystawę 10 lat temu i zawsze chcieliśmy, żeby jej ostatnia część mówiła o tym, jak dzisiaj czują się Żydzi i Żydówki w Polsce, a także jak są postrzegani, oraz jak wpisują się w ten symboliczny, polski pejzaż. Ta przestrzeń była zaaranżowana. Jednak szukaliśmy odpowiedzi na te pytania w innej formie, a potem pomyśleliśmy sobie, że mija 10 lat i że zawsze naszym marzeniem było, aby ta wystawa kończyła się w momencie, kiedy pani, albo Mikołaj, albo ja, albo ktokolwiek inny, kończy zwiedzanie. Stąd pomysł, aby ta wystawa właściwie nigdy się nie kończyła, by ją co kilka lat ją odświeżać, co jest pewnym wyzwaniem dla muzeów, bo muzea na ogół się lubią się zamykać w określonym czasie.

Jednak POLIN pokazuje, że historia jest żywa i ten ostatni element wystawy także jest żywy. Powiedziałabym, że funkcjonuje pod takim hasłem: "Dialog", nie tylko jako dialog prac Wilhelma Sasnala, ale i obecnego tu Mikołaja Grynberga, który zrealizował film, będący chyba skrótem pełnometrażowego filmu...

Mikołaj Grynberg: Tak naprawdę to są dwa różne filmy, ale mają pewną wspólną pulę bohaterek i bohaterów. Zaczęło się od zamówienia na dziesięciominutowy film, a potem pomyśleliśmy, że zbieramy tak duży materiał i jest on historycznie ciekawy, ważny. Podjęliśmy wspólnie decyzję, że zrobimy z niego również 40-minutowy film. Na wystawie jest dostęp do takiej krótszej wersji, nie... raczej innej wersji filmu. Bogatszej, ale krótszej.

To ciekawe, przyznam, że myślałam, że najpierw była dłuższa wersja, której tytuł brzmi "Dowód Tożsamości", a dopiero później powstała ta krótsza, czyli "Kim Jesteśmy". A z tego, co słyszę, kolejność była odwrotna, czyli krótsza wersja stała się przyczynkiem do opowiedzenia szerszej historii. Powiedział Pan coś bardzo ciekawego, że w tej krótszej wersji jest więcej głosów, więcej bohaterów, niż w tej długiej. Jak to możliwe?

Mikołaj Grynberg: Cuda. Zaprosiliśmy wiele osób, kręciliśmy ten film w trakcie pandemii, pomiędzy kolejnymi falami. Przyjechało trochę mniej osób, niż zaprosiliśmy, więc uznałem, że nie można żadnej z tych osób, które pofatygowały się, żeby z nami porozmawiać, wykluczyć z tego materiału. Każda osoba, która przyszła, ma głos w tym krótkim filmie. A ten długi film jest innym utworem. On ma swoją dramaturgię, ma jakąś opowieść powracających bohaterów i bohaterek. Jest po prostu inaczej zbudowany.

To ja jeszcze nakreślę kontekst. Ten dłuższy film miał premierę na Jewish Film Festival w 2021 roku. Rozmawia Pan z tymi osobami w filmie, ale nie są to wywiady, raczej dialog, którym jest też miejsce na Pana odczucia, emocje. Myślę, że w tym tkwi siła i moc tego materiału, jego autentyczność. Jakie pytania stawiał Pan sobie i bohaterom filmu?

Mikołaj Grynberg: Zawsze szukam takiego jednego pytania, które otworzy wszystko, żeby nie trzeba było dużo gadać, żeby raczej bohaterowie mówili. Jedno z takich pytań brzmi: Dlaczego zgodziłaś się ze mną porozmawiać? W tym filmie jednak zadałem też inne pytania: Kim jesteś? Czy jesteś Polakiem? Czy jesteś Żydówką? To tak działało, że płynęła cała historia. Potem dodawałem takie pytania, które były potrzebne, aby nie iść na skróty, żeby ta rozmowa była czytelna dla innych.

Redakcja poleca

To jest też taka okazja, żeby pokazać perspektywę kilku pokoleń, zwłaszcza tego, które nie miało styczności z ocalałymi po Holokauście. Czym te relacje osób młodszych różniły się od relacji osób, które pamiętały jeszcze swoją mamę, babcię, a nawet tamte wydarzenia?

Mikołaj Grynberg: Tym, czym zawsze się różnią młodzi ludzie – są bardziej pyskaci. Walczą o swoje zdanie. Takie są te moje bohaterki (akurat dwie). One są wyraźne i wolne.

Można powiedzieć, że w jakiś sposób wyraźny i wolny jest też obraz Wilhelma Sasnala, który jest częścią tej ekspozycji. Ten obraz i film są ze sobą zestawione w takim dialogu...

Joanna Fikus: Zanim o tym opowiem, chciałabym się odnieść do wypowiedzi Mikołaja. Gdy słuchałam jego opowieści, to pomyślałam, że to, co łączy bohaterów i bohaterki różnych pokoleń i to, co łączy całą tę przestrzeń koncepcyjnie, to jest pamięć i zapominanie. To, co bardzo wybrzmiewa w filmie Mikołaja, i co jest niezwykle charakterystyczne w ogóle dla polskich Żydów po wojnie, to, że są całe fragmenty historii, które są przemilczane. Rodzice nie mówią o niej dzieciom, dzieci usiłują pytać dziadków, ale dziadkowie też nie mówią i tak dalej. Wydaje mi się, że ta taka porwana opowieść, taka porwana tkanina pamięci, bardzo wybrzmiewa w filmie "Kim jesteśmy?" (bo jesteśmy właśnie taką porwaną tkaniną). I właśnie o tym milczeniu, ale z innej strony, mówi też obraz Wilhelma Sasnala. On mówi o tym, na ile Żydzi są w ogóle obecni w polskiej ogólnonarodowej pamięci (specjalnie używam tego sformułowania), na ile oni są obecni w naszej powojennej historii, kulturze, literaturze, na ile są dla nas ważni, a na ile jest tak, że oni się pojawiają wtedy, kiedy nagle wybuchają jakieś debaty spory (tak jak dwadzieścia parę lat temu debata wokół książki Tomasza Grossa o Jedwabnem).

Wilhelm Sasnal nas pyta, na ile Żydzi kojarzą nam się tylko i wyłącznie z zagładą, bo ten obraz przedstawia obóz koncentracyjny w Majdanku. Kiedy siedzimy w tym domu żydowskim (symbolicznym, stworzonym), kiedy patrzymy na film Mikołaja Grynberga i słuchamy, jak czują się Żydzi, to on – Wilhelm Sasnal – mówi do nas: "wyjrzyjcie przez okno i zastanówcie, co widzicie".

Fot.

Na tym pejzażu nie da się przeoczyć roweru. Patrząc na ten rower, stawiam takie pytanie: "kto może na niego wsiąść i odjechać", a komu to jest zabronione. Każdy może różnie to interpretować. Tym bardziej że znajdujemy się w przestrzeni, która może być dla wielu osób bardzo osobista, bo przestrzeń instalacji wprowadza nas do domu...

Joanna Fikus: Ta stała wystawa zbudowana jest w kształcie takiego bajgla, obwarzanka. Krąży się, aż w końcu znajduje się w ostatniej przestrzeni, czyli właśnie w tej końcówce galerii "Po wojnie", która mówi o dzisiejszym życiu. Ta przestrzeń jest bardzo wpisana w architekturę budynku. Został on zaprojektowany przez Rainera Mahlamäki. Ma w środku takie pęknięcie i to pęknięcie ma wiele symbolicznych znaczeń. To może być opowieść o Mojżeszu, przed którym rozstępują się wody Morza Czerwonego i wyprowadza Żydów z niewoli, ale to może być też opowieść o tym pęknięciu w tysiącletniej historii Żydów polskich, spowodowanym przez zagładę. My jesteśmy w takiej szczelinie istnienia, która dotyka dzisiejszego dnia. Nad nami, przez most, wchodzą do muzeum widzowie. Nie chcę brzmieć patetycznie, ale to oni mogą wsiąść na rower, bo my im proponujemy różne sposoby docierania do tej historii, szukania siebie i zadawania sobie pytań.

Mikołaj Grynberg: Czy ja mogę jeszcze dwa słowa o tym rowerze, bo cenię sobie tę refleksję... Dla mnie to jest o tym, nie kto może wsiąść, tylko o tym, że tam się ktoś zatrzymał i patrzy. To jest ktoś, dla kogo to jest istotne, kto to zauważył.

Ktoś, kto mógł mieć tam ze sobą aparat, może chciał zrobić zdjęcie... Może komuś coś przywiózł, coś przemyca...

Joanna Fikus: Zdradzając kulisy, czego artyści raczej nie lubią, powiem, że Sasnal tak jeździ. Sasnal dużo biega i Sasnal jeździ rowerem po Polsce. On zwiedza różne miejsca. Te miejsca są w oczywisty sposób związane z historią żydowską, jak chociażby Majdanek, ale to są też takie miejsca, które budzą w nim różne skojarzenia. On mija soczysto-zielony las i myśli o filmie "Shoah" Claude'a Lanzmanna. Mija chlewnie i kojarzy mu się to z barakami. Tutaj jest właśnie ten gest artysty, który przedstawia siebie ukrytego za rowerem z sakwami.

Wiemy już, skąd jest ten rower (śmiech). Panie Mikołaju, jeszcze tak na zakończenie naszej rozmowy, chciałam zapytać, jakie ma dla Pana znaczenie to, że ten film tutaj się znajduje, że Pana praca została doceniona przez taką instytucję, jaką jest Muzeum POLIN?

Mikołaj Grynberg: To jest zaszczyt. Bohaterowie, którzy brali udział w moim filmie, też tak to traktowali. Pytałem, dlaczego się zgodziłaś/ zgodziłeś wziąć udział w tym filmie i słyszałem: "Po pierwsze, POLIN, po drugie ty, po trzecie, po prostu czuję się bezpiecznie".

Bardzo serdecznie zachęcam do odwiedzenia muzeum i zobaczenia wystawy. A Państwu pięknie dziękuję za rozmowę.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET