Na antenie:

Slow life w mieście? Natalia Kraus: "Odpuszczanie – z tym mamy największy problem"

15 min. czytania
Aktualizacja 30.01.2024
26.01.2024 16:03
Zareaguj Reakcja

Slow life, czyli wolniejsze, spokojniejsze życie, w zgodzie ze sobą. Coraz więcej osób czuje potrzebę zwolnienia, zmniejszenia liczby obowiązków, ale niewiele osób wie, jak się do tego zabrać, by wytrwać w tym postanowieniu. O poradę poprosiliśmy Natalię Kraus-Kowalczyk, konsultantkę ds. slow life'u, autorkę książek "Slow life w wielkim mieście" oraz "Miej mniej. Jak żyć prosto i szczęśliwie?". 

Slow life, jak zwolnić tempo życia
fot. Shutterstock

Monika Karbarczyk: Natalio, wielu, wielu osobom slow life kojarzy się z przeprowadzką na wieś i porzuceniem dotychczasowych obowiązków. Tymczasem Twoja książka udowadnia, że nie chodzi tu o zmianę miejsca, tylko o zmianę w nas, prawda?

Natalia Kraus-Kowalczyk: Zdecydowanie. Moim zdaniem slow life trzeba mieć w głowie i w ogóle cała zmiana musi się zacząć w głowie. Tak naprawdę bez względu na to, czy mieszkamy w Warszawie, czy w tych przysłowiowych Bieszczadach, możemy żyć slow life albo nie. To jest kwestia zrozumienia pewnych rzeczy, przewartościowania, ułożenia.

Monika Karbarczyk: A czym dla Ciebie jest slow life i co sprawiło, że postanowiłaś wprowadzić zmiany w swoim życiu?

Natalia Kraus-Kowalczyk: Myślę, że nie będę oryginalna jak powiem, że praca. Zostałam wychowana w jej kulcie, pewnie jak większość z nas. Więcej, dalej, szybciej. Pracowałam w korporacjach, kolejne stopnie kariery, awansu. Wydawało mi się, że to jest to. Jednak w pewnym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że co prawda mam jakąś fajną posadę, dobrą pensję, ale dalej nie jestem szczęśliwa. Te pieniądze, które zarabiam, leżą na koncie, bo ja nie mam nawet czasu, ani siły na to, żeby coś z nimi fajnego zrobić dla siebie. W moim życiu prywatnym też nie działo się dobrze. Wtedy pomyślałam sobie: nie tędy droga. Poza tym miałam takie szczęście w nieszczęściu, że mój organizm zaczął się buntować. Zaczęłam mieć ataki paniki, źle się czułam. Wtedy powiedziałam sobie: stop, muszę coś koniecznie z tym zrobić.

Zaczęłam od przewartościowania wszystkiego i właśnie to dla nas jest najtrudniejsze, bo trzeba postawić siebie na pierwszym miejscu, zadbać o swoje zdrowie, pasje, marzenia, czyli krótko mówiąc, trzeba zacząć żyć, a nie działać na autopilocie: praca, dom, rachunki, obowiązki, zakupy, dziecko. Na warsztaty przychodzą osoby, które mówią: "co mam zrobić, przecież nie mogę zrezygnować z pracy, mam kredyt". Takie zmiany wydają nam się niemożliwe, ale – paradoksalnie – gdy pewne sprawy odpuścimy, gdy trochę zwolnimy i w życiu osobistym, i w prywatnym, to wszystko zacznie się układać. Pewne rzeczy trzeba zostawić, ale pojawia się przestrzeń na inne. Przede wszystkim pojawia się czas, który możemy na nowo zagospodarować. Dla siebie, dla swoich bliskich, na rzeczy, które są dla nas ważne.

Monika Karbarczyk: Przed naszym spotkaniem rozmawiałam z wieloma osobami, które od lat deklarują, że chciałaby zmienić coś w swoim życiu, ale nic z tym nie robią. Przyszła mi do głowy taka myśl, że takie życie w ciągłym pośpiechu (więcej, lepiej, szybciej) jest po prostu modne i sprawia, że mamy taką ułudę poczucia wartości. Nie wiem, jak było u Ciebie w domu, ale w moim był etos pracy. Wpajano mi, że praca świadczy o wartości człowieka, a więc siedzenie po godzinach i robienie kilku rzeczy naraz jest jak najbardziej w porządku. Trudno jest to zmieniać, bo byłoby trzeba przewartościować całe swoje życie, zmienić jego definicję i na nowo ustalić, co w nim jest najważniejsze.

Natalia Kraus-Kowalczyk: Tak, u mnie było podobnie. Może nawet miałam trudniej, bo chodziłam do szkół muzycznych (od szkoły podstawowej aż po skończenie akademii muzycznej). Nie zabawa na dworze, tylko ciągłe ćwiczenie przy fortepianie, koncerty, ocenianie, przyznawanie punktów i ciągłe porównywanie (ten ma więcej punktów, więc jest lepszy, ten ma mniej punktów, więc jest słabszy). Non stop żyłam w czymś takim. Właściwie wszystko się kręciło wokół tego, jaką masz ocenę z instrumentu. W pewnym momencie pomyślałam, że granie nie jest moją pasją, bardziej pisanie, więc z tego rozpędu poszłam na Akademię Muzyczną, a potem jeszcze na polonistykę. Etos pracy, dwa kierunki. Było ciężko, ale podobnie jak ty miałam od dzieciństwa wpajane, że cały czas muszę się dokształcać, uczyć, pracować. Teraz zresztą myślę o trzecim kierunku – psychologii, ale to bardziej z pasji (śmiech). Wracając do Twojej wypowiedzi, miałam podobnie, ale w zdarzyły się takie różne rzeczy w moim życiu, które bardzo mi pomogły w tej zmianie.

Zaczęłam od przewartościowania wszystkiego i właśnie to dla nas jest najtrudniejsze, bo trzeba postawić siebie na pierwszym miejscu, zadbać o swoje zdrowie, pasje, marzenia, czyli krótko mówiąc, trzeba zacząć żyć, a nie działać na autopilocie. - Natalia Kraus-Kowalczyk

Monika Karbarczyk: Czy możesz o tym opowiedzieć?

Natalia Kraus-Kowalczyk: W jednej z prac, w korporacji, w takiej części wspólnej, była taka wielka tabliczka z napisem: "Works smarter, not harder". Codziennie oglądałam ten napis i zaczęło to do mnie trafiać. Z czasem rzeczywiście zaczęłam pracować mądrzej, a nie ciężej. Mimo tego, że całe życie słyszałam od mojego taty (którego bardzo cenię!), że aby do czegoś dojść, muszę ciężko pracować. Jemu z kolei przekazali to jego rodzice, a moi dziadkowie. Na szczęście udało mi się to przewartościować. To nie znaczy, że nie lubię ciężko pracować, ale wiem, że nie muszę. Wolę pracować mądrzej.

Monika Karbarczyk: A to, co robimy jest też wystarczająco dobre... To określenie dość często pojawia się w Twojej książce. Czy możesz wyjaśnić, co dla Ciebie oznacza "wystarczająco dobre"?

Natalia Kraus-Kowalczyk: To jest bardzo ważna sprawa, która zahacza o bardzo ważny temat, czyli odpuszczanie. Bo my jesteśmy tak wychowani, by stawiać sobie jakieś poprzeczki, czy to w pracy, czy to w życiu osobistym. Kupno samochodu, kupno domu, wyższe stanowisko w pracy – gdy je spełnimy, pojawiają się kolejne poprzeczki: większy dom, lepszy samochód, jeszcze wyższe stanowisko... I tak przez cały czas. Czasem po prostu warto się zatrzymać i pomyśleć, ale to co mam, jest wystarczająco dobre.
To nie znaczy, że od tego momentu nie muszę się starać, tylko leżeć na kanapie. Nie, nie o to chodzi. Chodzi o świadome wybory i cieszenie się z tego, co mam. O umiejętność odpuszczania pewnych rzeczy. Na przykład potrzebuję mieszkania, ale to przecież nie musi być od razu willa. To się zresztą wpisuje w w filozofię minimalizmu, o której bardzo dużo piszę. Chodzi o to, aby wybierać dla siebie i dla swojej rodziny rzeczy najbardziej praktyczne, najbardziej użyteczne. Po prostu wystarczająco dobre. I to dotyczy naprawdę każdej sfery życia, nawet ocen w szkole. Czwórka też jest wystarczająco dobrą oceną. A my często pytamy dziecko: "Ale dlaczego nie piątka?" (śmiech).

Redakcja poleca

Monika Karbarczyk: Trójka też jest wystarczająco dobra. Nie musimy być najlepsi we wszystkim (śmiech).

Natalia Kraus-Kowalczyk: To prawda. Mamy wpajane, że trzeba być dobrym ze wszystkiego, ale to nieprawda.

Monika Karbarczyk: Tak, mówi się nam, że mamy być najlepszą matką, najlepszą żoną, najlepszą przyjaciółką, najlepszym pracownikiem. To "good enough", czyli właśnie wystarczająco dobre, jest jak zimny prysznic. Trochę nas ostudza w tej gonitwie.

Natalia Kraus-Kowalczyk: Tak, mało tego, zauważyłam, że jeśli najpierw zadbamy o siebie, sprawimy, że będziemy szczęśliwe, to wszystko inne też się ułoży.

Monika Karbarczyk: Słuchaj, ja lubię rozmawiać na konkretnych przykładach. Mamy mamę dwójki dzieci: przedszkolaka oraz ucznia szkoły podstawowej. Ta mama nie tylko opiekuje się dziećmi, domem, ale ma też swoje życie zawodowe. Ma partnera, męża, który pomaga, ale powiedzmy sobie szczerze, pewnie w niewystarczającym stopniu. Ta mama czuje się dociążona, zmęczona, chciałyby coś zmienić, ale nie wie od czego zacząć. Co byś jej doradziła?

Natalia Kraus-Kowalczyk: Myślę, że to, co doradziłam sama sobie (śmiech). Trzeba usiąść rodzinnie i zrobić taki grafik tygodniowy, w którym każdy ma czas dla siebie. Dla mnie ważne były zajęcia z jogi, więc wybrałam sobie jeden dzień na zajęcia w szkole jogi. Powiedziałam, że tego dnia, w tych godzinach, mama idzie na jogę, co oznaczało, że mój mąż musi w tym czasie zaopiekować dziećmi. Tu chciałam właśnie nawiązać do poprzedniego wątku. Ja naprawdę widzę sama po sobie, że jak ja pójdę na tę jogę i wrócę do domu, to ja jestem zupełnie inną mamą i inną żoną. Jestem po prostu szczęśliwsza, przez co atmosfera w domu jest zupełnie inna. Gdybym stwierdziła: "Nie, nie mogę iść na jogę, bo tu trzeba posprzatać, pomóc w lekcjach etc.", to może by było posprzątane i dzieci dopilnowane, ale... atmosfera byłaby znacznie gorsza. Dlatego naprawdę trzeba wygospodarować czas tylko dla siebie, zakomunikować rodzinie, że ten czas jest dla mnie ważny i trzymać się tego konsekwentnie. Wyjdźmy z domu, jak nie na jogę, to może na zajęcia sportowe albo zumbę. To musi być coś konkretnego, a nie leżenie w łóżku z książką, bo znając życie długo z nią nie poleżymy (śmiech). To po prostu nie działa. Dziecko będzie coś chciało, mąż wróci później niż się umawialiśmy (przecież jesteś w domu, prawda?). Najlepsze są zajęcia, gdzie jest kupiony karnet. "Muszę iść, przecież nie może się zmarnować karnetu, prawda?". To na pewno zadziała.

Chodzi o to, aby wybierać dla siebie i dla swojej rodziny rzeczy najbardziej praktyczne, najbardziej użyteczne. Po prostu wystarczająco dobre. - Natalia Kraus-Kowalczyk

Monika Karbarczyk: Zaczęłyśmy od tego pierwszego kroku. Wiemy już, że mama bywa szczęśliwsza, gdy ma trochę więcej czasu dla siebie. Ale co jeszcze mogłoby jej pomóc w takiej zmianie?

Natalia Kraus-Kowalczy: Odpuszczanie. Zauważyłam, że ludzie, którzy przychodzą na moje warsztaty, właśnie z tym mają największy problem. Pierwsze zadanie polega na tym, aby zastanowić się, co można odpuścić w najbliższym tygodniu. I oni siedzą nad tą kartką, siedzą, myślą i nie mogą niczego wymyśleć.

Monika Karbarczyk: Bo my jesteśmy w tym pędzie i czujemy, że niczego nie możemy odpuścić, bo inaczej wszystko się posypie...

Natalia Kraus-Kowalczyk: Daje im jakieś konkretne przykłady, na przykład jeśli chcesz iść rano po bułki do sklepu, to nie musisz się malować i elegancko ubierać. Nie mówię, aby chodzić w piżamie (aczkolwiek też można, jeśli ktoś chce), ale by odpuścić to przygotowywanie się. Inny przykład: zajęcia dodatkowe dla dzieci. To jest dopiero temat! Często widzę, ja rodzice wciskają dzieciom mnóstwo dodatkowych zajęć. Moje dzieci też na nie chodzą, ale staramy się, aby to były dwa w tygodniu. Pokazujemy im, jaki jest wybór. Oczywiście czasami chcą pójść na wszystko po kolei, bo w domu kultury jest ciekawa oferta, ale tutaj właśnie chodzi o to, by wybrać coś świadomie, a resztę odpuścić. Jak moje dziecko nie będzie chodziło na szachy, pianino, angielski, basen, konie, to nie znaczy, że będzie niewystarczająco dobre.

Monika Karbarczyk: Odpuszczanie jest naprawdę niezwykle trudne. Chociażby w pracy dziennikarza. Wydaje mi się, że ja ciągle muszę trzymać rękę na pulsie, że muszę o wszystkim wiedzieć, że muszę odbierać maile. Zdarzało się, że nie wypuszczałam telefonu z ręki. Nie będę ukrywała, że dzięki Tobie udało mi się przejść przez ten trudny okres nauki odpuszczania. Teraz już nie biorę go do ręki od razu po przebudzeniu i nie zasypiam z nim. To bardzo dużo, w moim przypadku, zmieniło. To chyba była moja największa zmora.

Natalia Kraus-Kowalczyk: Nie tylko twoja. Ja stosuję metody, których nauczyłam się od mistrza minimalizmu – Leo Babauta. To Amerykanin, który ma szóstkę dzieci. On stworzył taką metodę "Zen tu done". Jednym z elementów tej metody jest właśnie wyznaczanie sobie konkretnych przedziałów czasowych na konkretne rzeczy, np. na odbieranie maili. Ja też pracowałam w korporacjach, znam ten lęk, że jak nie odpowiem w ciągu 10 minut na jakiegoś maila, to ktoś będzie zły lub czegoś nie dopilnuję. Natomiast wyznaczanie sobie konkretnych godzin na odbieranie maili działa. To może być raz dziennie, lub 3-5 razy dziennie. Wszystko zależy od tego, jaką masz pracę. Ale tylko w tym konkretnym czasie sprwadzam maile i odpisuję na nie. Podobnie jest ze służbowy telefonem. Sprawdzam go tylko do konkretnej godziny. Znam osoby, którym wdrożenie tej zasady się udało i nie oznaczało to końca ich kariery, wręcz przeciwnie.

Redakcja poleca

Monika Karbarczyk: Kiedyś bardzo bałam się powiedzieć komuś, że nie wykonam jakiegoś zadania, bo za 10 minut kończę pracę. Miałam taki wewnętrzny imperatyw, że muszę to natychmiast zrobić, więc zostawałam w pracy po godzinach. Ale przyszedł taki moment, gdy po raz pierwszy powiedziałam: "ok, zajmę się tym jutro z rana". Przyszło mi to z trudem, ale okazało się, że szef to zaakceptował bez żadnych wątpliwości. To był przełom.

Natalia Kraus-Kowalczyk: Tak i nagle się okazuje, że jesteśmy bardziej szanowani, ponieważ sami się szanujemy i doceniamy, stawiamy granice. Mało tego. Ta praca zostanie wykonana lepiej i szybciej, gdy odpoczniemy. Nam się często wydaje, że jak będziemy pracować 24 godziny na dobę, to będziemy pracować efektywniej. No własnie nie. Gdy wyznaczamy sobie konkretny czas i cała nasza uwaga jest skupiona na tym zadaniu, to ta praca będzie efektywniejsza.

Monika Karbarczyk: Wiemy już, że zmiany trzeba zaczynać od małych kroków, że trzeba nauczyć się odpuszczać. Co jeszcze możemy zrobić, by zacząć żyć wolniej?

Natalia Kraus-Kowalczyk: Kolejny krok to poranek. On jest bardzo ważny, bo nastraja nas na cały dzień. Na warsztatach proszę, aby sobie rozpisać, jak wygląda nasz typowy poranek. Gdy sobie to spiszemy, to bardzo często sami widzimy, że trzeba coś zmienić. Zwykle wstajemy na ostatnią chwilę, zaczynamy pospiesznie wykonywać wszystkie czynności. Bywa nerwowo. Co warto zmienić? Zacząć wstawać trochę wcześniej, aby dać sobie trochę więcej czasu na przygotowanie się. Ja na przykład bardzo lubię rano ćwiczyć jogę, a potem w ciszy, zanim wstanie reszta rodziny, napić się ciepłej wody z cytryną, imbirem i miodem. Ktoś inny może pójść na krótki spacer z psem lub po prostu poodychać porannym powietrzem. Zamiast sięgać po telefon, skupmy się na zjedzeniu pożywnego śniadania. Zróbmy to niespiesznie, delektując się każdym kęsem.

Monika Karbarczyk: To powolne rozkręcanie się o poranku i picie ciepłego napoju, który ma nas rozgrzać wewnętrzne, jest zalecane i przez medycynę chińską, i przez ajurwedę. Te starożytne systemy przykładają ogromną wagę do poranka, m.in. do porannych ablucji, jedzenia, picia w takim spokojnym, niespiesznym tempie. To jest ten czas, kiedy pielęgnujemy siebie i swoje ciało. No dobrze, wiemy już, że taki delikatny, poranny rozruch jest też ważny. Co jeszcze możemy zrobić? Kiedy jeszcze możemy się na chwilę zatrzymać? Bo po tym poranku zaczyna się odwożenie dzieci do przedszkola, szkoły, jazda do pracy, a po południu powrót, odbieranie dzieci, zakupy etc. Szczerze mówiąc, trudno mi sobie wyobrazić, że tutaj gdzieś znajdzie się miejsce na tę uważność, zatrzymanie się na chwilę, ale może czegoś nie widzę.

Natalia Kraus-Kowalczyk: Każdy z tych etapów powinien być uważny. W swojej książce "Slow life w wielkim mieście" poświęciłam sporo miejsca dojazdom do pracy. Testowałam różne metody, zwłaszcza że jestem mieszkanką Warszawy i jazda samochodem w korkach, nie jest mi obca. Zauważyłam pewną rzecz: czy jak się spieszę, próbując przeskakiwać z pasa na pas, czy jak się nie spieszę, to dojeżdżam w takim samym tempie i czasie. Jest jeszcze inna ciekawa historia, o której również wspomniałam w swojej książce. Często jeździłam do pracy tramwajem. Wychodziłam z domu w ostatniej chwili, biegłam do tego tramwaju, wypatrywałam, czy jedzie, czy nie. W tym czasie mijałam starszą panią, która też szła do tramwaju. Poruszała się bardzo, bardzo wolno. Ja biegiem, staję na światłach, denerwuję się, rozglądam się: jedzie, nie jedzie? Wreszcie dobiegłam do przystanku, za chwilę przyjechał tramwaj. Patrzę, a ta staruszka, która szła tak wolniutko, spokojnie, też wchodzi do niego. Wtedy dotarło do mnie, że ten pośpiech w ogóle nie jest potrzebny. Po co ja tak pędziłam?
Jeżdżenie komunikacją miejską ma swoje walory, można poobserwować świat, popatrzeć na innych ludzi, a nawet pomedytować. Można poćwiczyć uważność. Zresztą tę uważność można ćwiczyć wszędzie, nawet rano podczas mycia zębów. Podczas wykonywania tej czynności zwykle myślimy, o tym co będziemy robić w ciągu dnia, np. "Mam spotkanie o 13.00", "Muszę odpisać na tego maila" etc. A spróbujmy umyć zęby, myśląc tylko o tej czynności. Pomyślmy o świeżości pasty, o wodzie, o czystych zębach. Skoncentrujmy się na tej czynności. Wejdziemy w zupełnie inny tryb. Skupiajmy się na wykonywanych czynnościach, ale róbmy też przerwy. Naprawdę można przeżyć dzień w innym tempie i nie trzeba wyjeżdżać w Bieszczady, by żyć wolniej i spokojniej. Gdy będziemy wykonywać zadania spokojniej, uważniej, to po wyjściu z pracy, bedziemy mieć zupełnie inną energię, inaczej będziemy się czuć.

Redakcja poleca

Monika Karbarczyk: A czy planowanie działań w ciągu dnia pomaga?

Natalia Kraus-Kowalczyk: Tak, jak najbardziej. To się wpisuje w ten nurt. I jest to opisane w tej metodzie "Zen to done", o której wcześniej wspominałam. Tylko w czasie tego planowania najważniejsze jest odpuszczanie. Bo my mamy taką tendencję do wyznaczania sobie zbyt dużej liczby zadań w ciągu dnia. W tej metodzie jest wręcz napisane, że to mają być 3 duże zadania i 2-3 mniej ważne, rezerwowe. Zredukowanie tej liczby zadań, a więc umiejętność odpuszczania, jest bardzo ważne. Ważne jest też, aby skupić się na zadaniach od początku do końca, bo my często jakąś rzecz zaczynamy, ale nie kończymy. I rośnie ten stos rzeczy niedokończonych...

Monika Karbarczyk: Ale wróćmy do tej naszej zabieganej mamy. Wieczór w wielu domach to jest jakieś pandemonium. Najpierw trzeba odrobić lekcje z dziećmi, dać im kolację, położyć do łóżka, dzieci nie chcą spać, a my musimy jeszcze ogarnąć mieszkanie, przygotować posiłki na następny dzień. Po prostu orka na ugorze. Jak wyciszyć się i zwolnić w takim momencie dnia?

Natalia Kraus-Kowalczyk: Przede wszystkim odpuścić (śmiech). Mamy mają zwykle cel, aby w domu był porządek, aby wszystko było wyprane, ugotowane itd. Ja na przykład wprowadziłam u siebie taką zasadę, że dniem sprzątania i declutteringu jest sobota, w pozostałe dni mieszkanie jest jedynie "ogarnięte". Zawsze mówię na warsztatach: "Zapomnij o tym, że zobaczysz dno kosza na pranie". Nawet nie musisz go widzieć. Ważne jest to, abyśmy mieli się w co ubrać, a nie to, aby wszystko było wyprane.

Ważne, by wszystko robić z wyczuciem, z umiarem, nie dopuścić do przewlekłego przemęczenia, wypalenia, przepracowania. A jeśli widzimy, że wpadliśmy w coś takiego, to zatrzymajmy się, zadbajmy o siebie. - Natalia Kraus-Kowalczyk

Monika Karbarczyk: Na czym polega decluttering?

Natalia Kraus-Kowalczyk: Decluttering, to odgracanie, pozbywanie się nadmiaru rzeczy. W skrócie chodzi o to, aby zostawić wokół siebie tylko te przedmioty, które są nam potrzebne i które lubimy mieć. Dzięki temu sprzątanie jest dużo łatwiejsze. Ale wracając do tego sprzątania, ważny jest też podział obowiązków domowych. W mojej rodzinie zrobiliśmy listę wszystkich obowiązków, w tym odkurzanie, mycie naczyń, karmienie kota, podlewanie kwiatów etc. Lista jest bardzo długa, jak w każdym domu. Potem zrobiliśmy tabelkę (każdy członek rodziny ma swoją kolumnę) i każdy mógł zaznaczyć, co najbardziej lubi robić lub co chce z tej listy zrobić. Tak, aby było w miarę po równo. Oczywiście ja z mężem mam tych obowiązków trochę więcej, bo dziewczynki są jeszcze małe, ale staraliśmy się, aby było sprawiedliwie. I to działa. Każdy wie, co do niego należy. Oczywiście czasem dzieci trzeba zmotywować, ale generalnie to funkcjonuje całkiem nieźle.

Ważne jest też to, aby trzeba zaakceptować to, jak wykonali swoje obowiązki pozostali członkowie rodziny. Bo my mamy już tak mamy, że wszystko robimy najlepiej, więc lepiej poskładamy, lepiej odkurzymy, lepiej uprasujemy. Musimy zaakceptować to, że ktoś zrobił to wystarczająco dobrze. Mąż też może zrobić zakupy, tylko zróbmy mu listę. Może zadzwoni, by dopytać, o co dokładnie nam chodziło, ale na pewno dobrze sobie poradzi z tym zadaniem. Spróbujmy trochę oddać swoich obowiązków i zmniejszyć oczekiwania. Ja też z natury jest perfekcjonistką i na przykład lubię mieć wszystko w szafie złożone w kosteczkę, ale moje córki są jeszcze małe i nie zrobią tego, tak jak bym chciała. Muszę więc zaakceptować sposób, w jaki to robią i tyle. Cieszę się, że w ogóle składają swoje ubrania.

Monika Karbarczyk: Dzielenie się obowiązkami to fajna sprawa, ale nastaje ten wieczór. Większość z nas jest tak zmęczona, że po prostu kładzie się do łóżka i zasypia. Czy tutaj też możemy jakoś zadziałać?

Natalia Kraus-Kowalczyk: Każda rodzina ma swoje rytuały. Nie chcę nikomu niczego narzucać. U nas w domu, wieczorem, przed snem, czytamy książki. Gdy dzieci zasną, rozmawiamy sobie z mężem o tym, co się wydarzyło tego dnia lub co mamy w planach, czasem obejrzymy wspólnie jakiś film. Natomiast wieczorem nie używam urządzeń elektronicznych, szczególnie mam tu na myśli tablety, smartfony. Od 20.00 w moim domu się ich nie używa. Czasami, gdy jestem bardzo zmęczona i nie mam siły czytać, to puszczam audiobooka i słuchamy go wspólnie, ale tylko w takiej sytuacji możemy używać tych urządzeń.
Każdy ma swoje przyzwyczajenia, rytuały. Ważne, by wszystko robić z wyczuciem, z umiarem, nie dopuścić do przewlekłego przemęczenia, wypalenia, przepracowania. A jeśli widzimy, że wpadliśmy w coś takiego, to zatrzymajmy się, zadbajmy o siebie.

Monika Karbarczyk: Dotknąłeś bardzo ważnej rzeczy. Wiele osób czuje zmęczenie. Czasami to zmęczenie może być objawem jakiejś choroby i na pewno w wielu przypadkach jest taka korelacja. Natomiast u wielu osób to zmęczenie jest pokłosiem tego naszego życia w biegu. Kiedyś słyszałam takie ładne zdanie, nie pamiętam, kto to powiedział, że "Slow life to nie jest pochwała powolności, ale uniezależnienie się od szybkości".

Natalia Kraus-Kowalczyk: Fajne. Ja z kolei bardzo lubię definicję Joanny Glogazy. Też autorki książek o slow life. Jej zdaniem slow life to jest życie w zgodzie ze sobą, a nie na pokaz. I moim zdaniem to jest tutaj kluczowe, że jeśli żyjemy w zgodzie ze sobą, to nie będziemy pędzić, bo cały czas wybieramy to, co czujemy, że jest dla nas najlepsze.

Spróbujmy najpierw odpuścić jedną rzecz. - Natalia Kraus-Kowalczyk

Monika Karbarczyk: Chciałabym Cię zapytać o jeszcze jedną rzecz. Spotkałam się z opinią, że slow life to taka idea dla bogatych i bezrobotnych, bo tylko takie osoby mogą sobie pozwolić na życie w powolności. Ty udowodniłaś, że to nie jest prawda. Jesteś aktywna zawodowo, piszesz książki, robisz warsztaty, masz rodzinę. Z pewnością nie jesteś bezrobotna, nie wiem, czy bogata. Chociaż każdy z nas jest bogaty na tyle, na ile się czuje (śmiech).

Natalia Kraus-Kowalczyk: Na pewno zdecydowanie łatwiej żyje się w zgodzie ze sobą osobom majętnym (śmiech), ale to nie znaczy, że tylko one mogą żyć slow life. Oczywiście ja też miałam trudniejsze momenty, gdy potrzebowaliśmy finansowego wsparcia, i musiałam coś wymyśleć. Nie chciałam iść do pracy w korporacji, więc zajęłam się nieruchomościami. Ta praca dała nam zastrzyk gotówki, której potrzebowaliśmy, ale nie zabierała mi tak wiele czasu, jak praca w korporacji. Nadal miałam czas dla rodziny i na swoje pasje. Wydaje mi się, że zawsze można znaleźć jakieś rozwiązanie będące w zgodzie z nami, o ile nie będziemy się kurczowo trzymać wypracowanych schematów. Ludzie zmieniają zawody, miejsca pracy, życie daje nam różne szanse, rozwiązania. Nie bójmy się tych zmian.

Monika Karbarczyk: Przygotowując się do rozmowy z Tobą, wypisałam sobie taki cytat, który bardzo mnie zainspirował. "Jesteśmy tak napompowani adrenaliną, że nawet zwolnić chcemy jak najszybciej". Autorem tych słów jest Carl Honoré, kanadyjski dziennikarz. Przyznasz, że nieźle nas, jako społeczeństwo, podsumował.

Natalia Kraus-Kowalczyk: Tak, w punkt. Myślę, że metoda Kaizen, czyli małych kroczków, jest bardzo dobra i idealnie sprawdzi się w tym zwalnianiu życia. Ona zresztą sprawdza się w w każdym aspekcie życia, choćby w declutteringu. Nie odgracajmy całego mieszkania od razu, zacznijmy najpierw od szuflady w biurku. To proces, który zacznijmy małymi krokami. Spróbujmy najpierw odpuścić jedną rzecz. 

Monika Karbarczyk: I tu postawiłabym kropkę. Bardzo Ci dziękuję za to spotkanie.

Źródło: CHILLIZET/ podcast psychologiczny "Psyche"

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET