Terapia dla par. Jakie tematy są poruszane w zaciszu gabinetu psychoterapeuty?
Kto decyduje się na terapię par? Czy drugie dziecko jest trudniejsze dla związku niż pierwsze? Dlaczego łączymy się w pary? Jak doświadczenie międzypokoleniowe wpływa na relacje? O tym dzisiaj rozmawiamy z Martą Szarejko, autorką książki "Terapeuci par – historie z gabinetów"
Jeremi Pedowicz: Co sprawiło, że zainteresowałaś się terapią par i uznałaś, że to dobry temat na publikację?
Marta Szarejko: Podczas pandemii trafiłam przypadkiem na webinar prowadzony przez zupełnie nieznanego mi terapeutę par, który oglądało na żywo bardzo wiele osób. Wyobraziłam sobie takie połacie dziewczyn w słuchawkach przed laptopami, które w centrum pandemii zastanawiają się, czy ratować swój związek, czy nie. Prawdopodobnie ich partner albo partnerka byli gdzieś bardzo blisko w domu.
Pomyślałam wtedy: jak wygląda taka terapia, i postanowiłam skonfrontować swoje wyobrażenie na ten temat. Sprawdzić, czy to, co wiem od psycholożek, seksuolożek, terapeutek na ten temat, zmieniło przez ostatnie lata, czy dekady. Zaczęłam to badać, sprawdzać różne poradnie, gabinety, czytać, czym się zajmują konkretni terapeuci, a potem postanowiłam z nimi porozmawiać. Na przykład byłam przekonana, że to kobiety zwykle inicjują terapię par, ale to się zmieniło...
Faktycznie też na to zwróciłem uwagę. Jeden z twoich rozmówców mówi, że z racji tego, że trochę zmienia się podział obowiązków, to i mężczyźni zaczynają brać na siebie ciężar wychodzenia z inicjatywą takiej terapii. Zaciekawiło mnie to, bo gdy prowadzę rozmowy na temat terapii czy psychologii, to okazuje się, że terapia par jest sprawą drugorzędną, na początku większość stawia jednak na terapię indywidualną. Natomiast nie zawsze jest tak, że obie osoby mają ochotę iść na terapię indywidualną. Czasem decydują się na terapię dla par. Co może być powodem tej decyzji? Wiem, że nie zawsze chodzi o to, aby było lepiej, ale czasem chodzi o to, aby dobrze się to skończyło.
Marta Szarejko: Tak, bardzo cenię takie pary, które idą na terapię, aby w towarzystwie terapeuty, porządnie się rozstać, to znaczy bez emocji, które ranią drugą stronę i nas, zwłaszcza jeżeli w rodzinie są dzieci. Bardzo dużo nasłuchałam się na ten temat od psychologów dzieci i młodzieży, a także psychiatrów oraz prawników, którzy zajmują się rozwodami. Wydaje mi się, że w Polsce raczej nie umiemy się rozstawać tak, aby nie przerzucać przemocowych zachowań na dzieci. Pamiętam prawniczkę, która mówiła, że rodzice w Polsce są na tyle niedojrzali, że bardzo rzadko wychodzi im opieka naprzemienna. Zdarzają się sytuacje, takie jak porwania dzieci, nie przekazywanie sobie ubrań dzieci. Zdarza się, że dzieci mają inne imiona u mamy, a inne u taty. Aby nie przedłużać takich zachowań z pary na dzieci, warto udać się do terapeuty po to, aby mądrze się rozstać.
Ale to jest mniejszość. Myślę, że jeżeli ktoś decyduje się na terapię par, to jednak ma jakiś cień nadziei na to, że uda się uratować ten związek. Zresztą terapeutka Dorota Maciaszek-Ziółkowska, z którą o tym rozmawiałam, zawsze pyta parę, ile procent, tak mniej więcej, dają sobie na to, żeby jednak być razem. Zdarza się, że jedna osoba mówi pół procent, a druga mówi, że w ogóle nie widzi szansy na bycie ze sobą. Ale siedzą razem, czasami się dotykają, kiedy płaczą, podają sobie chusteczki, więc coś ich jednak trzyma, jakiś rodzaj nadziei...
A z jakimi problemami najczęściej przychodzą do terapeuty?
Marta Szarejko: Powody, z jakimi pary przychodzą do gabinetu terapeuty, są bardzo różne i bardzo mnie zaskoczyły. Rozmawiałam na przykład z terapeutką okołoporodową, Anną Zarzycką, która mówi, że najczęściej zgłaszają się do niej pary po narodzeniu drugiego dziecka. Myślałam, że pierwsze dziecko jest taką totalną rewolucją i zmienia wszystko w parze, że po prostu tworzy się trójkąt z diady. Natomiast ona twierdzi, że pary myślą, że drugie dziecko będzie powtórzeniem doświadczenia z tym pierwszym, tymczasem okazuje się, że to jest totalne przemeblowanie całej rodziny i bardzo często nie są w stanie tego unieść.
Z terapeutką ze Śląska, Agnieszką Pacygą-Łebek, rozmawiam o parach, które emigrowały z Polski do Niemiec i ona robi im terapię online. Z Magdaleną Sękowską z Poznania rozmawiałam o przekazach międzypokoleniowych i o tym, jak jedna osoba przychodzi z jedną walizką, druga z drugą, i zamiast stworzyć nową, odzielną walizkę, składającą się z tych dwóch, to próbujemy walczyć o to, która walizka jest lepsza, który sposób kochania i który sposób kłócenia się jest lepszy.
Tak, ta książka jest wielowątkowa i dzięki temu taka ciekawa. Zachęcam do sięgnięcia po nią pary, które przeżywają kryzys, choć od razu uprzedzam, że ta książka terapii nie zastąpi. Ale tę pozycję możemy też potraktować jako instrukcję, rodzaj dobrych nawyków, zjawisk, które warto znać. Jest w niej bowiem i o kłóceniu się, i o miłości, i o seksie, i o ciekawości w związku... Ale to, co mnie bardzo zainteresowało to przekazy międzypokoleniowe. Przyznam, że ciekawym kluczem zaczęłaś tę rozmowę, takim powiedziałbym, że bardzo popowym albo mainstreamowym.
Marta Szarejko: Na pograniczu kiczu (śmiech). Tak, ale ja się nie wstydzę tego. Ja po prostu wielbię wszystkie programy o parach w stylu "Ślub od pierwszego wejrzenia", "Rolnik szuka żony". To wydaje mi się socjologicznie bardzo ciekawe. Przyglądanie się, jak tworzą tam pary, co ludzie wyczyniają, co deklarują na początku i co potem robią w ramach tego związku. Okazało się, że moja rozmówczyni Magdalena Sękowska, psychoterapeutka z Poznania, też jest fanką takich programów. Dlatego zaczęłam od tych programów, ale potem wchodzę w to głębiej. Ona ma bardzo ciekawą metodę autorską, którą stosuje od 30 lat. Kiedy przychodzi do niej para z problemem dziecka (dziecko często deleguje jakiś problem, widząc, że między rodzicami jest coś nie tak), to idzie do ich domu na dzień albo dwa i obserwuje, jak wygląda życie tej rodziny. Mówi, że wszystko jest dla niej ważne, od zapachu domu, od tego, czy wszystko jest pochowane, czy na wierzchu, czy jest trochę bałagan, czy wszystko jest ułożone symetrycznie, jak rodzice rozmawiają z dziećmi. Sprawdza to i nie siedzi jak mumia przez ten dzień czy dwa, tylko uczestniczy w życiu tej rodziny. Bardzo mi się to wydało ciekawe. Ona rzeczywiście bada przekazy międzypokoleniowe w parach, też od prawie 30 lat.
Chciałbym jeszcze zapytać o kwestie dotyczące ślubu. Jeżeli on okazuje się takim punktem do odhaczenia w naszym życiu, czymś co koniecznie trzeba zorganizować, to w pewnym modelu wychowania staje się on taką relacją na papierze, jakimś podpisem pod dokumentem...
Marta Szarejko: Tak, Magdalena Sękowska mówiła mi, że coraz częściej trafiają do niej młode pary przed trzydziestką, dla których ślub jest najważniejszym przedsięwzięciem. Przygotowują się do niego przez kilka lat, dopracowują w najmniejszych szczegółach każdą rzecz ważną w tym przedsięwzięciu. Po czym okazuje się, że jak już to odhaczą w jakimś sensie, to nie ma między nimi więzi, że przez ten czas nie zbudowali relacji. To jakoś łączy mi się z tym rozdziałem z psychoanalityczką Iwą Magrytą-Wojtą, która mówi o tym, czy można kogoś kochać, nie ciekawiąc się nim. To wydaje się bardzo ważne. Przyznam, że to wzbudziło duże poruszenie. Wiele osób nie ciekawi się swoim partnerem, mówi: "nie po to jesteśmy w relacji, żeby się kimś ciekawić". A to wydaje się kluczowe. Psychoanalityczka, z którą rozmawiam, oczywiście twierdzi, że nie da się kochać kogoś nie ciekawiąc się nim, że to jest bardzo ważny element miłości i bycia z kimś w relacji. Osoba, z którą jesteśmy w związku, będzie się zmieniała na przestrzeni lat, więc nie znudzi nam się, bo nie będzie to ciągle ta sama osoba. To wydaje mi się takim stwierdzeniem dającym nadzieję.
Ale twoja rozmówczyni też wspomina o tym, że zawsze musi być jakaś różnica i że jest to zdrowe dla związku.
Marta Szarejko: Tak, to jest w ogóle taki refren, przewijający się w różnych rozmowach, również tych o seksie. Okazuje się, że seks najszybciej umiera w tych parach, które są symbiotyczne, czyli starają się bardzo upodobnić do siebe. Znam takie pary, które mają takie same fryzury, tak samo się ubierają, uprawiają te same sporty, więc zaczynają mieć podobne figury, mają tych samych przyjaciół i pracują razem. To jest jakby zabójstwo dla seksu. Natomiast Karolina Pniewska, z którą rozmawiam o miłości, mówi też bardzo dużo o tym, że mamy coraz mniejszą tolerancję na różnice. Tak też dobierają nas aplikacje randkowe. Wszystko musi być bardzo podobne. Jeżeli ktoś się różni, ma inne zdanie, nawet w takich błahych sprawach, na przykład myśli coś zupełnie innego na temat filmu, który obejrzeliśmy, albo na temat osoby, którą właśnie poznajemy. Natychmiast, z jakiegoś powodu uznajemy, że ten ktoś jest głupszy, ta opinia jest mniej mądra, bezmyślna, więc siłą rzeczy bardzo źle świadczy o nas to, że jesteśmy z tą osobą. Bardzo to jest takie unurzane w narcystycznym sosie, mam wrażenie, że ta osoba musi być taka jak my, inaczej nie ma to sensu.
Tutaj chciałbym nawiązać do jednej z twoich rozmów, jak kształtują się pewne dominanty w związkach, w różnych pokoleniach. Jedna z twoich rozmówczyń mówi o tym, że wśród dwudziestolatków, to jest tak, że oni mają takie tabele do wypełnienia, takie punkty do odhaczenia w Excelu. W niektórych kwestiach lepiej się zgadzać, na przykład, czy wolisz psa, czy kota w domu, ale już kwestiach filmu nie musimy. Te kwestie dotyczące stylu życia mogą być istotne, prawda?
Marta Szarejko: Myślę, że takie pytania dotyczące wartości mają sens. Zresztą o tym też mówią terapeuci, że takie pytania dotyczące scenografii naszego życia, nie są kluczowe, ale te dotyczące wartości, czyli czy chcemy mieć dzieci, jakie mamy poglądy polityczne, jak się odnosimy do różnych naprawdę ważnych, fundamentalnych, głębokich spraw w waszym życiu, są bardzo ważne. To, czy ktoś kocha góry, czy morze, ma mniejsze znaczenie, bo tu można znaleźć jakiś kompromis.
Chciałbym wrócić jeszcze na moment do wątku ślubu. Czytając ten rozdział miałem wrażenie, że ludzie nie łączą się w komunikacji, tylko trochę w pracy. Że czasami działają bardziej jak współpracownicy. Łączą ich rzeczy do wykonania i ta ich komunikacja opiera się bardziej na tym, co trzeba zrobić, niż na tym, co chcielibyśmy zrobić. Bardziej na działaniu niż na rozmawianiu, poznawaniu się.
Marta Szarejko: Niestety coś w tym jest, ale jest to dosyć smutna konkluzja. Pamiętam, że jadłam kiedyś śniadanie z taką parą, która była ze sobą od kilku lat, więc wydawało się, że tak w miarę świeżo. Zadawałam im różne pytania podczas tego śniadania, takie bieżące, nie były one jakoś specjalnie filozoficzne, ani głębokie. Oni byli wstrząśnięci, ponieważ wyznali mi, że zwykle jedzą śniadania w ciszy, że w ogóle, że jedzą posiłki w ciszy. Potem okazało się, że to co ich łaczy, to jakieś aktywności. Wydało mi się to bardzo abstrakcyjne. Trudno mi sobie wyobrazić życie z kimś w jednym domu, bez rozmów, nawet podczas posiłków. Ale wydawali się zgodną parą, więc może to działanie nie jest takie złe.
Poruszył mnie też rozdział o żałobie, o śmierci dziecka. To nie jest temat na tzw. jedynkach, ale ty poruszasz go z różnych stron. Pytasz na przykład, czy osoba, która miała aborcję, może być w żałobie po śmierci dziecka i czy ona może się uważać za rodzica, czy nie...
Marta Szarejko: Tak, rozmawiam o tym z Bernadettą Janusz, terapeutką z Krakowa, która zajmuje się powikłaną żałobą i opowiada o parach, z którymi pracuje, które straciły dziecko w różnych okolicznościach przez śmierć samobójczą, wypadek, chorobę. Mówi też o takich parach, w których kobieta poroniła albo zdecydowała się na aborcję, i o tym, jak wygląda terapia takiej pary, o tym, że właściwie oni we trójkę z tą parą muszą doprowadzić do momentu, w którym te osoby uznają siebie za rodziców i będą w stanie pożegnać się z tym dzieckiem i z wizją siebie jako rodzica.
To jest bardzo trudny i skomplikowany proces. Poruszający. Ważny też w kontekście badań i statystyk na temat zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. Rodziców, którzy stracili dzieci, jest bardzo wielu, więc nie ma co udawać, że tego tematu nie ma. Warto też pokazywać, że są specjaliści, którzy zajmują się tym tematem. To też jest bardzo zróżnicowane. Na przykład para, która straci dziecko po długiej chorobie, jest inaczej postrzegana społecznie, niż para, która straci dziecko po śmierci samobójczej. Trzeba nauczyć się, jak taką parę w sposób mądry i opiekujący przyjąć.
Aby nie kończyć tak poważnie, to w książce znajdziecie również rozdział o tym, czym jest miłość, dlaczego w ogóle łączymy się w pary i o ciekawości w związku w ogóle, więc jest to szeroki przekrój tematów dla osób, które zastanawiają się, czy pójść na terapię par. Dodam tylko od siebie, że warto zarówno przeczytać książkę, jak i pójść na terapię par. Marto, bardzo dziękuję za to spotkanie.
Źródło: CHILLIZET/ podcast "Tylko dla dorosłych"