advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:

Gaslighting to podstępna przemoc emocjonalna. Jak można się ochronić?

7 min. czytania
Aktualizacja 09.07.2024
13.06.2024 16:23
Zareaguj Reakcja
---- ----

Rodzajów przemocy jest mnóstwo i nie polega ona tylko na zadawaniu bólu fizycznego. Rzadko zdajemy sobie sprawę, że początkowo nawet pewna forma troski o drugą osobę bywa przemocą – przemocą emocjonalną. Jej formą, i to bardzo podstępną, jest właśnie gaslighting. Czym jest gaslighting, wyjaśnia Dorota Minta, psycholożka, psychoterapeutka z Instytutu Wsparcia Psychologicznego ESTARE, która była gościnią Jeremiego Pedowicza w audycji „Tylko dla dorosłych”.

Człowiek manipuluje innymi ludźmi
fot. Shutterstock
--1-- ----

Jeremi Pedowicz: Gaslighting to hasło, które coraz częściej pojawia się na rynku haseł psychologicznych. Co to jest?

Dorota Minta: To jest po prostu przemoc. Mam nieodparte wrażenie, że w przestrzeni medialnej, publicznej pojawia się dużo określeń, które łagodzą bardzo negatywne zjawiska. Bo mówimy w pracy o mobbingu, a przecież to jest przemoc. Mówimy o stalkingu, a to jest przemoc. I gaslighting też jest przemocą. To słowo ukute na podstawie starego filmu, chyba z lat 50. zeszłego wieku, które określa pozornie czułe wytykanie komuś nieudolności, nieporadności, braku umiejętności radzenia sobie z życiem.

To prawda, określenia typu mobbing, gaslighting mogą kamuflować bardzo poważne sprawy. Jak można się zorientować, że doświadcza się tego typu przemocy?

Dorota Minta: To w ogóle jest problem z przemocą psychiczną, z przemocą emocjonalną, że ona jest taka pełzająca, niezauważalna, bo, powiem brutalnie, jak ktoś trzaśnie pana w twarz i zostanie siniak, to tego siniaka widać, a policzek boli. A przemoc psychiczna nie od razu daje nam poczucie bólu. Bardzo często jej narzędziem jest powodowanie, że czujemy się winni. Gaslighting zaczyna się od pozornie czułego zachowania: „Kochanie, nie, nie rób tego, ty nie dasz rady. Ja to zrobię. Ty nie potrafisz”. Więc początkowo możemy mieć wrażenie, że partner lub partnerka – bo to też odczarujmy, to nie zawsze dotyczy tylko przemocowych mężczyzn, kobiety też są przemocowe, rzadziej, ale są, chociaż mam wrażenie, że w kwestii przemocy emocjonalne idą się łeb w łeb z mężczyznami – jest taki dzielny, taka zaradna. Początkowo jest to bardzo mylące, więc długo nie zauważamy, że to jest przemoc. Zaczyna się od: „Daj, ja ugotuję, przecież ty nie potrafisz gotować”, ale potem jest już mniej przyjemnie: „Nie wypowiadaj się, kochanie, na ten temat, przecież ty w ogóle na tym się nie znasz, może już nic nie mów”.

Redakcja poleca

Czyli w pewnym sensie to jest podszyte opiekuńczością?

Dorota Minta: Początek gaslightingu jest czuły, pokazujący, że „ja się tobą zaopiekuję, ja będę tą osobą, która ogarnie wszystko wokół nas”, a z czasem się okazuje, że to nie była opiekuńczość.

To jakie są objawy gaslightingu, jak go rozpoznać? Bo mówimy tutaj o takich bardzo trudno wyczuwalnych sposobach manipulacji.

Dorota Minta: Myślę, że takim momentem, kiedy powinny nam się włączyć czerwone lampki, nawet już nie pomarańczowe ostrzegawcze, tylko właśnie czerwone, jest sytuacja, kiedy gaslighter zaczyna mówić takie rzeczy w przestrzeni publicznej. Już nie tyle mówi „zrobię to za ciebie, bo ty nie potrafisz”, ale zaczyna przy innych ludziach mówić „nie, ty tego nie rób, ona nie umie, ja muszę zawsze wszystko sam robić” albo w towarzystwie: „nie odzywaj się, przecież ty się nie znasz na polityce” albo „nie wypowiadaj się, przecież ty nie jesteś lekarzem, ja jestem lekarzem”. Jeżeli to zaczyna być ośmieszające i odcinające od innych, to już jest galighting. Przemocowcy, również gaslighterzy, karmią się tym, że odcinają swoją ofiarę od wsparcia, więc ktoś, kto jest ofiarą, zaczyna być kompletnie sam z tym, co się z nim dzieje, nie ma oparcia w innych ludziach, więc zaczyna wierzyć, że to jest prawda. Że faktycznie się na niczym nie zna, że nie może komentować, że nie może za coś się zabrać, bo jest „nieudolny, nieporadny”, „znowu zepsuje”, „jak zwykle mu nie wyszło”, „jak zawsze rozleje, potłucze”, „zapomni”.

Sidła polegają więc na odbieraniu poczucia własnej wartości drugiej osobie. Przełamanie takiego schematu i uwolnienie się z takiej relacji wydaje się dość karkołomne. To możliwe, jeśli nie ma się poczucia własnej wartości?

Dorota Minta: To jest bardzo trudne. Przeważnie wydarza się coś bardzo drastycznego, co powoduje, że zaczynamy zauważać, że jesteśmy ofiarami przemocy. Czasami przypomina sobie o nas któryś z przyjaciół i zaczyna zabiegać o kontakt i zwracać nam uwagę na to, co się dzieje. W wielu przypadkach ofiary gaslightingu popadają w stany depresyjne i zdarza się, że pacjent bądź pacjentka trafia do psychologa, a czasami sam gaslighter przyprowadza swoją ofiarę do psychiatry, mówiąc: „No słuchaj, musisz wziąć jakieś tabletki, bo jesteś nie do wytrzymania, histeryzujesz, płaczesz, nie możesz się za nic zabrać, niech ci doktor da tabletki”. Taka osoba trafia więc do specjalisty i wtedy psychiatra czy psychoterapeuta dochodzi do tego, że praźródłem stanu depresyjnego czy załamania psychicznego jest właśnie przemoc psychiczna i emocjonalna.

Czy są jakieś procedury, które są w stanie wykryć gaslighting? Bo w pracy są na przykład procedury antymobbingowe. Czy podobne są w przypadku gaslightingu?

Dorota Minta: W pracy mówimy o mobbingu, w większości dużych firm i instytucji są procedury antymobbingowe, wiadomo, jak to się zgłasza, jakie są przejawy, jak sprawdzić, że faktycznie mieliśmy do czynienia z mobbingiem. O gaslightingu mówimy w sytuacjacg relacyjnych, to jest trochę taka poppsychologia, ale tak się przyjęło. To się dzieje nie tylko w relacjach partnerskich, ale również w przyjacielskich czy relacjach rodzic-dziecko. Mówimy o prywatnych relacjach. Gaslighting jest czymś, co w konsekwencji odcina człowieka absolutnie od życia.

Jak się przed takim zjawiskiem chronić? I czy to jest możliwe? Czy można jakoś definitywnie określić momenty, w których powinniśmy powiedzieć „stop, to jest bariera nie do przejścia”, żeby nie było za późno?

Dorota Minta: Och, żeby to tak było łatwo określić… W gabinetach psychologicznych poświęcamy sporo czasu, żeby nauczyć naszych pacjentów dostrzegania czyhającego się niebezpieczeństwa. Raczej trafiają do nas, niestety, ludzie, kiedy już to wszystko daleko zaszło. Wierzymy jednak, że nawet wtedy, kiedy mamy już do czynienia z zaawansowanym procesem przemocowym, możemy pacjenta z tego wyprowadzić, nauczyć go niewchodzenia w takie relacje. Niestety, bywa tak, że takie zachowania i takie relacje się powtarzają. Że kolejny partner czy partnerka jest podobny do wcześniejszego i stosuje te same metody. Zdarzają się pacjenci, którzy dopiero przy trzecim związku się budzą i zauważają, że coś jest nie tak i że jest jakiś powtarzający się schemat, który doprowadza ich do stanów destrukcyjnych i autodestrukcyjnych. Ja bym odwróciła trochę tę sytuację: to jest jeden z kryzysów, jakie nam się zdarzają w życiu. Bycie ofiarą przemocy to jest kryzys. Jednym moich obszarów obszarów zainteresowań jest potraumatyczny wzrost. Jest takie zjawisko w psychologii, że gdy zdarzają się nam sytuacje kryzysowe, traumatyzujące, to wychodzimy z nich wzmocnieni.

Ale odpowiadając na pytanie: sygnałem alarmowym, który powinien nas natychmiast obudzić, jest to, że ta ważna dla nas osoba, którą kochamy, odcina nas od naszych wcześniejszych relacji. Na przykład mówi: „Nie, ta Krystyna, ona jest idiotka, ona w ogóle się na niczym nie zna, nie spotykaj się z nią” albo „Znowu do mamusi? Przecież jesteś dorosła, ile razy będziesz jeździć do mamusi? Budujmy nasz dom, to jest najważniejsze, tylko nasza relacja, nasza miłość jest najważniejsza”. To jest chyba ten pierwszy sygnał, który powinien nas zaalarmować i tym bardziej skłonić do tego, żeby zadzwonić do Krystyny i pojechać do mamusi, aby zadbać o inne relacje, bo one z jednej strony są dla nas lustrem, w którym możemy się przejrzeć i zobaczyć, czy faktycznie dalej jesteśmy sobą, jesteśmy szczęśliwi, a z drugiej strony w razie nieszczęścia, czyli pogłębienia procesu przemocowego, mogą nas uchronić.

Redakcja poleca

Zastanawiam się, jak długo wychodzi się z takiego kryzysu. Bo zakładam, że to się wiąże z odbudowywanie własnej wartości i może chwilę zająć.

Dorota Minta: Powiedziałabym, że może nawet zająć dłuższą chwilę. Myślę, że od interwencji kryzysowej, kiedy już jest bardzo ostro, to jest krótszy czas, kilka spotkań, ale moje doświadczenie mówi, że zwykle jest to między rokiem a dwoma latami pracy nad sobą. Najpierw zaczyna się od pracy nad tym, co się wydarzyło, nad sytuacją przemocową, nad stanami depresyjnymi czy nawet depresją. A dopiero potem zaczynamy szukać praźródeł takiego zachowania. Dlaczego ulegliśmy gaslighterowi? Dlaczego daliśmy się na początku zmanipulować, a potem zostaliśmy ofiarą przemocy? Paradoksalnie czasami praca ofiary nad sobą uruchamia też w przemocowcach chęć popracowania nad sobą. To dość optymistyczne, znam takie przypadki.

A czy przemocowca można wyleczyć z gaslightingu? Czy on sam może przestać to robić?

Dorota Minta: Oczywiście nie mówimy o osobach, które mają jakieś patologiczne zaburzenia osobowości, ale tak, jeżeli ktoś jest gastlighterem, to może zastanowić się, skąd się w nim wzięły zachowania przemocowe. Takie osoby są często obarczone doświadczeniami z przeszłości, z dzieciństwa. Często przemoc jest też efektem, paradoksalnie, właśnie bardzo obniżonej samooceny. Trochę też dziedziczymy przemoc – oczywiście niedosłownie. Jeżeli ktoś był dzieckiem, które było ofiarą przemocy lub w domu była przemoc między rodzicami, to statystycznie częściej raczej sam będzie przemocowcem, niż się zbuntuje wobec tej przemocy. Ale też znam takie historie, że osoby, które wyrastały w przemocowym domu i zaczynały wchodzić w poważne relacje, czuły, że nie mogą powtórzyć schematów rodzinnych. I to jest bardzo dojrzałe, imponujące, bo to nie jest łatwa praca.

Co powiedzieć gaslighterowi, jeśli uważamy, że stosuje wobec nas przemoc? Jak się obronić?

Dorota Minta: Myślę, że szczególnie na początku, kiedy się pojawiają drobne sygnały i czujemy się z nimi niekomfortowo, to może niekoniecznie nazywajmy to gaslightingiem, bo nie wiadomo, co o tym pojęciu ta druga osoba wie. Ale możemy powiedzieć, że to jest dla nas niekomfortowe, że my się nie zgadzamy z taką oceną, że zwyczajnie nas to rani, że robi nam się smutno po takich zachowaniach, słowach. I to jest coś, co, moim zdaniem, może uchronić nas od wchodzenia głębiej w taki proces, w ten sposób można postawić granicę osobie, która wykazuje skłonność do przemocy, ale też może spowodować, że ona się ocknie i zawczasu zacznie nad sobą pracować.

Myślę, że nawet jeżeli mamy wątpliwości i nie jesteśmy pewni, czy to jest zapowiedź przemocy czy nie, to warto nawet pójść na jedną konsultację do psychologa, psychoterapeuty i porozmawiać z nim o tych wątpliwościach. Może się okazać, że to my jesteśmy przewrażliwieni, bo mieliśmy już doświadczenia przemocowe, obserwowaliśmy przemoc, ale też być może pozwoli to nam otwarcie porozmawiać z partnerami, powiedzieć, że nawet jeżeli w tym nie było z jego strony przemocowości, to nasza granica jest w innym miejscu. Każdy z nas ma inne doświadczenia, inny temperament, inne potrzeby i nie mamy w tym samym miejscu granicy. Dla jednych to jeszcze będzie żart, a dla kogoś innego będzie już raniące. I tak często jest. Na tym też polega docieranie się w związku. Jeżeli otwarcie mówimy o swoich potrzebach, o granicach, o czymś, co nam sprawia przyjemność, co lubimy albo co nas śmieszy, to jest szansa, że wypracujemy sobie fajny model naszego własnego związku. Ja uważam, że prapoczątkiem gaslightingu jest nieumiejętność otwartej, szczerej rozmowy.

Nie przegap

Źródło: CHILLIZET / podcast „Tylko dla dorosłych” / redakcja: Aleksandra Sobieraj