Na antenie:

Nie uciekniemy przed edukacją seksualną. Ona jest niezwykle ważna dla dzieci

11 min. czytania
Aktualizacja 07.02.2024
07.01.2024 20:23
Zareaguj Reakcja

W Polsce nie powinna toczyć się dyskusja na temat edukacji seksualnej (czy ma być, czy nie), ale jak i kiedy ją przeprowadzić. Nasze dzieci mają potrzebę zdobywania wiedzy na ten temat i one będą ją zdobywały na własną rękę, np. przez Internet, ale nie tak, jak byśmy tego chcieli. Musimy im tę wiedzę przekazać, ale w sposób zorganizowany przy użyciu odpowiednich materiałów i języka – uważa Aleksandra Musielak, psycholożka, specjalistka z zakresu psychologii dzieci i młodzieży, wykładowczyni Uniwersytetu WSB Merito. 

Edukacja seksualna dla dzieci
fot. Shutterstock

Monika Karbarczyk: Edukacja seksualna, nagość... to główny temat naszej rozmowy. Mam wrażenie, że w Polsce z jakiegoś powodu tę nagość postrzegamy jako coś bardzo, bardzo wstydliwego. Skąd się bierze ten wstyd przed nagością?

Aleksandra Musielak: Zacznijmy od tego, że wstyd jest bardzo naturalną, uniwersalną emocją, która pojawia się u wszystkich ludzi na świecie. Natomiast to, w jakich sytuacjach pojawia się wstyd, kiedy zaczynamy go odczuwać, to już jest sprawa bardzo indywidualna i zależy od różnic, norm i zasad panujących społeczeństwie, w którym żyjemy. To społeczeństwo możemy rozumieć, jako dużą grupę społeczną, na przykład ludzie żyjący w Polsce. Ale są też małe grupy społeczne, czyli nasze środowisko, na przykład zawodowe, szkolne, przedszkolne, rodzinne. I w każdej tej grupie mogą obowiązywać różne zasady, normy, w więc wstyd może się uruchamiać w różnych sytuacjach, nawet w tych, które powszechnie uznane są za niewstydliwe.
Ale wracając do Pani pytania, rzeczywiście ta nagość w naszym społeczeństwie wzbudza jakieś niezdrowe emocje. Mamy problem z matkami karmiącymi piersią dziecko publicznie, co jest całkowicie naturalną czynnością, ale paradoksalnie, nie mamy żadnego problemu z tym, że ciała kobiet są seksualizowane, chociażby w różnego rodzaju reklamach, teledyskach, filmach, generalnie w takiej kulturze mainstreamowej. To jest bardzo ciekawe zjawisko. Moim zdaniem powinniśmy zacząć normalizować (ale nie seksualizować!) nagie ciała, bo one są naturalne.

Monika Karbarczyk: Skąd się to bierze? Może jest to wynik braku rewolucji seksualnej, która jednak na Zachodzie, w wielu krajach miała miejsce, a u nas w Polsce nie. Dlaczego – jak Pani słusznie wspomniała – wpadamy z jednej skrajności w drugą? Może po prostu jakiegoś etapu nie przeszliśmy...

Aleksandra Musielak: Nie przeszliśmy, to prawda, ale jest jeszcze jeden problem: brak edukacji seksualnej w Polsce. Wiele osób myśli, że jak się o czymś nie rozmawia, to to nie istnieje. Tak jest z seksem, czy z nagością. Tymczasem zakazany owoc najbardziej kusi, więc jeśli coś jest tematem tabu, to wzbudza pewną ciekawość, czasami niezdrową ciekawość. I jeśli nie będziemy uczyć dzieci od początku, że nagie ciało, czy w ogóle nagość człowieka, jest czymś naturalnym, w niektórych sytuacjach uzasadnionym, a w niektórych sytuacjach nie. To one będą same próbowały zaspokajać swoją ciekawość, chociażby na temat tego, czym różni się ciało kobiety od ciała mężczyzny, czy ciało chłopca od ciała dziewczynki. Dzieci natrafiają na różne treści w Internecie, czy w gazetach, które leżą w domach, czy w poczekalni u lekarza.

Monika Karbarczyk: Natrafiają na takie treści i zaczynają zadawać pytania, ale my dorośli nie zawsze wiemy, jak na nie odpowiadać...

Aleksandra Musielak: Bo my jako dorośli, nie mamy narzędzi do tego, aby na te tematy rozmawiać, bo z nami też nikt o tym nie rozmawiał. Oczywiście generalizuję, z większością z nas nikt na temat seksu, nagości nie rozmawiał.
Gdy dzieci sięgają po różne materiały bez wsparcia rodzica, to może pojawić się kontekst, który spowoduje, że ta naga pierś karmiąca dziecko, czyli coś, co jest naturalne, nagle zacznie mieć kontekst seksualny, nieadekwatny i to jest problem.

Nagość w naszym społeczeństwie wzbudza jakieś niezdrowe emocje. Mamy problem z matkami karmiącymi piersią dziecko publicznie, co jest całkowicie naturalną czynnością, ale paradoksalnie, nie mamy żadnego problemu z tym, że ciała kobiet są seksualizowane, chociażby w różnego rodzaju reklamach, teledyskach, filmach, generalnie w takiej kulturze mainstreamowej. - Aleksandra Musielak

Monika Karbarczyk: No właśnie to jest ten problem, o którym Pani wspomniała. Brak edukacji seksualnej w szkołach odbija swoje piętno. Ale taką rolę edukatora może, a właściwie powinien, pełnić również rodzic. Jak rozmawiać z dzieckiem na te tematy? O czym rodzice powinien pamiętać?

Aleksandra Musielak: Zawsze powtarzam, że dziecko, jak będzie miało jakąś potrzebę zapytania o coś, to zapyta, czyli podstawowa zasada, to nie uprzedzać faktów i reagować na to, co się dzieje. Ta edukacja seksualna to nie jest coś, co powinno się nagle pojawić w naszym życiu, tylko to jest coś, co naturalnie towarzyszy nam przez cały czas.
Bo dziecko, wraz ze swoim rozwojem, ma naturalną ciekawość, chociażby swojego ciała i zaczyna nam zadawać różne pytania. Ono na własną rękę to ciało próbuje poznawać. Na przykład w przedszkolu, zwłaszcza w młodszych grupach, dzieci czasem pokazują sobie nawzajem intymne miejsca, bo chcą zobaczyć, czym się różnią tam między nogami. I nie uciekajmy od tego.
W Polsce nie powinna toczyć się dyskusja na temat edukacji seksualnej (czy ma być, czy nie), ale jak i kiedy ją przeprowadzić. Nasze dzieci mają potrzebę zdobywania wiedzy na ten temat i one będą ją zdobywały na własną rękę, np. przez Internet, ale nie tak, jak byśmy tego chcieli. Musimy im tę wiedzę przekazać, ale w sposób zorganizowany przy użyciu odpowiednich materiałów i języka.
Tutaj mogę odnieść się do swojego doświadczenia, które mnie za każdym razem porusza. Pracuję w szkole podstawowej i często spotykam się z sytuacjami próby sprawdzania i przekraczania granic nauczyciela. Chodzi m.in. o ikoniczne rysowanie penisa na tablicy, czy – na poziomie języka – zadawanie jakichś pytań, czy używanie jakichś określeń związanych z narządami intymnymi człowieka. Zawsze reaguje. Mówię, jeśli macie jakieś pytania, to pytajcie. Zobaczymy, czy jestem w stanie wam na nie odpowiedzieć. I to, co mnie najbardziej porusza, to to, że nastolatki, mówiąc o sprawach związanych z intymnością, seksualnością, bardzo często nie mają słownictwa innego niż wulgarne.

Redakcja poleca

Monika Karbarczyk: Rzeczywiście mamy problem z nazywaniem różnych części intymnych naszego ciała. Jakoś strasznie boimy się tego "penisa" czy "pochwy".

Aleksandra Musielak: Dokładnie tak, jeżeli my nie jesteśmy w stanie rozmawiać z dziećmi na te tematy, to one potem też nie potrafią o tym właściwie mówić. To rodzice powinni dziecko nauczyć prawidłowych nazw, używając adekwatnego słownictwa. Pokazujemy różne części ciała i mówimy: oko, ręka, nos i tak dalej. Dlaczego więc nie możemy do dwulatka powiedzieć, to jest penis, tylko szukamy zastępczych nazw, np. siusiak. Jeżeli będziemy używać już od początku takiego neutralnego słownictwa, nazywać rzeczy tak, jak one powinny być nazywane, pokazywać, że to jest taka sama część ciała, jak każda inna, to osiągniemy o wiele lepszy efekt. Przy okazji możemy też powiedzieć, że nikt w tę ważną część ciała nie ma prawa nas dotykać bez naszej zgody. Ewentualnie, w jakich sytuacjach można to robić, kto może to robić (np. lekarz, mama czy tata). Ta rozmowa jest potrzebna, bo zapobiega nadużyciom, którym może paść dziecko. Jeżeli będzie ono wiedziało, w jakich sytuacjach jest to dozwolone, a w jakich nie, to będzie umiało powiedzieć "nie", jeżeli będzie jakieś zagrożenie.
Mamy teraz świetne książki, nawet dla przedszkolaków, które poruszają te tematy. Możemy je wykorzystać, by odpowiedzieć dziecku na jakieś pytanie.

Monika Karbarczyk: Ale czy samemu wychodzić z inicjatywą, czy raczej zaczekać, aż dziecko samo zada nam to pytanie?

Aleksandra Musielak: Rozmawiajmy, ale nie inicjujmy tych rozmów, tylko reagujmy naturalnie na pytania, jakie się pojawią ze strony dziecka. I pamiętajmy, że tak naprawdę dziecko pyta nas dokładnie o to, co jest w pytaniu. To my nadinterpretowujemy, dopisujemy do tego kontekst. Dziecko jest naturalnie ciekawe swojego ciała i ono nie seksualizuje go, bo ono nie wie jeszcze, co to jest seks. To my to robimy i dlatego się tak bardzo boimy tych różnych pytań o nasze intymne części ciała
Wspominałyśmy dzisiaj o piersi i karmieniu piersią. Dziecko, nawet gdy nie jest już karmione piersią, jeszcze przez długi czas szuka jej, na przykład, gdy chce się uspokoić. Sięga po tę pierś, wkłada rękę pod bluzkę. Często dzieci nawet mówią, że kochają piersi mamy i to nie jest kontekst seksualny. Po prostu te piersi dają im poczucie bezpieczeństwa.

Monika Karbarczyk: Chciałabym nawiązać do innej kwestii. Przed naszą rozmową, zapytałam grupę osób, jak ich rodzice reagowali, gdy jako dzieci przez przypadek weszli do łazienki, w której przebywali akurat ich nadzy rodzice (to się chyba zdarzyła każdemu z nas!). Bardzo ciekawa historia z tego wyszła. W skrócie: okazało się, że w większości przypadków rodzice z krzykiem zamykali łazienkę, tylko niektórzy reagowali ze spokojem, prosząc o chwilę intymności. Okazało się też, że te osoby, których rodzice reagowali krzykiem, czuły później strach przed podobną reakcją, miały problem z oswojeniem nagości, czy rozmową z rodzicami na podobne tematy.

Aleksandra Musielak: W ogóle mnie nie dziwi to, co Pani powiedziała. Jeżeli reagujemy krzykiem, kiedy dziecko widzi nas nagich, a dodajmy, że takich sytuacji w naszym życiu może być wiele, to dziecko myśli, że stało się coś złego. A co mogło złego się stać? Dziecko zobaczyło tylko nagiego rodzica. Moim zdaniem to rodzic ma z tym jakąś trudność. Być może w jego rodzinnym domu to był temat tabu i takie wzorce wyniósł z domu. To też jest kwestia akceptacji własnego ciała. Jeżeli ja go nie akceptuję, to nie chcę, żeby inni je oglądali.

Monika Karbarczyk: Tu zahaczamy o ciałopozytywność...

Aleksandra Musielak: Muszę przyznać, że ja nie bardzo lubię określenie ciałopozytywność. Wolę określenie ciałoneutralność, które – moim zdaniem – pokazuje, że ciało jest naturalnym elementem naszego życia i nie należy przywiązywać do niego większej wagi, niż ono tego potrzebuje. A potrzebuje, żebyśmy się nim zaopiekowali, żeby było dobrze odżywione, dobrze zaopiekowane (również w kontekście aktywności fizycznej), by było po prostu zdrowe. Aby to ciało było sprawne, abyśmy mogli się cieszyć życiem.
Ciałopozytywność, według mnie, dalej skupia uwagę na ciele. Czyli mam ciało, jakie mam i muszę się cieszyć, że ono takie jest. Po prostu doceniajmy nasze ciało i traktujemy je z szacunkiem. Tyle.
Natomiast wrócę jeszcze do tej nagości w relacjach rodzic-dziecko. My się skupiamy na takim momencie, kiedy rodzic jest dorosły, powiedzmy ma 30-40 lat, a dziecko jest przedszkolakiem, czy takim dzieckiem chodzącym do szkoły podstawowej, np. 13-latkiem. Jeśli nie oswoimy tej nagości w rodzinie, to przyjdzie taki moment, który może być bardzo trudny dla obu stron. Myślę o starości, kiedy my jako rodzice, będziemy potrzebować takiej opieki, w której ta nagość będzie musiała się pojawić, na przykład przy czynnościach związanych z higieną naszego ciała. Taka sytuacja może być źródłem bardzo dużego dyskomfortu dla obu stron. I tak będzie zawsze, ale w momencie, gdy ta nagość byłaby oswojona, nie byłaby tematem tabu, to ten dyskomfort byłby dużo mniejszy, pewne rzeczy byłyby dużo łatwiejsze.

Edukacja seksualna to nie jest coś, co powinno się nagle pojawić w naszym życiu, tylko to jest coś, co naturalnie towarzyszy nam przez cały czas. - Aleksandra Musielak

Monika Karbarczyk: Zwłaszcza że właściwie początek macierzyństwa zwykle wiąże się z taką naturalnością, o której Pani wspomina. Większość mam, przynajmniej tych, które znam, mających małe dzieci, gdy idą pod prysznic, czy do łazienki, zabierają maluchy ze sobą, by mieć je na oku. To wtedy dzieci naturalnie oswajają się z tą nagością matki. Ale właśnie potem następuje taki moment, w którym ta nagość zawstydza. Moje pytanie brzmi, kiedy należy wyznaczyć granice tej intymności?

Aleksandra Musielak: Tutaj nie ma takiej złotej recepty, nie powiem Pani na przykład, że to jest moment, w którym dziecko kończy 5 lub 7 lat. Nie ma takiego momentu uniwersalnego dla wszystkich. On się naturalnie pojawia i to jest moment, w którym pojawia się wspomniany wstyd. Może to być moment, w którym dziecko naturalnie zacznie zamykać się w łazience, chociaż wcześniej tego nie robiło, albo zacznie przemykać do łazienki w ręczniku lub piżamie, albo w ogóle zacznie rozbierać się w łazience. Może też powiedzieć rodzicowi: "Proszę, nie wchodź do łazienki, kiedy w niej jestem". To są takie sytuacje, które naturalnie nam mówią, że dziecko poczuło wstyd i ta intymność musi być zachowana, bo dziecko już jej potrzebuje.
Może być też wstyd z drugiej strony. Dziecko jeszcze nie będzie tego sygnalizowało, ale to rodzic nie będzie się czuł komfortowo, widząc nagie dziecko. Zwykle jest to wiek nastoletni, gdy ciało dziecka zaczyna dojrzewać. Ale tak jak wspomniałam, to przychodzi z czasem, naturalnie.
I dodam taką ciekawostkę, że granice intymności dziecko wyznacza bardzo wcześnie w kontekście innej intymnej czynności, jaką jest wypróżnianie. Na pewno pamięta Pani okres dzieciństwa swojego dziecka. Kiedy dziecko załatwiało się jeszcze w pieluchę, ale zaczęło to robić, chowając się, a to za kanapę, a to za firankę. Pani wiedziała, że dziecko właśnie w tym momencie się wypróżnia i że za chwilę będzie trzeba zmienić mu pieluchę. To też jest ten sam mechanizm. Pojawia się wstyd, a przecież nikt dziecku nie mówił o tym, że wypróżnianie się jest czynnością intymną. Ono samo zaczęło szukać/potrzebować intymności w wykonywaniu tej czynności. Tak jest też z nagością. To przychodzi naturalnie i trzeba to uszanować.

Monika Karbarczyk: Już trochę na ten temat Pani powiedziała, ale jednak muszę zadać to pytanie: jak stosunek rodzica do nagości może wpływać na dziecko, na jego relacje w przyszłości? Czy zawstydzanie może mieć negatywne konsekwencje?

Aleksandra Musielak: Tak, oczywiście, każde zawstydzanie ma negatywne konsekwencje. Rodzice, zawstydzając, chcą nauczyć dzieci pewnych norm, to jest ich cel. Potrzebą rodzica jest zadbanie o komfort dziecka, czyli pokazanie mu, że jeżeli będzie ono biegało nago, na przykład w parku, czy w szkole, to może mieć z tego powodu jakieś nieprzyjemności. Ale wszystko zależy od sposobu komunikacji. Jeśli rodzic powie dziecku spokojnie: my lubimy chodzić nago po domu, ale ludzie na ulicach tego nie robią, w szkole również, i musimy się do tego dostosować. To jest to inny komunikat niż zdanie, które najczęściej słyszą dzieci, czyli "nie lataj z gołym tyłkiem". Tutaj jest tylko pokazane, że coś nie jest OK, ale nie jest wytłumaczone dlaczego. Jeżeli dziecko zostaje z takim komunikatem, to myśli, że robi coś złego. A ono w swoim mniemaniu nie robi niczego złego i nie rozumie, dlaczego zostało to tak odebrane.

Monika Karbarczyk: Czy w ogóle w tym świecie można dziecko uchronić przed nagością?

Aleksandra Musielak: Nie da się, bo seksualizowane ciała, głównie kobiet, ale też i mężczyzn, coraz częściej pojawiają się w różnych miejscach, w otaczającej nas rzeczywistości. Reklamy, teledyski, filmy, nawet te dla dzieci, zawierają takie treści. Na przykład "Kot w butach" czy nawet "Shrek", tam też często są takie podteksty seksualne, erotyczne, czy postacie ubrane w stroje podkreślające niektóre elementy sylwetki. Tak więc nie da się przed tym dzieci uchronić.

Pamiętajmy, że tak naprawdę dziecko pyta nas dokładnie o to, co jest w pytaniu. To my nadinterpretowujemy, dopisujemy do tego kontekst. - Aleksandra Musielak

Monika Karbarczyk: Brak edukacji seksualnej to jest jedna rzecz, ale druga rzecz, to też takie przymuszanie dziecka do przekraczania swoich granic w przypadku osób dorosłych spokrewnionych. To słynne już: "Daj cioci/wujkowi buziaka" albo "Przytul się do wujka/cioci", kiedy dziecko w ogóle nie ma na to ochoty.

Aleksandra Musielak: Tak, to powinien być początek edukacji seksualnej. Dzieci i te starsze, i te młodsze mogą nie mieć ochoty na przytulanie się i trzeba to uszanować. Podkreślam: trzeba uszanować granice jego intymności, prywatności. Dziecko musi wiedzieć, że jego ciało jest jego sprawą. Brak takich granic może zaważyć na tym, czy dziecko padnie ofiarą nadużycia, czy nie, czy będzie umiało postawić tę granicę w kontaktach seksualnych. Gdy mówimy: "Daj cioci buziaka" albo "Przytul się do babci", dajemy taki sygnał, że dziecko jest od tego, żeby zaspokajać potrzeby innych osób, a jego potrzeby są nieważne. I to się zaczyna w najwcześniejszym dzieciństwie.

Monika Karbarczyk: To kolejny argument przemawiający na korzyść edukacji seksualnej. Mówiłyśmy o tym, że stosunek rodzica do ciała, ma wpływ na to, jak dziecko w przyszłości będzie postrzegać swoje ciało. Gdy rodzic ma z tym problem, to dziecko jako dorosły też może mieć z tym problem. Czy psycholog, psychoterapeuta, seksuolog może tutaj pomóc?

Aleksandra Musielak: Tak, oczywiście, ale wszystko zależy od tego, na jakim poziomie jest ta trudność. Czy to jest bardziej kwestia postrzegania własnego ciała, jego akceptacji lub jakiegoś lęku przed bliskością, nagością? Czy są to problemy, którymi można zająć się na poziomie terapeutycznym, psychoterapeutycznym? A może są to bardziej poważne problemy, które wymagają interwencji seksuologa? Myślę tutaj na przykład o pochwicy, czy o przedwczesnym wytrysku. Te problemy mogą mieć źródło m.in. w postrzeganiu swojego ciała, seksualności. Zdarza się, że rodzice wtłaczają młodej kobiecie do głowy, że "Mężczyźni są źli" albo "Uważaj, zanim pójdziesz z kimś do łóżka, bo to może skończyć się ciążą i zostaniesz z dzieckiem sama" itd. To może rodzić bardzo duży lęk przed bliskością, w relacjach seksualnych, czy w ogóle relacjach damsko-męskich.

Monika Karbarczyk: Pani Aleksandro, jakieś przesłanie na koniec?

Aleksandro Musielak: Nie ma odpowiedniego momentu na rozpoczęcie rozmów z dzieckiem o intymności. To się po prostu powinno dziać cały czas, adekwatnie do wieku dziecka. Takie mam przesłanie.

Monika Karbarczyk: Bardzo Pani dziękuję za tę rozmowę.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET