Na antenie:

"Trafiają do nas z łatką tzw. niegrzecznego dziecka". Jak się żyje z ADHD?

15 min. czytania
Aktualizacja 07.02.2024
08.01.2024 12:19
Zareaguj Reakcja

ADHD, czyli zespół nadpobudliwości psychoruchowej, jest coraz częściej diagnozowany u osób dorosłych. Diagnoza bywa trudna, bo objawy mogą być maskowane, nadkompensowane. Czym jest ADHD? Jak funkcjonują mózgi osób z ADHD? Jak radzą sobie oni w związkach? Na te pytania odpowiada mgr Karolina Grzywacz, psycholożka, specjalizująca się w diagnozie i terapii osób dorosłych z ADHD. 

Jak się żyje z ADHD?
fot. Shutterstock

Monika Karbarczyk: Może na początku wyjaśnimy, czym jest ADHD...

Karolina Grzywacz: ADHD to jest zespół objawów, który składa się z trzech grup. To są zaburzenia koncentracji uwagi, nadruchliwość oraz impulsywność. One głównie występują u dzieci, natomiast u osób dorosłych pokazują się w różnym stopniu nasilenia. Są to objawy, które powodują trudności w takim codziennym funkcjonowaniu pacjentów.

Monika Karbarczyk: W jaki sposób powinniśmy o tym zespole mówić? Czy to jest dysfunkcja, czy raczej jakieś zaburzenie? A może to jest po prostu cecha danego mózgu i należy przyjąć, że po prostu jesteśmy różnorodni...

Karolina Grzywacz: Zdecydowanie bardziej ta trzecia opcja, czyli jesteśmy różnorodni. To są różne cechy, które mózg osób z objawami ADHD posiada. W lepszym bądź w gorszym stopniu wpływają one na codzienne funkcjonowanie danej osoby.

Monika Karbarczyk: A gdybyśmy się pokusili o scharakteryzowanie osoby z ADHD, to jakie cechy albo jakie działania wysunęłyby się na pierwszy plan?

Karolina Grzywacz: Przede wszystkim zaburzenia koncentracji uwagi i one mogą mieć różne nasilenie. Lubię mówić o ADHD, jak o czymś, co ma spektrum. Są osoby, które mają mniej objawów, łatwiej im jest nad nimi zapanować, ale są też osoby, które mają bardzo ciężkie objawy. Trudno jest stworzyć taki jeden obraz osoby dorosłej z ADHD. Natomiast generalnie są to osoby, które mają trudności w skupieniu się, na przykład na rozmowie, czy podczas czytania książek. Niektóre osoby zapominają o różnych rzeczach, lub gubią niektóre przedmioty. Jeszcze inni mają chaos wokół siebie. Czasem mają trudności na przykład w utrzymaniu czy kontynuowaniu pracy, a także w nauce.

Musimy jednak pamiętać o tym, że – tak jak powiedziałam wcześniej – to jest spektrum. Są osoby, które mają fajną pracę, która wpisuje się w ich cechy i w ogóle przez długi czas nie odczuwają objawów. Dopiero po czasie okazuje się, że przez wiele lat – jak to się ładnie mówi – nadkompensowali, czyli sprawiali wrażenie, że są świetnie zorganizowani i nie mają żadnych problemów. Ale robili to ogromnym kosztem psychicznym i fizycznym.

Czasem jak obserwuję moich pacjentów, to mam wrażenie, że oni są w takim ciągłym maratonie. Biegną z jednego miejsca do drugiego. Tu są spóźnieni, tam są w niedoczasie albo przychodzą wcześniej, bo boją się, że się spóźnią. Jeden nie sprawdza po sobie w ogóle rzeczy, które robi, drugi sprawdza po 5-10 razy, żeby się upewnić, czy na pewno nie popełnił błędu. To są takie rzeczy, które mogą być widoczne dla osób bliskich, np. partnerów, rodziny czy bliskich współpracowników, ale nie zawsze. To też jest powód, dlaczego osoby z objawami ADHD zgłaszają się tak późno (tj. w życiu dorosłym) do naszej poradni. Ani oni, ani ich otoczenie nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, że te zachowania mogą być związane z ADHD.

Trudno jest stworzyć taki jeden obraz osoby dorosłej z ADHD. Natomiast generalnie są to osoby, które mają trudności w skupieniu się, na przykład na rozmowie, czy podczas czytania książek. Niektóre osoby zapominają o różnych rzeczach, lub gubią niektóre przedmioty. Jeszcze inni mają chaos wokół siebie.  - Karolina Grzywacz

Monika Karbarczyk: Coraz częściej się słyszy o ADHD, także u osób dorosłych. Niektórzy mówią, że to dlatego, że każde nieprawidłowe zachowanie zrzuca się na karb ADHD. Natomiast inni mówią, że częściej słyszy się o ADHD, bo mamy teraz narzędzia diagnostyczne, które pomagają nam ten zespół szybko zdiagnozować. Kto ma rację?

Karolina Grzywacz: Trudno powiedzieć. Pracuję także w poradnii, gdzie diagnozujemy dzieci, i większość z nich trafia do nas z diagnozą, tzw. niegrzecznego dziecka. Przeważnie są to chłopcy. Musimy podkreślić, że ani agresja, ani tzw. niegrzeczne zachowania, nie są objawami ADHD... Ale mogą być jego pokłosiem.
Dzieci reagują agresją, ale agresja nie jest typowa dla ADHD. Może być konsekwencją niezrozumienia i odrzucenia ze strony środowiska. Używam takiego porównania, że dzieci z objawami ADHD, jeżeli nie mogą być najlepsze w byciu najlepszym, to będą najlepsze w byciu najgorszym. Potrzebują uwagi, a jeżeli nie potrafią tej uwagi uzyskać pozytywny sposób, to robią to właśnie, kręcąc się po klasie, robiąc jakiś żarty. To oczywiście może być szalenie kreatywne i w ogóle super, ale nie w naszym systemie.

Osoby dorosłe, gdy przychodzą do naszej poradni i słyszą diagnozę: ADHD, to są bardzo zaskoczeni: "Ojej, ktoś mi to kiedyś sugerował, ale nie uwierzyłem". Trafiają do nas pacjencji z wieloma, wieloma innymi diagnozami, np. depresji, osobowości albo chorobą dwubiegunową, gdy ich leczenie nie daje żadnego efektu. Mówią: "Chcę się zdiagnozować początku do końca. Leki nie pomagają. Psychiatra rozkłada ręce". Wtedy my zaczynamy się przyglądać takiemu pacjentowi, tak od początku do końca. Słuchamy jego historii i okazuje się, że ma on zaburzenia koncentracji uwagi, które utrudniają mu życie. Mamy też zachowania wynikające z impulsywności, np. szybka jazda samochodem. Ale nie chodzi o takie zwykłe przekroczenie prędkości na drodze, jaka każdemu czasem zdarza na drodze (oczywiście nie pochwalam tego, stwierdzam jedynie fakt). Tu chodzi o bardzo szybką jazdę. Te osoby, na przykład dostają przynajmniej jeden mandat w miesiącu, miały już kilka razy odebrane prawo jazdy, a ich samochód wyglądający jakby go ze szrotu zabrali (jest porysowany z każdej możliwej strony).

Są też osoby, które są nadruchliwe i ta nadruchliwość w życiu dorosłym wygląda zupełnie inaczej. To nie będzie to przysłowiowe dziecko, które biega po klasie, tylko to będzie osoba, która będzie cały czas w ruchu, np. 5 razy w tygodniu idzie na siłownię albo więcej spaceruje, niż siedzi. Będzie ciągle odczuwała potrzebę ruchu, nawet podczas siedzenia (będzie przybierać różne pozycje), np. będzie kładła nogi na biurku, albo ruszała tymi nogami pod biurkiem, albo cały czas będzie się bawiła różnymi rzeczami.

Ale ta nadruchliwość może być również w obrębie jamy ustnej. To mogą być osoby, które bardzo dużo mówią (osoby z ADHD są świetnymi mówcami i fantastycznie się w tym odnajdują). To oczywiście może spotkać się z takim niezrozumieniem ze strony otoczenia i przyczepianiu łatek: "niepoprawny gaduła", "niegrzeczny człowiek".

Redakcja poleca

Monika Karbarczyk: To przykre, trochę podcinające skrzydła. Te osoby później przez całe życie chodzą z tymi łatkami, niegrzecznego, niedającego się okiełznać człowieka.

Karolina Grzywacz: Tak zdecydowanie. Mało tego, są to osoby, które przychodzą na diagnozę, siadają w fotelu i zaczynają opowiadać swoją historię, a z niej się wyłania osoba z niską samooceną, która przez całe życie słyszała: "zdolny, ale leniwy". Jeśli środowisko szkolne czy domowe nie było wspierające, to widać to, naprawdę widać.
Ta depresja na przykład nie pojawia się z powietrza. Mogą się do niej przyczynić niepowodzenia związane z zachowaniem ADHD i tym, jak te niepowodzenia są postrzegane przez innych.

Jest takie powszechne myślenie, że wszyscy muszą się dopasować do jakichś odgórnie ustalonych standardów. Tymczasem dzieci i dorośli z objawami ADHD potrzebują pochylenia się, nad ich potrzebami, by mogli dobrze funkcjonować. Oni naprawdę mogą osiągnąć (i często osiągają) spektakularne efekty. - Karolina Grzywacz

Monika Karbarczyk: Kiedyś miałam niezwykle ciekawą rozmowę z prof. Arturem Kołakowskim, który też ma ADHD...

Karolina Grzywacz: Moim szefem!

Monika Karbarczyk: Cudowny człowiek! Pamiętam, jak opowiadał nam właśnie o ADHD. Wspominał, że osoby z tym zespołem są niezwykle zdolne, tylko że trzeba im pomóc tę zdolność odkryć. To były bardzo proste rzeczy, na przykład zasłonięcie kotarą okna podczas odrabiania lekcji, aby świat zewnętrzny nie rozpraszał naszej uwagi, albo usunięcie z biurka wszystkich zbędnych bibelotów i pozostawienie na nim tylko zeszytu i długopisu. Mówił też o systemie nagradzania za dobrze wykonane zadanie. Przyznam, że później przyjaciół zastosowałam tę metodę, odrabiając lekcje z dzieckiem moich przyjaciół, które również miało ADHD i okazało się, że odrabianie zadań z matematyki okazało się dziecinnie proste. Dlaczego o tym się tak powszechnie nie mówi?

Karolina Grzywacz: Jest takie powszechne myślenie, że wszyscy muszą się dopasować do jakichś odgórnie ustalonych standardów. Tymczasem dzieci i dorośli z objawami ADHD potrzebują pochylenia się, nad ich potrzebami, by mogli dobrze funkcjonować. Oni naprawdę mogą osiągnąć (i często osiągają) spektakularne efekty. Muszą mieć jednak ku temu dobre warunki, i puste biurko, i wspierające otoczenie, które zamiast wytykać błędy, będzie mówiło: "świetnie sobie radzisz", "dobrze ci idzie". Takie słowa napędzają do dalszego działania.
Musimy pamiętać, że wraz z objawami ADHD idzie potrzeba w szukania dużej ilości dopaminy, czyli takiego zadowolenia, chęci bycia szczęśliwym, takiego kopa można powiedzieć. Jeżeli te dzieci od maleńkości słyszą tylko to, co robią źle, że muszą się bardziej postarać, że robią coś niewłaściwie, to jak mają budować wiarę w siebie, ten pozytywny obraz siebie?

Monika Karbarczyk: Wspomniała Pani o tym, że do Pani gabinetu, o wiele częściej trafiają chłopcy. Czy ADHD ma jakąś przypisaną płeć? Czy może dotknąć każdego, ale częściej objawia się u chłopców?

Karolina Grzywacz: Powiedziałabym, że w dzisiejszych czasach jest to 50 na 50. Natomiast rzeczywiście mężczyźni zgłaszają się częściej, głównie dlatego, że te objawy są u nich bardziej widoczne. Kobiety częściej zapadają na taką lekooporną depresję, łatwiej też jest im, niestety, postawić diagnozę zaburzeń osobowości typu borderline. Musimy też pamiętać, że kobiety częściej maskują objawy. Na zewnątrz wszystko wydaje się w porządku, w pracy sukcesy, a w domu dosłownie nie ma, gdzie nogi postawić. Panuje tam chaos, bo one myślą tylko o tym, żeby zadbać o dzieci, żeby się wyszykować do pracy i wyjść z domu. Mogą mieć również pozaniedbywane sprawy formalne w jakiejś urzędach, niezapłacone rachunki...

Monika Karbarczyk: Może to być odebrane jako taka bezradność, tymczasem to nie jest bezradność tylko...

Karolina Grzywacz: Brak umiejętności planowania, organizacji. To jest też przeszacowywanie czasu, a często w ogóle brak poczucia czasu. Ci pacjenci nie wiedzą, a właściwie trudno im oszacować, ile dana czynność zajęła im czasu. Czy to było 20 minut, czy to była godzina, zwłaszcza gdy wykonują jakąś atrakcyjną dla nich czynność? Wtedy w ogóle mogą popłynąć. Potrafią 3 godziny siedzieć i robić jedną rzecz, np. grać na komputerze, a pamiętajmy, że mówimy o zaburzeniach koncentracji uwagi. To jest właśnie ta sprzeczność. Takie osoby często słyszą: "Przecież, jak chcesz, to potrafisz się skupić, potrafisz pracować te trzy godziny, a jak trzeba zapłacić przelew, to 30 sekund i już zajmujesz się czymś innym".

Redakcja poleca

Monika Karbarczyk: A z czego to wynika, że osoby z ADHD potrafią skoncentrować się na przykład na grach, a nie potrafią skoncentrować się na posprzątaniu łazienki?

Karolina Grzywacz: To jest bardziej skomplikowany problem. Z jednej strony, część tych rzeczy jest przytłaczająca, bo wymaga aż kilku kroków działania, z drugiej strony te czynności domowe nie do końca sprawiają satysfakcję. One są mało atrakcyjne w porównaniu na przykład z grą na komputerze, czy jakimiś innymi zajęciami zawodowymi, które też mogą sprawiać frajdę, dają tego wyczekiwanego kopa dopaminy. A sprzątanie łazienki? No nie oszukujmy się, łazienkę trzeba kilka razy sprzątać, a ona i tak się zabrudzi.

Monika Karbarczyk: I tutaj dochodzimy do kolejnego tematu, który chciałam z Panią poruszyć, mianowicie osoba z ADHD w związku. I nie chodzi tylko o związek miłosny, ale też o relacje rodzinne, przyjacielskie. Dlaczego osobom z ADHD jest trudno utrzymać związek? Czy dlatego, że jest nam trudno być z kimś, kto nie potrafi lub nie chce dostosować się do zasad współżycia?

Karolina Grzywacz: To nie jest tak, że oni nie potrafią się dostosować. Ja bym powiedziała więcej, oni bardzo chcą się dostosować, tylko ich układ nerwowy nie pozwala im na to.

Monika Karbarczyk: Jestem po lekturze bardzo ciekawej książki Anity Robertson "Miłość za ADHD, czyli jak dbać o relacje z osobami neuroróżnorodnymi". Z tej książki wyłania się taki bardzo ciekawy obraz par neuroróżnorodnych. Zdaniem autorki te relacje mogą się rozpaść przez takie banalne powody, jak na przykład nieodstawienie brudnego kubka do zlewu. Dodajmy, że nie chodzi tu o jednorazowy incydent, tylko o powtarzalność takiej sytuacji. Co ciekawe, podobno żadne sprawdzone schematy działania u par neurotypowych nie działają w przypadku par neuroróżnorodnych. Czy to prawda?

Karolina Grzywacz: To prawda, nie działają, bo to nie jest kwestia skierowania prośby: "wynieś kubek do zlewu" i jej zignorowania, to ma głębszy problem. Partner/partnerka osoby z ADHD musi zrozumieć najpierw, czym jest ADHD oraz jak ułatwić takiej osobie funkcjonowanie w takiej relacji. Musimy pamiętać, że ADHD uwielbia się z innymi zespołami objawów, np. ze spectrum autyzmu. Bywa, że pacjenci mają parę cech tego zespołu i parę cech drugiego zespołu. Potrzebujemy więc zupełnie innego sposobu myślenia o tych objawach.
To co, moim zdaniem jest najbardziej trudne, to wyrzucenie z głowy takiego standardowego myślenia o związku, czy metodach wychowawczych, które stosowano w latach 80.-90. XX w. Kiedyś wydawało się, że jak ktoś wydaje polecenie, to ta druga osoba musi to natychmiast zrobić. A jak tego nie zrobi, to oznacza, że jest złośliwa, wredna, że jej się nie chce, albo, że robi to specjalnie. W przypadku osób z objawami ADHD tak nie jest. Może nawet słyszały, co ktoś powiedział, ale w tym czasie robiły coś innego i po prostu – kolokwialnie mówiąc – nie zostało im to w głowie.

Monika Karbarczyk: Wleciało jednym uchem, wyleciało drugim...

Karolina Grzywacz: Dokładnie tak, albo – to jest moja metafora – starając się sprzątać, zachowują się trochę, jak muchy zamknięte w słoiku. Na przykład wezmą jedną rzecz, zaniosą je w drugie miejsce. Tam zobaczą kota, pogłaszczą go i przypomną sobie, że muszą dosypać żwirku w łazience. A gdy już pójdą do łazienki, to zobaczą, że lustro brudne, więc muszę iść po płyn do mycia naczyń, który jest w kuchni. Tam znajdą jeszcze coś innego i tak się to kręci. Więc to nie jest tak, że oni nie chcą posprzątać, że nie chcą współpracować, tylko po prostu nie potrafią dłużej skupić na jednej czynności. Więcej rzeczy ich rozprasza.

Monika Karbarczyk: Przypomniała mi się historia, którą opowiada moja przyjaciółka, będąca w wieloletnim związku. Śmiała się, że gdy wychodziła za mąż, jej babcia dała jej najpiękniejszy prezent na świecie – instrukcję działania mężczyzny. Jej babcia mówiła: "pamiętaj, nie mów ogólnikami 'posprzątaj', bo ta druga osoba zrobi to, ale według swoich własnych standardów. Jeśli chcesz, aby wszystko zostało zrobione według twoich standardów, podziel to na etapy. Mów, zetrzyj kurze, podziękuj po zrobieniu tej czynności, a następnie powiedz: odkurz, również za łóżkiem, podziękuj. Będziesz miała łatwiejsze życie". Moja koleżanka mówiła, że to była najwspanialsza rada, jaką w życiu usłyszała. Czy w przypadku osób z ADHD ta rada też by była skuteczna?

Karolina Grzywacz: Tak (śmiech), ale podejrzewam, że pewne rzeczy trzeba byłoby uszczegółowić. Jeżeli zetrzeć kurze, to gdzie konkretnie i do kiedy. Do której godziny, którego dnia. Dobrze byłoby to zrobić, bo – jak mówiłam wcześniej – osoby z ADHD nie mają poczucia czasu. Nazywam syndromem leniwej soboty. Jak mam cały dzień na wstawienie pralki, to pewnie to zrobię wieczorem, bo przecież mam ciągle czas. Osoby z objawami ADHD myślą, że ciągle mają czas.

Monika Karbarczyk: A domowników po prostu szlag trafia... No właśnie, ale jeśli już rozmawiamy o związkach, to jaką radę dałaby Pani partnerom/partnerkom osób z ADHD. W jaki sposób działać, jak się otworzyć na tę inność?

Karolina Grzywacz: Przede wszystkim, poczytać, posiedzieć na grupach dla osób dorosłych z objawami ADHD, zobaczyć, jak to wygląda od środka. Wiedza to podstawa.
Druga rada to: traktuj innych tak, jakbyś sam chciał być traktowany. Nie chodzi o jakieś pochwały i gloryfikowanie kogoś, za to, że posprzątał. Chodzi o zwykłe docenienie i zauważenie. Takie dostrzeżenie osobom, które wcześniej słyszały dużo negatywnych rzeczy na swój temat, pomaga na co dzień funkcjonować. Lepiej powiedzieć: "dziękuję, że umyłeś podłogę" niż wejść i powiedzieć: "ale syf, znowu nie chciało ci się posprzątać".
Trzecia rzecz to jest coś, co usłyszałam kiedyś na zajęciach dotyczących zaburzeń rodziny (tak się ten przedmiot nazywał). Moja wykładowczyni powiedziała, że związek to nie jest sztuka kompromisu, tylko umiejętność odpuszczania wtedy, gdy nam na czymś nie zależy. Ta trzecia rada wydaje mi się szczególnie ważna w kontekście osób z ADHD. Nie upierajmy się na siłę przy rzeczach, które nam nie są potrzebne do szczęścia, tylko dlatego, że ktoś tak wymyślił, lub dlatego, że tak nam narzuca tradycja.

Osoby z ADHD nie mają poczucia czasu. Nazywam syndromem leniwej soboty. Jak mam cały dzień na wstawienie pralki, to pewnie to zrobię wieczorem, bo przecież mam ciągle czas. Osoby z objawami ADHD myślą, że ciągle mają czas. - Karolina Grzywacz

Monika Karbarczyk: Chciałabym jeszcze wrócić do diagnozy i do terapii. Jak one wyglądają? Spotkałam się kiedyś z taką opinią, że wiele osób boi się wizyty u psychologa, bo boją się łatki ADHD. To przecież nic strasznego, prawda?

Karolina Grzywacz: Tak było 10-15 lat temu, ale teraz raczej już czegoś takiego nie ma. Diagnozę ADHD stawia psychiatra na podstawie wywiadu dotyczącego funkcjonowania w dzieciństwie i dorosłości. Zdarza się, że pacjenci są zawili diagnostycznie. Przychodzą z jakimś wcześniejszym bagażem doświadczeń, czy to z psychologami, czy to z psychiatrami, z różnymi wcześniejszymi diagnozami. W takim wypadku zleca się diagnozę różnicową, z wykorzystaniem różnych testów, kwestionariuszy etc. To jest taka diagnoza, która zawiera również wykluczenie lub potwierdzenie zaburzeń osobowości, nawracających epizodów depresyjnych, zaburzeń lękowych, cech osobowości, wynikających ze sposobu wychowywania, bo też coraz więcej pacjentów trafia do nas z tak zwaną traumą dziecięcą (przemoc, alkohol w domu). Zdarzają się pacjenci, którzy przypomnieli sobie, co przeżyli w dzieciństwie, gdy samo zostali rodzicami (mają tzw. flashbacki ze swojego dzieciństwa). Więc przy diagnozowaniu trzeba być uważnym i patrzeć na całą historię pacjenta, a nie tylko jak funkcjonuje tu i teraz. Bo gdybyśmy szli tym tropem, to większość osób, które przechorowały COVID-19, miałoby ADHD, bo mgła mózgowa (covidowa) jest podobna do objawów ADHD. Trzeba więc być bardzo ostrożnym.
Zdarza się, że nasi pacjenci nie chcą angażować członków rodziny i nie wiemy, jak oni funkcjonowali w dzieciństwie, ale tutaj pomocą mogą nam służyć świadectwa szkolne opisowe, czasem wspomnienia rodzeństwa lub kolegów czy koleżanek z podstawówki.

Monika Karbarczyk: Czy dzieci z ADHD potrzebują jakiś jasnych granic, jeśli chodzi o wychowanie?

Karolina Grzywacz: Musimy pamiętać o tym, że ADHD jest dziedziczne i to wysoko dziedziczne. Ostatnio badania pokazywały, że nawet w 77 proc. To jest dużo. Jeżeli pójdziemy tym tropem, to może się okazać, że któryś z rodziców też ma objawy. Jeśli ten rodzic odpuszcza albo nie jest konsekwentny, to może zachwiać stabilizacją dziecka w życiu domowym. A dzieci neuroatypowe, czyli neuroróżnorodne, aby odnaleźć się w tym współczesnym świecie, muszą mieć jakieś granice postawione. Ba, one dużo lepiej odnajdą się w granicach, mimo że ich nie lubią, bo one potrzebują regularności, takiego dobrze umiejscowionego wsparcia.

Bo rodzice dzieci z objawami ADHD możemy podzielić na kilka grup. Z jednej strony mamy rodziców nadmiernie wymagających, którzy mają nadmierne oczekiwania wobec dziecka, a z drugiej strony mamy rodziców, którzy są nadmiernie opiekuńczy, np. ubierają drugoklasistę w kurteczkę i wiążą mu buciki. Uczą dzieci takiej wyuczonej bezradności.

Dzieci z ADHD potrzebują konkretnych instrukcji, ustalenia granic. Dziecko musi znać, swoje mocne strony. Jak słyszę, że 14-latek nie ma zielonego pojęcia, jak ugotować makaron, mimo instrukcji na opakowaniu, to zastanawiam się, jak taka osoba poradzi sobie w dorosłości.

Musimy nauczyć dzieci regularności, rytmu dobowego. Czasem słyszę, że dzieci klas 1-3, kładą się spać dopiero o 22:00, a muszą wstać o 6.00 lub 7.00. Wtedy nie dziwię się, że dziecko gorzej funkcjonuje, ono po prostu nie jest w stanie właściwie się zregenerować. Kolejna rzecz, odrabianie lekcji o 17.00. To nie jest czas na odrabianie lekcji dla dziecka z ADHD, bo ono już tak przebodźcowane, że posadzenie go do biurka i wymaganie, by siedziało prosto, ładnie pisało, jest torturą.

ADHD lubi regularność, dzieci wtedy funkcjonują dużo lepiej. - Karolina Grzywacz

Monika Karbarczyk: Czy nasze szkoły i system edukacji jest wspierający i odpowiedni dla osób z ADHD?

Karolina Grzywacz: System niestety nie, ale na szczęście jest coraz więcej nauczycieli, którzy wiedzą, co robią, którzy rozumieją, czym jest ADHD i nawet bez diagnozy u dziecka są w stanie właściwie je poprowadzić, tak aby dziecko było w stanie osiągać sukcesy edukacyjne na miarę swoich możliwości. Słabo ten system odnajduje się z tymi objawowymi dziećmi. Dla dzieci z ADHD wysiedzenie 45 minut w ławce to wyczyn. Niektóre będą myślały o niebieskich migdałach, niektóre będą wstawały po 15 razy do śmietnika. Musimy jednak pamiętać, że jako rodzice musimy być niejako adwokatami swoich dzieci. Do tej szkoły trzeba chodzić, wspierać dzieci, zawsze stać po ich stronie.

Monika Karbarczyk: Wspomniała Pani o terapii ADHD. Na czym ona polega?

Karolina Grzywacz: Terapia ADHD pomaga przede wszystkim w akceptacji. Zrozumienie, że pewne działania nie są moją winą, że nie jestem leniwy, głupi, i tak dalej. Z jednej strony trzeba nauczyć się akceptacji, a z drugiej pozbyć się takich perfekcjonistycznych wyniesionych z domu poglądów, na przykład, że raz w miesiącu trzeba myć okna... Nie trzeba. Terapia polega teżna wsparciu w takim codziennym życiu. Czasem to są elementy takiego coachingu codziennego, czyli siadamy z pacjentem i ustalamy mu plan dnia. Jakie zadania będzie robił, w jakiej kolejności, od czego zacznie. Czasem jest to uczenie strategii radzenia sobie z emocjami, bo osoba z objawami bywa chwiejna emocjonalnie. Czasami trzeba im pokazać sposoby rozładowywania emocji, nadruchliwości. Terapia osób z ADHD może też trwać długo, bo pacjent może zapominać o wizytach. Czasem trzeba wracać kilka razy do tego samego tematu, bo pacjent zapomniał, co miał zrobić, albo nie miał przestrzeni do wykonania czegoś. To się przeciąga.

Monika Karbarczyk: Czy u osób z ADHD stosuje się leczenie farmakologiczne?

Karolina Grzywacz: Tak, stosuje się. Jest między innymi taka substancja, która nazywa się metalofenidad. Ona jest dostępna w Polsce. Zarejestrowana głównie dla dzieci, chociaż dorośli też przyjmują ten lek. Musimy jednak pamiętać, że leki pomagają w zawężeniu uwagi, czyli w mniejszym rozpraszaniu się bodźcami zewnętrznymi, ale trzeba je przyjmować regularnie. A z tym bywa problem. Farmakoterapia musi też być wsparta terapią. Leki to za mało.

Monika Karbarczyk: Bardzo Pani dziękuję za tę rozmowę.

Redakcja poleca

Uwaga!

Powyższa porada nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku jakichkolwiek problemów ze zdrowiem należy skonsultować się z psychiatrą, psychologiem.

Źródło: CHILLIZET