Czym jest ChAD i jak ta choroba może wpływać na relacje z najbliższymi?
Choroba afektywna dwubiegunowa to zaburzenie nastroju przeplatane depresją i manią, lub depresją i hipomanią. Czym się różnią te epizody? Jakie są objawy ChAD i jak się diagnozuje to zaburzenie? Na te pytania odpowiada Sylwia Sitkowska.
"Jestem mężatką od 10 lat i moje życie w tym związku jest jak jazda kolejką górską. Mój mąż cierpi na ChAD, czyli chorobę afektywną dwubiegunową. Żyjemy więc w cyklach, które wyznaczają okresy depresji i manii. Mam już dość. Kocham go bardzo, ale czuję, że więcej nie zniosę. Co zrobić? Jak sobie pomóc? Czy warto ratować ten związek? Czy jest jakieś światełko w tunelu?". To list od czytelniczki – pani Kariny, która podzieliła się z nami swoimi odczuciami. Czym jest ChAD i jak ta choroba może wpływać na relacje z najbliższymi? Te pytania zadaliśmy Sylwii Sitkowskiej, psycholożce, terapeutce, autorce i współautorce wielu książek, założycielce Poradni Przystań Psychologiczna.
Monika Karbarczyk: Sylwio, czym jest ChAD i jak może wpływać na zachowanie chorego oraz jego relacje z otoczeniem?
Sylwia Sitkowska: Choroba afektywna dwubiegunowa, w skrócie zwana ChAD, jest to taka choroba, która jest zaburzeniem nastroju, ale przeplatanym. Mogą pojawić się epizody depresyjne przeplatane z epizodami manii lub hipomanii. Na to zaburzenie choruje 1-3 proc. światowej populacji. To bardzo dużo. Niestety wiele przypadków nie jest zdiagnozowanych, między innymi dlatego, że czasem te wahania nastroju nie są takie silne, więc osoby dotknięte nimi nie czują potrzeby diagnozowania się. Tym bardziej, jeśli występuje u nich hipomania, a nie mania. Na czym polega różnica? W przypadku ChAD czasem przeplata się depresja i mania, albo depresja i hipomania. Mania to jest bardzo mocno podwyższony nastrój, poczucie euforii, jakiejś takiej nadmiernej radości, podniecenia. Chorzy w tym okresie czują napływ energii, nie potrzebują spać lub wystarczy im niewielka ilość snu. Są bardzo aktywne, rozmowne. Ale ten okres wiąże się też z takim nierealistycznym myśleniem. To mania w pełnej krasie. Czyli oprócz tego podwyższonego nastroju, uczucia euforii, pojawia się też ta nadmierna pewność siebie, a wraz z nią jakieś nierealistyczne pomysły, plany. Mogą również pojawiać się epizody psychotyczne z omamami, urojenia, czy jakieś fałszywe doznania, typu słyszenie głosów. Osoby w manii często są impulsywne, podejmują różne ryzykowne, szkodliwe zachowania, typu hazard, szybka jazda samochodem. Mogą na przykład wydać cały swój majątek na wycieczkę dookoła świata. To jest mania, a na jej drugim biegunie jest depresja.
Ale jest też drugi typ ChAD, który charakteryzuje się cyklami depresji i hipomanii. Hipomania to jest taki podwyższony nastrój, ale on nie przebiega tak gwałtownie i zwykle nie ma takich poważnych konsekwencji. Śmiejemy się w środowisku psychologicznym, że hipomania to tak naprawdę bardzo przyjemny stan. Człowiek nie odlatuje aż tak bardzo, jak w manii, ma jednak więcej energii, więcej siły.
Widać więc, jak złożona i wielowymiarowa jest to choroba. Mamy tu całe spektrum objawów. Dodam jedynie, że w obu typach ChAD zawsze pojawia się depresja, a wraz z nią obniżone samopoczucie, smutek, utrata zainteresowań, problemy ze snem, zmiana apetytu, trudności w koncentracji, takie uczucie beznadziei. Cała masa trudnych emocji, które w skrajnej formie nie pozwalają wstać choremu z łóżka.
Monika Karbarczyk: Miałam zapytać, w jaki sposób ChAD wpływa na zachowanie chorego, ale kiedy mówisz o tych zmiennych nastrojach, to jest jasne, że tutaj nie ma niczego stałego, pewnego. Te zmienne stany, emocje dotyczą przecież nie tylko chorego, ale i jego najbliższych. Oni też ponoszą konsekwencje tej choroby.
Sylwia Sitkowska: Ta choroba faktycznie potrafi bardzo mocno wpłynąć na relacje. Natomiast musimy pamiętać, że rzadko kiedy występuje w krótkich cyklach i jest taka rozchwiana. Zdarza się, że chory w całym swoim życiu może mieć tylko dwa, trzy epizody. To nie jest tak, że osoba z ChAD jest cały czas pomiędzy manią, depresją, czy hipomanią i łagodną depresją. Oczywiście jest tutaj pewna doza takiej nieprzewidywalności. Jak jest hipomania albo mania, to te nastroje mogą prowadzić do jakiegoś nieprzewidywalnego zachowania. Może pojawić się impulsywność, ryzykowne działania. A gdy przychodzi depresja, to pojawia się izolacja, trudności w koncentracji czy stabilności emocjonalnej. To wszystko może wywoływać jakieś napięcia, konflikty, brak zrozumienia. To jest naturalne.
Miałam kiedyś w terapii osobę, która próbowała sobie poukładać relacje z mamą mającą takie rozbujane ChAD. Mama miała 70 lat, a córka, moja klientka, 45 lat. To było prawdziwe wyzwanie, bo mama jak wpadała w manię, to sprzedawała wszystko i wyjeżdżała na wakacje. Po czym na tych wakacjach się gubiła, nie wiedziała, gdzie jest...
Monika Karbarczyk: Tak to musi być rzeczywiście bardzo trudne. Przypomniała mi się historia, którą kiedyś czytałam. Kobieta opisywała swoją relację z mężczyzną, który miał ChAD. W czasie okresów manii organizował jakieś "wielkie biznesy”, był przekonany, że świetnie sobie ze wszystkim poradzi. Brał kredyty, zastawiał mieszkanie. Niestety z tych interesów nic nie wychodziło, ale zostawały długi, które trzeba było spłacić. Po kolejnym epizodzie ta kobieta powiedziała: dość i odeszła. Pisała, że nie mogła dłużej żyć w takiej niepewności.
Sylwia Sitkowska: Tak, jest wiele takich trudnych historii...
Monika Karbarczyk: Czy osoba z dwubiegunówką może być niebezpieczna dla siebie albo dla otoczenia?
Sylwia Sitkowska: Osoba z depresją jest niebezpieczna dla siebie, bo depresja – jak wiemy – jest chorobą śmiertelną, zwłaszcza gdy jest nieleczona. W depresji pojawiają się myśli samobójcze. Natomiast mania, zwłaszcza ta pełnowymiarowa, też może być niebezpieczna, bo podejmowane przez chorego ryzykowne zachowania również mogą prowadzić do śmierci. Miałam kiedyś klienta, który w okresach manii chodził po domach publicznych i uprawiał seks bez zabezpieczeń. W ogóle do niego nie docierało, na jakie ryzyko wystawia siebie i swoją rodzinę. Często zdarza się nieodpowiedzialna jazda samochodem. Nieraz słyszałam, jak osoba z ChAD mówiła, że wsiada do samochodu i gna po Warszawie 220 km/h. To jest ta adrenalina, to jest poczucie takiej omnipotencji, czyli wszechmocy, bycia królem życia. Osoby w manii często zaniedbują swoje zdrowie fizyczne, psychiczne.
Osoby z dwubiegunówką rzadko jednak są niebezpieczne w takim fizycznym sensie dla osób postronnych. Choć oczywiście podejmowane przez nie ryzykowne zachowania mogą powodować różne napięcia i stanowić pewne zagrożenie. Natomiast życie, funkcjonowanie z osobami z ChAD bywa niezwykle trudne, zwłaszcza na płaszczyźnie emocjonalnej. Taka rozbujana emocjonalnie osoba może nam zrobić jajecznicę z głowy. Takie osoby często się konfliktują, są pewne swoich racji, bywają agresywne, skore do konfrontacji, do napięć, bo przecież wszystko wiedzą najlepiej, są w takim stanie omnipotencji. Bardzo trudno z nimi dyskutować.
Monika Karbarczyk: Wspomniałaś, że ChAD może mieć nawet 3% osób na całym świecie. Wiele z nich nie wie nawet, że choruje. Zastanawiam się, jaka może być tego przyczyna. Może ich zachowanie lub pojawiające się objawy brane są na karb innych dolegliwości, zaburzeń, czy schorzeń, np. ADHD, depresji? Ostatnio miałam ciekawą rozmowę o przebiegu depresji u mężczyzn i mój rozmówca wspominał, że niektórzy mężczyźni z zaburzeniami depresyjnymi podejmują takie działania na granicy ryzyka (szybka jazda, ekstremalne sporty), by maskować objawy choroby.
Sylwia Sitkowska: Zgadza się. Aby rozpoznać ChAD, muszą być spełnione pewne warunki rozpoznania, np. musi wystąpić przynajmniej jeden epizod manii. I jeśli on wystąpił dawno temu, to ta osoba może nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, że miała ten epizod manii. Może mieć więc zdiagnozowaną depresję, a źle dobrane leki na depresję mogą wzmacniać, a nawet wywoływać stany maniakalne. Właściwa diagnoza sprawia pewną trudność.
Zawsze staram się patrzeć na nastrój danej osoby na osi czasu. Proszę o zaznaczenie swojego nastroju od urodzenia, a właściwie od momentu, który pamięta, do obecnych czasów. Skala jest od 0 do 100, gdzie 50 oznacza średni nastrój. To daje jakiś ogląd sytuacji. Ale rzeczywiście chorobę afektywną dwubiegunową można pomylić z innymi zaburzeniami, chorobami, zwłaszcza gdy ChAD jest w takim łagodnym wydaniu, czyli hipomanii i łagodnej depresji.
Monika Karbarczyk: Czy choroba afektywna dwubiegunowa to jest choroba, z którą się rodzimy, a może mogą ją wywołać różne czynniki zewnętrzne?
Sylwia Sitkowska: Hipotezy są różne. Może to być genetyka. Gdy przeprowadzamy wywiad z pacjentem, często okazuje się, że w jego rodzinie były osoby, które miały zaburzenia nastroju. Niekoniecznie ChAD, tylko tak ogólnie zaburzenia nastroju. Przyczyną może też być rozregulowanie biochemiczne w mózgu, chodzi tu m.in. o neuroprzekaźniki i hormony, które mają wpływ na nastrój człowieka. Ale środowisko, w którym żyjemy, też może mieć wpływ na rozwój choroby. Stresujące wydarzenia życiowe, zwłaszcza w dzieciństwie, mogą prowadzić do rozwinięcia się dwubiegunówki. Przykład? Podam taki najbardziej sztampowy. Tata, który przychodzi po alkoholu, i my się go bardzo boimy, bo w takim stanie często nas bije. Okazuje się jednak, że dzisiaj nie dostaniemy manta. Zobacz, jaki za tym kryje się ładunek emocjonalny. Najpierw jest olbrzymi strach, a potem olbrzymia ulga. U dziecka chowanego w takim środowisku może rozwinąć się ChAD. Co więcej, ono na bazie tego chaosu może rozwinąć nawet zaburzenia osobowości. ChAD często jest połączony z zaburzeniami borderline.
Monika Karbarczyk: Czy możemy rozwinąć trochę ten temat?
Sylwia Sitkowska: Borderline to zaburzenie osobowości, którego przyczyną może być i genetyka, i zaburzenia biochemii mózgu, ale największe znaczenie mają czynniki środowiskowe. Bo osobowość to jest coś, co się wykształca w nas, nie przychodzimy z nią na świat. To, jaka osobowość się w nas wykształci, zależy od tego, jak jesteśmy prowadzeni od maleńkości.
Warto podkreślić, że zaburzenia borderline w niektórych aspektach są bardzo podobne do ChAD-u, chodzi m.in. o szybką zmianę emocji, dużą emocjonalność, podatność na zachowania ryzykowne, pewnego rodzaju teatralność i nieadekwatne do sytuacji reakcje (np. ktoś się spóźnia na spotkania, a ta druga osoba już ma myśli samobójcze). Osoby z borderline bardzo mocno odbierają różnego rodzaju sygnały, czasami je nadinterpretują. I to zaburzenie w dużej mierze powstaje na bazie takich więzi pozabezpiecznych w dzieciństwie. John Bowlby stworzył teorię przywiązania i wyróżnił kilka rodzajów takiego przywiązania, m.in. bezpieczne i pozabezpieczne, gdzie rodzic jest nieprzewidywalny, karzący. Warto podkreślić, że aby wykształciło się borderline, musi być wiele takich bardzo trudnych sytuacji, czy to psychicznych, czy to fizycznych, które dziecko rozregulowują do tego stopnia, że ono jest później totalnie rozstrojone. I to rozstrojenie towarzyszy mu, gdy dorasta.
Monika Karbarczyk: Zapytałam o borderline, bo zauważyłam, że to zaburzenie jest bardzo często mylone z ChAD.
Sylwia Sitkowska: Tak, bo one często ze sobą współwystępują i wtedy mamy takie kombo.
Monika Karbarczyk: A jak rozróżnić te dwa stany?
Sylwia Sitkowska: Mówiąc najprościej, to na ChAD, czyli chorobę afektywną dwubiegunową, leki zadziałają, a na zaburzenie osobowości typu bordeline leki mają dużo mniejszy wpływ. Dzieje się tak dlatego, że w przypadku bordeline mamy do czynienia z pewnymi powtarzającymi się schematami zachowań, pewnym sposobem myślenia, a na to leki wpływu nie mają. One mogą nam podnieść poziom serotoniny czy innych hormonów, a także trochę "wyciszyć" głowę, ale sposobu myślenia nie zmienią. W przypadku bordeline raczej zalecana jest terapia, a leki mogą być terapią uzupełniającą.
Monika Karbarczyk: Czy leczenie choroby afektywnej dwubiegunowej zawsze wymaga farmakoterapii, a może wystarczy psychoterapia?
Sylwia Sitkowska: Jeżeli ChAD jest na takim poziomie, przy którym da się żyć, czyli nie jest to depresja kliniczna w ciężkiej postaci, czy nie jest to mania, w czasie której wyprzedajemy cały majątek, to możemy zacząć psychoterapię i zobaczyć, jak nam to idzie. Jeśli nie zagrażamy sobie i innym, nie robimy wokół siebie spustoszenia, to psychoterapia może być wystarczająca. Ale jeżeli epizody depresyjne i maniakalne są silne, to zachęcam do farmakoterapii, choćby po to, by uspokoić trochę emocje, żebyśmy mogli pracować terapeutycznie. To ważne, bo w fazie ostrej choroby chorzy są praktycznie poza systemem. Bardzo trudno przebić się przez ich konstrukt myślowy. Najpierw więc trzeba się wyciszyć farmakologicznie, aby później móc zadziałać terapeutycznie.
Monika Karbarczyk: Często na forach i grupach w mediach społecznościowych pojawiają się pytania, czy wejść w związek z osobą chorą na chorobę efektywną dwubiegunową. Najciekawsze jest to, że osoby, które nigdy nie miały doświadczenia z tą chorobą, radziły: "uciekaj". Natomiast osoby, które już miały takie doświadczenie, pisały: "to zależy". Trudno jest odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie, ale powiedziałaś wcześniej, że bycie w relacji z osobą, która nie ma choroby pod kontrolą, może zrobić jej partnerowi/partnerce – jak to barwnie określiłaś – jajecznicę z mózgu. Czy uzależniać wejście w tę relację od leczenia?
Sylwia Sitkowska: Po pierwsze, wchodząc w takie relacje, zwykle nie zdajemy sobie sprawy z tego, że ktoś ma jakieś zaburzenia. Wychodzi to dopiero z czasem. Najszybciej rzucają się w oczy zaburzenia osobowości, bo takie osoby są zwykle trochę inne, mają takie swoje sztywności, albo choroby psychiczne związane z psychozami (chorzy mogą słyszeć jakieś głosy itp.). Widzimy, że te osoby mają własny świat. Natomiast takie zaburzenia depresyjne, czy zaburzenia lękowe, są zwykle skrzętnie ukryte.
Pytanie, czy być w związku, czy nie, najczęściej pojawia się, gdy obie strony są już zaangażowane, mają wspólny kredyt, dzieci. Zwykle pod wpływem jakiegoś wydarzenia taka osoba się dekompensuje i to zaburzenie wychodzi. Wtedy oczywiście można rzucić wszystko i od takiej osoby uciekać, ale ja myślę, że nie jest to konieczne. Bo nawet jeśli ktoś cierpi na ten pierwszy typ i ma silne epizody depresji oraz manii, ale jest świadomy choroby i chce ją leczyć, to jest w stanie nad nią zapanować. Podobnie jego najbliżsi mogą się nauczyć, jak postępować z chorym, gdy pojawią się epizody choroby, jak go wspierać.
Oczywiście jest to pewna trudność w życiu, jakaś anomalia, ale w jakim związku nie ma trudności? Moim zdaniem ChAD nie jest chorobą, która uniemożliwia bycie razem, o ile – tak jak mówiłam – jest pod kontrolą lekarską lub psychologiczną. Ale rodzina chorego też powinna nad sobą pracować, by móc zrozumieć osobę z ChAD, ale nie podporządkowywać jej swojego życia.
Z tego typu zaburzeniami jest trochę jak z chorobą alkoholową. Całe otoczenie potrafi się dostosować, dopasować do zaburzenia jednego członka rodziny. Na przykład w zaburzeniach obsesyjno-kompulsywnych słyszałam, jak cała rodzina odstawia kubki w odpowiednich kolorach, bo mama dostaje szału, jak te kubki stoją inaczej, albo jak koszule są poukładane inaczej, niż ona chce. To jest pewnego rodzaju wzmacnianie tych zaburzeń. Skoro świat się do tego dostosowuje, to ta osoba nie ma żadnego powodu, by zmieniać swoje zachowanie. Więc chorego należy wspierać emocjonalnie, wzmacniać, ale nie w stu procentach. Musimy zachować swoje granice, zadbać o siebie, swoje zdrowie psychiczne, hobby. Nie wykorzystujmy całej naszej energii na codzienne funkcjonowanie z osobą chorą, bo nie będziemy mieć sił, by pomóc jej, gdy pojawią się kolejne epizody tej choroby.
Porozmawiajmy, co jest dla nas ok, a co nie, ustalmy, jak rozpoznać zbliżające się epizody i jak wtedy możemy pomóc. Ale nie działajmy na zasadzie” Ok, skoro ty masz ChAD, masz manię, to ja się teraz godzę na wszystko”. To nie jest wsparcie, to jest raczej bezradność i poddanie się.
Gorąco zachęcam do edukowania się, informowania, aby zrozumieć co to za choroba, jakie są jej symptomy, jak rozpoznać znaki ostrzegawcze, a także jak zadbać o siebie, wyznaczyć swoje granice.
Jest jeszcze jedna kwestia. Osoby w manii, czy hipomanii często odmawiają leczenia, bo skoro one czują się świetnie, to po co mają się w ogóle leczyć. W takich sytuacjach wsparcie chorego polega na towarzyszeniu mu w wizytach lekarskich, przypominaniu o farmakoterapii, zachęcaniu do tego, aby się leczył. To musi być takie mądre wsparcie, a nie bezrefleksyjne.
Monika Karbarczyk: Czy osoby z CHAD częściej zgłaszają się do psychologa, psychoterapeuty po pomoc w epizodzie depresji?
Sylwia Sitkowska: W tym okresie jesienno-zimowym to najczęściej zgłaszają się osoby z innym zaburzeniem – chodzi o SAD, czyli sezonową chorobę afektywną. Ta pogoda za oknem, brak słońca, szarobura aura za oknem wpływa na nasz nastrój. Zaburzenia nastroju nasilają się zwłaszcza w tym okresie jesienno-zimowym.
Monika Karbarczyk: Sylwio, powiedziałaś, gdy ktoś wchodzi w relację z osobą z ChAD, to czasami widzi te sztywności...
Sylwia Sitkowska: Nie, nie chodziło o ChAD. Powiedziałam, że gdy ktoś wchodzi w relację z osobą z zaburzeniami osobowości, to widzi pewne sztywności. Takie osoby mają głęboko zakorzenione wzorce zachowań, myślenia i są to właśnie pewnego rodzaju sztywności. Osoby z ChAD nie mają ich, o ile nie mają zaburzeń osobowości.
Monika Karbarczyk: A o jakie sztywności może chodzić?
Sylwia Sitkowska: Na przykład osoba narcystyczna sprawia wrażenie nadmiernie pewnej siebie, nie ma empatii, często jest arogancka wobec innych osób, no bo przecież ona jest najlepsza ze wszystkich. Natomiast osoba o rysie osobowości unikającej z kolei unika interakcji społecznych, ma poczucie niższości, nadmiernie skupia się na własnych wadach, ogranicza swoją aktywność społeczną. Inny przykład: osoba z borderline. Ona z kolei będzie miała wahania nastroju, cechuje ją niestabilność emocjonalna, impulsywność, trudność w utrzymaniu stabilnych relacji. Podsumowując, zaburzenia osobowości charakteryzują się właśnie takimi powtarzającymi się zachowaniami, które właśnie wywodzą się z tych wzorców myślowych. Laik jest w stanie to zauważyć. Gorzej jest natomiast z zaburzeniami nastroju z ChAD, bo one są okresowe
Przypomniała mi się klientka, która miała tatę z ChAD-em, i przez większość swojego dorosłego życia ratowała go z opresji. On miał pełnowymiarowe epizody maniakalne, regularnie lądował w szpitalu przez te swoje ryzykowne zachowania. Ta dziewczyna właściwie podporządkowała całe swoje życie temu tacie. To było niezwykle trudne emocjonalnie. Dlatego musimy pamiętać, że mamy tylko jedno życie i oddając go komuś w ofierze, odbieramy je sobie. Nie możemy być terapeutami tych osób, nie możemy być strażnikami tych osób. My nie mamy wpływu na zmianę tej drugiej osoby. Od tego są terapeuci, lekarze.
Wiem, że trudno to zmienić, bo osoby żyjące z osobami z ChAD często myślą, że uratują swoich bliskich, że jak włożą wystarczająco dużo pracy, poświęcą się, to te osoby będą inaczej się zachowywać, wyzdrowieją. Ale one nie mają takiej mocy. Nie jesteśmy bogami. To, co możemy, to zadbać o siebie, o odpowiedni poziom energii. Musimy też pamiętać, że jesteśmy równie ważni jak ta druga osoba.
Monika Karbarczyk: Tutaj postawiłabym kropkę. Dziękuję za tę niezwykle inspirującą rozmowę.
Źródło: CHILLIZET