Na antenie:

Ghosting. "Wiele relacji kończy się nagle, bez słowa wyjaśnienia"

6 min. czytania
Aktualizacja 07.02.2024
07.01.2024 21:30
Zareaguj Reakcja

"Do relacji podchodzimy trochę, jak do towaru, do usług, czyli będzie miło, będzie fajnie, a jak już nie jest miło, nie jest sympatycznie, to kończymy" –  powiedziała w rozmowie z Jeremim Pedowiczem Katarzyna Maruszewska, psychoterapeutka, psycholożka, superwizorka. Niestety wiele tych relacji kończy się nagle, bez słowa komentarza, wyjaśnienia. Dowiedz się, czym jest ghosting i jak sobie z nim radzić?

Na czym polega ghosting?
fot. Shutterstock

Jeremi Pedowicz: Dzisiaj rozmawiać będziemy o ghostingu. Może na początku powiedzmy, czym ten ghosting w ogóle jest?

Katarzyna Maruszewska: Zjawisko ghostingu jest stosunkowo nowe, ale wiele osób już go doświadczyło. Mówi się, że kogoś się ghostuje, czyli ktoś kogoś zostawił nagle, w dziwnych okolicznościach. Ghosting polega na tym, że osoba, z którą jesteśmy w relacji, z którą się spotykamy, z którą mamy takie poczucie bliskości, nagle znika i nie ma z nią kontaktu.

Jeremi Pedowicz: Jest fajnie, wszystko w porządku, nagle "bum!" i dana osoba znika z naszego życia? Dlaczego się tak dzieje?

Katarzyna Maruszewska: Pytanie, czy rzeczywiście w tej relacji wszystko działo się dobrze. Czasami rzeczywiście możemy mieć pecha i doświadczyć nagłego zniknięcia (ghostingu). Na przykład czujemy, że w tej relacji jesteśmy coraz bliżej, że wszystko idzie w dobrym kierunku i nagle ta osoba znika, nie mamy z nią żadnego kontaktu. Natomiast zdarza się też tak, że trochę dobieramy sobie takich ludzi, którzy – uogólniając – w jakiś sposób rokują na to, że nas zostawią. Najczęściej jest to związane z tym, że do relacji podchodzimy trochę, jak do towaru, do usług, czyli będzie miło, będzie fajnie, a jak już nie jest miło, nie jest sympatycznie, to kończymy. Nie ma tam elementu bliskości, nie ma tam elementu autentycznej relacji, autentycznego zbliżenia się. To się w ogóle wiąże z innym tematem, o którym coraz powszechniej się mówi, czyli lękiem przed bliskością.

Jeremi Pedowicz: Czy ghosting może się również zdarzać w relacjach przyjacielskich, zawodowych, rodzinnych? Jak ten ghosting w praktyce wygląda? Mam kogoś bliskiego i nagle ta osoba ucieka... Ciężko mi sobie to wyobrazić.

Katarzyna Maruszewska: Mi też jest trudno to sobie wyobrazić, ale pracuję jako terapeutka i wiem, że takie sytuacje się zdarzają. Kwestie dotyczące rodziny bywają dosyć trudne i skomplikowane. Pracuję z pacjentami, którzy często mają problem ze stawianiem granic, czasami odcinają się od pewnych niezbyt fajnych wzorców pojawiających się w rodzinie. Ale to nie jest taki typowy ghosting, bo dziecko tak nagle nie znika, to dzieje się stopniowo, ono tak stopniowo odchodzi.
Natomiast ciekawym zjawiskiem jest ghosting w relacjach przyjacielskich. Oczywiście to też się zdarza, ale to się łączy z tematem bycia w relacji, komunikowania się w relacji, a raczej brakami w komunikowaniu się. Nie potrafimy mówić tego, co czujemy, jak się czujemy, czego się boimy. Przykładowo, proszę cię, abyś poszedł ze mną na przyjęcie, ale ty nie przyszedłeś i to mnie zabolało i się zezłościłam na ciebie. Jeśli nie opowiem o swoich uczuciach, o tej złości, to może to mieć długoterminowe konsekwencje. Mogę unikać tego kontaktu z tobą, aż w końcu się on wygasi. Tak to wygląda.
Reasumując, myślę, że te tematy komunikacyjne są bardzo istotne, a komunikowanie jest związane z byciem w relacji, budowaniem bliskości.

Ghosting polega na tym, że osoba, z którą jesteśmy w relacji, z którą się spotykamy, z którą mamy takie poczucie bliskości, nagle znika i nie ma z nią kontaktu. - Katarzyna Maruszewska

Jeremi Pedowicz: Z czego wynika powszechność tego rodzaju zjawiska, czyli ghostowania, i problemów komunikacyjnych? Czy my generalnie jako społeczeństwo mamy coraz większe braki w komunikacji? Czy dostępne technologie mogą nam utrudniać komunikowanie się w relacjach, a nawet pogłębiać je?

Katarzyna Maruszewska: Nie chcę tak bardzo marudzić na to nasze społeczeństwo, na ten świat, ale zdecydowanie technologie pomagają nam unikać bycia razem. Zdarza się, że umawiamy się na przykład ze znajomymi, aby porozmawiać, ale te osoby siedzą z nosem przy telefonie. On odwraca uwagę od kontaktu z innymi ludźmi. Instagram, Facebook... jest wiele aplikacji, które nas angażują na tyle, że nie mamy już czasu na kontakty z ludźmi w realu. Są też dostępne różnego rodzaju filtry, dzięki którym możemy pokazać nasze super idealne życie, a pod spodem ukrywać lęki, obawy, poczucie bycia niepełnowartościowym. My z tym często zostajemy sami...
Natomiast jeśli chodzi o kwestie rozumienia różnych rzeczy, tak na poziomie myślenia, to obecne czasy są mega fajnym okresem. Dzięki technologiom możesz się wszystkiego dowiedzieć, możesz zrozumieć pewne mechanizmy. I to jest fantastyczne. Często doświadczam tego w pracy z pacjentami, którzy na poziomie poznawczym, czyli na poziomie myślenia, rozumienia pewnych mechanizmów, mają sporą wiedzę, natomiast emocjonalnie tego jeszcze nie przepracowali. "Myślę tak, ale czuję inaczej", "Myślę, że jest fajnie, ale nadal się boję".

Redakcja poleca

Jeremi Pedowicz: Pytanie kto kogo ghostuje?

Katarzyna Maruszewska: Dobre pytanie. Między sprawcą a ofiarą ghostowania nie ma takiej dużej różnicy. Może być tak, że osoba, która doświadczyła ghostowania będzie w przyszłości ghostować (jeśli miała w przeszłości takie doświadczenia). Generalizując, na pewno są osoby, które potrzebują szybkiej gratyfikacji, mają trudność z mówieniem o emocjach (też tych trudniejszych emocjach), w zbliżaniu się, nawet tym stopniowym do drugiego człowieka.

Jeremi Pedowicz: Co nas w takim razie powinno zaalarmować?

Katarzyna Maruszewska: To, co mogłoby nas zaalarmować to to, że nagle jest tak super fajnie, świetnie, bo tak się nie buduje procesu znajomości. Na każdym etapie znajomości mogą pojawić się różne problemy, trudności i ta stopniowość też jest istotna. No bo stopniowo kogoś poznajemy i stopniowo budujemy relacje.
Tak jak ja na przykład dzisiaj z tobą. Na początku byłam zdenerwowana, a im dłużej z tobą rozmawiam, wiem, do czego dążysz, jakie masz pytania, tym jestem spokojniejsza. W każdej relacji potrzebny jest czas.

Jeremi Pedowicz: Tak sobie pomyślałem, że jak my się teraz rozłączymy, to będzie jakiś rodzaj ghostingu (śmiech). Jednak chciałabym jeszcze dopytać o te osoby ghostujące. Czy jeśli wiem, że kogoś zghostowałem i mam takie kompetencje, że potrafię to rozpoznać, to czy powinienem o tym powiedzieć swojemu psychoterapeucie?

Katarzyna Maruszewska: Jeśli masz z nim dobrą relację, to moim zdaniem tak, bo to jest bardzo ważny temat.

Zdarza się, że umawiamy się na przykład ze znajomymi, aby porozmawiać, ale te osoby siedzą z nosem przy telefonie. On odwraca uwagę od kontaktu z innymi ludźmi. - Katarzyna Maruszewska

Jeremi Pedowicz: Wiesz, chodzi mi o to, że to wydaje się tak błahy temat...

Katarzyna Maruszewska: Na co dzień pracuję terapią schematów i bardzo lubię ten nurt, bo tu jest duży kawałek związany z budowaniem relacji i z takimi aspektami korektywnego doświadczenia w relacji między terapeutą a klientem. Widzę, że wielu moich pacjentów ma problem ze schematem przywiązania. To postawa: "Boją się, że ktoś mnie zostawi". I w tym schemacie przywiązania możemy robić różne rzeczy, np. unikać relacji, randek, spotkań, albo też możemy sobie wybierać takie obiekty, które są dla nas niedostępne i w konsekwencji być osobami porzuconymi. Tak naprawdę to jest większa układanka. Jak z pacjentami rozmawiam o relacjach, to często widzimy podobne wzorce, że to nie pierwszy raz zdarzyło się urwać kontakt, tylko, że jest to powtarzalne. W przyjaźni, w miłości, w różnych takich relacjach.

Jeremi Pedowicz: I tu pojawia się kolejny wątek, czyli osoba zghostowana. Myślę, że ona to już absolutnie nie wie, co ma robić. Wszystko było w porządku i nagle zero odzewu... Co ona ma myśleć, robić? Czy to ze mną jest coś nie tak, a może z tą drugą osobą?

Katarzyna Maruszewska: Zgadzam się, to jest bardzo trudne doświadczenie, które czasem może doprowadzić do stanów depresyjnych, zwłaszcza jeśli często doświadczamy nagłego rozstania, opuszczenia. To, co ważne, to praca z pewnymi przekonaniami i pewnymi emocjami, które mogą się pojawić. Taka osoba może myśleć: "To moja wina, to ze mną jest coś nie tak". Takie krytyczne myślenie, że odpowiedzialność jest po mojej stronie, niestety często się zdarza. Z tym warto pracować, bo to nie my, ale ta druga osoba ma problem. To taki rodzaj przekierowania odpowiedzialności na takiego oprawcę, czy oprawczynię (bo to dotyczy obu płci). To on/ona nie potrafi ze mną pracować, budować bliskości. Chodzi o takie generalnie zadbanie o siebie i pozwolenie sobie na pewnego rodzaju stratę. Bo jeśli coś poczuliśmy, jest nam przykro, że tego już nie ma. To też jest ważne, żeby zaakceptować ten stan. Przyjąć, że może mi być przez kilka dni gorzej, że może nie muszę od razu spotykać się z kimś nowym, że mogę sobie trochę popłakać, bo czasami płacz pomaga. Że takie generalne zadbanie o siebie, ale w takim współczuciu dla siebie, a nie ataku. To jest zupełnie innego rodzaju smutek. Nie ma wtedy winy, poczucia wstydu. Jest po prostu żal, smutek. I to jest optymalne, by za jakiś czas wyjść z tego i pójść do przodu.

Jeremi Pedowicz: Dziękuję za rozmowę.

Redakcja poleca

Uwaga!

Powyższa porada nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku jakichkolwiek problemów ze zdrowiem należy skonsultować się z psychiatrą, psychologiem.

Źródło: CHILLIZET