Na antenie:

Dorosłe Dziecko Alkoholika to osoba, której trudno żyć, ale też, z którą trudno żyć

15 min. czytania
Aktualizacja 07.02.2024
08.01.2024 11:30
Zareaguj Reakcja

Kim są Dorosłe Dzieci Alkoholików? Z jakimi problemami muszą się na co dzień zmierzyć? Dlaczego tak trudno im nawiązać bliskie relacje i skąd w nich potrzeba tego ciągłego działania? O tym rozmawiamy z Joanną Szczerbaty, psycholożką, terapeutką uzależnień, diagnostyką i specjalistką ds. FAS, autorką książki "Jestem DDA. Notatki z terapii. Jak wyjść z toksycznego domu". 

Dorosłe Dzieci Alkoholików
fot. Shutterstock

W Polsce w niedzielę łatwiej kupić alkohol niż chleb. Rośnie też liczba alkoholików weekendowych, którzy przez pięć dni w tygodniu się pilnują, ale w piątek wieczorem zaczynają imprezować. Wlewają w siebie litry alkoholu. Jest też wielu alkoholików wysoko funkcjonujących, czyli takich, którzy stwarzają pozory nie picia, ale bez wieczornego drinka czy nawet dwóch drinków nie potrafią już wytrzymać. A dom, w którym się pije, to dom dysfunkcyjny. Psychologowie mówią, gdy jedna osoba pije, choruje cała rodzina. W najgorszej sytuacji są dzieci alkoholików. Alkoholizm jednego rodzica, a czasem dwojga rodziców odbija się na całym życiu dziecka. Wykształca ono w sobie mechanizmy obronne, które rzutują na jego późniejsze relacje. Psychologowie alarmują, musimy coś z tym zrobić. Najlepiej byłoby zakazać picia alkoholu w ogóle, a dzieci z domów rodziców mocno pijących zabierać. Pytanie tylko, czy jako społeczeństwo na takie radykalne (ale i potrzebne działania) jesteśmy gotowi.

Monika Karbarczyk: Pani książka "Jestem DDA. Notatki z terapii. Jak wyjść z toksycznego domu" składa się z dwóch części. Pierwsza to historia Kasi. Postaci fikcyjnej, której ojciec pije, a matka próbuje przetrwać. Druga część to część teoretyczna. Dotyczy mechanizmów, które zwykle rządzą DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików) i ich dalszym życiem. Wielu moich znajomych po lekturze tej książki przyznało, że odnalazło się w historii Kasi. Każdy w inny sposób. Czy trudno było napisać historię o DDA, taką, która by pasowała do wszystkich?

Joanna Szczerbaty: No właśnie tak jakoś wyszło, że ta historia pasuje do wielu osób. Dużo ludzi mówi mi: "to jest o mnie, to jest o mnie". Kasia jest złożona z kilku osób, aczkolwiek tak może być w jednym domu. Niektórzy z moich znajomych mówią, że to niemożliwe, że takie domy istnieją. Niestety… takie domy są. Jest ich dużo, ciągle za dużo i chyba dlatego każdy siebie odnajduje w tej historii.

Monika Karbarczyk: Nasze dzieciństwo przypadało na okres PRL-u, czyli czasu, kiedy piło się dużo. Było nawet takie powiedzenie: "kto nie pije, ten donosi". W związku z tym wiele osób może dzisiaj o sobie powiedzieć: "jestem DDA".

Joanna Szczerbaty: Tak, bo alkohol był przecież walutą. Wszystko się załatwiało przez alkohol. Ludzie pili też w pracy. Nikogo to nie dziwiło. Tata wracał z pracy już wstawiony. Było na to przyzwolenie.

Monika Karbarczyk: Natomiast teraz nie jest lepiej…

Joanna Szczerbaty: Teraz pijemy jeszcze więcej, tylko pijemy kulturalniej. Te "małpki" do herbatki, tony piwa na orzeźwienie, wino, które pije się jak soczek. Niektórzy twierdzą, że to nie jest alkohol, przecież we Włoszech piją wino od rana. No tak, tylko że u nas to picie alkoholu ma zupełnie inną kulturę niż we Włoszech.

Monika Karbarczyk: My nie potrafimy zatrzymać się na jednej lampce do obiadu.

Joanna Szczerbaty: Tak, u nas to nie jest wino z wodą i nie pijemy tylko jednej lampki, tylko co najmniej jedną butelkę.

Monika Karbarczyk: Przyznam szczerze, że zaskoczyły mnie statystyki. Podobno w Polsce na jednego statystycznego Polaka przypada 12 i pół litra czystego spirytusu. To jest ogromna ilość.

Joanna Szczerbaty: Toniemy, toniemy w alkoholu, Taka jest prawda.

Teraz pijemy jeszcze więcej, tylko pijemy kulturalniej. Te "małpki" do herbatki, tony piwa na orzeźwienie, wino, które pije się jak soczek. - Joanna Szczerbaty

Monika Karbarczyk: Mimo że coraz więcej wiemy o szkodliwym wpływie alkoholu na organizm ludzki i na relacje międzyludzkie, to jednak – mimo wszystko – nadal sięgamy po ten alkohol. Wracając do głównego tematu naszej rozmowy, czyli do DDA, chciałabym zapytać, co się kryje pod tym skrótem? Czy i w jaki sposób moglibyśmy naszkicować taką osobę? Jakie działania mogą ją charakteryzować? Kim właściwie jest Dorosłe Dziecko Alkoholika?

Joanna Szczerbaty: To osoba, której ciężko żyć na co dzień, bo ma problemy z emocjami. Chce wszystkim pomagać kosztem siebie. Zdarza się, że wszystko wie najlepiej. Często pojawia się u niej rys narcyzmu. Ciężko jej i z nią żyć. DDA to często są osoby krzykliwe, osoby, które czasem nawet jak im się coś układa, to psują to…
Musimy pamiętać, że to są dzieci (a teraz osoby dorosłe), w których domach była potężna dawka adrenaliny. To małe dziecko, którego dzień reguluje to, kiedy i w jakim stanie wróci do domu tata czy mama. To dziecko, które staje na baczność przy otwieraniu zamka w drzwiach, któremu szuranie kojarzy się z pijanym rodzicem. Dziecko, które jest tak przyzwyczajone do bicia, że samo kładzie się, by mieć to jak najszybciej z głowy. Jaki więc ma to być dorosły? Takiej osobie ciężko wejść w dorosłość. Trzyma to w swoim plecaku, tym bagażu życiowym. Dzieci alkoholików mają w sobie ogromne pokłady empatii, w jednej sekundzie potrafią z tłumu "wyłowić" dziecko, osobę z podobnego domu. Trzeba im jednak pomóc ten bagaż rozpakować, wyjąć po kolei wszystko to, co dźwigają.

Redakcja poleca

Monika Karbarczyk: Te dzieci są tak silnie straumatyzowane, doświadczają przez tyle lat przewlekłego stresu, którego nawet dorosły człowiek, by nie wytrzymał, a mimo to, gdy jest okazja do zmiany tej sytuacji, to one wolą pozostać ze swoim pijącym rodzicem. Dlaczego się tak dzieje?

Joanna Szczerbaty: Bo to ich karmi. Ta adrenalina nakręca je do życia. To jest potężne uzależnienie. Ten stały niepokój. Jak jest spokojnie, to ciężko z tym spokojem żyć. Mało tego, oni myślą, że jak jest za dobrze, to na pewno za chwilę stanie się coś złego i czekają na to. Zdarza się, że DDA wchodzi w naprawdę dobry związek i swoim postępowaniem, takim oczekiwaniem na coś złego, przyciąga to, sprawia, że rzeczywiście zaczyna się źle dziać.

Monika Karbarczyk: Czy dzieci z dysfunkcyjnych rodzin, w których jest alkohol, będą pić tak jak ich rodzic/rodzice?

Joanna Szczerbaty: To tak nie jest, że dziecko alkoholika jest skazane na picie. Nie, absolutnie. Wręcz odwrotnie, bardzo często są to osoby, które w ogóle nie piją, które przepracowały swoje złe doświadczenia i nie tykają alkoholu. Ale oczywiście są i takie, które piją, które innego życia nie znają.

Monika Karbarczyk: Te wpojone w dzieciństwie mechanizmy przetrwania czy schematy działania są bardzo silne. Mam przyjaciółkę, która jest DDA. Jest już po wielu terapiach, zarówno indywidualnych, jak i grupowych. Ale mimo że rozumie te mechanizmy i te schematy działania, to one pojawiają się u niej w najmniej oczekiwanych momentach jej życia. Na przykład, gdy organizuje jakiś fajny wypad babski, jest bardzo fajna atmosfera, i mówimy jej, że świetnie się bawiłyśmy, to ona w to nie wierzy. Ma takie pesymistyczne spojrzenie na wszystko. Musi też być w centrum każdego zdarzenia, ale gdy wszyscy na nią patrzą i to też jej się nie bardzo podoba. Wielokrotnie o tym rozmawiałyśmy i ona mówi, że mimo że doskonale wie, że tak to działa i że nauczyła się pewnych mechanizmów, jak sobie z tym radzić, to nadal po prostu tak głęboko w niej to tkwi. Nie da się wymazać tego dzieciństwa, prawda?

Joanna Szczerbaty: Najtrudniej jest odpuścić. Sztuka odpuszczania to piękna sztuka, ale bardzo trudna. Zawsze mówię: odpuść, nie musisz być wszędzie pierwsza, nie musisz być wszędzie głównym bohaterem, nie musisz być najważniejsza, nie musisz wszystkiego robić, możesz rozdzielić pracę na innych… Bo to są też ludzie, którym bardzo trudno jest rozdzielić pracę na innych. On/ona wie wszystko najlepiej i zrobi wszystko najlepiej. On/ona musi wszystkiego dopilnować, bo inaczej Ziemia stanie. Ja się często pytam na terapii: i co Ziemia nadal się kręci? Wtedy słyszę: No kręci się!

Monika Karbarczyk: Czasami też tak jest, że oczekują decyzji natychmiast. Chcą, żeby coś zadziało się tu i teraz. Nie potrafią czekać. To też stwarza problemy, zwłaszcza w tych relacjach międzyludzkich, kiedy spotyka się dwoje ludzi. I nie mówimy tylko o związkach miłosnych. To mogą być też relacje przyjacielskie, czy nawet zawodowe. Ktoś czasem potrzebuje po prostu chwili, aby pomyśleć i rozpatrzeć wszelkie za i przeciw danej decyzji, ale DDA po prostu nie ma na to czasu, jest bardzo niecierpliwa…

Joanna Szczerbaty: Tu i teraz, natychmiast i już. To jest charakterystyczne dla DDA. Tak samo, jak mnóstwo porozpoczynanych prac, projektów, które nigdy nie są dokończone, bo DDA robi bardzo dużo, ale nie potrafi skupić się na jednej rzeczy. Ma wrażenie, że życie jej ucieka. Jak czegoś nie zrobi, jak gdzieś nie będzie, to jego życie ucieknie.

Monika Karbarczyk: Przepraszam za porównanie, ale to trochę przypomina chomika w kołowrotku.

Joanna Szczerbaty: To bardzo dobre porównanie. DDA często wchodzą do takiego kołowrotka i biegną, i biegną… a końca nie widać.

Monika Karbarczyk: W swojej książce wymieniła Pani cechy DDA. Dość często towarzyszą im: ciągłe poczucie winy lub poczucie wstydu, stany lękowe, zwłaszcza strach przed zmianą, ale też i impulsywność, ciągła potrzeba gratyfikacji (tu i teraz), brak cierpliwości, brak akceptacji, fałszywe postrzeganie siebie, wyparcia czy uczucie bycia niewystarczającym. Czy te wszystkie cechy zawsze występują u DDA, czy tylko u niektóre z nich?

Joanna Szczerbaty: Nie zawsze jest to tak wyolbrzymione. Myślę, że najbardziej u wszystkich występuje ten wstyd za dom. On jest wpojony od dzieciństwa. Dziecko się wstydzi pijanego ojca, czy pijanej matki i z tym wstydem rośnie. Dlatego ten wstyd się zakrywa przez to działanie. DDA nie chce, aby ktokolwiek dowiedział się, z jakiego on jest domu. Musimy pamiętać, że to też jest dom dysfunkcyjny. W Polsce funkcjonuje skrót DDD, czyli Dzieci z Dysfunkcyjnych Domów. Natomiast częściej słyszy się o DDA, bo tego alkoholu jest mnóstwo i on jest głównym problemem.

U wszystkich występuje ten wstyd za dom. On jest wpojony od dzieciństwa. Dziecko się wstydzi pijanego ojca, czy pijanej matki i z tym wstydem rośnie. DDA nie chce, aby ktokolwiek dowiedział się, z jakiego on jest domu. - Joanna Szczerbaty

Monika Karbarczyk: A gdybyśmy się pokusiły o jakieś statystyki, to ile osób mogłoby być dotkniętych syndromem DDA lub DDD?

Joanna Szczerbaty: Narażę się bardzo, ale 90 proc. jak nic. Aż 90 proc. z nas coś może w sobie odnaleźć. Ma jakąś przestrzeń do przepracowania.

Monika Karbarczyk: Jeśli widzimy, że gorzej nam się funkcjonuje w naszym otoczeniu, środowisku, i chcemy pójść na terapię, to czy lepiej wybrać terapię indywidualną, czy terapię grupową?

Joanna Szczerbaty: Myślę, że można iść dwutorowo. To na pewno daje największe efekty. Terapia grupowa polega na tym, że spędzamy czas wśród ludzi, którzy mają podobne do nas problemy. Nagle się okazuje, że nie jestem jakimś dziwakiem, inni też mają podobne problemy. Mogą się ze mną podzielić sposobami radzenia sobie. Natomiast terapia indywidualna polega na takim mocnym przepracowaniu każdej przestrzeni życia i jest na pewno szybciej działającą metodą. Przepracowuje się ten codzienny dzień. Dlaczego tak zrobiłam? Dlaczego tak postąpiłam? Dlaczego tak się zachowałam? Po co ja to powiedziałam? Nad tym się dyskutuje. Co się wtedy odezwało z tamtego czasu? Co to znaczy dla nas? Taka terapia jest bardzo owocna. Mam takie osoby i widzę, jak pięknie wstają na nogi i jak budują swoje życie od nowa. Jak od razu poprawiają się ich relacje w rodzinach.

Monika Karbarczyk: Czyli da się z tego dysfunkcyjnego domu wyjść?

Joanna Szczerbaty: Pewnie, że się da, na terapii od razu widać owoce. Lepiej się po prostu żyje. Niektórzy mówią, że czują się, jakby siedzieli w jakiejś butelce z wąską szyjką i terapia pozwala im z tej butelki wyjść…

Monika Karbarczyk: Przycisnąć się, a to bywa czasami bolesne, prawda?

Joanna Szczerbaty: Zawsze. Trzeba sobie trochę rzeczy przypominać. Nagle się okazuje, że ja tak reaguję, bo odezwało coś, co mama mi zawsze mówiła albo tata. Jest we mnie taka gorączka. Musimy też pamiętać, że to, co najbardziej nam przeszkadza w życiu, to ten krytyk wewnętrzny: "nie umiesz, nie potrafisz, jesteś bez sensu, nie zrobisz tego, nie nadajesz się". Nad tym też trzeba pracować.

Monika Karbarczyk: Ale tego wewnętrznego krytyka dziecko samo w sobie rozwija, czy raczej takie rzeczy słyszy od rodzica?

Joanna Szczerbaty: Słyszy od rodzica. "Beznadziejny jesteś, to przez ciebie piję", "To przez ciebie jestem, jaki jestem", "Nie mogę rozwinąć skrzydeł, bo ty jesteś", "Gdybyś był grzeczny, to tatuś by nie pił", "Zobacz, do czego mnie doprowadziłeś”.

Redakcja poleca

Monika Karbarczyk: "Gdyby mamusia tatusia kochała, tatuś by nie pił". Kiedyś byłam na takim spotkaniu DDA z koleżanką, by ją wesprzeć i pamiętam, że bardzo mnie takie słowa/zaklęcia zaskoczyły. One podcinają skrzydła, przenoszą odpowiedzialność za picie na dziecko lub innych domowników…

Joanna Szczerbaty: Tak, to są takie słowa-zaklęcia, które dziecko dość często słyszy od rodziców. "Nic z ciebie nie będzie" – to podcina skrzydła i na długo zostaje w głowie. Nie podejmujemy więc próby, bo po co? Przecież te najważniejsze osoby, nasi rodzice, powiedzieli, że nic z nas nie będzie…

Monika Karbarczyk: Wspomniana wcześniej historia Kasi, postaci fikcyjnej, pokazuje życie nie tylko jej, ale i jej rodzeństwa. Ona ma dwóch braci, jeden z nich nie wziął nigdy kropli alkoholu do ust, bo już się napatrzył, co alkohol potrafi zrobić z człowiekiem, a drugi pije. Sama Kasia też postanawia nie pić, ale pod wpływem jakiegoś wydarzenia w swoim życiu… Chyba, gdy rzucił ją chłopak, sięgnęła po ten alkohol. Na szczęście nie popłynęła…

Joanna Szczerbaty: Nie popłynęła, bo przypomniała sobie, co alkohol zrobił w jej życiu. Ale zdarza się, że niektórzy płyną. Nie radzą sobie z tym bagażem, który niosą. Kasia bardzo pięknie z tego wyszła, bo przecież ona jest też ofiarą molestowania. To bardzo traumatyczne przeżycie, ale ona ma rodzeństwo, ma młodszą siostrę, którą się musi zająć. Siostra ma FAS, jest mocno upośledzona. To tę Kasię tak naprawdę napędza do życia. Spotyka też fajnych ludzi. Tego chłopaka. Zaczyna się uczyć. Ta dziewczyna zaczyna żyć i zaczyna chodzić na terapie. Na terapii dowiaduje się, że to, co nią rządzi, to jej dysfunkcyjny dom.

Monika Karbarczyk: Czy nie lepiej w takiej sytuacji, gdy praktycznie nie ma żadnej nadziei na zmianę, całkowicie się od takiego domu odciąć?

Joanna Szczerbaty: Gdyby tak sędziowie mówili, byłoby cudownie. Gdyby można było odbierać dzieci osobom mocno pijącym... Niestety zostają one w takich domach, a innego życia nie znają. Bo jak tata się denerwował, to pił. Jak się tato cieszył, to pił. Jak tato oglądał mecz, to pił, więc jakie to dziecko ma być. Ono też takie może być.
Teraz na szczęście to już zniknęło, bo prawo na to nie pozwala, ale za naszych czasów, to jeszcze się chodziło po piwo dla rodziców. Miałyśmy kiedyś takie spotkanie w kobiecym gronie, panie były mniej więcej w naszym wieku, i okazało się, że każda z nas chodziła po piwo do sklepu. Jakaś tam pani Kasia czy Gienia sprzedawała nam ten alkohol, bo wiedziała, czyja tu córka, i że sama nie będzie pić, tylko bierze dla tatusia. Niestety są to nawyki, które pozostają.

Monika Karbarczyk: Poruszyła Pani bardzo ważną kwestią, o której chciałabym też porozmawiać. Chodzi o FAS, czyli o alkoholowy zespół płodowy. To jest ogromne obciążenie dla dziecka.

Joanna Szczerbaty: Ogromne, i – trzeba to podkreślić – dzieci z FAS-em jest bardzo, bardzo dużo. FAS jest też bardzo słabo diagnozowany w Polsce, bo wciąż uważany jest za temat wstydliwy. Tymczasem dzieci z FAS rodzą się nie tylko w rodzinach, w których matka pije, ba matka nie musi być alkoholiczką. To może być matka, która w nieodpowiednim momencie napiła się wina, bo nawet nie wiedziała, że jest w ciąży. Więc to nie jest tylko choroba u dzieci alkoholików. Amerykanie mają bardzo ciekawe badania, z których wynika, że mężczyzna też może przyczynić się do FAS u swojego potomka. Wystarczy, że będzie pod wpływem alkoholu podczas zapłodnienia.

Są takie słowa-zaklęcia, które dziecko dość często słyszy od rodziców. "Nic z ciebie nie będzie" – to podcina skrzydła i na długo zostaje w głowie. Nie podejmujemy więc próby, bo po co? Przecież te najważniejsze osoby, nasi rodzice, powiedzieli, że nic z nas nie będzie… - Joanna Szczerbaty

Monika Karbarczyk: DDA i w ogóle alkoholizm kojarzy się nam często z patologiczną, dysfunkcyjną rodziną…

Joanna Szczerbaty: To jest stereotyp, bo alkoholizm może też dotyczyć pozornie dobrych rodzin. Mówimy tutaj o alkoholizmie wysoko funkcjonującym. Na przykład mama lub tata, pani lub pan dyrektor, często śpi. Wracają z pracy i śpią, nie ma awantur. Mama pije tylko jednego drinka, ale za to każdego wieczora, a w piątek cztery drinki, bo w sobotę nie musi wcześnie wstawać.

Monika Karbarczyk: Rozumiem, że ta trauma bez względu na to, czy jesteśmy w rodzinie alkoholika, który się nie kryje z piciem, lub alkoholika, który się maskuje, stwarza pozory niepicia, jest taka sama, prawda?

Joanna Szczerbaty: W takim samym stopniu. Bo w obu przypadkach mamy do czynienia z niespełnionymi oczekiwaniami dziecka. Dziecko staje się niewidzialne. Rodzic jest najważniejszy, tj. jego nałóg i jego życie. Żadnych potrzeb dziecka się nie spełnia. Współczesny alkoholizm to często ludzie dobrze wykształceni, na bardzo wysokich stanowiskach, ale ich dzieci spędzają czas głównie przed telewizorem, komórką, lub przed komputerem. Rodzice piją mało, np. jednego drinka, ale za to codziennie.

Monika Karbarczyk: To jeszcze powiedzmy o takiej systemowej pomocy. Gdyby ktoś chciał zacząć terapię, to gdzie powinien postawić te pierwsze kroki? Gdzie szukać pomocy?

Joanna Szczerbaty: Myślę, że u psychologa. Powinien pójść do psychologa i przyznać się, że jest z trudnego domu. Powiedzieć, że ma pewne zachowania, które przeszkadzają mu lub innym w codziennym życiu. Tak byłoby najprościej.
Można też czytać książki na ten temat, one też pomagają. Można też zadzwonić na infolinię i porozmawiać z ekspertem, który pokieruje nas we właściwe miejsce. Można pójść też na spotkania DDA, które organizowane są bezpłatnie w różnych miejscach. Trzeba tylko wykonać ten pierwszy krok.

Monika Karbarczyk: Dorosłe Dzieci Alkoholików często też mają pretensje do swoich matek, że ich nie broniła przed pijącym ojcem. Ale bardzo często te matki też próbują przetrwać, ochronić się przed agresorem. Nie da się ich negatywnie oceniać…

Joanna Szczerbaty: One też współuzależnione i też głęboko zaburzone. Jak jedna osoba pije, to reszta choruje. Choruje cały dom. Żona alkoholika często też nie umie odejść. Ona żyje chwilami, gdy on nie pije. Dajmy na to tydzień, miesiąc… to taki okres miodowy. On wtedy jej wszystko wynagradza, całe zło. Czasem też jest uzależniona ekonomicznie. Takim kobietom jest niezwykle trudno z takiego domu się wyrwać, zwłaszcza z dziećmi. Mało tego, one bardzo często są też z takiego samego domu, więc nie mają gdzie wrócić. Bo w domu rodzinnym też alkohol jest.
Gdy myślę o tych kobietach, to widzę jedną wielką ranę. Co więcej, często spotyka je ostracyzm ze strony innych ludzi. Czasem są one bardziej potępiane niż sam alkoholik.

Monika Karbarczyk: Mamy ogromny problem z alkoholem. To fakt. Alkohol jest dostępny wszędzie. Co musielibyśmy zrobić, żeby to zatrzymać?

Joanna Szczerbaty: Dla mnie i dla wielu moich znajomych, najważniejsze jest ratowanie dzieci, wyciąganie ich z tych domów. Pokazywanie, że ten świat może wyglądać inaczej. Jak słucham dorosłych ludzi, którzy już opuścili ten alkoholowy dom, to okazuje się, że każdy z nich spotkał w swoim życiu kogoś, kto im pomógł zobaczyć ten inny świat. To czasem jest nauczycielka, pani ze świetlicy, czasem ksiądz, sąsiadka, czasem rodzice kolegi czy koleżanki z klasy. Dzięki nim zobaczyli, że można żyć inaczej, że ich dom był zły i dzięki nim uświadomili sobie, że nie chcą takiego życia, takiego domu.

Monika Karbarczyk: Ale zdarza się, że rodzice chronią swoje dzieci, że zabraniają się im się bawić z dziećmi, w których domach jest problem z alkoholem.

Joanna Szczerbaty: A powinno być odwrotnie. Powinno być to wsparcie. Ja ci pokażę inny świat. Dam ci ciepłej zupy. Bo to są często dzieci, które nie mają obiadów w domu. Zdarza się, że dziecko nie jest w stanie zjeść całego posiłku, bo ma tak zasuszony żołądek, albo inaczej je trzy kotlety, by mieć na zapas. Takie zachowania powinny zwrócić uwagę.

Monika Karbarczyk: Zdarza się, że dzieci z domów, w których jest alkohol, mają trudności w nauce, ale to nie znaczy, że nie mają zdolności, prawda?

Joanna Szczerbaty: Mają zdolności, są zaniedbane, nikt ich nie przypilnuje w tej nauce. Ale ich zaradność życiowa jest na 200 proc. One naprawdę potrafią sobie radzić w życiu na medal. To są dzieci, które są odporne na ból, właściwie nie chorują. Całą zimę bez czapki mogą chodzić i nic się nie dzieje. To jest coś niesamowitego. To jest chyba taki system przystosowawczy. Wiadomo, że on sam musi się sobą zająć, a nierzadko i młodszym rodzeństwem czy mamą. Takie dzieci właściwie nie mają dzieciństwa. To jest właśnie charakterystyczne dla DDA. Oni nigdy nie byli dziećmi.

Monika Karbarczyk: A czy później potrafią odnaleźć w sobie to skryte gdzieś głęboko dziecko?

Joanna Szczerbaty: Ciężko jest z tym, bo je nie tylko trzeba odszukać, ale potem pokochać, utulić, przeprosić, wybaczyć...

Monika Karbarczyk: Powiedziała pani, że trzeba wybaczyć, ale pytanie komu? Sobie czy rodzicom?

Joanna Szczerbaty: I rodzicom, i sobie. Rodzicom czasem ciężko wybaczyć, bo ich już nie ma. Albo inaczej, przychodzą do mnie ludzie i mówią, że tata przez całe życie pił, teraz nie pije, bo siadły mu wątroba, nerki. I nagle oczekuje od dzieci, że będą się zachowywać tak, jakby tamto się nie wydarzyło. Ale zapomnienie to nie jest wybaczenie.
Trzeba wybaczyć sobie, że jest się takim, że się wpada się w złość, że czasem bywa się niefajnym, a rodzicom tylko podziękować za to, że się człowiek urodził. Tyle. Czasem tylko na to jest przestrzeń.

Monika Karbarczyk: Ci alkoholicy, jeśli dożywają sędziwego wieku, to są już tak zniszczeni, że wymagają pomocy. No i co w takiej sytuacji zrobić? Dzieci, które były ofiarami przemocy, które dostawały cięgi na co dzień od takiego ojca, matki, nagle mają się opiekować tymi rodzicami? Ba! Czasami zdarza się taka sytuacja, że ojciec zniszczył całkowicie życie temu dziecku, ono się odcięło, zbudowało swoje nowe życie, a teraz musi płacić na takiego ojca alimenty. System siłą je zmusza, by do tego środowiska, z którego uciekły, ponownie wróciły. Czasem zdarza się, że rodzice zostawiają dzieci na starcie ich dorosłego życia z ogromnymi długami…

Joanna Szczerbaty: Zdarza się, że dorosłe dzieci walczą o to, aby nie płacić za DPS tatusia, który ostatnie 10 lat spędził na ulicy. Nie należy tych osób potępiać. Jak słyszę takie historie, to zawsze się zastanawiam, co się musiało stać, że jest taka obojętność. Bo ta obojętność jest ochroną przed złymi wspomnieniami, przed powrotem do tej naprawdę ciężkiej rzeczywistości.

Monika Karbarczyk: Czego dzieciom alkoholików może brakować w życiu?

Joanna Szczerbaty: Bliskości. To są dzieci, do których nikt nie przychodził, gdy były małe i płakały, więc w końcu przestawały płakać. To są dzieci, których się nie brało na kolana, których nikt nie głaskał, nie czesał, których nikt nie brał za rękę, gdy przechodziły przez ulicę. Nikt im nie pokazywał świata.
Dlatego Dorosłym Dzieciom Alkoholików tak ciężko czasem się przytulić do partnera, dzieci, wnuków. Trudno być im czułym.

Monika Karbarczyk: Bardzo dziękuję za tę rozmowę.

Redakcja poleca

Uwaga!

Powyższa porada nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku jakichkolwiek problemów ze zdrowiem należy skonsultować się z psychiatrą, psychologiem.

Źródło: CHILLIZET