Na antenie:

"Gdy trochę zwolnimy, świat się nie przestanie kręcić”. Wypalenie zawodowe jest coraz częstsze

11 min. czytania
Aktualizacja 06.02.2024
01.01.2024 19:55
Zareaguj Reakcja

Skąd się bierze wypalenie zawodowe? Czy to wina pracodawców, a może sami sobie przyjmujemy zbyt dużo obowiązków? "Na cmentarzu leży wielu takich niezastąpionych” – powiedziała podczas rozmowy z Aleksandrą Pucułek dr hab. Dorota Marecz-Kot z Uniwersytety Łódzkiego.

Wypalenie zawodowe
fot. Shutterstock

"Jestem lekarzem i kilka lat temu doświadczyłem wypalenia zawodowego. Pracowałem w szpitalu i w gabinecie prywatnym. Życie na pełnych obrotach bez możliwości odpoczynku (jako lekarz nigdy nie wiesz, kiedy może zadzwonić telefon z prośbą o pomoc). To ciągłe napięcie i brak możliwości rozładowania go, najpierw przełożył się na problemy w domu, a potem w pracy. Zacząłem odczuwać ogromne zmęczenie, zarówno fizyczne, jak i psychiczne, co przykładało się na moje decyzje. Coraz więcej było tych błędnych, a przecież od nich zależało życie moich pacjentów. Potem pojawiła się bezsilność, taka niemoc, a wraz z nią strach. Coraz częściej byłem niemiły dla swoich pacjentów, ich rodzin, a także na współpracujących ze mną ludzi. Straciłem radość z pracy, która do niedawna uskrzydlała mnie. Czułem się pusty, wyjałowiony z uczuć, emocji... Wtedy nie potrafiłem racjonalnie myśleć, więc mimo okropnego samopoczucia nie poprosiłem nikogo o pomoc. Zrobił to za mnie los. Gdy wychodziłem z domu do pracy, zasłabłem. Trafiłem na OIOM z zawałem serca. Stan był ciężki, ale wyszedłem z tego. Miałem czas, by spokojnie przyjrzeć się sobie. Zawał mięśnia sercowego był konsekwencją wypalenia zawodowego. To była prawdziwa przyczyna moich problemów, ale nie potrafiłem w porę tego dostrzec. Teraz staram się działać z wyprzedzeniem i gdy widzę pierwsze objawy wypalenia u siebie, swoich pacjentów, czy koleżanek i kolegów, działam". Tak napisał pan Adam (nazwisko do wiadomości redakcji). Ale pod tą historią mogłoby się podpisać wiele innych osób, bez względu na wykonywany zawód, wiek, czy płeć. Wypalenie zawodowe może dotknąć każdego, kto angażuje się w się w swoją pracę, bo – jak ktoś kiedyś powiedział – aby się wypalić, trzeba najpierw płonąć. Wiele historii osób z wypaleniem zawodowym zaczyna się podobnie: moja praca była angażująca i fizycznie, i emocjonalnie... Niestety niektóre z tych historii kończą się śmiercią, o ile w porę nie przyjdzie pomoc.

Czym jest wypalenie zawodowe? Czy da się przed nim uchronić? Dlaczego w ostatnich latach coraz częściej się o nim słyszy? O tym dzisiaj porozmawiamy z dr. hab. Dorotą Marecz-Kot, psycholożką z Uniwersytetu Łódzkiego.

Aleksandra Pucułek: Sezon urlopowy za nami. Część osób wróciło z urlopu do pracy, ale po kilku dniach znowu poczuło zmęczenie, które towarzyszyło im przed urlopem...

Dorota Merecz-Kot: Ale czy zwróciła Pani uwagę, że odpoczywamy coraz krócej? Wiele osób, zanim zdąży odpocząć, to już wraca z urlopu. A im więcej pracujemy, tym więcej czasu potrzebujemy na regenerację.

Aleksandra Pucułek: Skąd się bierze to wypalenie zawodowe?

Dorota Merecz-Kot: Wypalenie zawodowe jest konsekwencją przewlekłego stresu, dużych wymagań w pracy, a także naszego osobistego zaangażowania w tę pracę.

Aleksandra Pucułek: Czy są to wymagania zewnętrzne, czy sami od siebie zbyt dużo wymagamy?

Dorota Merecz-Kot: To oczywiście są wymagania zewnętrzne (od naszych przełożonych), ale liczy się też nasze zaangażowanie w realizację tych wymagań. Są osoby, które nie mają tego elementu wewnętrznego zaangażowania w pracę, takiej zdolności do poświęcania się, do przekraczania pewnej granicy, która skutkuje głębszym zmęczeniem, zużyciem zasobów osobistych. Takie osoby raczej nie doświadczają wypalenia. Czyli trzeba mieć zapał, trzeba mieć energię, trzeba mieć zaangażowanie, żeby w ten proces wypalania wejść.

Aleksandra Pucułek: Czy istnieje jakiś zawód, w którym nigdy nie doświadczymy wypalenia zawodowego?

Dorota Merecz-Kot: Kiedyś mówiono, że wypalenie zawodowe głównie dotyczy ludzi, którzy pracują w kontakcie z drugim człowiekiem, ale to już przeszłość. Wypalić się można również nad klawiaturą komputera. Jeśli jądrem naszej tożsamości jest to, kim jesteśmy zawodowo i jak dobrze wykonujemy swoją pracę, to mamy tendencję do głębokiego zaangażowania w to, co robimy. Staramy się jeszcze bardziej, mimo przeciwności, które czasami są nam rzucane przez środowisko pracy, jak te przysłowiowe kłody pod nogi.
Inna sprawa, że nie wypalamy się tak samo. To nie jest proces, który u każdego wygląda tak samo. Są ludzie, którzy reagują na te bardzo silne wymagania, angażując się jeszcze bardziej, jeszcze silniej starając się. A paradoksalnie, powinni raczej trochę wycofać się z tej aktywności, o ile to oczywiście możliwe, by mieć lepszą perspektywę. Tymczasem starają się tak, bo wierzą, że w ten sposób nadrobią, nadgonią, może uratują świat. Są też ludzie, którzy wypalają się, pracując na takim minimum. Robię rutynowo to, co muszą. Jest to poprawna praca (często myślą: "żeby mnie nikt za rękę nie złapał, nie miał żadnych pretensji do mnie"), ale nie czują emocjonalnego w związku z pracą.

Wypalenie zawodowe jest konsekwencją przewlekłego stresu, dużych wymagań w pracy, a także naszego osobistego zaangażowania w tę pracę. - dr hab. Dorota Merecz-Kot

Aleksandra Pucułek: To takie błędne koło. Staramy się bardziej, czujemy się bardziej zmęczeni, więc jeszcze bardziej się staramy i jeszcze bardziej czujemy się zmęczeni. Czy da się z takiego błędnego koła wyjść?

Dorota Merecz-Kot: Tak. Jedna faza powrotu do zdrowia nazywa się "Powstanie, jak feniks z popiołów". Tak mniej więcej bym to przetłumaczyła. Jest nadzieja, da się z tego wyjść, ale to wymaga głębokiej pracy nad sobą. I nie chodzi o to, aby z pracy zrezygnować i odpocząć, czy pracować więcej i szybciej. Chodzi o refleksję, zastanowienie się nad tym, co jest dla mnie priorytetem. Chodzi też przemodelowanie takiego myślenia, które jest dość częste, że nie mogę przestać, bo świat się zawali, bo coś położy się cieniem na moim status quo, na opinii o mnie, na moim profesjonalizmie. Trzeba więc najpierw dokonać mentalnej przemiany, pozwolić sobie na oddech.

Redakcja poleca

Aleksandra Pucułek: Można to samemu zrobić, czy raczej potrzebne jest wsparcie kogoś z zewnętrz?

Dorota Merecz-Kot: Niektórym się to udaje samodzielnie. Czasami czytamy, że ktoś porzucił pracę w korporacji i przeniósł się na wieś, sadzi ekologiczne marchewki. To właśnie efekt tej pracy mentalnej, ustalenia priorytetów, tego, co jest dla mnie w życiu najważniejsze, i – co równie ważne – kiedy powiedzieć stop. Oni zwykle nie potrzebują wsparcia specjalisty. Ale inne osoby już tak. Wszystko zależy od tego, w którym momencie orientujemy się, że coś jest nie tak. Bo jeśli jesteśmy na takim etapie wypalenia, któremu towarzyszy głęboka depresja, to musimy skorzystać z pomocy psychiatry.

Aleksandra Pucułek: Powiedziała Pani, że niektórzy rezygnują z pracy w korporacji i przeprowadzają się na więc, czyli w ich przypadku ratunkiem, lekarstwem jest odejście z pracy. Czy to zawsze konieczne?

Dorota Merecz-Kot: Czasem tak. Zmiana pracy, zmiana stanowiska to nowe wyzwania, które wyzwalają nową energię. Ale trzeba pamiętać, że bez pracy nad sobą, w nowym miejscu pracy również możemy zacząć powielać ten sam sposób działania, czyli znów zbyt głęboko się zaangażować lub popaść w rutynę.

Kiedyś mówiono, że wypalenie zawodowe głównie dotyczy ludzi, którzy pracują w kontakcie z drugim człowiekiem, ale to już przeszłość. Wypalić się można również nad klawiaturą komputera.  - dr hab. Dorota Merecz-Kot

Aleksandra Pucułek: A czy jest możliwość zostania w tej samej pracy i podjęcie leczenia? Czy w takiej sytuacji mamy szansę na poprawę swojego samopoczucia?

Dorota Merecz-Kot: Oczywiście jest taka możliwość, ale w moim odczuciu jest to znacznie trudniejsze. Funkcjonując tak intensywnie w dotychczasowym miejscu pracy, pokazaliśmy, na co nas stać, co możemy, więc zmienienie tego nawyku nie tylko w nas samych, ale i w ludziach pracujących z nami, może być znacznie trudniejsze. Dlaczego? Zobaczmy na przykładzie. Ktoś bierze na siebie dużo pracy, zostaje po godzinach, wyręcza lub zastępuje inne osoby i nagle przychodzi do pracy i mówi, że nie chce dalej tak robić, staje się asertywny, częściej mówi nie. To jaki jest odbiór społeczny? Zwykle pojawia się oburzenie. "Jak to? Zawsze to robiła, a teraz nie chce?", "Coś ma z głową nie tak?", "Skąd te muchy w nosie?". Wtedy zderzamy się z niechęcią otoczenia, albo co najmniej ze zdziwieniem, bo nie każdy to rozumie.
Często pracując z ludźmi, używam takiej metafory, że praca jest jak małżeństwo. Można się zastanowić, czy chce się trwać w tym związku (zostać nim albo z niego zrezygnować). A jeśli zostaje w tym związku, to jak ten związek naprawić? Czyli zastanowić się, czego mogę oczekiwać od pracy i co mogę zmienić w sobie, by ten związek był dla mnie i dla mojego pracodawcy korzystny.

Aleksandra Pucułek: To, co zmienić pracę, czy nie?

Dorota Merecz-Kot: Jeśli chcemy w tej pracy zostać, to musimy sobie wyznaczyć nieprzekraczalną granicę naszej aktywności, wyznaczyć swój własny limit prac. Wtedy możemy się tym wybranym aktywnościom poświęcić tak jak dotąd, ale nie możemy przeciążać się. Od czego zacząć? Pierwsze pytanie, jakie musimy sobie zadać, powinno brzmieć: co muszę bezwzględnie zrobić? Drugie pytanie: co jest źródłem mojej największej satysfakcji? Wymieńmy 5 najważniejszych rzeczy. Kolejne pytanie to: co z tej puli będzie mnie satysfakcjonowało najbardziej? Wybieram jedną, dwie rzeczy i poświęcam się im tak, jak dotychczas. Jestem pełna zaangażowania, ale nie rozmieniam się na drobne.
Ewentualnie, jeśli ktoś ma taką potrzebę (ludzie są różni), żeby trochę zmieniać aktywności, to mogę zrobić sobie plan. Przez najbliższe dwa lata oddam się tej aktywności, a później, dla odświeżenia, złapania innej perspektywy, innej aktywności, która też mnie kusi.

Redakcja poleca

Aleksandra Pucułek: Można z czymś pomylić wypalenie zawodowe?

Dorota Merecz-Kot: Niektóre objawy wypalenia zawodowego są podobne do objawów depresji. Często te dwa stany się na siebie nakładają. Skrajne wypalenie zawodowe kończy się stanem depresyjnym, stanami lękowymi, a więc dobrze byłoby, gdybyśmy zauważali relatywnie wcześnie pierwsze oznaki wypalenia zawodowego.
Pierwszym, charakterystycznym sygnałem wypalenia zawodowego jest – użyję tu takie kolokwialnego wyrażenia – "obrzyd" do pracy, pojawiający się w sobotę lub niedzielę wieczorem. Często słyszę w gabinecie: "Jak sobie pomyślę, że mam iść do pracy, to robi mi się słabo".
Najczęściej pojawiają się objawy fizjologiczne, takie jak bezsenność, przewlekły stres, ale one często nie są utożsamiane z wypaleniem, tylko z innymi stanami. Ludzie tłumaczą sobie ich pojawienie się w różny sposób, np. "dzisiaj miałam/miałem trudniejszy dzień, więc nie mogę spać", albo "jestem zestresowana, muszę sobie z tym poradzić" itd. Te objawy są początkowo bagatelizowane przez ludzi, a do terapeutów zgłaszają się, gdy problem staje się poważniejszy.
Nic ich nie cieszy, nie znajdują żadnej inspiracji w pracy. Mimo że wkładają bardzo wiele wysiłku w pracę, to nie widzą jej efektów.

Niektóre objawy wypalenia zawodowego są podobne do objawów depresji. Często te dwa stany się na siebie nakładają.  - dr hab. Dorota Merecz-Kot

Aleksandra Pucułek: Jak to się może skończyć?

Dorota Merecz-Kot: Nie podam żadnych statystyk, ale chcę zwrócić uwagę na coś ważnego. Gdy już jesteśmy w tym stanie wypalenia zawodowego, to zwykle zaczynają pojawiać się też problemy rodzinne. Jesteśmy tak poważnym stanie, że chcemy, aby cały świat od nas odczepił, łącznie z naszymi bliskimi.

Aleksandra Pucułek: Dla bliskich to też może być bardzo trudne doświadczenie, prawda? Jak możesz być zmęczony, skoro dopiero co wróciłeś z urlopu? Dlaczego tak długo siedzisz nad pracą, spędź trochę czasu z nami...

Dorota Merecz-Kot: To jest taka matrioszka. Jeden problem ukryty jest w innym problemie. Jeśli jest to bardzo zaawansowany proces, to często pojawiają się poważne problemy w relacjach z bliskimi.
Najtrudniejszym elementem pracy nad sobą jest uwierzenie w to, że można inaczej pracować i że od tej zmiany świat się nie zawali. To jest punkt zwrotny.

Aleksandra Pucułek: A czy wiadomo, po jakim czasie może pojawić się wypalenie zawodowe?

Dorota Merecz-Kot: To zależy od kilku czynników, między innymi od tej indywidualnej zmiennej naszego zaangażowania, poziomu perfekcjonizmu. Nie da się powiedzieć, czy grupie ryzyka są osoby z pięcioletnim, czy dwudziestoletnim stażem pracy.

Aleksandra Pucułek: O wypaleniu zawodowym mówi się od niedawna. Czy to zjawisko zawsze było obecne, tylko nienazwane, czy raczej jest to zjawisko związane ze współczesnym światem?

Dorota Merecz-Kot: Było zawsze, tylko w ogóle o tym nie mówiliśmy. Trudno zakładać, że robotnik pracujący w fabryce w XIX w. się nie wypalał. Prawdopodobnie się wypalał, ale nie miał innego wyjścia.

Aleksandra Pucułek: A kiedy oficjalnie stwierdzono wypalenie zawodowe?

Dorota Merecz-Kot: Pojęcie to stworzyła Christina Maslach, w latach 80. XX w., o ile dobrze pamiętam. Zaczęło się od badania stewardess, które zawsze musiały być uśmiechnięte, ładne i pomocne. Z czasem zaczęły się u nich pojawiać pierwsze objaw wypalenia. Początkowo uważano, że wypalenie zawodowe dotyczy tylko zawodów mających kontakt z innymi ludźmi, klientami. Ale pod koniec lat 90. XX w. zauważono, że może ono dotyczyć zawodów, w których ten kontakt z innymi ludźmi jest ograniczony. Chociaż oczywiście nauczyciele, lekarze, pielęgniarki, pracownicy socjalni etc. są bardziej narażeni na pojawienie się wypalenia. Dlaczego? Chodzi o pewne zjawisko, o którym rzadko się mówi, a które nazywa się pracą emocjonalną. Chodzi o zawody, w których konieczna jest określona ekspresja mimiczna, pokazywanie określonych emocji, które często są niezgodne z tym, co tak naprawdę czujemy. Uważa się, że takie zawody mają wysokie ryzyko wypalenia.
Praca emocjonalna to jest coś, co robimy też na co dzień, w domu, z miłości do naszych bliskich.

Kobiety częściej cierpią na wypalenie zawodowe, bo jesteśmy bardziej skupione i nastawione na relacje z drugim człowiekiem. Mężczyźni są bardziej zadaniowi, ale to oczywiście jest pewne uogólnienie. - dr hab. Dorota Merecz-Kot

Aleksandra Pucułek: A czy praca zdalna zjawisko wypalenia zawodowego pogłębiła?

Dorota Merecz-Kot: Tak, ale myślę, że nie chodzi tu o brak kontaktu z ludźmi, ale o to, co się działo w ramach tej pracy zdalnej. Teraz trudno to odkręcić. Chodzi o przekonanie, że jesteśmy cały czas dostępni, do dyspozycji. Praca zdalna wiązała się też z większą liczbą spotkań online. Pracodawcy, albo ci, którzy zarządzali pracą, kierownicy, mieli jakiś przymus kontrolowania pracy. Tylko wtedy, gdy te spotkania były zintensyfikowane, oni mieli takie złudne poczucie kontroli nad pracownikiem. Wcześniej było to zupełnie inaczej.

Aleksandra Pucułek: Czy to prawda, że kobiety częściej cierpią na wypalenie zawodowe?

Dorota Merecz-Kot: Myślę, że tak, dlatego, że jesteśmy bardziej skupione i nastawione na relacje z drugim człowiekiem. Mężczyźni są bardziej zadaniowi, to oczywiście jest pewne uogólnienie, i skoncentrowani na przedmiotach, rzeczach, zadaniach.

Aleksandra Pucułek: Czy szef może jakoś pomóc pracownikowi, gdy ten cierpi na wypalenie zawodowe?

Dorota Merecz-Kot: Tak, może w tym procesie odegrać bardzo dużą rolę. Ale musi mieć świadomość, że to praca wypala ludzi. Widząc, że pracownik siedzi po godzinach, powinien mu przypomnieć: "pracujesz do 17.00, kończ pracę". Takie zachowanie byłoby bardzo pomocne. U bardziej świadomych pracodawców także w Polsce, choć częściej na Zachodzie, to jest już standard. W ogóle pracodawcy powinni mieć w głowie taki filtr mentalny: wymagaj od swoich ludzi tego, czego chciałbyś, aby wymagano od twojego syna/córki. Chcesz dla nich dobrze, nie chcesz, by byli przeciążeni pracą, aby po pracy czuli się, jakby po nich przejechał czołg.
Jest jeszcze jednak ważna kwestia. Ostatnio w mediach pojawiło się takie określenie psychowashing, czyli psychologiczne pranie mózgu. Chodzi o to, że różnego rodzaju organizacje, zamiast zastanawiać się nad tym, czy nie za dużo kładą na barki swoich pracowników, czy nie należy czegoś zmienić w organizacji pracy, wynajmują psychologa lub coacha. Niby jest to taki prezencik. "Troszczymy się o twoje zdrowie psychiczne, wellbeing, ale tak naprawdę jest w tym ukryty przekaz: my jako organizacja jesteśmy w porządku, to ty człowieku masz problem". To – w moim odczuciu – jest głęboko niesprawiedliwe.

Aleksandra Pucułek: A czy da się jakoś zapobiec wypaleniu zawodowemu?

Dorota Merecz-Kot: Da się, ale znowu trzeba zacząć od siebie. Niektórzy ludzie zaczynający pracę, chcący pracować w określonych miejscach, myślą: "jak dam z siebie 300 proc. w okresie próbnym, to mnie zatrudnią". Rzeczywiście często się tak dzieje, ale później jest tak, że te 300 proc., które z narażeniem naszego dobrostanu realizowaliśmy, będzie dla naszego pracodawcy standardem, punktem wyjścia. Kiedy zrobimy coś mniej, nie będzie to aprobowane. Pamiętajmy, że nasze 100 proc., jeśli będzie bardzo dobrze zrobione, naprawdę wystarczy.
Zacytuję takie powiedzenie, które jest mocne i przemawiające do rozumu: "tysiące niezastąpionych leży na cmentarzach". Wydaje się nam, że nikt lepiej od nas czegoś nie zrobi. Setki tysięcy ludzi powtarza te słowa, w końcu odchodzą i co... świat kręci się dalej.

Aleksandra Pucułek: Dziękuję za tę rozmowę.

Redakcja poleca

Uwaga!

Powyższa porada nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku jakichkolwiek problemów ze zdrowiem należy skonsultować się z lekarzem.

Źródło: CHILLIZET/ Podcast Psyche