„Pilates to metoda dla każdego”. Rozmowa z instruktorką pilatesu Igą Majewską
Pilates można ćwiczyć i pod chmurką, i w sali. Co więcej, ten rodzaj aktywności jest odpowiedni dla każdego – niezależnie do wieku czy poziomu sprawności fizycznej. Kim był Józef Pilates, jak się narodziła jego metoda ćwiczeń i jakie korzyści daje pilates, wyjaśnia Iga Majewska, wieloletnia instruktorka pilatesu, która była gościnią Magdaleny Bauer w Chillizet.
Magdalena Bauer: Mówisz o swojej fascynacji pilatesem. Co to za metoda? Czy można w nią wejść w każdym wieku i na różnych poziomach sprawności?
Iga Majewska: Tak, jak najbardziej. Pilates to metoda z ponadstuletnią tradycją. Mówi się, że pilates jest dla każdego, bo faktycznie z pilatesu mogą skorzystać profesjonalni sportowcy, którzy dzięki tej metodzie ćwiczeń rozciągną to, co mają spięte, wzmocnią to, co mają słabsze, czyli wyrównają się i będą jeszcze bardziej sprawni. Ale mogą skorzystać z niej także osoby zupełnie początkujące, które zazwyczaj są kanapowcami i chcą zacząć się ruszać. To jest bezpieczna, powolna, bardzo dokładna metoda, która wzmacnia całe ciało, a szczególnie te mięśnie, które trzymają nas w pionie, czyli właśnie ten gorset, który mamy wokół korpusu. Chodzi o brzuch, pośladki, plecy – wszystko to, co sprawia, że nasz kręgosłup jest w pozycji pionowej, a sylwetka wyprostowana.
Czyli mięśnie, które często są przez nas zaniedbywane przez siedzący tryb pracy.
Iga Majewska: Tak. Ale w pilatesie, oprócz tego, że się poruszamy i wzmocnimy mięśnie, bardzo ważny jest oddech. Myślę, że wszystkie zapracowane osoby, które spędzają dużo czasu przed komputerem, na pewno skorzystają z tego, że każdy ruch jest połączony z bardzo głębokim oddechem. Skupiamy się na żebrach, które pływają nam pod wpływem oddechu. Zresztą nawet samo to, że się poruszamy i przez chwilę skupimy tylko na tu i teraz, czyli na tym, jak precyzyjnie wykonać każdy ruch i oddech, sprawia, że nawet po jednej godzinie pilatesu czujemy się lepiej. Nie chodzi tu o jakieś natychmiastowe efekty sylwetkowe, tylko ogólnie o to, jak się czujemy. Bo po pilatesie czujemy się poskładani na nowo: każda część ciała znowu trafia na swoje miejsce. Ustawiamy miednicę, żebra nad biodrami, głowa nagle jest centymetr wyżej niż przed zajęciami. Takie są mniej więcej cele pilatesu.
Józef Pilates, twórca metody, był dzieckiem dość słabowitym i chorowitym, ale ojciec dbał o jego kondycję fizyczną. Potem, już jako dorosły człowiek, pracował z rekonwalescentami wojennymi i ze środowiskiem choreograficznym. W obu tych miejscach miał do czynienia z potrzebami związanymi z rehabilitacją, z usprawnieniem ciała. Zgadza się?
Iga Majewska: Wszystko się zgadza. Do rehabilitacji wykorzystywał pozycję leżącą i łóżko, także różne przyrządy do ćwiczeń własnej koncepcji, które powstały na bazie tego, co miał pod ręką. Mówi się, że ci rekonwalescenci – swoją drogą to nie był szpital, ale obóz dla internowanych – którzy, byli pod okiem Józefa Pilatesa, wyszli z obozu zdrowsi niż kiedy tam przyszli. To dzięki temu, że pilates to jest taki trening kondycyjny dla całego ciała, czyli wzmacniamy absolutnie wszystko, oddychamy, wykonujemy wszystkie ruchy kręgosłupa, które są potrzebne, żeby on był zdrowy. A wracając jeszcze do tancerzy, bo to też jest ciekawe. Pomyślmy o tym, że Joseph Pilates rehabilitował tancerzy, czyli osoby szalenie sprawne, i nie po to jedynie, żeby byli w stanie chodzić, tylko żeby byli w stanie robić szalone figury, które robią na scenie. To jest naprawdę wymagający trening, choć wydaje się, że skoro leżymy, to takie machanie nóżką nie jest specjalnie męczące. Ale to była rehabilitacja dla tancerzy, czyli sportowców, więc te te oryginalnie ćwiczenia wymyślone przez Józefa Pilatesa są naprawdę trudne, nawet te na macie bez dodatkowych przyrządów. Szczerze mówiąc, ja po tylu latach prowadzenia zajęć dla grup bardzo rzadko sięgam do klasycznych ćwiczeń w klasycznej formie, bo uważam, że dla osób, które na co dzień siedzą i nie są sportowcami, są one na tyle wymagające, że te osoby by już nie wróciły do mnie na pilates. Robię więc uproszczone wersje ćwiczeń, nadal sięgając oczywiście do oryginalnej metody Józefa. Używamy pośrednich form tych ćwiczeń, które się nazywają prepilates.
Pilates ma różne oblicza. Metoda ta była też wzbogacana przez inne osoby poza Józefem Pilatesem. Ogromną rolę odegrały w kształtowaniu się, wzbogacaniu tej metody kobiety. Najpierw żona?
Iga Majewska: Partnerka, bo nie do końca wiemy, czy ona była żoną czy nie. Ponoć żonę Józef Pilates zostawił w Niemczech, wokół niego są różne historie, a czasy wojenne nie pozwalają nam poznać wszystkiego, co się na pewno wydarzyło i gdzie kogo poznał i z kim faktycznie wziął ślub. Ale tak, najpierw Klara Pilates – załóżmy, że to jednak była żona – pomagała Josephowi w jego studiu w Nowym Jorku. To studio wyglądało trochę jak siłownia: przychodziło się, każdy miał swoje stanowisko i godzinę, wykonywał ćwiczenia, które już znał, bo został ich nauczony przez Józefa Pilatesa, a Klara lub Józef dawali tylko wskazówki, jak poprawić ćwiczenie. Nie była to więc taka lekcja, jaką znamy dzisiaj, tylko to byli stali klienci, bywalcy, którzy znali swój zestaw ćwiczeń i kolejność, w jakiej należy je wykonywać. Później po śmierci Józefa, pałeczkę przejęły już kobiety. Choć sam Pilates nie zostawił po sobie podręcznika, według którego można by było kontynuować jego myśl, to jego stali klienci stali wzięli sprawę w swoje ręce i tak powstały kolejne metody wokół pilatesu. Część zachodniego wybrzeża w Stanach stała się bardziej pop – tam byli mężczyźni, którzy uczyli pilatesu gwiazdy i celebrytów i tam to poszło w stronę bardziej współczesną. A Nowy Jork, ponieważ to tam się wszystko zaczęło, został bardziej klasyczny. Tam działała Romana Krzyżanowska, do dziś właściwie jest szkoła Romany Krzyżanowskiej, która jest najbardziej klasyczna, jeśli chodzi o pilates. Romana była wybitną tancerką baletową, więc wszystko się zgadza. Od rehabilitacji, bo Józef ją rehabilitował, kiedy była nastolatką, przeszła na stronę instruktorską w dorosłym życiu. Teraz pod jej imieniem, jej córki i wnuczki szkoła nadal działa.
A jak zaczęła się twoja pasja? Co zdecydowało, że mocno poszłaś w stronę pilatesu?
Iga Majewska: A to jest bardzo ciekawe. Pilates pierwszy raz poznałam na studiach. W ramach WF zapisałam się na pilates na Uniwersytecie Warszawskim. W ogóle nie wiedziałam, co to jest. Przeczytałam jedynie jakiś krótki dwuzdaniowy opis. Podobało mi się, że nie trzeba mieć butów na zmianę i ich dźwigać na zajęcia. Poza tym zawsze miałam skoliozę, krzywy kręgosłup, już jakieś bóle w kręgosłupie w wieku 20 lat, więc uznałam, że może to jest właśnie metoda, której sobie spróbuję. A później to już ze mną tak zostało. Po tym pierwszym semestrze na studiach znalazłam sobie pilates poza studiami, w klubie fitness i chodziłam dwa, trzy razy w tygodniu, ćwiczyłam zawsze w pierwszym rzędzie, żeby instruktorka miała mnie na oku. Zakolegowałam z instruktorkami. Jakoś tak sama wsiąknęłam w to community pilatesowe. W 2019 roku, czyli już po paru latach ćwiczeń, zrobiłam kurs instruktora.
Pewnie warto podkreślić, że pilates daje też wgląd w świadomość ciała, prawda? Pozwala dobrze się w swoim ciele poczuć.
Iga Majewska: Tak, czasem uczestniczki zajęć mi mówią: „Dawno nie myślałam o tym, że moje ciało się składa z różnych części, które się oddzielnie mogą poruszać”. Chodzi o to, że po to poruszamy miednicą, żeby ruszyć cały kręgosłup. Bo pilates rozkłada ciało na oddzielne klocki, tak to nazwijmy, a później buduje z tego jedną wieżę, czyli taki właśnie mocny rdzeń, gdzie każda część ciała jest ustawiona optymalnie. A jak jest ustawiona optymalnie, to się mniej zużywa, więc wierzę, że to nam gwarantuje zdrowie na długie lata.
Czy możesz powiedzieć o trzech najważniejszych rzeczach, jakie dał ci pilates?
Iga Majewska: Myślę, że na pewno jest to społeczność, czyli rozszerzenie grupy osób, które znam, z którymi przebywam i którymi się otaczam. Zdrowy kręgosłup i na pewno sposób życia. Pamiętam, jak miałam te dwadzieścia parę lat i nie mogłam się schylić do ziemi albo tak mnie bolał kręgosłup po dłuższym spacerze, że nie mogłam sobie z tym poradzić. Ale okazało się, że mocne mięśnie, ten gorset, trzymają kręgosłup w ryzach. Więc to, co na pewno dał mi pilates, to zdrowie. Więc podsumowując: społeczność, zdrowie i sposób na życie. Zanim zostałam instruktorką pilatesu, przez 10 lat pracowałam w biurze, byłam raczej pilatesową klientką. Pilates dał mi więc nowy rozdział w życiu: jestem instruktorką, mogę promować tę metodę i zarażać nią kolejne dziewczyny.
Całej rozmowy z Igą Majewską można wysłuchać w podcaście "Pilates na dachu":
Źródło: CHILLIZET / spisała i zredagowała: Aleksandra Sobieraj