Masz problem z perfekcjonizmem? Zadaj sobie 6 kontrolnych pytań i sprawdź
Perfekcjonizm może przybierać różne formy i mieć wiele źródeł. Często zamiast pomagać, komplikuje codzienne życie i odbiera nam spokój. Pierwszym krokiem do poradzenia sobie z nim jest uświadomienie sobie, że nas dotyczy. Joanna Zaręba i Katarzyna Białkowska w książce „Jestem wystarczająca. Jak pokochać siebie” podpowiadają, jak przyjrzeć się mechanizmom perfekcjonizmu, „rozbroić” go i nauczyć się żyć w zgodzie ze sobą.
- Jak perfekcjonizm wpływa na zdrowie i samopoczucie jednostek.
- Dlaczego perfekcjoniści zorientowani na siebie są bardziej krytyczni wobec siebie niż innych.
- Co charakteryzuje perfekcjonistów zorientowanych na otoczenie.
- Jakie pytania pomagają ocenić, czy ktoś jest zbyt blisko perfekcjonizmu.
Fragment książki pt. "Jestem wystarczająca. Jak pokochać siebie" autorstwa Joanny Zaręby i Katarzyny Białkowskiej, Wydawnictwo RM.
Perfekcjonizm pod lupą
Perfekcjonizm występuje w wielu wariantach. Ma różnorodne przyczyny i może utrudniać nam życie na wiele sposobów. Przykładowo perfekcjoniści zorientowani głównie na siebie narzucają sobie przesadnie wysokie, a nawet niemożliwe do spełnienia standardy. Są też dla siebie niezwykle surowi i nic ich tak nie irytuje jak wszelkie oznaki własnej słabości. Desperackie próby dogonienia ideału powodują, że często cierpią na stany lękowe lub depresję.
Jeżeli znasz kogoś, kto wiecznie przychodzi do pracy przeziębiony i ze zbolałą miną pracuje, kaszląc na wszystkich, jest duża szansa, że to właśnie perfekcjonista tego typu, przekonany, że grypa i 39 stopni gorączki to jeszcze nie powód, żeby nie pracować.
Pomimo stawiania sobie poprzeczki absurdalnie wysoko, perfekcjoniści tego rodzaju zwykle okazują więcej zrozumienia dla innych, tolerują u nich niedoskonałość i słabość. Mogą wypluwać sobie płuca w biurze, ale jeżeli kaszle ich koleżanka z biurka obok, zwykle doradzą jej wizytę u lekarza.
Aneta i Marta odebrały swoje dzieci z podstawówki i spacerkiem wracały do domu.
Janek, syn Anety, cieszył się, że poprawił dwóję z matematyki na czwórkę, a Aneta była z niego bardzo dumna i pochwaliła jego ciężką pracę.
Marta również dołączyła się do gratulacji. Jednak kiedy Tosia, córka Marty, pochwaliła się swojej mamie, że dostała piątkę z angielskiego, Marta, perfekcjonistka zorientowana na siebie, zmarszczyła tylko czoło i rzuciła sucho: „Dlaczego nie szóstkę?”. Nieważne, jak uczą się inne dzieci, jej Tosia powinna być idealna. Jest przecież taka zdolna, ale niestety dość leniwa.
Z kolei perfekcjoniści zorientowani na otoczenie potrafią być bezlitośni nie tylko dla siebie samych, lecz także dla innych, zwłaszcza w pracy. Ich oczekiwania wobec ludzi są tak samo wysokie jak wobec siebie i równie nierealne. W dodatku często są przekonani, że otoczenie absolutnie musi się do nich dostosować. Wystarczy niewielki błąd, najmniejsza oznaka niedoskonałości z czyjejś strony, żeby uznali, że ich współpracownicy, rodzina czy przyjaciele nie nadają się do niczego.
Ci perfekcjoniści nie dzielą się z nikim swoimi zadaniami, wierząc święcie, że tylko oni zrobią coś dobrze. W rezultacie są ciągle przepracowani i zmęczeni. Często odczuwają gniew, ponieważ gdziekolwiek nie spojrzą, widzą niekompetentne, zupełnie niestarające się osoby. Konsekwencje można zauważyć zarówno w pracy, jak i w relacjach. Nie potrafią zaakceptować niedoskonałości u partnerów, tak samo jak nie są skłonni znosić ich u siebie.
Łucja, perfekcjonistka zorientowana na otoczenie, była oburzona, gdy dowiedziała się, że jej koleżanka z pracy postanowiła postawić swoją rodzinę ponad dobro firmy i przestała spędzać w pracy po trzynaście godzin dziennie. Sama Łucja tyle pracowała i nie widziała w tym problemu. Nieważne, że nadgodziny nie były zarejestrowane, a co za tym idzie, płatne. Zdaniem Łucji każdy odpowiedzialny pracownik by tak postąpił. „Co ona sobie myśli?! Przecież teraz te obowiązki spadną na kogoś innego! Nie można tak po prostu zwalać na innych swojej roboty!” – irytowała się przy współpracownikach.
Istnieją też perfekcjoniści przekonani o tym, że nie mają innego wyjścia, niż gonić niedościgłe ideały. Nawet jeżeli nikt nie stawia im niebotycznych wymagań, oni sami głęboko wierzą, że otoczenie oczekuje od nich cudów. Potrafią notorycznie zostawać w pracy po godzinach, chociaż nikt ich o to nie prosi, albo przygotowywać królewskie uczty z okazji każdej wizyty teściowej, nawet jeżeli sama teściowa jest na diecie i nie zje niczego poza odrobiną zupy warzywnej i to bez śmietany.
W ten sposób często przyzwyczajają swoje otoczenie do przesadnie wysokich standardów, odcinając sobie drogę ucieczki od perfekcjonizmu. Szefowie bardzo szybko uczą się, że mają w zespole kogoś, kto zawsze zostanie dłużej, a rodzina zaraz zaczyna oczekiwać albo wręcz wymagać obfitych obiadów, przy których wykonaniu nie musiała sama niczego zrobić.
Rezultatem jest notoryczne przepracowanie perfekcjonisty i złość na otoczenie, które jego zdaniem wymusza na nim ten nadmiar pracy. Jeżeli jednak zasugerujemy, żeby taki ktoś robił mniej, prawie na pewno przerazimy go naszą radą. Przecież co powiedzą ludzie?!
Łucja, ta z poprzedniego przykładu, ostatnio bardzo źle się poczuła. Nie dało się uniknąć wizyty u lekarza, a badanie wykazało, że potrzebuje operacji, po której musi nastąpić co najmniej trzytygodniowe zwolnienie lekarskie. Łucja wpadła w panikę. „Co powiedzą koledzy? – myślała gorączkowo. – Tyle czasu nie będę pracować. A może po prostu skrócić to zwolnienie o połowę i jakoś się przemęczyć?”.
Wyrzuty sumienia spowodowane przerwą w pracy były tak silne, że Łucja prawie nie mogła spać. Nie pomyślała wcale o tym, że jej koledzy mogą podchodzić do sprawy inaczej i nikt nie będzie wymagał od niej pracy w czasie, w którym będzie dochodzić do siebie. Szefowa też od niej tego nie oczekiwała, a więc obawa, że ktoś będzie na nią zły, nie miała żadnego uzasadnienia, poza oczywiście tym, że sama zwykle w ten sposób oceniała ludzi.
Perfekcjonistom sen z powiek mogą spędzać wizje popełnienia błędu, okazania słabości, niedorośnięcia do własnej lub rodzicielskiej wizji samego siebie, ciągłe wątpliwości odnośnie do tego, co robimy i jak (czy dość dobrze, szybko, wydajnie), opinia innych, głęboka i trudna do zrealizowania potrzeba organizacji i porządku, a także krytyka ze strony nadmiernie negatywnie nastawionych rodziców.
Dążenie do perfekcji najbardziej dręczy nas tam, gdzie jesteśmy ciągle oceniani, w środowiskach, w których od naszej efektywności zależy przypisywana nam przez otoczenie wartość. Stąd bardzo często problem ten dotyka pracowników w firmach z systemem ocen i premii, szkołach, a także artystów, których sukces mierzy się ich popularnością.
Oceny mogą też dotyczyć nie naszej skuteczności, ale wyglądu, a wtedy nasze dążenie do perfekcji skupi się na estetyce stroju, higienie, wyglądzie naszego ciała albo zdrowiu i kondycji fizycznej. Kobiety często padają ofiarą perfekcjonizmu w kwestii porządków i czystości w domu, bo pod tym kątem często ocenia się je jako gospodynie domowe i matki.
Jednak od perfekcjonizmu nie są też wolne osoby kreatywne, takie jak poeci, malarze czy autorzy powieści, albo mówcy występujący publicznie, którzy przypłacają tremą każdy występ. Jedna z nas sama kiedyś dostała „komplement” od znajomej, która po publicznym wystąpieniu podsumowała je w następujący sposób: „Mówisz dobrze. Ja zawsze liczę ludziom błędy językowe i u ciebie naliczyłam mało”. Gdyby perfekcjonizm prelegentki dotyczył sfery wystąpień publicznych, ten komentarz zakończyłby jej karierę jako mówczyni, bo już nigdy więcej nie odważyłaby się otworzyć ust przy większej grupie osób.
Perfekcjonizm wydaje się bardzo łatwy do rozpoznania… z zewnątrz. Jednak osoby, które dręczy, często nie dostrzegają go lub zachowują się, jakby nie dostrzegały. Zanim zaczniemy dziwić się temu i oceniać spostrzegawczość naszych braci i sióstr w perfekcjonizmie, wspomnijmy, że perfekcjonizm jest między innymi zestawem pewnych przekonań.
A do własnych przekonań jesteśmy wyjątkowo silnie przywiązani. Zwykle nie podchodzimy do nich zbyt krytycznie i prawie zawsze zakładamy, że są prawdą. Jeżeli w głębi naszego serca jak zadra tkwią słowa naszych rodziców, np. „żeby do czegokolwiek dojść, trzeba dać z siebie wszystko”, to automatycznie zakładamy, że to nasze własne zdanie i jest ono prawdziwe. Przez to możemy nie zauważyć, że wpadliśmy w pułapkę.
Światło na naszą sytuację może rzucić krótki pakiet kontrolnych pytań pomagających sprawdzić, jak blisko niebezpiecznej granicy perfekcjonizmu jesteśmy:
- Czy nasza sytuacja, ta zaplanowana i wymarzona, to jedyna możliwa i dopuszczalna? Naprawdę musi być tylko i wyłącznie tak?
- Czy nasz cel jest w ogóle osiągalny?
- Jeżeli jest, to jakim kosztem możemy to zrobić?
- Ile musimy poświęcić?
- Czy nasz plan albo cel mogą podlegać modyfikacjom?
- Czy sama myśl o modyfikacji budzi nasze przerażenie?
Im mniej elastyczności w naszych odpowiedziach, im więcej kosztów i poświęceń naszym zdaniem wymaga sytuacja, im mniej realny jest cel (tak, rozpoznanie tego bywa trudne), tym większa szansa, że przekroczyliśmy granicę i jesteśmy w krainie perfekcjonizmu. Psychologowie, psychiatrzy i terapeuci posługują się różnorodnymi testami w celu określenia, czy ich podopieczni cierpią z powodu nieprzystosowawczego perfekcjonizmu. Jeden z nich nazywany jest nawet, dość ironicznie, Skalą Prawie Doskonałą – po angielsku Almost Perfect Scale (APS-R)*.
Katarzyna Białkowska – filozofka, dziennikarka, psycholożka, psychoterapeutka, trenerka umiejętności interpersonalnych. Pasjonatka psychologii międzykulturowej. Jej debiutancka książka Gra o serce zdobyła w 2024 r. nagrodę jury w plebiscycie serwisu Granice.pl.
Joanna Zaręba – absolwentka Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego, profesjonalna life i biznes coachka, coachka kreatywności, pomagająca ludziom osiągać swoje cele w pracy i życiu prywatnym. Autorka błyskotliwych książek Krótka historia psychologii i O mężczyźnie, który widział dźwięki.
*Eduardo Keegan, Perfekcjonizm kliniczny. Konceptualizacja i leczenie, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Sopot 2004.