Wysoko wrażliwi mężczyźni. "Trudniej im wejść w związek, ale łatwiej go utrzymać"
Wysoka wrażliwość to cecha osobowości, która może się pojawić nie tylko u kobiet, ale również u mężczyzn. Nie ma jednej definicji, jednego schematu wysokiej wrażliwości, do której możemy wszystkich dopasować. Ona jest jak paleta barw. Czym jest wysoka wrażliwość? Czy mężczyznom wysoko wrażliwym żyje się łatwiej, czy trudniej? O tym rozmawiamy z Szymonem Żyśko, współautorem książki "Męska depresja".
Monika Karbarczyk: Przyczynkiem naszego dzisiejszego spotkania jest niedawno wydana książka "Wysoko wrażliwi mężczyźni" Toma Falkensteina, niemieckiego psychologa, psychoterapeuty. Szymon, przeczytałam tę książkę zachłannie, ona wciąż we mnie rezonuje, ale szczerze mówiąc nie wiem, co o niej myśleć, od czego zacząć...
Szymon Żyśko: Poczułaś się tak, jak wielu mężczyzn na świecie, którzy w zetknięciu z własnymi emocjami nie wiedzą, co myśleć, dlatego je bagatelizują, zagłuszają. Myślą, że gdy je ukryją, to pozbędą się problemu.
Bo tak ich nauczono. Od dnia narodzin wtłacza się nam pewne wzorce. Kobiety mogą być emocjonalne, mężczyźni mają być twardzi, mają nie okazywać uczuć, tylko działać. To bardzo krzywdzące wobec mężczyzn. Przecież oni, podobnie jak kobiety, mają uczucia, emocje, gorsze i lepsze dni...
Szymon Żyśko: Są wrażliwi, podobnie jak kobiety, tylko niektórzy – jak już wspomniałem – tę wrażliwość w sobie próbują zagłuszyć i dopiero na pewnym etapie życie ją w sobie odkrywają.
Mam wrażenie, że to dotyczy głównie starszego pokolenia mężczyzn, bo to młodsze pokolenie daje sobie prawo do wrażliwości, emocjonalności, słabości, i nie widzą w tym nic, co ujmowałoby ich męskości, bo oni chyba trochę inaczej ją też definiują. Ten rozdźwięk chyba określa się kryzysem męskości, prawda?
Szymon Żyśko: Męskość, czy raczej męska tożsamość, to nie jest coś stałego, niezmiennego. Ona jest płynna, zmienia się wraz z mężczyzną, dojrzewa wraz z nim. Dotyczy to każdego mężczyzny, nawet tego, który w swojej męskości czuje się ugruntowany i nie chce jej redefiniować. Kiedyś uważano, że zajmowanie się dziećmi było sprawą kobiet (było to zajęcie niemęskie), a teraz wielu ojców chętnie zajmuje się dziećmi i postrzegane jest to jako bardzo, bardzo męskie. Męska tożsamość zmienia się wraz mężczyzną, ona wraz z nim dojrzewa. Inaczej ją postrzegamy, gdy jesteśmy nastolatkami, inaczej, gdy jesteśmy dojrzałymi, dorosłymi mężczyznami.
Wspomniałaś o kryzysie męskości, jeśli uznajemy, że każde odstępstwo od z góry narzuconych norm jest kryzysem, to tak mężczyźni są w kryzysie. Ja jednak wolę spojrzeć na to, nie jako na problem, trudność, konieczność zresetowania "naszego systemu" do jakichś ustawień, tylko jako nowe możliwości, jako rozwój. Tak jak powiedziałem męska tożsamości to rzecz zmienna.
Chciałabym wrócić do wrażliwości. Wspomniałeś, że mężczyźni próbują w sobie wrażliwość zagłuszyć. Czy to dotyczy też mężczyzn wysoko wrażliwych?
Szymon Żyśko: Nie, w przypadku mężczyzn wysoko wrażliwych, których opisuje Tom Falkenstein, jest inaczej. Oni są bardzo zorientowani na takie wewnętrzne przeżywanie. Oni rzeczywiście "czują" świat bardziej (podobnie jak wysoko wrażliwe kobiety) i to, co do nich trafia, zostaje w nich znacznie dłużej niż w przypadku osób, które mają taki stereotypowy (specjalnie używam tego słowa, by nie mówić "normalny") sposób przeżywania emocji. Mówimy o pewnym przebodźcowaniu, o pewnym osadzie emocjonalnym, który pozostaje w takich osobach, przez co nie potrafią one płynnie przechodzić z jednego zdarzenia w drugie, czy płynnie przechodzić z jednej relacji w drugą.
Większość osób potrafi poradzić sobie z emocjami, przepracować je, zostawić za sobą. W przypadku osób wysoko wrażliwych jest inaczej. Może mają bardziej wyczulony zmysł, może ich układ nerwowy działa inaczej, a może to kwestia innej percepcji... Nie wiadomo do końca. Osoby wysoko wrażliwe muszą nauczyć się, jak sobie z tym poradzić, bo przecież nie są w stanie tego uniknąć.
Czym jest ta wysoka wrażliwość?
Szymon Żyśko: To cecha osobowości. Tom Falkenstein w swojej książce powołuje się na badania Elaine Aron, psycholożki klinicznej, która zajmuje się naukowo wysoką wrażliwością. To chyba jedna z pierwszych specjalistek, która dostrzegła wysoką wrażliwość. Jak ją rozumieć? Jako pewne spektrum cech osobowości. Nie ma jednej definicji, jednego schematu wysokiej wrażliwości, do której musimy się wpasować. Każda osoba wysoko wrażliwa może wnieść coś nowego do tego pojęcia.
Gdybyśmy jednak mieli się pokusić o scharakteryzowanie wysokiej wrażliwości, to moglibyśmy wyodrębnić takie cztery cechy osób wysoko wrażliwych. Są to:
- Głębia przetwarzania – wszystko, co do nas dociera, przeżywamy z niezwykłą głębią. Zostawia to w nas ślad, jakąś refleksję. To nie musi być refleksja intelektualna, refleksja myślowa. To może być nawet zachowanie wbudowane w naszą psychosomatykę.
- Nadmierna drażliwość, właściwie nadwrażliwość – można to porównać do osoby, która się oparzy i ma taki odruch odsuwania ręki, gdy poczuje ciepło. Podobnie jest z osobami nadwrażliwymi. Gdy stykają się z jakimś bodźcem, na który są szczególnie wrażliwi, mają taki odruch ucieczki przed nim, bo on powoduje u nich pewnego rodzaju dyskomfort. Ten bodziec wywołuje zbyt silny impuls, zbyt silne doznanie, więc po prostu osoby wysoko wrażliwe wolą go unikać.
- Emocjonalna intensywność – za tym właśnie kryje się empatia, czyli współodczuwanie, takie silniejsze odczuwanie emocji. W 2022 r. miał premierę film "Wszystko wszędzie na raz" i myślę, że ten tytuł idealnie oddaje emocje osoby wysoko wrażliwej. Ona zwykle czuje wszystko, wszędzie i na raz. Cały świat w jakiś sposób do niej dociera, a ona jest takim pryzmatem, przez który ten świat się rozszczepia. Osoba wysoko wrażliwa potrafi to dostrzec, potrafi widzieć niuanse, potrafi postawić się w roli drugiego człowieka i czuć niemal dokładnie to, co ta druga osoba. Z tego powodu każda sytuacja kryzysowa może na nie negatywnie wpływać. Na przykład gdy szef dyscyplinuje koleżankę w pracy, to osoba wysoko wrażliwa może współodczuwać jej upokorzenie, ból, złość. Czuje się winna, mimo że ta sytuacja w ogóle jej nie dotyczy i nie przyłożyła do niej ręki. Tom Falkenstein zwrócił na to szczególną uwagę, ale dostrzegł też, że akurat ta cecha pomaga osobom wysoko wrażliwym w pracy. One po prostu widzą więcej niuansów, więc projekty wykonują z większą starannością, potrafią przewidzieć pewne zagrożenia z wyprzedzaniem, potrafią spojrzeć wielowymiarowo na jakiś problem.
To akurat fajna sprawa. W podobnym kontekście mówi się o optymistach i pesymistach. Jedni bez drugich nie mogą funkcjonować. Idealnie oddaje to powiedzenie, że optymista skonstruował samolot, a pesymista spadochron. Podobnie jest z osobami wysoko wrażliwymi. Bez nich odbiór świata byłby niepełny.
Szymon Żyśko: Tak, ta wysoka wrażliwość jest prawdopodobnie cechą ewolucyjną. Po prostu ewolucja nas pcha też w tę stronę. Wracając do cech osoby wysoko wrażliwej, to jest jeszcze czwarta ogólna cecha. Chodzi o wrażliwość sensoryczną, czyli takie głębokie odczuwania świata zmysłami.
Właśnie, muszę ci się do czegoś przyznać. Jestem wysoko wrażliwa, m.in. z powodu nadwrażliwości węchowej. Nosem odczuwam otoczenie intensywniej niż inni. Kiedyś uważałam to za przekleństwo, a moi znajomi za dziwactwo, teraz dopiero zaczynam doceniać tę umiejętność (śmiech)
Szymon Żyśko: A wyobraź sobie, że urodziłabyś się w zupełnie innym kręgu kulturowym, w którym to, jak odczuwasz świat jest atutem, a nie dziwactwem. Mogłabyś być świetnym sommelierem, bo masz węch, który jest potrzebny do tego, żeby dobrze wyczuwać nuty wina (lub senselierem, by tworzyć perfumy). I tu dochodzimy do najważniejszej sprawy, że wysoka wrażliwość może być atutem. problemem staje się wtedy, gdy ktoś nam odmawia (lub sami sobie odmawiamy) prawa do czucia, tego co czujemy.
Zresztą zrewanżuję ci się wyznaniem, ja również jestem wysoko wrażliwy. Jestem synestetykiem, czyli u mnie zmysły się łączą. Na przykład piosenki kojarzą mi się ze smakami lub zapachami. Słyszę jakąś piosenkę i czuję w ustach wiśnie. To jak wspomnienie z przeszłości, jakbym oglądał zdjęcia, albo miał wehikuł czasu. Jedna rzecz uwalnia u mnie drugą. Ale zdarza się, że gdy dociera do mnie zbyt wiele bodźców, to nie mogę normalnie funkcjonować. Jestem przebodźcowany. Muszę zrobić sobie przerwę, na przykład na spacer, by odciąć się od tego miejsca, od tych wyzwalaczy.
Czyli wysoka wrażliwość nie musi być trudnością, tylko ogromnym potencjałem?
Szymon Żyśko: W książce "Wysoko wrażliwi mężczyźni" Tom Falkenstein podaje przykłady pacjentów, którzy cechują się właśnie wysoką wrażliwością. Robi to w schematyczny sposób, ale mi się to bardzo podoba. Pyta ich o tę wysoką wrażliwość, w jaki sposób ona oddziałuje na ich życie, na różnych poziomach, na przykład w pracy, w relacjach koleżeńskich, w związku, seksualności etc. Okazuje się, na przykład, że w pracy ta ich wysoka wrażliwość jest atutem i dzięki niej robią karierę, ale już w życiu osobistym niekoniecznie. Miewają trudności, czy to podczas randkowania, budowania rodziny, czy nawet aktywności seksualnej, bo muszą uwzględnić oczekiwania drugiej osoby. A te oczekiwania mogą być wtłoczone przez kulturę, np. jak powinien zachowywać się mężczyzna podczas randki, czego powinna od niego oczekiwać kobieta. Muszą wtedy wkładać jakieś maski, grać jakieś role, to może być bardzo przygniatające. Na szczęście powoli się to zmienia i mężczyźni z takim opiekuńczo-relacyjnym podejściem zaczynają być doceniani, czy też cenieni. Z takim facetem można współprzeżywać, porozmawiać o emocjach, co nie znaczy, że trzeba z niego robić drugą przyjaciółkę (śmiech).
Ostatnio bardzo popularne jest słowo „neuroróżnorodni”, które ma na celu podkreślenie, że każdy z nas jest inny, może mieć inną wrażliwość, co nie oznacza, że gorszą, czy lepszą. Wydaje mi się, że to młodsze pokolenie, które teraz zaczyna wchodzić w dorosłość, doskonale się w tym odnajduje, zwłaszcza młodzi mężczyźni.
Szymon Żyśko: Tak, masz rację, młodzież (w tym młodzi mężczyźni) jest bardziej otwarta na to, by mówić o tym, co czują, by eksplorować swoją tożsamość, męskość, kobiecość. Oni szybciej dochodzą do wniosku, że być może to, jak widzą, czy postrzegają świat, jest w jakiś sposób wyjątkowe, niestereotypowe. Niestety często trafiają do świata, który nie lubi jednostek wyróżniających się. Zobacz nawet stół, przy którym teraz siedzimy, jest skrojony do pewnych standardów, do których nie pasuje ktoś zbyt wysoki i ktoś niski. Komuś zawsze będzie przy tym stole niewygodnie. Ze wszystkim tak jest. Umawiamy się na pewne standardy, które mają nam, społeczeństwu, pomóc jakoś się zorganizować, a tak naprawdę wykluczają całą rzeszę osób, które wyglądają lub czują się inaczej.
Ja z kolei lubię słowo „spektrum”, bo to dla mnie przestrzeń, w której jest miejsce dla każdego, dla całej palety barw, emocji, a więc też dla wysokiej wrażliwości. Ono pokazuje, że jesteśmy różni, barwni, ale współgramy ze sobą. Paleta jest niepełna, gdy pozbędziemy się z niej jakiegoś koloru. Podobnie jest z naszym światem.
A czy osobie wysoko wrażliwej łatwo jest nawiązać i utrzymać relacje z drugim człowiekiem? Czy łatwo im w takich relacjach żyć?
Szymon Żyśko: To jest bardzo ciekawy temat. Odpowiem raczej anegdotycznie, niż powołując się na jakieś konkretne badania. Myślę, że ze względów kulturowych, kobietom wysoko wrażliwym jest łatwiej wejść w relacje, ale trudniej ją utrzymać. Natomiast mężczyznom wysoko wrażliwym jest trudniej wejść w relacje, ale łatwiej ją utrzymać. Jest to oczywiście pewne uproszczenie i gdybyśmy się zaczęli się temu przyglądać to znaleźlibyśmy mnóstwo wyjątków, ale też wyjątki potwierdzają regułę (śmiech). Dlaczego tak jest? Kobieta kusi swoją delikatnością, a kobiety wysoko wrażliwe mają w sobie tę delikatność, tę empatię. Jeśli jednak trafi na mężczyznę, który nie ma żadnego kontaktu z własną emocjonalnością, to może się okazać, że oni na tej płaszczyźnie się rozmijają. Ona dla niego będzie „histeryczką”, która stale ma z czymś problem, a on dla niej nieczułym, pozbawionym uczuć facetem. Te relacje będą się psuły przez to, że oni nie będą potrafili tej swojej wrażliwości zrozumieć.
Zdarza się też, że te osoby wysoko wrażliwe, przez to głębokie współodczuwanie, przejmują emocje swoich partnerów, ich cele życiowe, rezygnując ze swojego „ja”. To dość częste u kobiet, niestety.
Szymon Żyśko: Tak. Często też, z tego powodu, stają się zbyt matczyne, zbyt opiekuńcze, co może nie podobać się partnerowi, bo bardziej mu to przypomina relacje z matką niż z partnerką.
A na jakie problemy w związku mogą trafić mężczyźni wysoko wrażliwi?
Szymon Żyśko: Tom Falkenstein w swojej książce napisał, że wysoko wrażliwi mężczyźni mogą mieć problem, by rozpocząć relacje, bo są postrzegani jako „miękkie” osoby. To zwykle chłopacy, którzy nie grają w koszykówkę, czy w piłkę nożną w szkole, którym dziewczyny nie kibicują, którzy nie chodzą z kumplami na piwo, trzymają się na uboczu. Przykleja im się różne łatki, na przykład geja, bo raczej trzymają się z dziewczynami. Osoby wysoko wrażliwe też się zakochują, też mają potrzeby emocjonalne, ale w każdą relację wchodzą w taką dużą niepewnością, jak taki związek zbudować. Czasem próbują „wejść w nie swoje buty”, czyli grać rolę twardziela, zdobywcę…
Ale jest w tym jakiś fałsz...
Szymon Żyśko: Tak, jest w tym fałsz. Oni się z tym źle czują. Można odegrać taką rolę na pierwszej randce, na drugiej już jesteśmy nią zmęczeni, a na trzeciej po prostu maski spadają i odpuszczamy. Natomiast, gdy mężczyzna wysoko wrażliwy wejdzie już w taki związek, to bardzo często jest partnerem opiekuńczym, wyrozumiałym, pomocnym. Oczywiście nie zawsze tak musi być. To pewne uproszczenie, a obserwacji Toma Falkensteina tak wynika.
A czy dwóm osobom wysoko wrażliwym byłoby łatwiej stworzyć związek? Czy byłyby ze sobą szczęśliwsze?
Szymon Żyśko: Nie wiem, podejrzewam, że nie, bo trudno byłoby im wytrzymać też burzę przeżywania.
Bardzo dziękuję za tę rozmowę.
Książka "Mężczyźni wysoko wrażliwi. To nie słabość, a siła" została wydana przez Wydawnictwo MANDO
Źródło: CHILLIZET