Uważność w czasie podróży – dajmy sobie czas na nudę. Rozmowa z Małgorzatą Szumską

10 min. czytania
Aktualizacja 04.07.2024
04.07.2024 15:37
Zareaguj Reakcja
---- ----

Czy w czasie podróży odhaczacie wszystkie atrakcje z listy i w pędzie przemieszczacie się z miejsca na miejsce? Jeśli tak, to książka Małgosi Szumskiej "Uważnik. Przewodnik świadomego podróżowania", jest właśnie dla was. Dowiecie się z niej, jak zatrzymać się na chwilę w tym pędzie, jak lepiej doświadczać świata, jak wziąć głęboki oddech i zacząć praktykować uważność, a także jak naprawdę zacząć odpoczywać. 

Kobieta patrząca w dal
fot. Shutterstock
--1-- ----

Katarzyna Kozak: Niedawno ukazała się Twoja książka "Uważnik. Przewodnik świadomego podróżowania", w której znajduje się też 25 kart do praktykowania uważności w podróży. Skąd pomysł na tego typu książkę?

Małgorzata Szumska: Jestem podróżniczką, ale też od 26 lat pomagam tworzyć rodzinną atrakcję. W turystyce jestem więc dawczynią i biorczynią. Popełniałam jednak wiele błędów, na przykład robiąc tysiące zdjęć i nie korzystając z miejsca, w którym byłam. Z jednej strony ćwiczyłam jogę, starałam się trenować mindfulness, ale z drugiej strony, stale gdzieś pędziłam, bo chciałam wszystko zobaczyć. Pogubiłam się w tym wszystkim, szukałam jakiegoś poradnika, który pomoże mi to poukładać, ale okazało się, że nie ma na polskim rynku książki, która powie, jak być mądrym podróżnikiem – mądrym dla siebie i mądrym dla świata.

Kiedy Twoja książka dotarła do naszej redakcji, to moi starsi koledzy byli trochę zdziwieni: "To my potrzebujemy poradnika, żeby uważać w życiu?! To powinno być chyba w nas".

Małgorzata Szumska: Wydaje mi się, że osoby ze starszego pokolenia to mają. Pamiętam moich dziadków, którzy szli ze mną na spacer, czasem siadali na miedzy i potrafili przez godzinę patrzeć przed siebie. Wtedy nudziłam się, ale byłam przecież dzieckiem. Czy my teraz też tak potrafimy? Chyba nie. Wydaje mi się, że my, czyli millennialsi i pokolenie Z, jesteśmy nauczeni pędu, przebodźcowani. Ostatnio usłyszałam od pewnej młodej dziewczyny, influencerki: "przy długich formach, takich powyżej minuty, to nie potrafię się skupić". Dla mnie długa forma to 30-40 minut vloga, który muszę obejrzeć.

Poza tym uczą nas, że nawet jak wypoczywamy, to musimy słuchać mądrego podcastu, albo czytać mądrą książkę, że musimy się wiecznie rozwijać. Oczywiście samorozwój jest ważny i ma sens, ale musimy też sobie dać przestrzeń na nudę i na odpoczynek.

Jesteś też nauczycielką jogi, trenerką osobistą, aktorką, organizatorką życia kulturalnego (również dla rodzin), prezeską kopalni złota w Złotym Stoku i właścicielką pensjonatu na Dolnym Śląsku. Dużo tego! W tak zabieganym życiu o tę uważność rzeczywiście może być trudno. Ale... ja bym to odwróciła (możesz się z tym zgodzić lub nie) i powiedziała, że właśnie w tym zabieganym życiu, przy tak wielu rzeczach do zrobienia, ta uważność może nas ratować, bo inaczej moglibyśmy tego wszystkiego nie dźwignąć.

Małgorzata Szumska: Na maksa ratuje, bo – masz rację – trudno byłoby to dźwignąć. Ja sama borykam się ze stanami depresyjnymi, jestem w terapii i widzę jak bardzo jest mi to potrzebne. Nawet teraz, zanim przyszłam do ciebie, położyłam się na ławce i patrzyłam przez 15 minut na chmury. To był super moment, aby złapach oddech, zwolnić i przygotować się do rozmowy. Warto nauczyć się dostrzegać takie krótkie momenty, takie jak na przykład stanie w korku w samochodzie. Wiem, że niektórych może to denerwować, ale dla innych może być to zbawienne. Może być chwilą, kiedy jesteśmy sami ze swoimi myślami, kiedy możemy zaśpiewać piosenkę na głos. To wszystko kwestia mindsetu.

Faktycznie, nie mamy zbyt dużo przestrzeni na bycie samemu, by posłuchać swojego wewnętrznego głosu...

Małgorzata Szumska: Tak, dlatego bardzo zachęcam do samotnego podróżowania. To nie musi być od razu trzymiesięczna podróż do Azji z plecakiem w poszukiwaniu siebie. Ale wyjdźmy na kawę, albo do lasu, do parku, pobądźmy sami, bez telefonu, bez podcastu, bez muzyki, bez książki. Posłuchajmy siebie. To oczywiście bywa bardzo niewygodne, bo my po coś zagłuszamy te głosy w sobie. Ale to jest możliwość poznania siebie, zrozumienia, co nas uwiera, co możemy zmienić. Pogadania samemu ze sobą. To też czas, którego nasz mózg potrzebuje "na trawienie". Tak jak po obfitym obiedzie nie idziemy na kolejny obiad, tak po rozmowie, która jest pełna emocji i wiedzy, nasz mózg potrzebuje czasu na przetrawienie tych informacji. Przesianie tego, co ważne, a co nieważne.

Redakcja poleca

To kiedy polecasz "trawić" informacje z "Uważnika" – przed podróżą, w trakcie podróży?

Małgorzata Szumska: Kiedy masz na to przestrzeń. Natomiast ja napisałam "Uważnik", który jest zachętą do bycia uważnym w podróży, bo wtedy mamy mimo wszystko więcej przestrzeni i czasu. Jakby ktoś teraz, w tym twoim szalonym życiu, powiedział: "Słuchaj codziennie wieczorem pisz rzeczy, za które jesteś wdzięczna, a rano zapisuj, co przyniesie ci strumień świadomości, a w ciągu dnia zatrzymaj się i oddychaj", to byś pewnie powiedziała, że nie masz na to wszystko czasu. Poza tym jest to niebezpieczne, bo z jednej strony chcemy takich informacji, co robić, by się zrelaksować, a z drugiej, jak tego nie robisz, to pojawia się frustracja. Jesteśmy źli na siebie, myślimy, że nie za bardzo dbamy o siebie.
Więc w czasie podróży, czy na przykład w wolny weekend, czy podczas spaceru do lasu lub parku, łatwiej jest nam wygospodarować 15 minut, na to, by pobawić się w uważność. Gdy zobaczymy, że przynosi to efekty, to łatwiej nam będzie to wprowadzić do codziennej rutyny.

A jakie pytania sobie zadawałaś pisząc tę książkę?

Małgorzata Szumska: Mnóstwo pytań. Najważniejsze z nich brzmiało: dlaczego jedni odpoczywają tak, a niektórzy inaczej. Zastanawiałam się nad tym, jako organizator turystyki. W moim pensjonacie, który jest w środku lasu, widziałam ludzi, którzy brali książkę, szli na hamak i wszystko im pasowało. Gdy czasem brakuje prądu, bo jest to chata w lesie, to mówią: "To nic". Potem idę do naszej kopalni, która jest atrakcją komerycjną i widzę frustrację, która wynika z tego, że jest kolejka, że trzeba czekać na wejście, że jest dużo ludzi. To jest zresztą kwintensencja sfrustrowanych turystów, którzy jadą na przykład w majówkę do znanej atrakcji, gdzie wiadomo, że będzie dużo ludzi, i denerwują się, że jest tak dużo ludzi. Gdy porównuję te dwie grupy, to zastanawiam się: czy to są ci sami ludzie, czy to miejsce tak na nich działa? Próbowałam to rozkminić. Robiłam też różne badania u siebie w mediach społecznościowych, czytałam różne badania naukowe na ten temat i wychodzi na to, że to wszystko to kwestia mindsetu. My nie zadajemy sobie odpowiednich pytań, nie dajemy sobie czasu na pomyślenie, czy my w ogóle mamy ochotę zwiedzać te wszystkie najważniejsze atrakcje Dolnego Śląska. Jeśli na przykład nie lubisz zoo, to nie idź tam, nawet jeżeli wszyscy podróżnicy świata polecają akurat tę atrakcję. Warto sobie to filtrować i przede wszystkim pracować nad własnym mindsetem. Jak już jesteś w takiej obleganej atrakcji w dniach podczas których cała Polska odpoczywa, poza ludźmi pracującymi m.in. w atrakcjach turystycznych, w restauracjach, to doceń ich pracę. Nie bądź sfrustrowany, że długo czekasz na posiłek. To nie jest wina pracowników, po prostu jest zbyt dużo ludzi. Bądźmy wdzięczni za to, że ktoś poświęca swój wolny czas i pracuje, żebyśmy my mogli wypoczywać. Praktykowanie wdzięczności sprawia, że jesteśmy po prostu szczęśliwsi.

Zdecydowałaś się "Uważnik" podzielić na pięć części. Jakich?

Małgorzata Szumska: Tematów było dużo i starałam się je pogrupować, kierując się zasadą od ogółu do szczegółu, czyli najpierw skąd się to wzięło (tam jest trochę długi wstęp, który zawiera moje historie, moje błędy, moje podejście do turystyki), ale jest też część, która mówi stricte o tym, czym jest uważne podróżowanie, czym jest slow travel. Znajdziecie tam osiem podpunktów, które wprowadzone w życie automatycznie zmienią wasze postrzeganie.

Napisałam też, jak zwiedzać różne atrakcje, na przykład gdy zwiedzasz setny zamek w życiu i masz takie poczucie: "Ja już wszystko w zamkach widziałem". No nie, każdy zamek jest inny, trzeba do tego podejść ze świeżością. Jest też o sposobach przemieszczania się. Tutaj pomogli mi inni znani podróżnicy. Mamy więc tu "Busem przez świat", czyli Karola, Olę Lewandowskich, którzy podróżują kamperem, Bartka Szaro, który pływa kajakami po każdej rzece w Polsce, Stones on Travel, czyli Olę Synowiec i Arka Winiatorskiego, którzy przeszli na piechotę przez dwie Ameryki i obeszli dookoła Polskę. Pokazuję różne sposoby przemieszczania się i nie zawsze musi to być samochód. Może to być pociąg lub piesza podróż. Każdy może znaleźć swój sposób podróżowania.

Dużo staram się pisać o etyce i tym, czym jest turystyka. Stoi za nią piękna misja, czyli pokój na świecie. Zwykle w ogóle o tym nie myślimy, ale wyobraź sobie, że gdyby każdy na świecie miał finanse i czas, mógł pojechać i zwiedzić cały świat, to o ile mniej byłoby lęku, który rodzi nienawiść, czy brak szacunku do innych kultur. Gdy poznajemy tę inność, to jesteśmy w stanie ją zaakceptować. To jest piękna misja turystyki.

Piszę o różnych miejscach, m.in. o tanatoturystyce (dark tourism), czyli odwiedzaniu różnych miejsc związanych ze śmiercią. Jak widzisz wiele jest takich tematów. To brzmi, jakby ta książka miała ze 300 stron, ale to taka wiedza w pigułce. Bardzo mi zależało, żeby to była taka książka, którą zawsze zmieścimy w kieszeni, w plecaku i będzieli mogli do niej wracać.

Redakcja poleca

Tak, ta książka ma 220 stron i jest w miękkiej oprawie, ale w środku znajdują się też karty. Jest ich 25. Każda z nich stanowi jakieś zadanie, wskazówkę, ułatwiające nauczenie się tej uważności. Na przykład "zorganizuj piknik i zjedz posiłek na łonie natury", albo "zanotuj wieczorem pięć rzeczy za które jesteś wdzięczny, a które wydarzyły się tego dnia". Czy możemy sobie losować te zadania?

Małgorzata Szumska: Tak, takie jest założenie, że każdego dnia podczas podróży, wyciagasz jedną kartę i musisz znaleźć czas w ciągu dnia na realizację tego zadania. One dotykają różnych sfer, niektóre są takie w głąb siebie, niektóre pozwalają za działanie zewnętrzne, np. rozpoznaj pięć różnych drzew, podczas spaceru w parku, czy w lesie. Te działania są na uważność, na bycie tu i teraz. Są też zadania interpersonalne, czyli na przykład powiedz komuś komplement. Wielu osobom sprawia trudność odezwanie się do obcej osoby, ale nie trzeba zaczepiać kogoś na ulicy. Można miło odezwać się do kogoś, kto nas obsługuje w sklepie, czy restauracji. Gdy powiesz: "jak ładnie pani w tej fryzurze", to zobaczysz, jak zmieni się jej postawa, twarz. Zacznie nam patrzeć prosto w oczy, będzie radośniejsza. Tak więc są to zadania, które pomagają nam tę uważność praktykować w czasie podróży.

Mam wrażenie, że część z tych zadań niekoniecznie musi być wykonywana w podróży, te karty mogą nam towarzyszyć w naszej codzienności.

Małgorzata Szumska: Tak, zależało mi na tym, aby były uniwersalne. Bo tak jak mówiłam, łatwiej praktykować uważność w podróży, kiedy mamy na to przestrzeń w głowie, ale warto ją wprowadzać także do naszego codziennego życia. Podam przykład, jadąc do pracy (a od 10 lat jeżdżę tą samą drogą) staram się znaleźć jeden element, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Jestem więc na maksa uważna. Nie myślę o tym, co mnie czeka w pracy, tylko szukam, bo to jest trudne zadanie po 10 latach. Jednak zawsze coś znajduję i to jest niesamowite.

Jako dzieci jesteśmy uważni, bo dopiero poznajemy świat, ale z czasem zatracamy tę umiejętność w takiej codzienności. Potem do tej uważności znowu chcemy wrócić. Czy u Ciebie też były takie momenty straty?

Małgorzata Szumska: Tak, na maksa. Był taki moment, że wydawało mi się, że już dużo widziałam, już dużo wiem. Wychowałam się w atrakcji turystycznej. Miałam 10 lat, kiedy zaczęłam tam pracować, pomagać mamie. Biegałam po kopalni jako gnom i straszyłam turystów. Przez to, że wychowałam się w kopalni, przez wiele lat nie zwiedzałam innych podziemi, bo miałam takie poczucie, że już wszystko wiem, że niczego nowego się nie dowiem. To był straszny błąd, z którego zdałam sobie sprawę, gdy trafiłam do innej atrakcji podziemnej podczas jakiegoś sympozjum. Wtedy zobaczyłam, jak tam jest pięknie, jak ja dużo tracę, nie korzystając z tych atrakcji. Albo inny namacalny błąd, podczas wyjazdów robiłam mnóstwo zdjęć, bo chciałam opublikować je w mediach społecznościowych (to część mojej pracy), ale przez to nie pamiętałam wielu rzeczy, bo bardziej byłam skupiona na telefonie. Od czterech lat podróżuję bardziej świadomie i te podróże są piękne. Nawet spacer do lasu z psem każdego dnia przynosi jakąś świeżość mojej głowie, ale wydaje mi się, że wielu osobom trzeba stale o tym przypominać.

W tej książce skupiasz się na bardzo różnych atrakcjach turystycznych, na przykład na pałacach, zamkach, muzeach, ale i skansenach. Czy każde z tych miejsc wymaga innego typu uważności, czy da się je zwiedzać tak uniwersalnie?

Małgorzata Szumska: Da się uniwersalnie, ale oczywiście wszystko zależy od tego, czego my potrzebujemy. Jeśli chcemy głębiej poznać dane miejsce, to warto poznać jego historię, wtedy łatwiej robić wycieczki z wyobraźnią, do których bardzo zachęcam. Gdy wiemy, kiedy to miejsce powstało, ile lat było tworzone, przez kogo, to łatwiej nam poczuć jego energię.

Ważne jest, aby skupiać się na wszystkich zmysłach, np. zmyśle węchu. Nasze wspomnienia z dzieciństwem zwykle kojarzą się z zapachami. Nie wolno też zapominać o oddychaniu, warto robić sobie dziesięć takich technicznych głębokich oddechów, bo to działa na nasz umysł. Jak oddychamy szybko to znaczy, że jesteśmy w stresie, że coś się dzieje, że wydzielamy dużo adrenaliny, a jak zaczynamy oddychać wolniej, oszukujemy nasz mózg i on zwalnia. To są takie techniczne rzeczy, które warto robić zawsze i wszędzie.

Ktoś kto na czyta może pomyśleć: ja się do tego nie nadaję, mam tyle na głowie, ale to jest przecież proces. Tego da się nauczyć, prawda?

Małgorzata Szumska: Tak, to jest proces. Ja też bardzo dużo rzeczy robię: prowadzę dwie duże firmy, piszę książki, robię różne projekty na boku, bardzo dużo podróżuję, dbam o siebie i mam na to wszystko czas. Czasami słyszałam, że mi jest łatwiej, bo nie mam dzieci i może rzeczywiście jest łatwiej, ale z drugiej strony dzieci uważniej przeżywają świat, zachwycają się nim. Czasem dziecko zatrzyma się nad żuczkiem i przez pół godziny je obserwuje, a my się denerwujemy, bo mamy rezerwację do jakiejś atrakcji i się spóźnimy. To może następnym razem nie rezerwujmy atrakcji i pozwólmy sobie na zachwyt nad żuczkiem. Dzięki dzieciom możemy poczuć, że zwykła rzecz, do której przywykliśmy, może nas jeszcze zachwycać. Dzieciaki są super do nauki uważności. Poza tym, takie świadome spędzanie czasu na warunkach dzieci, sprawia, że budujemy lepsze więzi i dajemy dzieciakom więcej niż serwując im pięć wielkich super atrakcji w ciągu jednego dnia.

Czy w trakcie pisania tej książki pojawiło się u ciebie takie pytanie: po co ja to robię, przecież każdy podróżuje jak chce.

Małgorzata Szumska: Nie, ale impulsem do napisania tej książki była książka o shinrin-yoku, czyli o sztuce świadomego spacerowania po lesie. Ta książka miała 300 stron, a ja ją przeczytałam jednym tchem, mimo że codziennie spaceruję po lesie. Nauczyłam się z niej wiele. Moja babcia umarłaby ze śmiechu, bo ona to wszystko robiła, ale dla mnie było to coś nowego. Wtedy pomyślałam, że skoro można napisać 300 stron o samym lesie, to można napisać 200 stron o podróżowaniu nie tylko po lesie.

Dziękuję za tę rozmowę.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ audycja "Rozmowy Chillizet"