Ajahn Hubert przez 10 lat przebywał w klasztorze buddyjskim. Teraz uczy, jak medytować
Przez 10 lat przebywał w klasztorze buddyjskim Suan Mokkh w Tajlandii. Teraz uczy, jak wyciszyć umysł i myśli, jak zajrzeć w głąb siebie. "Medytacja jest prostsza, niż myślimy" – powiedział Ajahn Hubert w rozmowie z Dominiką Biegańską. Dowiedz się, od czego zacząć praktykę medytacji.
(Rozmowa z Ajahn Hubertem została przeprowadzona w styczniu 2023 r. Obecnie Ajahn Hubert przebywa w swoim rodzimym klasztorze w Suan Mokkh, w Tajlandii, by pod okiem swojego nauczyciela i opata klasztoru – Ajahna Po, zgłębiać własną praktykę)
Dominika Biegańska: Jesteś buddyjskim nauczycielem, człowiekiem, który część swojego życia spędził w Tajlandii, w takim dość niecodziennym miejscu, bo w klasztorze buddyjskim. Chciałabym poznać Twoją historię, jak to się stało, że doszedłeś do tego miejsca, w którym teraz jesteś.
Ajahn Hubert: Byłem mnichem przez 10 lat. Gdy miałem trudności w swoim życiu, zacząłem poszukiwać odpowiedzi, dlaczego tak się dzieje. Wtedy bardzo zaciekawiła mnie medytacja.
Ale czy ktoś wprowadził cię w ten świat?
Ajahn Hubert: Nie, od dzieciństwa interesowałem się Wschodem, Indiami, Chinami, stosowanymi tam praktykami. O medytacji akurat dowiedziałem się z YouTube'a.
Czyli poszukiwałeś dla siebie pewnego rodzaju spokoju i ukojenia... No właśnie, skoro o tym mowa od 2007 do 2017 roku byłeś w klasztorze buddyjskim. Czy możesz nam powiedzieć, jak tam było?
Ajahn Hubert: Było mi tam bardzo dobrze, czułem się, jak w domu. Pobyt w klasztorze pomógł mi w praktyce medytacji. Bo w buddyzmie mnichem zostaje się, aby praktykować medytację. W Tajlandii jest to tradycją. Mężczyźni w określonym wieku lub w ważnym dla siebie czasie, np. po zakończeniu nauki, a przed założeniem rodziny, albo po wychowaniu dzieci, a przed pójściem na emeryturę, idą do klasztoru. Na jakiś krótki czas, czasem na pół roku, czasem na rok. Idą tam, w tym ważnym dla siebie, zmieniającym się okresie życia, by pomedytować, przybliżyć się do siebie i znaleźć odpowiedzi, co rozwijać w sobie.
Powiedziałeś, że mężczyźni zwykle idą do klasztoru w ważnym dla siebie momencie życia na rok, ale ty zostałeś tam przez 10 lat...
Ajahn Hubert: Ja po prostu miałem taki długi, moment życia.
Później postanowiłeś wrócić do Europy, by tę buddyjską naukę przekazać innym ludziom. Tym zajmujesz się na co dzień.
Ajahn Hubert: Po trzech latach, będąc w klasztorze, mój nauczyciel Ajahn Po, abat klasztoru, poprosił mnie, żebym dzielił się swoim doświadczeniem, nauką, pomagał świeckim ludziom w praktyce. Zacząłem to robić i zauważyłem, że to jest bardzo pożyteczne, że 3-10 dni odosobnienia, nawet krótka medytacja, czyni ludzi spokojniejszymi, szczęśliwszymi. Pojawiła się więc we mnie myśl, żeby szerzyć tę wiedzę, aby to było dostępne dla ludzi.
Powiedziałeś takie magiczne słowo "odosobnienie". Dla niektórych może ono brzmieć niecodziennie. Czym to odosobnienie jest?
Ajahn Hubert: Odosobnienie to wydarzenie, w którym przez trzy dni, np. przez piątek, sobotę, niedzielę, uwalniamy się od codziennych obowiązków. Nie używamy telefonu, internetu, nie rozmawiamy ze sobą. Tylko medytujemy, czyli poświęcamy czas sobie. Jesteśmy sami ze sobą. Obserwujemy siebie, jesteśmy uważni na siebie, na to, jakie mamy uczucia, myśli. Przybliżamy się do siebie, poznajemy siebie.
Jeśli ktoś decyduje się na takie odosobnienie, to – jak rozumiem – przyjeżdża do ośrodka medytacyjnego i to ty jesteś osobą, która go przez ten proces prowadzi, prawda?
Ajahn Hubert: Tak. Wspólnie medytujemy, są wykłady. Mówimy, jak medytować, bo z jednej strony medytacja jest prosta, ale trzeba ją prawidłowo i umiejętnie zacząć. Jest medytacja siedząca, medytacja chodzona. Jest też bardzo piękna medytacja, w której rozwijamy dobroć, uczucia w sercu. To nie tylko medytacja, która wycisza umysł i myśli, ale medytacja, która napełnia nas dobrymi uczuciami.
W dzisiejszym świecie bardzo trudno nam odłożyć te wszystkie przedmioty, które na co dzień nam towarzyszą. Telefon, internet... Myślę, że wiele osób nie potrafi sobie tego nawet wyobrazić. Ale kiedy już spróbują tego odosobnienia, medytacji, to zaczynają zauważać te wszystkie emocje w sobie. Czy zdarza się, że ktoś płacze?
Ajahn Hubert: Przeważnie nikt nie płacze. Czasami zdarzają się łzy ze szczęścia, z radości, z lekkości. Ten czas – moim zdaniem – możemy potraktować jako święto dla siebie, święto, w którym uwalniamy się od codzienności, uwalniamy się od tego rytmu życia i mamy czas pobyć ze sobą.
Dość często w czasie naszej rozmowy pada słowo "medytacja". Czym ona tak naprawdę jest?
Ajahn Hubert: Medytacja jest o wiele prostsza, niż sobie wyobrażamy. Wiele osób myśli, że aby medytować, to trzeba siedzieć niewygodnie w lotosie, albo że medytacja jest tylko dla mnichów, którzy mieszkają w jaskiniach w Tybecie, gdzieś wysoko w górach. Tymczasem sercem medytacji jest świadomość. Kiedy stajemy się świadomi, to znaczy świadomi siebie, świadomi swoich uczuć, swoich myśli, świadomi tego, jak żyjemy, tego co jest wewnątrz nas.
My ciągle dokonujemy wyborów: jak żyć, co jeść, jaki telefon lub samochód kupić, ale to wszystko dotyczy tego, co jest na zewnątrz. O wiele mniej osób wybiera to, co wewnątrz, czyli jakie uczucia mieć, z jakimi uczuciami się budzić, w jakim nastroju, jakie myśli się pojawiają. Bo my możemy na przykład wybrać jedzenie, ale już nie możemy wybrać, jak będziemy trawić to jedzenie, jak będziemy przyswajać. W naszym życiu różnie się dzieje, raz możemy mieć powodzenie, raz niepowodzenie. Medytacja jest o tym, jak wybierać reakcję na to wszystko, czyli jak spotykać ludzi z dobrymi uczuciami, jak spotykać wydarzenia z dobrymi myślami. Jak reagować na to wszystko, jak to trawić i przyswajać. Medytacja pomaga być świadomym i pomaga nam wybierać to, co jest pożyteczne dla nas.
A co mówisz ludziom, którzy przyjeżdżają po raz pierwszy na spotkanie z Tobą? Oni nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z medytacją. Stają przed Tobą i musisz im wyjaśnić, co się teraz będzie działo.
Ajahn Hubert: Zaczynamy medytację od tego, by być uważnym wewnątrz. Najpierw uważnie obserwujemy oddech: wdech, wydech. Staramy się odpuścić myśli o przeszłości, czy przyszłości, o tym, co nas otacza. Później utrzymując uważność oddechu, zaczynamy obserwować swoje ciało, to jak chodzimy. Obserwujemy swoje ruchy, gdy coś robimy. Ta medytacja rozszerza się na nasze codzienne działanie. A później, z poziomu fizycznego, czyli obserwacji oddechu, ciała, zaczynamy obserwować siebie na poziomie mentalnym, czyli myśli, na poziomie uczuciowym, czyli swoje emocje. To jest bardziej subtelne i delikatne.
Za każdym razem, gdy nasz umysł się rozprasza na zewnątrz, staramy się powracać do tej uważności, kierunkować ją do wewnątrz, do tego, co się w nas dzieje. W buddyjskiej medytacji mówi się, że nasze serca są źródłem naszego życia i wszystko, co jest na zewnątrz, czyli to jak żyjemy, z jakimi ludźmi się spotykamy, co nam się przydarza, jest kontynuacją naszego wnętrza. To, co jest na zewnątrz, jest odzwierciedleniem naszego wnętrza.
Jeśli nasze wnętrze zmienimy, by było ładne, przyjemne, to całe nasze życie takie się stanie.
Ładnie to powiedziałeś. Trzy dni, siedem dni, czy można też więcej dni spędzić na odosobnieniu?
Ajahn Hubert: Można. Odosobnienie nie ma nic wspólnego z długością trwania. Są odosobnienia dziesięciodniowe, dwudziestodniowe, miesięczne. Tutaj w Polsce najczęściej są trzydniowe odosobnienia, bo one są najprostsze, dostępne dla ludzi. Nie trzeba brać urlopu. A trzy dni to jest wystarczająco dużo, by poczuć smak medytacji. Zaznać tego spokoju, wyciszenia. Na pewno to pomoże w praktykowaniu medytacji.
A co ludzie mówią po takim spotkaniu?
Ajahn Hubert: Przeważnie mówią, że poczuli spokój, jakiego od dawna już nie czuli. Gdy nauczam medytacji, to zawsze staram się podkreślać, żeby to, co medytacja przynosi wewnątrz, było pożyteczne. Żeby wracając do domu, stali się lepszymi ludźmi, w rodzinie, w pracy, w społeczności. Aby lepiej żyli. Medytacja jest dla ludzi, jest powszechna dla wszystkich.
Czy wystarczy nam kilka minut w ciągu dnia, żeby usiąść gdzieś i pomedytować?
Ajahn Hubert: Wystarczy. Na początek wystarczy nawet 10 minut. Bardzo dobrze jest z rana zaczynać od 10-minutowej medytacji. To wystarczy. Dużo ważniejsze jest, żeby to było regularne, żeby to było codzienne.
Takie codzienne 10 minut dla siebie.
Ajahn Hubert: Takie 10 minut dziennie dla siebie, to 70 minut tygodniowo, a w roku ponad 60 godzin medytacji. To bardzo dużo.
Dziękuję Ci za tę rozmowę i za ten spokój, który dzisiaj przyniosłeś ze sobą.
Źródło: CHILLIZET/ audycja "Dobre wibracje"