Pułapki empatii. Gdy współodczuwamy, to kierujemy się emocjami, a nie rozumem

6 min. czytania
Aktualizacja 08.04.2024
08.04.2024 17:08
Zareaguj Reakcja
---- ----

Czy widząc żebrzące dzieci, masz odruch dania im pieniędzy lub słodyczy? Czy czasami współodczuwasz cierpienie innych osób tak silnie, że nie jesteś w stanie racjonalnie myśleć? To są właśnie pułapki empatii. Dr hab. n. med Paweł Holas z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, tłumaczy, na czym polega różnica pomiędzy empatią i współczuciem. 

Pułapki empatii
fot. Shutterstock
--1-- ----

Jeremi Pedowicz: Chciałbym dzisiaj porozmawiać o pułapkach empatii, ale zanim to zrobimy, może ustalmy, jaka jest różnica pomiędzy empatią a współczuciem?

Paweł Holas: To jest trochę takie akademickie pytanie. Wszystko zależy od tego, jak rozumiemy pewne słowa, a na świecie w bardzo różny sposób je pojmujemy. W literaturze jest dyskusja na ten temat. Jedni, mówiąc o empatii, mają na myśli współczucie, inni drugą stronę. Na potrzeby naszej rozmowy zaproponuję pewne rozstrzygnięcie, ale ktoś może to zupełnie inaczej odbierać. To, co jest centralne w empatii, to zdolność emocjonalnego odczuwania bólu, czy emocji, które przeżywają inne osoby. Na przykład niektórzy ludzie, patrząc na kogoś, kto ma twarz wykrzywioną bólem, sami ten ból odczuwają. To jest taka empatia emocjonalna, czyli zdolność do współodczuwania, ale ta empatia ma też w sobie taką zdolność do rozumienia, co przeżywa inny człowiek (niekoniecznie czuję to co on/ona, ale rozumiem, co on/ona może doświadczać, przeżywać, czego potrzebuje).

Natomiast współczucie jest dużo szerszym pojęciem. Ono polega na tym, że w obliczu przeżywanego bólu, pojawia się u mnie intencja i chęć niesienia pomocy, by ten ból uśmierzyć. Podsumowując, współczucie bardziej jest nastawione na pomoc, na działanie, by zmniejszyć, zredukować czyjś ból lub cierpienie, a empatia skupia się na jego współodczuwaniu. Empatię jesteśmy w stanie odczuwać do jednej osoby, maksymalnie dwóch osób. Nie więcej, bo ona wiąże się z takim jednostkowym doświadczeniem czyjegoś bólu i uwspólnieniem tego doświadczenia. Natomiast współczucie możemy odczuwać w stosunku do dużo większej grupy osób.

Rozumiem więc, że empatyzować można z partnerką, partnerem, a współczuć można narodowi...

Paweł Holas: Można tak powiedzieć.

Redakcja poleca

Wydaje się, że współczucie i empatia są raczej cechami czy zachowaniami społecznie pożądanymi. Tym bardziej mnie dziwi, że możemy mieć z tą empatią problem. Co sprawia, że ta umiejętność prowadzi do tego, że stajemy się jednostkami dysfunkcyjnymi?

Paweł Holas: To za mocno powiedziane. Empatia nie prowadzi do dysfunkcji. Nie ma takich dowodów. Są natomiast pewne przesłanki, aby sądzić, że nasze zachowania motywowane empatią nie zawsze prowadzą do dobrych celów. Na przykład takich celów, które – załóżmy – są dobre moralne. Dlaczego? Ponieważ kiedy łączymy się empatycznie, zaczynamy decydować poprzez emocje, których doświadczamy. Emocje są fantastyczne, jeżeli umiemy, nimi zarządzać. Tu mała dygresja. Lubię używać metafory emocji i rozumu jako jeźdźca na koniu. Koń to emocje, a jeździec to rozum. Zdarza się, że jeździec nie zawsze potrafi nad koniem panować. W empatii możemy, pod wpływem emocji, czy współodczuwanego bólu, na przykład doprowadzić do jakiegoś konfliktu rodzinnego. Empatia ukierunkowana jest raczej na "teraz". Przez to emocjonalne odczuwanie, nie jesteśmy w stanie ocenić, przewidzieć długoterminowych konsekwencji naszego działania. Co dobrze wykorzystują różne instytucje charytatywne, które wysyłają nam na przykład zdjęcie jakiegoś cierpiącego dziecka, a my – w całkowicie zrozumiałym ludzkim odruchu – przekazujemy im pieniądze. Gdybyśmy jednak zrobili to bez emocji, w racjonalnym rozeznaniu, to najpierw sprawdzilibyśmy, czy ta organizacja rzeczywiście robi coś sensownego, czy rzeczywiście pomaga. Podejmowane pod wpływem emocji decyzje nie zawsze są dobre.

Dam taki przykład, zobaczmy, jak reagujemy, gdy podchodzi do nas osoba bezdomna potrzebująca pomocy. Gdy ją widzimy, często czujemy dyskomfort, więc dajemy pieniądze, by jak najszybciej pozbyć się tych emocji. Ale ten gest jest bardzo często płytki, powierzchowny. Jedną z podskali empatii, gdy ją mierzymy badawczo, jest osobista przykrość. Czyli możemy fizycznie odczuwać ból tej osoby i pod wpływem tego bólu zrobić coś jak najszybciej, by go uśmierzyć. Tymczasem to może być niemądre działanie. To moje krótkie nakierowanie na uśmierzenie "teraz" uniemożliwia mi, zrobienie czegoś dużo bardziej sensownego. Czyli empatia jest dobra, o ile wspierają ją rozumowo sensowne cele.

No właśnie, ale jak kierować tą empatią, by nie stać się nieczułym na czyjąś krzywdę, ból?

Paweł Holas: Ogólnie dobrze jest mieć taką zdolność odczuwania czyichś emocji. Ale decyzje powinniśmy podejmować na podstawie analizy sytuacji, wejścia w buty tej osoby. To też jest pewnym podwymiarem empatii, chodzi o takie przyjmowanie perspektywy drugiej osoby i podejmowanie decyzji na podstawie różnych przesłanek. To jest bardzo istotny element. Chodzi o to, aby skupić się na tym, jak realnie pomóc tej osobie, a nie na tym, by mniej bolało. To jest różnica pomiędzy empatią a współczuciem. Co ciekawe, w badaniach neuroobrazowych przeżywanie współczucia wiąże się z aktywnością tych obszarów mózgu, które są związane z pozytywną emocjonalnością, pozytywnym afektem. A w empatii często nie. Mało tego, jeżeli rozwijamy współczucie, to ono wiąże się z pobudzeniem kory przedruchowej (wykazano to w badaniach na mnichach buddyjskich). To prowadzi do akcji, do działania. Empatia nas często zatrzymuje, ponieważ ból tej osoby, który odczuwamy, czyli osobista przykrość, odciąga nas od angażowania się w pomoc. Owszem damy 5 zł do kubeczka, albo przekażemy raz na jakiś czas większą kwotę na UNICEF, ale dzieje się to bez żadnego zaangażowania. Tymczasem sytuacja na świecie, pewne systemowe nierówności, aż wołają o to, by zająć się nimi w racjonalny sposób.

Kolejna sprawa, dużo łatwiej odczuwamy empatię w stosunku do osób nam podobnych. To wychodzi w badaniach i jest związane z różnymi uprzedzeniami, o których istnieniu nie zawsze wiemy. To się nazywa in-group bias/ out-group bias i chodzi o taką tendencyjność związaną z moją grupą kontra drugą grupą. Empatia nas wiedzie do podobnych do nas. Łatwiej więc nam dać jakąś sumę na dziecko z naszego kręgu kulturowego niż na przykład na dzieci z Bangladeszu. I proszę mnie dobrze zrozumieć, cudownie jest dawać, dzielić się ze wszystkimi, ale gdy czasem pomyślimy, to za tę samą sumę, którą damy na jedno dziecko, można uratować 100 dzieci w innym rejonie świata i ich cierpienie zmniejszyć. Chodzi mi tylko o to, że jeśli będziemy działać empatycznie, emocjonalnie, to będziemy trochę sparaliżowani w sensowności naszych działań. Warto więc działać kierując się sercem, ale i rozumem. To jest właśnie współczucie. Ono jest pozbawione pewnych wad, które ma empatia, i wiąże się z rozumem, mądrością. Jest taka metafora, która porównuje współczucie i mądrość do skrzydeł ptaka, czyli nie można być naprawdę współczującym, nie będąc mądrym, i nie można być mądrym, nie będąc współczującym. Jedno z drugim jest powiązane.

No dobrze, pomyślmy o takiej relacji. Jest osoba uzależniona od alkoholu i ma partnera/partnerkę. Ci partnerzy często odczuwają empatycznie emocje swojego partnera/partnerki, myśląc, że są im w stanie pomóc wyjść z uzależnienia...

Paweł Holas: Zrobiłem badania, które rzucają trochę światła na to, co Pan mówi. Bardzo istotne jest to, abyśmy koncentrując się na chęci pomocy komuś, na przykład na wyjściu z uzależnienia, mieli również rozwiniętą troskę o siebie, a dokładnie współczucie do siebie. Brak równowagi pomiędzy empatią i współczuciem, jakie mamy dla innych, a empatią i współczuciem do siebie, nie działa korzystnie i może być dla nas bardzo obciążające. Kluczowe jest, abyśmy potrafili sobie pomóc, kiedy nam się noga podwija, kiedy jest nam źle. Każdy z nas ma takie momenty – życie się też z tego składa. Są jakieś porażki, jakieś choroby, jakieś trudności, rozstania. Żyjemy w kulturze, w której krytykowanie siebie jest uważane za dobrą metodę, żeby wziąć się w garść. Tymczasem dobrze jest umieć siebie wesprzeć, zadbać o siebie. W takiej sytuacji dbanie o innych nie będzie nas tak obciążało. Ale jeśli zaniedbamy siebie, a często tak jest, bo my mamy taki mechanizm czy schemat samopoświęcenia się dla innych, to ani nie pomożemy tej osobie, ani sobie. Często jest tak, że partnerka osoby uzależnionej rzuca się w pomoc, robi dla tej drugiej osoby wszystko, nie szanując i nie dbając o siebie.

Redakcja poleca

Czyli nie mając empatii do siebie, empatyzowanie z kimś innym może nas zbytnio obciążyć...

Paweł Holas: Gdy mówimy o sobie, to lepiej pasuje współczucie, bo ono wiąże z okazywaniem troski i realnym działaniem, a empatia tylko z odczuwaniem. Do siebie lub dla siebie powinniśmy mieć współczucie, czyli okazywać sobie dobroć, życzliwość i serdeczność. Zadbać o sobie. Empatia to raczej zdolność do odczuwania i rozumienia emocji drugiej osoby.

I tu postawimy kropkę. Dziękuję za tę rozmowę.

Źródło: CHILLIZET/ podcast "Tylko dla dorosłych"