Jak się nie zestarzeć? Łatwo jest wpaść w pułapkę „scienceploitation”

5 min. czytania
17.06.2026 15:21
Obserwuj nas w Google
---- ----

Starość to jeden z niewielu tematów, który budzi równie silne emocje, co kontrowersje, stając się jednocześnie polem bitwy między rzetelną nauką a bezwzględnym biznesem. Jak nie zagubić się w tym informacyjnym szumie? Na to pytanie stara się odpowiedzieć dr Michael Greger. Poniższy fragment pochodzi z jego książki „Jak się nie zestarzeć. Naukowe podejście do zachowania zdrowia mimo upływu lat”. 

Uśmiechnięta starsza osoba z białymi włosami, w swetrze w czerwono-czarne wzory, w naturze.
fot. Shutterstock
--1-- ----
Z tego artykułu dowiesz się:
  • Dlaczego branża przeciwstarzeniowa jest podatna na oszustwa i przekręty.
  • Jak komercyjne interesy wpływają na postrzeganie dietetyki i przeciwdziałania starzeniu.
  • Co to jest scienceploitation i jak wpływa na wiarygodność nauki o starzeniu.
  • Które instytucje krytykują przemysł przeciwstarzeniowy i dlaczego.
Redakcja poleca

Fragment pochodzi z książki "Jak się nie zestarzeć. Naukowe podejście do zachowania zdrowia mimo upływu lat" autorstwa Greger Michael, Wydawnictwo Czarna Owca. 

W trakcie pisania tej książki stuknęła mi pięćdziesiątka, więc z osobistej perspektywy jej tematyka ma dla mnie bardziej żywotne znaczenie niż kwestie poruszone w poprzedniej, zatytułowanej Jak się nie odchudzać, w której pisałem o odżywianiu i gubieniu zbędnych kilogramów. Między

tymi dziedzinami istnieje jednak wyraźne podobieństwo: obie są skażone tym samym korupcyjnym wpływem interesów handlowych. Branża dietetyczna i przeciwstarzeniowa to giganty obracające miliardami dolarów. Gdy w grę wchodzą tak wielkie pieniądze, pokusa promowania produktów, których idea opiera się na wszelkiego rodzaju absurdalnych deklaracjach, najwyraźniej jest nie do odparcia.

Nawet oczytany laik, który poszukuje podstawowych praktycznych porad w obu obszarach, chcąc schudnąć albo żyć dłużej, staje w obliczu nieprzebranej oferty pigułek i mikstur. Nawet dla mnie jako lekarza mającego przywilej swobodnego drążenia w recenzowanej literaturze medycznej pokazanie, że król jest nagi, stanowiło niemałe wyzwanie. Ale samo to czyni niniejsze przedsięwzięcie jeszcze ważniejszym. Skoro mnie odsianie ziaren od plew w dziedzinie nauk o starzeniu zajęło trzy lata, obawiam się, że przypadkowa osoba próbująca oddzielić fakty od bzdur stoi na straconej pozycji. Były prezes Gerontological Society of America napisał, że „niewiele jest tematów (…) równie mylących dla bezkrytycznych i stanowiących intratniejszy biznes dla pozbawionych skrupułów”.

Mówi się, że dziedzina przeciwdziałania starzeniu się jest „podatnym gruntem dla przekrętów, oszustw i sposobów szybkiego wzbogacania”, a literatura popularna na ten temat zawiera „ogrom dezinformacji”. Spece od marketingu często obierają za cel osoby starsze, oferując szarlatańskie lekarstwa przeciwdziałające skutkom starzenia się. Produkty te są szeroko promowane w internecie, a także w stacjonarnych klinikach „przeciwstarzeniowych”. Tego rodzaju knowania były przedmiotem wielu dyskusji, jakie odbywały się w amerykańskim Senacie i Kongresie pod hasłami takimi jak „Oszuści, handlarze i sprzedawcy cudownych remediów” czy „Szarlataneria, czyli skandal wart 10 miliardów dolarów”. Obecnie przemysł przeciwstarzeniowy w Ameryce może być wart ponad 88 miliardów dolarów, a jego światową wartość wycenia się na 292 miliardy dolarów. W kwotach tych zawiera się właściwie wszystko, od kremów przeciwzmarszczkowych po porady telewizyjnego guru Pata Robertsona, oferującego „białkowe naleśniki przeciwko starzeniu”. Jak stwierdzono w jednym z artykułów poświęconych ekonomii, starzenie się nie jest może korzystne dla zdrowia, ale „z pewnością jest korzystne dla biznesu”.

Zaślepieni nauką

Według jednego ze stowarzyszeń branżowych 60 procent Amerykanów w wieku sześćdziesięciu pięciu lat i starszych stosuje zabiegi przeciwdziałające starzeniu się, choć zdaniem dyrektora Institute for Biomedical Aging Research właściwie żadna z tych metod nie jest poparta badaniami naukowymi. Promuje się je jednak tak, jakby były. Odkrycia naukowe nagłaśniane przez żądną sensacji prasę od dawna są oportunistycznie wykorzystywane przez spekulantów.

Dziewiętnastowieczne postępy w dziedzinie magnetyzmu doprowadziły do powstania reklam, w których twierdzono, że „żaden mieszkaniec Ameryki nie byłby chory (…) gdyby nasza magnetokonserwatywna bielizna znalazła się w garderobie każdej kobiety i każdego mężczyzny,

i była zakładana niemowlętom i dzieciom”. Mniej komiczny, a bardziej tragiczny wydźwięk miało publiczne zainteresowanie pracami Marii Skłodowskiej-Curie, które skutkowało stworzeniem wielu radioaktywnych produktów mających rzekomo „rewitalizować” i „energetyzować”. Zgodnie z chwytliwym nagłówkiem, jaki pojawił się w dzienniku „Wall Street Journal”, „Woda radowa działała dobrze, dopóki nie odpadła szczęka”.

Dziś przejawy tego żerowania na nauce, które dorobiło się angielskiego terminu scienceploitation, są oczywiste – wystarczy spojrzeć na setki szarlatańskich „klinik komórek macierzystych” zlokalizowanych w Kalifornii i na Florydzie i posługujących się językiem nauki, by nadać pozory uczciwości swoim niesprawdzonym terapiom. W opublikowanym w „Scientific American” artykule Oszukańcze źródło młodości trzech znanych badaczy procesów starzenia się stwierdziło, że „społeczeństwo jest bombardowane kłamstwami oraz informacyjnym szumem”.

Jeden z tych badaczy został pozwany przez współzałożycieli American Academy of Anti-Aging Medicine na kwotę 200 milionów dolarów za przyznanie tej organizacji Silver Fleece Award, prześmiewczej nagrody szydzącej z „najbardziej absurdalnych, oburzających, niepopartych badaniami naukowymi lub przesadnych twierdzeń dotyczących interwencji przeciwstarzeniowych bądź chorób związanych z wiekiem”. American Academy of Anti-Aging Medicine odparła, że „nie promuje ani nie popiera żadnej konkretnej formy terapii ani nie sprzedaje i nie popiera żadnego produktu komercyjnego”. Wystarczyło jednak odwiedzić stronę internetową organizacji, by się przekonać, że gromadziła ona i przedstawiała obszerny katalog reklam pod hasłem „znajdź produkt przeciwstarzeniowy lub usługę”, którego opracowanie uzasadniała „licznymi zapytaniami otrzymywanymi każdego dnia”.

„Establishment gerontologiczny” był oskarżany o próby bezpardonowego sabotowania start-upów, takich jak wspomniana American Academy of Anti-Aging Medicine, której współzałożyciel twierdzi, że walczy z „wygasłym kanonem filozoficznym”, zgodnie z którym „starzenie się jest nieuniknione, nie można nic na nie poradzić i trzeba się z nim pogodzić – zestarzeć się i umrzeć”. Dostrzegam zasługi po obu stronach tego zderzenia kulturowego, w którym dziedzina gerontologii (nauki o starości) walczy o utrzymanie z trudem wywalczonych korzyści dotyczących publicznego finansowania podstawowych badań nad starzeniem, stojąc w obliczu ambitniejszych bojowników przeciwko starości, którzy wydają się kwestionować jej fundamentalne założenia. W oficjalnej odpowiedzi American Academy of Anti-Aging Medicine na wspomnianą krytykę napisano: „Mówiąc najprościej, gerontologiczny kult śmierci rozpaczliwie stara się podtrzymywać tajemnicze i nieaktualne stanowisko, zgodnie z którym starzenie się jest naturalne i nieuniknione”.

Z jednej strony ruch medycyny przeciwstarzeniowej zyskałby większą wiarygodność, gdyby został zapoczątkowany przez osoby kierujące się wynikami badań naukowych, a nie „przedsiębiorczych biznesmenów reagujących na okazje rynkowe”, z drugiej jednak ostry sprzeciw wobec nowej fali inicjatyw przeciwdziałających starzeniu mógł pójść zbyt daleko. Jak zauważył założyciel i redaktor naczelny czasopisma „Biogerontology”, historia badań nad przeciwdziałaniem starzeniu się istotnie i niewątpliwie jest „pełna oszustw, pseudonauki, przekrętów i szarlatanerii”, lecz (godna podziwu!) krucjata przeciwko najmniejszym przejawom niestosowności zdaje się prowadzić do odruchowego uznawania, że wszystko jest tylko krzykliwą reklamą, z którą nie należy wiązać żadnych nadziei, a takie podejście neguje rzeczywisty postęp naukowy, jaki dokonał się w obszarze interwencji przeciwstarzeniowych.

Zdaję sobie sprawę z tego, że w pewnych kręgach „nauka” stała się brzydkim słowem. Po latach szaleństwa związanego z epidemią COVID odniosłem wrażenie, że koledzy, których kiedyś szanowałem za intelekt, zatracili umiejętność krytycznego myślenia. Jeśli i ty zostałeś wepchnięty do króliczej nory kabalistycznych spisków, być może nie jest to książka dla ciebie. Prawdą jest, że pandemia ujawniła rażące wady instytucjonalne, których konsekwencje przeniknęły nawet do literatury naukowej. Dwa niezwykle prestiżowe czasopisma medyczne zostały zmuszone do wycofania części swych publikacji ze względu na obawy dotyczące rzetelności danych. Czasopisma naukowe pozostają jednak niekwestionowanym standardem w kwestii dążenia do przybliżania prawdy. Parafrazując słowa Winstona Churchilla o demokracji jako formie rządów, recenzowana literatura medyczna jest najgorszym sposobem ustalania faktów na temat naszego zdrowia… ale nie wymyślono niczego lepszego.

Źródło: ChilliZET/Wydawnictwo Czarna Owca

Redakcja poleca