Na antenie:

"Podróżuję sama, ale nigdy nie jestem samotna". Kobiece wyprawy solo

16 min. czytania
Aktualizacja 30.01.2024
22.12.2023 15:43
Zareaguj Reakcja

Każdy z nas podróżuje w nieco inny sposób i ma inne doświadczenia. To, co łączy każdego podróżnika, to chęć poznawania kawałka świata, zarówno tego na wyciągnięcie ręki, jak i tego, od którego dzielą nas tysiące kilometrów. Naszym gościem jest Magdalena Kulej, redaktorka prowadząca serwis wiadomosci.radiozet.pl, a prywatnie zapalona podróżniczka. Temat spotkania: Podróżowanie w pojedynkę.

Magdalena Kulej na Azorach
fot. zdjęcia prywatne/ na zdjęciu Magdalena Kulej na Azorach

Monika Karbarczyk: Bardzo się cieszę, że zgodziłaś się ze mną porozmawiać na temat podróżowania solo. Popraw mnie, jeśli coś pominęłam. Większość podróży odbywasz sama, choć nie stronisz od towarzystwa. Żadna forma podróżowania nie jest ci obca: autostop, marsz z plecakiem, namiotem, nocowanie na dziko, czy to w namiocie, czy to w hamaku pod rozgwieżdżonym niebem, loty z kilkoma przesiadkami... Nie wybierasz najłatwiejszych rozwiązań, prawda?

Magdalena Kulej: Widzę, że świetnie się przygotowałaś, wszystko się zgadza. Rzeczywiście nie wybieram łatwych rozwiązań i podróżuję solo, bo taka forma mi najbardziej odpowiada, ale zdarza się, że zabieram w swoją podróż towarzystwo, przyjaciół. Jednak to podróżowanie solo ma coś w sobie. Zacytuję słowa jednej z moich ulubionych podróżniczek – Kai Kraski znanej z kanału Globstory. Ona w jakimś wywiadzie powiedziała: "Podróżowanie solo nie jest dla każdego, ale jeśli spróbujesz i okaże się, że to jest dla Ciebie, to po prostu przepadniesz". Ja tak właśnie przepadłam. To jest taki rodzaj wolności, że jak ją już poczujesz, to nie jesteś w stanie odpuścić.

Monika Karbarczyk: A czy tego rodzaju podróżowanie to był Twój wybór, czy raczej splot okoliczności?

Magdalena Kulej: Myślę, że w moim przypadku zaczęło się dokładnie tak, jak się zaczyna w przypadku większości osób, które zaczynają podróżować solo. Po prostu ktoś mnie wystawił.

Monika Karbarczyk: Większość osób w takiej sytuacji się wycofuje, ciebie jednak ta sytuacja nie zniechęciła do podróżowania, wręcz przeciwnie.

Magdalena Kulej: To prawda, mnie przed podróżą trudno powstrzymać, mimo że zostałam wystawiona jeden dzień przed wyjazdem. To była podróż z plecakiem po Portugalii. Stwierdziłam, że wsiadam do samolotu i zobaczymy, co będzie. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, co może zdarzyć się następnego dnia. Okazało się jednak, że to samotne podróżowanie mi wychodzi i że jestem w tym dobra. Tak się zaczęło, nie potrafiłam już przestać.

Bardzo trudno być samotnym w podróży. - Magdalena Kulej

Monika Karbarczyk: Czy często słyszysz: "Nie boisz się?!" albo "Nie jedź tam, to niebezpieczne"?

Magdalena Kulej: Bardzo często słyszę (śmiech). Gdyby zrobić sondę wśród osób podróżujących i zapytać je, jakie zdania najczęściej słyszą, te byłyby na pierwszym miejscu. Powiem więcej, te pytania są nie tylko takie same, ale też w podobny sposób intonowane: "A ty się nie boisz?". Słyszysz ten tembr głosu i czujesz, że powinnaś się czegoś bać. Ktoś przecież zakłada, że tu jest niebezpiecznie. Masz poczucie, że robisz coś nieodpowiedzialnego. Kiedyś takich pytań, bardzo nie lubiłam, ale zmieniłam zdanie (śmiech). Teraz zaczynam odpowiadać pytaniem na pytanie: "Powiedz mi, czego ja się konkretnie powinnam bać w tej podróży?"

Monika Karbarczyk: I wtedy zapada milczenie, bo osoby, które najczęściej nas przestrzegają przed niebezpieczeństwem, same nie podróżują. Nie podróżują ze strachu.

Magdalena Kulej: Dokładnie tak. Oni nawet nie wiedzą, czego się boją.

Redakcja poleca

Monika Karbarczyk: Myślę, że to jest strach przed innością. Ja też trochę podróżuję i muszę przyznać, że najbardziej niebezpieczna sytuacja, jaka mi się w podróży przydarzyła, miała miejsce w autobusie jadącym do Dworca Wschodniego w Warszawie. Ktoś po prostu chciał mi ukraść plecak.

Magdalena Kulej: No właśnie, bo to w Polsce też się zdarza. Musimy sobie zadać pytanie: czy my się boimy, że nas ktoś okradnie za granicą, a w Polsce nie? Czy to ryzyko jest większe za granicą?

Monika Karbarczyk: Dokładnie. Spotkałam się z takim zdaniem, że podróżnik podróżuje sam, ale nigdy nie jest samotny. Czy zgadzasz się z tym?

Magdalena Kulej: Zgadzam się w pełni. Powiem więcej, jest bardzo trudno być samotnym w podróży. Trzeba się naprawdę bardzo o to postarać. Mam takie poczucie, że jeżeli ktoś naprawdę odczuwa samotność w podróży, to prawdopodobnie dlatego, że z pełną świadomością wybrał sobie taki kierunek, odosobniony, z dala od cywilizacji. Oczywiście czasami zdarza się, że osoba, która stawia swoje pierwsze kroki w podróżach, również odczuwa samotność, ale za tym zwykle kryje się obawa przed nieznanym (kulturą, miejscem), czasami bariera językowa. Taka osoba zwykle sama ogranicza się w kontaktach z ludźmi, czasem wręcz ich unika, i wtedy może odczuwać samotność. Ale to na szczęście jest chwilowe, bo z podróżami jest tak, że one nas nie tylko kształcą, ale też zmieniają.

Każdy dzień podróży, każdy tydzień podróży, w sumie każda podróż coraz bardziej nas otwiera i te nasze granice bardzo mocno się przesuwają. Ja po tylu latach podróżowania mam te granice tak poluzowane, że nie potrafię być samotna w podróży. Cały czas coś się wokół mnie dzieje, cały czas ktoś dookoła mnie jest. I powiem Ci, że nawet podczas mojej ostatniej podróży, a widzimy się dokładnie miesiąc po moim powrocie z samotnej, miesięcznej podróży po Azorach (to moja druga podróż solo w tamte rejony), momentami musiałam odmawiać towarzystwa, bo mi brakowało bycia samej ze sobą. Tak też się zdarza.

Wiem, że to brzmi paradoksalnie, ale im bardziej my jesteśmy solo w podróży, tym więcej osób poznajemy, tym więcej osób nas otacza. To wynika z tego, że my po prostu potrzebujemy tego kontaktu z ludźmi, my czasem potrzebujemy ich pomocy, gdy na przykład musimy zapytać o drogę, gdzie można zjeść coś dobrego itd. Ale też zauważyłam, że lokalsi, widząc jedną osobę, chętniej podchodzą, zagadują, częściej oferują swoją pomoc, niż gdy widzą całą grupę osób.

Czasami czuję się bardziej zagrożona, wracając w nocy w Warszawie z imprezy niż wtedy, gdy jestem gdzieś za granicą.  - Magdalena Kulej

Monika Karbarczyk: Pociągnę jeszcze wątek niebezpieczeństw. Zdarza się, że te przestrogi: "uważaj na innych", "unikaj lokalsów, bo mogą cię gdzieś wciągnąć, zrobić krzywdę", podświadomie pozostają w naszej głowie. Oczywiście czasami takie sytuacje się zdarzają, nie możemy idealizować podróży. Natomiast w większości przypadków ludzie, tak jak wspominałaś, są otwarci, bardzo serdeczni, chcą się zaopiekować tym podróżnikiem. Moje pytanie dotyczy intuicji. Czy polegasz na niej w podróży?

Magdalena Kulej: Tak, jak najbardziej. Intuicja, ale też po prostu taka zwykła ludzka czujność, ostrożność. Ale to nie jest tak, że jestem bardziej czujna w podróży niż w Polsce. Czasami czuję się bardziej zagrożona, wracając w nocy w Warszawie z imprezy niż wtedy, gdy jestem gdzieś za granicą. Ale taka czujność, ostrożność jest najważniejsza, zawsze. Mogę nawet powiedzieć, że w podróży solo, jesteśmy troszkę bardziej czujni i ostrożni niż wtedy, kiedy jesteśmy z kimś w parze czy w grupie. Bo my sami musimy o siebie zadbać.

Monika Karbarczyk: Drugi, ciekawy wątek, który wcześniej poruszyłaś, to znajomość języka. Często czytam na forach podróżniczych takie wpisy: "Bardzo chciałabym podróżować, wyruszyć w podróż, ale nie znam tak dobrze języka". Ty znasz świetnie język angielski, ale ostatnio byłaś w Kirgistanie i w Kazachstanie (razem z przyjaciółką) i ten angielski, z tego co pamiętam, niewiele Ci się przydał.

Magdalena Kulej: W ogóle (śmiech). Mogłam zapomnieć o angielskim.

Redakcja poleca

Monika Karbarczyk: Czy dobrze znasz rosyjski?

Magdalena Kulej: Nie znam w ogóle rosyjskiego. I wiesz co? Przed podróżami za granicę staram się liznąć, chociaż podstawy jakiegoś języka, bo mnie to pasjonuje... ale z tym rosyjskim miałam straszną blokadę. Ogromną. To już był okres wojenny i ja bojkotuje – na ten moment – wszystko, co rosyjskie. Nie potrafiłam się przemóc. Natomiast moja towarzyszka podróży, akurat w gimnazjum czy liceum, miała lekcje rosyjskiego i miała podstawy, które nam pomogły. Trochę z tym Kirgistanem i Kazachstanem jest tak, że rosyjski jest językiem urzędowym, ale nie jest jedynym językiem. I my trafiałyśmy w rejony, gdzie tego rosyjskiego nie było i do nas mówili językiem kazachskim czy kirgiskim. No i co wtedy? Wtedy po prostu porozumiewasz się uśmiechem, gestami. Tyle.

Monika Karbarczyk: Czyli tak naprawdę ta nieznajomość języka bywa czasami wymówką… I to nie jest tak, że zachęcamy, żeby podróżować bez podstawowej znajomości języka, ale technologia (np. różnego rodzaju translatory) bardzo nam ułatwia porozumiewanie się z ludźmi, więc to nie powinno być przeszkodą.

Magdalena Kulej: Nie, ale jeżeli ktoś chce jechać gdzieś pierwszy raz sam, to jednak zachęcałabym, żeby pojechał do takiego regionu, gdzie mówi się w języku, którego podstawy zna. Dla własnego komfortu. Będzie się czuć pewniej i nie będzie tyle stresu.

Magda Kulej w Kirgistanie
fot. zdjęcie prywatne/ Magda Kulej w Kirgistanie

Monika Karbarczyk: Chociażby na lotnisku, żeby przeczytać, że nastąpiła zmiana lotu. No właśnie, ale skoro już jesteśmy przy tej dość egzotycznej wyprawie Kirgistan, Kazachstan. Tak jest raczej taki męski świat. Kobiety są, ale w domach. Czy dwóm, pięknym kobietom było tam trudno?

Magdalena Kulej: Dziękuję za komplement. Czasem trudno mówić o tym, żeby kobiety miały łatwiej czy trudniej. Tam po prostu było tak mało podróżników, że my byłyśmy egzotyczne już z samego faktu, że podróżowałyśmy z plecakiem. Myślę, że tak samo, czyli z zaskoczeniem, reagowaliby, gdyby zobaczyli dwóch podróżujących z plecakiem mężczyzn.

Monika Karbarczyk: Być może, ale chyba nie miałyście możliwości tego sprawdzić podczas tej podróży.

Magdalena Kulej: Tak, przez miesiąc tej podróży przez Kazachstan, Kirgistan, chyba spotkałyśmy tylko jednego mężczyznę podróżującego z plecakiem. To był chyba chłopak z Litwy albo Estonii.

Wiem, że jest teraz taki trend wśród osób podróżujących, żeby odhaczać kraje, liczyć je. Nie mówię, że to jest złe, po prostu ja tego nie lubię robić i nie robię. - Magdalena Kulej

Monika Karbarczyk: Ale dzięki temu mogłyście doświadczyć tej lokalności i tych zwyczajów. Spałyście u napotkanych ludzi, lub gdzieś przy ich domach, pod namiotem, na dziko też. Posiłki spożywałyście z lokalsami. Więc chyba bardziej wejść w tę materię nie można, prawda?

Magdalena Kulej: To jest właśnie ten rodzaj podróży, który ja preferuję. Wiem, że jest teraz taki trend wśród osób podróżujących, żeby odhaczać kraje, liczyć je. Nie mówię, że to jest złe, po prostu ja tego nie lubię robić i nie robię, bo lubię poczuć i poznać dane miejsce, spędzić tam więcej czasu, a nie tylko je "liznąć". Muszę wejść w nie głębiej, zatopić się i właśnie przebywanie z lokalsami to jest to, co mnie najbardziej kręci. Poznajesz ludzi, poznajesz ich kulturę. To jest właśnie rodzaj podróżowania dla mnie.

Monika Karbarczyk: A jeśli śpicie na dziko, pod namiotem, to jak wygląda wasza higiena?

Magdalena Kulej: To jest jedno z najczęściej zadawanych pytań (śmiech). Ludzie pytają wprost, ale gdzie załatwiasz swoje potrzeby? Gdzie robisz siku? Gdzie się myjesz? Akurat Kirgistan i Kazachstan to były takie trudne kierunki pod kątem higieny, dlatego że tam są po prostu wszędzie stepy. My szłyśmy, szłyśmy, szłyśmy i nic nie było. Tam nie było nawet sklepu, żeby sobie kupić butelkę wody. Raz nam się zdarzyło, że przez trzy dni nie udało nam się wziąć prysznica. Niestety. Świat się nie zawalił, ale zapaszki były (śmiech).

Monika Karbarczyk: Sanepid nie przyjechał (śmiech)

Magdalena Kulej: Nie przyjechał (śmiech), ale widzisz, my siebie akceptowałyśmy. Tak się czasem zdarza w podróży. To był akurat taki ekstremalny kierunek po prostu. Ale są też kierunki idealne dla podróżników, gdzie kempingów i miejsc, w których możesz się odświeżyć, jest bardzo dużo. Tak jest na przykład na Azorach. Poza tym tam jest wszędzie dostęp do wody, wszędzie są toalety. Są też wodospady, strumyki, gdzie można się poratować wodą. Kazachstan, Kirgistan to kierunki trudniejsze i tam wody po prostu nie było. Kiedyś zdarzyło nam się rozbić namiot przy rzece, to akurat nas ratowało, ale zawsze trzeba mieć ten zapas wody przy sobie. Po prostu.

Monika Karbarczyk: Brak wody, smród ciała niemytego przez trzy dni. Często dotykasz swoich granic komfortu. Czy zdarza ci się, powiedzieć: nie, już mam dosyć, nie dam rady tego zrobić?

Magdalena Kulej: Nie (śmiech), nigdy. Chociaż… może raz (śmiech). Być może nie dotarłam do tej swojej granicy, chociaż miałam wrażenie, że właśnie tam w Kazachstanie, do niej docieram. Rozchorowałam się podczas tej podróży, bardzo źle się czułam. Byłyśmy na środku stepu, nie widziałyśmy absolutnie żadnej możliwości wydostania się stamtąd. Po prostu nic nie było w zasięgu wzroku. Przed nami jeszcze mnóstwo kilometrów, a było bardzo gorąco, słońce po prostu smażyło, a nam zaczynało brakować wody, tzn. miałyśmy zapas wody, ale powoli zaczynałam odliczać łyki. Wtedy pomyślałam: kurczę, nie jest dobrze. Na szczęście wyszłyśmy z tej sytuacji, uratowało nas wojsko, które akurat przejeżdżało. I przeważnie tak jest, a właściwie zawsze jest tak, że coś jakimś cudem się nagle pojawia. Coś, co cię ratuje. No, ale to był taki moment, że pomyślałam: kurczę, nie jest dobrze. Ale nigdy nie przeszłoby mi przez myśl, żeby skończyć podróżami w ogóle.
Więcej, mówiłyśmy o tych granicach, że podróżując, przesuwamy je, poszerzamy. Ja właśnie tak te granice przesuwam. Widzę, że coraz więcej mogę znieść. Zresztą, gdzie są te granice, gdzie one mogą być?

Monika Karbarczyk: Zrewanżuje się opowieścią. Najgorsza sytuacja w czasie podróży, jakiej doświadczyłam, wydarzyła się w Maroku, w górach Atlas. Schodziliśmy z najwyższego szczytu tego pasma – Tubkal. Była burza. Z wysuszonego terenu, nagle zrobiła się wartka rzeka, przez którą trzeba było przejść. Pioruny waliły z każdej strony i to był taki moment, w którym myślałam, że już mam dosyć. Chciałabym wrócić do domu, znaleźć się w łóżku, pod ciepłą kołdrą. Ale to jest właśnie taki moment, w którym ktoś ci przychodzi na ratunek. I w tym wypadku też tak było. Po prostu ludzie, którzy byli z nami w schronisku, którzy wiedzieli, że my schodzimy z gór, wyszli nam naprzeciw i pomogli. Więc są chwile, kiedy człowiek ma wszystkiego dość, ale szybko to mija.

Magdalena Kulej: Tak, ale zobacz, o czym my teraz rozmawiamy w kontekście niebezpieczeństwa, o przyrodzie, o naturze. My nie mówimy o ludziach. My nie mówimy, że ktoś nas zaatakuje, okradnie. To, czego my się przede wszystkim boimy, to jest natura, która jest po prostu nieprzewidywalna. Ja się boję natury właśnie. Boję się, że ziemia zatrzęsie się w miejscu, w którym jestem, albo, że przyjdzie huragan czy wybuchnie wulkan, na który akurat się wspinam.

Stałam na tym szczycie zupełnie sama. Oglądałam zachód jako ostatnia i wschód jako pierwsza. Nikogo nie było oprócz mnie i ptaków. To było cudowne uczucie wolności. - Magdalena Kulej

Monika Karbarczyk: No właśnie, na wulkan też się jakiś czas temu wspinałaś. Mogłabyś opowiedzieć o tej przygodzie?

Magdalena Kulej: To było na Azorach, 2 lata temu. Śpiący wulkan i najwyższy szczyt Portugalii – Pico. Przeczytałam, że można tam rozbić namiot i nocować, ale najpierw trzeba zdobyć i opłacić pozwolenie, zarezerwować sobie to wejście, przejść przeszkolenie. Zrobiłam to, weszłam na tę górę. To nawet nie jest wysoka góra (2351 m n.p.m), ale nieźle dała mi w kość. Słyszałam wcześniej, że idzie się około 4-5 godzin, w moim przypadku było to znacznie dłużej. Byłam na skraju wyczerpania. Pamiętam, że kiedy byłam już na górze, to tam dostałam choroby wysokościowej. Wymiotowałam, nawet nie wiem ile razy. Czułam się bardzo źle. Pamiętam, że spotkałam na górze podróżującego samotnie Niemca. Powiedziałam mu: słuchaj, nigdy więcej. Ale wiesz co? Jak tylko zeszłam z tej góry, to już szukałam kolejnych lotów na Azory, żeby znowu na tę górę wejść. Ostatnio nawet chciałam, ale pogoda niestety nie sprzyjała. Ale samo nocowanie na wulkanie było wspaniałe. Te opary wulkaniczne nawet mi nie przeszkadzały. Nawet mi nie przeszkadzało to, że co 10 minut wychodziłam z namiotu, żeby zwymiotować. Nocować pod tymi gwiazdami, na takiej wysokości i o tej czwartej rano wspiąć się na czubeczek i zobaczyć wschód słońca z góry. To było niesamowite. Góry, ocean, wyspy, gwiazdy. Wszystko w jednym miejscu.

Redakcja poleca

Monika Karbarczyk: Podobny nocleg miałaś też chyba na Maderze.

Magdalena Kulej: Tak, na Maderze też można nocować na Pico Ruivo. Tam też trzeba zdobyć pozwolenie. Nie ma tam dużo miejsca, więc lepiej to zrobić jak najwcześniej. Ja byłam po sezonie, w czasie, gdy Madera nie była tak popularna, lata temu. To też była podróż solo. Stałam na tym szczycie zupełnie sama. Oglądałam zachód jako ostatnia i wschód jako pierwsza. Nikogo nie było oprócz mnie i ptaków. To było cudowne uczucie wolności.

Magda Kulej na szczycie wulkanu Pico
fot. zdjęcie prywatne/ Magda Kulej na szczycie wulkanu Pico

Monika Karbarczyk: Ale to poczucie wolności można poczuć, nie tylko wspinając się na najwyższe szczyty i rozbijając tam namiot, ale też śpiąc w hamaku pod rozgwieżdżonym niebem, prawda?

Magdalena Kulej: Tak. Bardzo często wyjeżdżam nawet nad nasze polskie morze, albo pod namiot, albo na hamak, by tam zakosztować trochę tej samotności i wolności, by się zrelaksować. Ale nikogo nie namawiam na siłę, bo – tak jak mówiłam na początku – podróżowanie solo nie jest dla każdego. Nikt nie powinien czuć presji podróżowania samotnie, bo taki jest trend. Jeśli chcesz, spróbuj, ale nie rób niczego na siłę.

Monika Karbarczyk: Czy Kazachstan i brak wody, to jedno z najgorszych wspomnień z podróży?

Magdalena Kulej: Nie, to nie było jedno z najgorszych wspomnień. Ale przyznam, że brak wody, to jest coś, co mnie przeraża. Gdy podróżujesz z plecakiem, to ten zapas wody musisz mieć cały czas przy sobie. Musisz te dodatkowe kilogramy dźwigać na plecach. Moment, gdy zaczynasz liczyć łyki wody, bywa niebezpieczny. Ja zawsze mam butelki z filtrem i wszędzie tam, gdzie to możliwe napełniam je wodą zdatną do picia. Nigdy nie wiesz, czy następny sklep będzie otwarty, czy on w ogóle istnieje.

Podróżowanie solo nie jest dla każdego. - Magdalena Kulej

Monika Karbarczyk: Moja koleżanka, gdy usłyszała, że będę dzisiaj rozmawiać o samotnym podróżowaniu, poprosiła mnie, abym zapytała, czy masz przy sobie gaz pieprzowy (śmiech).

Magdalena Kulej: (śmiech) Nie, bo nie wszędzie jest legalny, na przykład w Grecji, Turcji czy Albanii jest zakazany. Jednak zawsze mam przy sobie nóż, noszę go w tzw. nerce. To jest nóż, który służy mi przede wszystkim do krojenia, smarowania, przecięcia czegoś, ale jest też takim zabezpieczeniem w przypadku zagrożenia.

Monika Karbarczyk: Pytałam o najgorsze wspomnienia, a jakie jest najpiękniejsze twoje wspomnienie?

Magdalena Kulej: Och, mam wiele pięknych wspomnień, a większość z nich dotyczy ludzi, których poznaję w trasie. Tego, czego najbardziej nie lubię to… pożegnań z nimi. Często są to przelotne znajomości, czasem trwają raptem kilka godzin, kilka dni. Nie z każdym utrzymuję później kontakt. Te osoby są przeważnie takie bezinteresowne. Kiedy cię poznają, tak bardzo chcą ci pokazać swój kraj, tak bardzo chcą, żebyś dobrze ich zapamiętała.

Monika Karbarczyk: Zjednoczone Emiraty Arabskie, Turcja, Albania, wspomniany już Kirgistan, Kazachstan to trudne kraje dla kobiet, zwłaszcza tych samotnie podróżujących. Czy twoim zdaniem są miejsca, które kobieta powinna omijać?

Magdalena Kulej: Jednym z moich podróżniczych marzeń jest Iran. Ale to nie jest miejsce, do którego teraz pojechałabym samotnie. Sytuacja oczywiście wszędzie jest dynamiczna, więc miejmy nadzieję, że i w Iranie się zmieni i że w końcu będę mogła tam jechać sama. Ale z uwagi na mój własny komfort psychiczny i komfort psychiczny mojej rodziny, nie pojechałabym tam teraz sama.

Monika Karbarczyk: Przypomnijmy, że sytuacja kobiet w Iranie jest bardzo trudna. One walczą o swoją wolność, o to, by mogły wyjść z domu bez chustki zakrywającej włosy. Ale spróbujmy podsumować, jakie mogą być zalety i wady takiego samotnego podróżowania.

Magdalena Kulej: Zaletą numer jeden jest wolność i niezależność. Można o tym mówić godzinami, ale jak już się zakosztuje tego, to naprawdę trudno będzie od tego nas odciągnąć. Wolność i niezależność to numer jeden, ale dla mnie bardzo ważne jest też budowanie pewności siebie. Bo my podróżując, zmieniamy się. Nie tylko dowiadujemy się czegoś o świecie, ale i otwieramy się na niego. To nas bardzo zmienia. Teraz jestem zupełnie inną Magdą niż 10 lat temu, gdy jeszcze nie podróżowałam. To plusy. A minusy? Czasem jest tak, że chcesz dzielić z kimś wspaniałe momenty, których doświadczasz… Ale ta tęsknota szybko mija. Poza tym podróże solo są droższe, bo nie mamy z kim dzielić się kosztami, na przykład transportu.

Monika Karbarczyk: Ale jesteś w tej komfortowej sytuacji, że masz etat, stałą pensję, każdą wolną chwilę spędzasz w podróży. Czy myślisz czasami o tym, by zamienić stabilizację zawodową i podróżować na pełnym etacie?

Magdalena Kulej: To jest komfortowa sytuacja i nie do końca komfortowa, bo muszę odliczać każdy dzień z urlopu. Ale tak, za każdym razem, gdy jestem w podróży, o tym myślę. Tam po prostu uświadamiam sobie, jak dobrze czuję się w podróży i co więcej, jak bardzo lubię tę Magdę w podróży. Często myślę o tym, jakby to było rzucić wszystko i po prostu podróżować. Myślę, że wszystko da się zrobić, tylko wcześniej trzeba sobie kilka rzeczy poukładać odpowiednio. Myślę, że to się kiedyś wydarzy.

Jeśli lokalni mieszkańcy, mówią, żeby gdzieś nie iść, bo bywa niebezpiecznie, to omijam takie miejsca. Muszę jednak wiedzieć z jakiego powodu.  - Magdalena Kulej

Monika Karbarczyk: Życzę Ci tego z całego serca… Kończąc naszą rozmowę, muszę zapytać o jeszcze jedną rzecz. Wiem, od naszych wspólnych znajomych, że w czasie podróży jesteś niezwykle opanowana, zwłaszcza gdy pojawiają się nieprzewidziane, mocno stresujące sytuacje. Nasz znajomy mówił, że był pod absolutnym wrażeniem spokoju, jaki widział u ciebie w sytuacji, w której on już dawno by spanikował. Czy dokładnie planujesz swoje podróże i masz plany awaryjne?

Magdalena Kulej: Wiele osób mi to mówi, więc coś musi być na rzeczy (śmiech). Słowo planowanie w moim przypadku ma trochę inną definicję. Naprawdę nie potrafię planować. Szczerze! Jest tak, że po prostu wiem, dokąd jadę, zwykle też wiem, skąd wracam. I to jest mój plan. Oczywiście robię wcześniej research o danym kraju, kulturze, regionie, by wiedzieć co nieco o tym miejscu. Przygotować się mentalnie. Ale sięgam po sprawdzone, użyteczne źródła, nie pytam żadnej cioci Wiesi, co o tym kraju usłyszała w telewizji. Pomaga mi przeglądanie blogów i vlogów podróżniczych, Instagrama, kontaktuję się z osobami, które są tam na miejscu. Chyba stąd mam w sobie ten spokój ducha, wiem, czego się spodziewać. Jeśli lokalni mieszkańcy, mówią, żeby gdzieś nie iść, bo bywa niebezpiecznie, to omijam takie miejsca. Muszę jednak wiedzieć z jakiego powodu. 

Gdy bywa niebezpiecznie, mrocznie, klepię siebie, innych po ramieniu i mówię: "Będzie dobrze, spokojnie, nie stresuj się". Skąd to się bierze? Nie wiem. Prawdopodobnie stąd, że mam już lata podróżowania za sobą i wiem, że to się zawsze układa, że zawsze ktoś przyjdzie z pomocną dłonią. Musimy zachować spokój i dystans. Ja mogę powiedzieć: "Słuchaj, nie jadę do Wielkiej Brytanii, bo w zeszłym tygodniu okradli w Londynie mojego kolegę” albo "Nie wybieram się do Francji, bo tam były zamieszki i wszystko zostało spalone". A pamiętasz historię z Maroka sprzed lat, gdzie zamordowano dwie turystki? Ludzie nadal jeżdżą do Maroka. My znamy to ryzyko, nie możemy traktować tych faktów wybiórczo, ale dlatego warto zrobić dobry research, przygotować się.

Monika Karbarczyk: Gdy w zeszłym roku byłam w Libanie, przed wyjazdem słyszałam: "Liban, Bejrut? To bardzo niebezpieczne miejsca". Wszyscy mi tę podróż odradzali. Wiadomo, wybuch w porcie, wcześniej wojna, bardzo napięte stosunki z sąsiadami. Pojechaliśmy i Liban okazał się bardzo bezpiecznym miejscem.

Magda Kulej: Tak, miałam podobnie z Cyprem Północnym. To jest rejon, kraj nieuznawany na arenie międzynarodowej. Gdybym wybiórczo traktowała fakty i relacje, to mogłabym powiedzieć: "Tam musi być niebezpiecznie". A ja tam pojechałam i po prostu pokochałam to miejsce, i ludzi, których tam poznałam. Miejsce jest absolutnie cudowne, a byłam tam sama! Zresztą o Polsce też mogą być takie opinie. W 2020 r. byłam na Cyprze i poznałam tam fajną ekipę młodych ludzi. Wśród nich były osoby LGBT. Zapytałam ich, czy byli kiedyś w Polsce, no i jeden z chłopaków powiedział, że nie, bo nie czułby się tam komfortowo. Słyszał, co się w Polsce działo w czasie kampanii wyborczej. Z ust prezydenta padły wtedy słowa, że LGBT to nie ludzie, to ideologia. I te słowa niosły się po świecie. Wiele osób m.in. z tego powodu nie wybiera się do naszego kraju.

Monika Karbarczyk: Bardzo dziękuję za tę rozmowę.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ Podcast Psyche