Na antenie:

"Żołnierze towarzyszyli nam nawet podczas zakupów". KamperManiak o wyprawie do Indii

11 min. czytania
Aktualizacja 30.01.2024
01.01.2024 16:59
Zareaguj Reakcja

Pięć lat temu postanowili zrezygnować z pracy na etacie i wyruszyli w podróż w pełnym wymiarze. Kamper jest ich domem i środkiem podróży. Ostatnio odbyli kamperem podróż do Indii. O tym, jak przebiegła ta wyprawa, opowiedzieli Iwonie Kutynie w programie "Same przyjemności". Poznajcie Aldonę oraz Daniela Saganów, podróżników, vanlifersów, autorów kanału "KamperManiak" na YouTubie oraz książki "Kamperem przez świat. Poradnik karawaningowy".

Aldona i Daniel Saganowie
fot. Instagram/ na zdjęciu Aldona i Daniel Saganowie

Iwona Kutna: Przyjechaliście do mnie swoim kamperem, który jest też Waszym domem...

Daniel Sagan: Tak, mieszkamy w nim już od 5 lat i nie rozstajemy się z nim. Tam, gdzie my jesteśmy, jest też nasz dom.

Iwona Kutna: Jaki piękny slogan reklamowy (śmiech). Czy życie w kamperze jeszcze się Wam nie znudziło?

Aldona Sagan: Nie znudziło się i nie wiemy, czy w ogóle się znudzi.

Iwona Kutna: A gdzie w Warszawie będziecie dzisiaj nocować? O ile oczywiście chcecie, to zdradzić. Bo może jakiś tłum fanów przybiegnie i nie da Wam spokoju wieczorem.

Daniel Sagan: Tego się właśnie obawiamy, więc publikując różne posty, staramy się robić to z pewny opóźnieniem, żeby mieć trochę czasu dla siebie. Zdradzę tylko, że dzisiaj będziemy nocować w bardzo romantycznym miejscu nad Wisłą.

Iwona Kutyna: Czy zawsze sprawdzacie wcześniej, gdzie możecie nocować, czy raczej pozostawiacie to przypadkowi?

Daniel Sagan: Niektóre miejscówki trafiają się przypadkowo, ale większość wybieramy po wcześniejszym sprawdzeniu. Staramy się, ze względu na komfort naszego mieszkania, unikać ryzyka. Nie chcemy się narażać na wizytę jakichś służb porządkowych. Nie nocujemy w parkach narodowych, tam, gdzie jest całkowity zakaz. Omijamy też szerokim łukiem kraje, w których są wprowadzone odgórne zakazy nocowania. Wybieramy miejsca, które są bezpieczne, legalne i widokowe (śmiech).

Aldona Sagan: Staramy się planować, ale nie zawsze to wychodzi. Zdarza się, że zatrzymujemy się gdzieś na dziko, na spontanie i też jest fajne. Niektóre miejscówki mają epickie widoki.

Redakcja poleca

Iwona Kutyna: Czasem patrzę na zdjęcia z Instagrama, które wrzucają ludzie podróżujący kamperem. Widzę piękne kadry na morze, ocean, czy jakiś las. To wszystko wydaje się takie piękne, ale domyślam się, że życie bywa różne, i te krajobrazy widziane z okna Waszego kampera też bywają różne.

Aldona Sagan: Rzeczywiście życie bywa różne. Są oczywiście kraje, w których można stać bardzo blisko plaży...

Daniel Sagan: Jednym kołem w morzu, bo to jest chyba taki instagramowy wyznacznik. Im bliżej morza, tym lepiej (śmiech).

Iwona Kutyna: A najlepiej wpakować się tym samochodem do wody...

Daniel Sagan: Woda bywa zdradliwa. Mogą być przypływy i odpływy. Zdjęcie na okładce naszej książki "Kamperem przez świat. Poradnik karawaningowy" pokazuje moment, w którym nas zalało. Obudziliśmy się i okazało się, że możemy pływać.

Aldona Sagan: To zdjęcie przypomina nam, że zawsze warto przewidywać różne scenariusze (śmiech). Nawet najlepszym zdarza się zapomnieć na chwilę lub pogoda może się diametralnie zmienić.

Iwona Kutyna: Uczycie się na własnych błędach. Domyślam się, że początki nie były łatwe. Ale chciałabym Was zapytać, jak się poznaliście i kiedy ta pasja do kamperowania, do podróżowania w taki sposób się pojawiła?

Aldona Sagan: My mamy to szczęście, że oboje uwielbiamy podróżować. Odkryliśmy to dość szybko, bo cały czas nas gdzieś ciągnęło i staraliśmy się aktywnie spędzać czas. Oczywiście na początku były to tylko weekendy, urlopy. Czuliśmy, że chcemy więcej i to był jeden z powodów, dla których zaczęliśmy żyć w ten sposób.

Daniel Sagan: Ale to była taka ewolucja. Zaczynaliśmy standardowo, jak większość osób podróżujących, czyli zatrzymywaliśmy się w hotelach, ale czuliśmy, że ciągle nam czegoś brakuje. Oczywiście były to wspaniałe miejsca, a hotele dobrze wyposażone. Nie musieliśmy się martwić o nic. Ale po zwykle po jednym dniu leżenia przy basenie i zwiedzenia okolic hotelu, chcieliśmy zobaczyć coś więcej. Zaczęliśmy więc zwiedzać na własną rękę dany kraj. Okazało się, że ten hotel wcale nie jest nam potrzebny. To był tylko dodatek. Niektórzy zaczynają od namiotów do hoteli, my przeszliśmy inną drogę: od hoteli do namiotów.

Aldona Sagan: I właśnie spanie w namiocie był takim punktem, w którym powiedzieliśmy sobie "dość". Właściwie to ja powiedziałam, że to nie dla mnie, że to zbyt survivalowe. To było w Chorwacji. Każdy nam mówił, że w w tym kraju, w sezonie, nigdy nie pada. Tymczasem w naszą pierwszą noc pod namiotem rozpętała się taka burza, że baliśmy się o swoje życie. Pioruny waliły z każdej strony. Wtedy właśnie stwierdziliśmy, że to nie jest dla nas, że to za dużo. Wtedy pojawił się pomysł z kamperem.

Iwona Kutyna: Wydaliście książkę "Kamperem przez świat. Poradnik karawaningowy" (Wydawnictwo Purple Book), gorąco polecam. Zastanawiam się jednak, co jest dla Was ważniejsze: cel czy podróż, a może sama podróż jest celem?

Daniel Sagan: Cel, który sobie wyznaczamy, jest tylko jakimś punktem na mapie, do którego chcemy dojechać. A przez ten czas, kiedy trwa ta droga, wydarza się tak wiele przygód, czasami dziwnych, czasami ekstremalnie śmiesznych. I bardzo często zdarza się, że częściej wspominamy właśnie tę drogę niż sam cel podróży. Bo często gdzieś dojeżdżamy, możemy odhaczyć to miejsce, ale już myślimy o drodze powrotnej i nowych przygodach. Droga jest bardzo ważnym elementem naszego życia. Taka bardziej motywacja do tego, żeby gdzieś tam wyjść ze swojej strefy komfortu i gdzieś tam dalej pojechać, niż myślimy, że możemy, że damy radę.

Aldona Sagan: Droga nas motywuje, by pojechać dalej, niż myślmy, że możemy. Czasem zmusza do wyjścia poza swoją strefę komfortu. Ale rzeczywiście o wiele częściej wspominamy to co działo się w trakcie drogi. To nas bardziej cieszy niż osiągnięcie celu.

Iwona Kutyna: Skąd macie swój kamper?

Daniel Sagan: Ciężko na niego pracowaliśmy, gdy byliśmy jeszcze na etatach. To był taki upragniony sposób na to, by się gdzieś na chwilę uwolnić. Na początku jeździliśmy nim na wakacje, urlopy. A potem okazało się, że możemy nim nie tylko podróżować, eksplorować świat, ale i zarabiać.

Iwona Kutyna: A jak długo go urządzaliście, budowaliście kampera, czyli doprowadziliście do takiego punktu, w którym spełnia wszystkie Wasze oczekiwania?

Aldona Sagan: Przede wszystkim znalezienie go trwało rok. My zjechaliśmy Polskę wzdłuż i wszerz, by znaleźć ten wymarzony kamper. Ale też nie do końca wiedzieliśmy, czego szukamy, czego oczekujemy, jak powinien wyglądać.

Daniel Sagan: Gdy szukaliśmy kampera, to nie było mowy o jego budowie. Nasza praca zajmowała nam sporo czasu, więc potrzebowaliśmy gotowego rozwiązania. Samochodu, który tylko lekko przerobimy na nasze potrzeby. Długo szukaliśmy, a nasze doświadczenia opisujemy w książce, bo wiedzieliśmy, że będziemy chcieli nim podróżować po świecie. Jest wiele sposobów sprzedaży kamperów i różnych takich pułapek, na które możemy trafić. Nie chcieliśmy, aby ten nasz wymarzony kamper kojarzył nam się z gehenną i sprawiał więcej problemów niż przyjemności. Przecież nikt nie chce spędzić urlopu u mechanika, ani myśleć, czy na pewno dojadę tam, gdzie chcę.

Iwona Kutyna: Jak już wspomniałam, kamper pozostaje w sferze moich marzeń. Wydaje się czymś niezwykłym, dającym wolność, ale czasem można rozbić się o prozaiczne sprawy. I tak sobie myślę, że ta pierwsza podróż kamperem powinna być w miarę bliska, by sprawdzić siebie, i partnera...

Daniel Sagan: Żeby szybciej można było do domu wrócić? (śmiech)

Redakcja poleca

Iwona Kutyna: Żeby sprawdzić, czy to był rzeczywiście dobry wybór, bo to jest trochę przestawienie swojego życia o 180 stopni. I nawet nie chodzi o to, żeby prowadzić życie w tym kamperze, ale żeby wybrać się na taki trip dwu, trzytygodniowy. On może zweryfikować bardzo wiele.

Daniel Sagan: Naszym pierwszym celem w podróży kamperem była Barcelona i musieliśmy przejechać pół Europy. My dość intensywnie ten kamper wykorzystywaliśmy, dość intensywnie zbieraliśmy doświadczenia. Ale rzeczywiście, jeśli ktoś wybiera się w podróż kamperem po raz pierwszy, to polecamy jakiś cel blisko, ale nie za blisko, by nie korcił nas powrót do domu. To też trzeba wziąć pod uwagę.

Iwona Kutyna: No i to planowanie. Aldona, chyba to ty jesteś od planowania wszystkiego, bo już kilka razy w naszej rozmowie podkreślałaś, że trzeba wiele rzeczy zaplanować...

Aldona Sagan: Tak, trzeba planować i myślę, że nam kobietom to nieźle wychodzi, bo my ciągle mamy z tyłu głowy taką myśl, że trzeba się przygotować na każdą ewentualność. Dowodem na to jest kobieca torebka. Ale nie da się wszystkiego zaplanować, czasem warto zrobić coś spontanicznie. Na przykład jedziemy gdzieś, ale to miejsce lub pogoda nam się nie podoba, więc możemy zmienić miejsce, pojechać gdzieś indziej. Mamy przecież dom na kółkach. Czasami warto przejechać 40 km, czy nawet 100 km, by pogoda zmieniła się diametralnie. A więc należy planować, ale nie należy się blokować na nowe. Warto być otwartym na zmiany.

Iwona Kutyna: Ale czy ten sposób życia, podróżowania jest dla każdego?

Daniel Sagan: Patrząc na to realnie, to kupno kampera nie jest tanie. Warto więc rozważyć, czy chcemy jeździć kamperem na każde wakacje, a może warto te pieniądze przeznaczyć na wczasy w jakimś hotelu. Wszystko zależy od podejścia. Jeśli ktoś lubi decydować, gdzie chce być, co chce zwiedzać, lubi zmieniać miejsca wypoczynku, to kamper będzie dla niego i pieniądze wydane na kampera będą się zwracały przy każdym wyjeździe.

Aldona Sagan: Ten rodzaj podróżowania daje ogromną wolność, ale wiąże się z pewnymi obowiązkami. Jeśli ktoś lubi, gdy się za niego planuje, organizuje mu czas, to kamper się u niego raczej nie sprawdzi. Lepiej wykupić wycieczkę, czy wczasy.

Daniel Sagan: Nie każdy nadaje się do podróży kamperem, co było zresztą widać, gdy hotele były pozamykane i ludzie podróżowali samochodem. Dlatego warto się nad tym głęboko zastanowić. Poczytać trochę na ten temat. Lepiej wydać kilkadziesiąt złotych na książkę, niż kilkaset tysięcy złotych na kampera. Książka to niewielki wydatek, a można się z niej dowiedzieć, co nas czeka i odpowiednio się nastawić. Spotykamy ludzi, którzy po prostu wsiedli do kampera, pojechali na wakacje i przez całą podróż przeżywali gehennę.
Czasem spotykamy takich ludzi, czy to w wynajętym kamperze, czy świeżo kupionym, i widzimy, że tam wrze, ze za chwilę ten kamper spłonie. Gdy słyszą, że my mieszkamy w ten sposób 5 lat i że się da tak żyć, to czasem te emocje opadają i resztę urlopu spędzają w milszych warunkach

Iwona Kutyna: Wasza ostatnia wielka wyprawa kamperem to Indie. Jak ten Wasz kamper tam dotarł?

Daniel Sagan: Dotarł na kołach, nie było większych problemów. W ostatnim roku pokonaliśmy 35 000 km i mieliśmy tak naprawdę trzy poważniejsze awarie, ale nie na tyle poważne, by nas unieruchomić. Zresztą powiem ciekawostkę, książka "Kamperem przez świat. Poradnik karawaningowy" powstała właśnie podczas naszej podróży do Indii. Była to więc mega wyprawa, ale i pracowity czas.

Aldona Sagan: Była to wspaniała, ale i bardzo wymagająca wyprawa. Nie chodzi tylko o Indie, ale też Iran nie jest najprostszym krajem do podróżowania. Podobnie Pakistan – tam mieliśmy eskortę policji przez całą drogę. Było ciężko, ale na pewno warto.

Iwona Kutyna: Odważni jesteście...

Daniel Sagan: To nie jest odwaga, to jest raczej ciekawość świata. Bywały sytuacje, w których się baliśmy. Ale wiedzieliśmy, że abyśmy mogli dojechać do Indii na kołach, to pewne niedogodności musimy przeżyć, pewne doświadczenia zebrać. Na przykład w Pakistanie podróż przez pustynię jest tak niebezpieczna, że nie mogliśmy jechać sami, tylko w eskorcie uzbrojonych żołnierzy. Oni wszędzie nam towarzyszyli, nawet jak chcieliśmy iść na zakupy.

Iwona Kutyna: Ale wy wiedzieliście wcześniej, że taka eskorta będzie konieczna, czy dowiedzieliście się tego dopiero na granicy?

Aldona Sagan: Wiedzieliśmy, ale mieliśmy nadzieję, że tego nie będzie. To są kraje, w których ciągle się coś zmienia. Wszystko zależy od polityki. Niestety mieliśmy eskortę zarówno w drodze do Indii, jak i z Indii.

Daniel Sagan: Co innego wiedzieć, a co innego doświadczyć. Jadąc do Indii, wiedzieliśmy, że tam mieszka półtora miliarda ludzi, ale gdy spotkaliśmy połowę z nich to już coś innego.

Iwona Kutyna: Mówiłeś poza anteną, że się cieszyliście olbrzymim zainteresowaniem.

Daniel Sagan: Olbrzymim zainteresowaniem. Potrafiły do nas podjeżdżać busy z wycieczkami, żeby tylko nas zobaczyć, żeby się z nami sfotografować. Dla niektórych Indusów zobaczenie białego i zrobienie sobie z nim zdjęcia to dobra wróżba. Czasami 100-150 osób dziennie podchodziło do nas i prosiło o zdjęcie.

Iwona Kutyna: Ale tam białych chyba nie brakuje, to dość popularny kierunek turystyczny przecież...

Aldona Sagan: Nam też się wydawało, że tam tyle białych ludzi było lub mieszka, że nas to nie będzie dotyczyło, że nie będziemy wywoływać aż tak ogromnego zainteresowania. Na miejscu jednak okazało się, że jest inaczej. Oni się zachowywali tak, jakby białego człowieka widzieli pierwszy w życiu.

Daniel Sagan: Inna sprawa, że my przez cały czas byliśmy dostępni, bo podróżowaliśmy samochodem. Nie mieliśmy możliwości schowania się za drzwiami hotelowymi. Gdy rozkładaliśmy się gdzieś w dzikim miejscu, wystarczyło, że zobaczyła nas tylko jednak osoba, by zbiegła się prawie cała wioska. Prawie każdy chciał nas zobaczyć, od rana do wieczora. Gdy zmienialiśmy miejsce, historia zaczynała się od nowa.

Iwona Kutyna: Czy to była Wasza najtrudniejsza i najbardziej wymagająca podróż?

Daniel Sagan: Myślę, że tak. Zaczynając nasz van life w 2019 roku, postanowiliśmy pojechać nad Bajkał. Tam jedyną trudnością były strefy czasowe i liczba kilometrów, które trzeba pokonać. Jechaliśmy przez bezgraniczne połacie ziemi, gdzie nie było żadnych ludzkich siedlisk. Byliśmy sami. Ale Indii nie da się z niczym porównać, z żadnym innym krajem. Ta kultura, jedzenie, relacje społeczne... tego nie da się doświadczyć w żadnym kraju europejskim. Tylko w Indiach można doświadczyć takiego zainteresowania, zwłaszcza gdy się podąża mniej turystycznymi szlakami.

Iwona Kutyna: A co Was najbardziej urzekło w tych Indiach?

Daniel Sagan: Wiele rzeczy. Urzekła nas ich gościnność, otwartość, bo chociaż kontakty z nimi są bardzo intensywne, to musimy pamiętać, że oni są przemiłymi ludźmi, zwłaszcza w kontaktach z turystami, podróżnikami. Zawsze pomogą, nie pozostawią cię ani głodnym, ani spragnionym.

Aldona Sagan: Oni są stale uśmiechnięci. Wyglądają na naprawdę szczęśliwych, mimo że ich standard życia jest dużo niższy niż w Europie, czy w innych krajach rozwiniętych. Indusi potrafią cieszyć prostymi rzeczami, takimi najzwyklejszymi. Podróżując po Indiach, przypomnieliśmy sobie, jaką radość dają takie proste rzeczy, i jeszcze bardziej doceniliśmy to, co mamy.

Iwona Kutyna: Jakie jest życie w kamperze? Bywają trudne chwile?

Aldona Sagan: Pewnie, że tak. W kamperze, jak w życiu, nigdy nie jest zbyt różowo, bo chyba byśmy się zanudzili. Raz jest miło, raz jest niemiło. Niemiło jest, gdy pada, bo wtedy trzeba siedzieć w środku, a my mieszkamy na 4 metrach kwadratowych. Ale w takich sytuacjach jedziemy, gdzieś indziej jak pada.

Daniel Sagan: Chyba największym wyzwaniem dla nas jako podróżników są granice i formalności, które trzeba załatwić, aby je przekroczyć. Bardzo nam się spodobał wschód Europy oraz Azja, ale jadąc w tamtych kierunkach, trzeba przygotować mnóstwo dokumentów. I to chyba jest – przynajmniej dla mnie – najmniej przyjemna strona podróży.

Aldona Sagan: Żeby poczuć całkowitą wolność, trzeba dać się zniewolić urzędom (śmiech). Trzeba zdobyć wizę, pozwolenia. Tu nie ma miejsca na spontaniczność, to trzeba zaplanować. Chociaż, aby zachować tę wolność, postanowiliśmy nie organizować tego wszystkiego w Polsce, tylko za granicą. Po kolei, tak jak będzie przebiegała ta podróż. Założyliśmy, że nie będziemy ubiegać się o wizę irańską w Polsce, bo wtedy musielibyśmy dotrzeć do granicy turecko-irańskiej w określonym czasie. Tylko zrobimy to wtedy, gdy będziemy wiedzieli, już jesteśmy gotowi, że skończyliśmy podróżować po Turcji.

Iwona Kutyna: A dokąd uciekacie na zimę? Bo chyba nie spędzacie jej w Polsce, w kamperze?

Aldona Sagan: Tam, gdzie jest cieplej, bo mieszkanie w kamperze jest mało przyjemne. Raz mieszkaliśmy w kamperze i to była pierwsza, a zarazem ostatnia taka zima. My bardzo długo staraliśmy się z zimą pogodzić: narty, morsowanie... Ale gdy człowiek choć raz wyjedzie do ciepłego kraju, gdy w Polsce jest zimno i ciemno, to będzie to robił przez cały czas (śmiech).

Iwona Kutyna: Gdy spotykacie w swojej drodze innych ludzi, to o co Was najczęściej pytają?

Daniel Sagan: Ludzie są ciekawi wszystkiego. Staramy się dzielić swoją wiedzą i doświadczeniami na YouTubie na kanale "KamperManiak". Zgromadziliśmy już bardzo dużą publiczność – mamy prawie 70 000 subskrybentów. Mamy wiele zapytań, zarówno prywatnych, jak i w komentarzach. Czasami nie nadążamy odpisywać, stąd właśnie narodził się pomysł napisania książki. Czytelnicy znajdą tam odpowiedź, na najczęściej zadawane pytania. A najczęściej zadawane pytania dotyczą zwykle spania na dziko, bez infrastruktury, albo jak namówić drugą połówkę do podróżowania (śmiech). Ale najbardziej zaskakujące pytanie, jakie usłyszałem, to czy Aldona sika w kamperze (śmiech). Odpowiedziałem: a gdzie ma sikać? Oczywiście mamy w kamperze toaletę i korzystamy z niej. Pani szczęśliwa pobiegła do męża, by mu to powiedzieć.

Iwona Kutyna: Mówiliście, że nie macie telewizora w kamperze. Czy to wybór, czy kwestia przypadku?

Aldona Sagan: Telewizor w kamperze jest najmniej istotny. Jeżeli wydarzy się coś ważnego, to i tak się tego dowiemy, np. z Internetu, albo od rodziny, albo od znajomych. Zaczynając van life, chcieliśmy wolności w podróży, ale i wolności od informacji, od polityki. To cudowna uczucie, gdy nie musimy wszystkiego śledzić.

Iwona Kutyna: Bardzo Wam dziękuję za tę rozmowę.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET