Na antenie:

Nieodkryte miejsca na Majorce? "Ta część Majorki nadal taka jest”

11 min. czytania
Aktualizacja 30.01.2024
05.01.2024 11:14
Zareaguj Reakcja

Majorka to jeden z popularniejszych kierunków wakacyjnych Polaków. Ta niewielka hiszpańska wyspa urzeka pięknymi plażami i górami, ale nie tylko. Warto tam polecieć, by odkryć jej drugą, kreatywną stronę, czyli lokalną kuchnię, lokalne rzemiosło i wspaniałe butikowe hotele o ciekawych, unikalnych wnętrzach. Izabela Retka i Filip Lenarcik długo zbierali informacje na temat tej wyspy, by potem, sprawdzając punkt po punkcie, opisać ją w swoim cyfrowym przewodniku "Majorka. Odkryj kreatywne oblicze największej wyspy Balearów" dostępnym na stronie sunnsalt.com.

 Panorama miasta Deià na Majorce
fot. Shutterstock

Monika Karbarczyk: Stworzyliście bardzo ciekawy cyfrowy przewodnik po Majorce. To jeden z najpopularniejszych kierunków turystycznych wśród Polaków, zwłaszcza tych preferujących wakacje all inclusive. Zastanawiałam się, dlaczego akurat ta wyspa tak bardzo Was zainteresowała, choć wydaje się, że została już opisana na wszystkie możliwe sposoby.   

Izabela Retka: Pomysł, by stworzyć przewodnik po Majorce, pojawił się rok przed wylotem na wyspę. Wcześniej kojarzyła mi się ona, podobnie jak i Tobie, z takimi typowymi kurortami, hotelami, do których przyjeżdżają turyści tylko po to, aby złapać trochę słońca. Co się zmieniło? Zajmuję się fotografią i obserwuję kanały innych fotografów. Zauważyłam, że wielu z nich przenosi się na Majorkę. Zaczęłam więcej czytać na ten temat i okazało się, że na tej wyspie tworzy się ciekawe środowisko artystyczne, że powstaje coraz więcej kreatywnych hoteli. Im więcej o tym czytałam, tym bardziej chciałam tam pojechać, by na własne oczy przekonać się, jak tam jest. Z czasem odkryłam, że to miejsce ma o wiele więcej do zaoferowania niż tylko kurorty all inclusive. Ciekawie położone górskie miasteczka, wspaniała lokalna kuchnia, interesujące lokalne rzemiosło. Zbierałam więc coraz więcej informacji, aż w końcu postanowiliśmy z Filipem tam pojechać, dokładnie zwiedzić wyspę i stworzyć przewodnik po Majorce, ale od jej kreatywnej strony. Uwielbiamy podróże i zawsze szukamy miejsc mniej oczywistych. A Majorka pod tym względem jest jednym z ciekawszych miejsc w Europie i ludzie powoli zaczynają dostrzegać jej inną, nieturystyczną, stronę.

Monika Karbarczyk: Ile czasu spędziliście na tej wyspie?

Filip Lenarcik: Byliśmy tam 3 tygodnie i był to bardzo intensywny czas. Aby móc opisać wszystkie ciekawe miejsca, musieliśmy je poznać i zobaczyć na własne oczy. Mieliśmy co prawda samochód, a wyspa teoretycznie jest mała, jednak przemieszczanie po niej zajęło nam sporo czasu (w części górskiej drogi są kręte i przejechanie z punktu A do punktu B zajmuje trochę czasu). Ale dzięki temu mogliśmy stworzyć nasz przewodnik i rekomendować miejsca naprawdę warte zobaczenia.

Monika Karbarczyk: Czytałam, że ta wyspa ma jedynie 100 km kwadratowych. Czy aby ją zwiedzić, trzeba wypożyczyć samochód? A może działa tam komunikacja publiczna?

Filip Lenarcik: Jest tam dobrze rozwinięta komunikacja publiczna, ale żeby tę wyspę dokładnie poznać lepiej mieć samochód. Oczywiście wszystko zależy od stylu podróżowania oraz zasobów finansowych. Komunikacją publiczną można dojechać w wiele miejsc, ale jesteśmy mocno ograniczani rozkładem jazdy. Samochód daje znacznie większą swobodę. Możemy jechać, gdzie chcemy i zatrzymać się w dowolnym miejscu, by podziwiać wspaniałe widoki, gdzie chcemy. Przykładowo, gdy raz mielimy ochotę jechać do piekarni w centrum wyspy, nic nie stało na przeszkodzie, a później mogliśmy pojechać do zupełnie innego miejsca. Samochód daje większą elastyczność.

Monika Karbarczyk: Czy na wyspie jest rozwinięta sieć wypożyczalni samochodów? Czy nie ma problemów z wypożyczeniem samochodu?

Filip Lenarcik: Generalnie nie ma problemu, ale jeśli jedziemy w wysokim sezonie, czyli w lipcu lub sierpniu, to warto rezerwować z wyprzedzeniem. Poza tym okresem można znaleźć samochód i to w naprawdę dobrej cenie. Jeśli miałbym coś doradzić, to warto wypożyczyć jak najmniejsze auto. Wymijanie się na krętych, górskich drogach dużym samochodem może być problematyczne, ale – co trzeba podkreślić – drogi na Majorce są w bardzo dobrym stanie, a roztaczające się z nich widoki zjawiskowe. W naszym przewodniku nie zabrakło listy najbardziej malowniczych dróg, być może jednych z piękniejszych w Europie. Jeżdżenie po nich odpowiednim samochodem może sprawiać dużo frajdy.

Redakcja poleca

Monika Karbarczyk: Ciągle podkreślacie, że widoki na Majorce są przepiękne? Co Was najbardziej urzekło na tej wyspie? Czy są tam jakieś nieodkryte przez turystów miejsca?

Izabela Retka: Tak jak wspominałam wcześniej, pierwsze skojarzenia, jakie pojawiają się w związku z Majorką, to piękne plaże i morze. Natomiast nas najbardziej urzekła część górska tej wyspy. Są tam przepiękne małe miasteczka, takie jak Deià czy Sóller. One skradły nasze serca. Warto podkreślić, że całe pasmo górskie znajdujące się na Majorce jest wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i naprawdę warto tam być.
Nas osobiście najbardziej urzekło miasteczko Deià. Nie ma tam zbyt wielu turystów, zwłaszcza wieczorami (ale muszę podkreślić, że my byliśmy tam w maju, czyli poza sezonem). Można pospacerować bocznymi uliczkami bez żadnego planu. Deià leży na zboczach wzgórza, a na jej szczycie stoi piękny kościół z cmentarzem. Roztacza się z niego najpiękniejszy widok na całe miasteczko na tle gór, z morzem w oddali. Warto tam też pójść na zachód słońca. My oglądaliśmy go przy rozbrzmiewającej na całe miasteczko muzyce granej na żywo z hotelu La Residencia, przy której można było poczuć się jak w filmie. Do tego Deià pachnie jaśminem, lawendą i różami. To miejsce nas zachwyciło i było chyba takim największym objawieniem tego wyjazdu i dla mnie, i dla Filipa. Często myślami wracam do tego miejsca.

Filip Lenarcik: To rzeczywiście magiczne miasteczko. Nie jest ono turystyczne, czuć w nim artystycznego ducha. To miejsce, które zachęca do tego, by zwolnić, chłonąć jego klimat i cieszyć się chwilą. Ale podobne odczucia mieliśmy we wspomnianym przez Izę Sóller...

Izabela Retka: O tak, Sóller kojarzy mi się cytrusami. Rosną tam drzewa pomarańczowe i cytrynowe. Tam mieliśmy okazję zwiedzić ekologiczny sad cytrusowy. Niby jest to atrakcja turystyczna, ale ma bardzo autentyczny, majorkański klimat. Umawiamy się na konkretną porę i możemy przez godzinę spacerować pomiędzy drzewkami, jakbyśmy byli w swoim ogrodzie. Liczba wejść jest limitowana (kilka osób na godzinę), więc nie ma tam tłumów. Do sadu wprowadzała nas starsza pani, właścicielka, która przez kilkanaście minut opowiadała nam o tym miejscu, a potem mogliśmy sami wszystko obejrzeć. Rosły tam nie tylko cytrusy, ale również granaty, czy awokado. Po zwiedzaniu czekał też na nas niewielki posiłek. Jedliśmy tam przepyszne pomarańcze, które smakują zupełnie inaczej niż te kupowane w Polsce. Są takie słodkie i soczyste, po prostu rozpływające się w ustach. Zresztą te sady są też pięknie położone, dookoła są góry, panuje tu taki sielski klimat.

Deià pachnie jaśminem, lawendą i różami. To miejsce nas zachwyciło i było chyba takim największym objawieniem tego wyjazdu i dla mnie, i dla Filipa. Często myślami wracam do tego miejsca. - Izabela Retka

Monika Karbarczyk: A czy są na Majorce jeszcze jakieś nieodkryte miejsca?

Filip Lenarcik: Raczej nie, a jeśli już, to jest ich naprawdę niewiele (pewnie wiedzą o nich tylko lokalni mieszkańcy). Jeśli mówimy o nieodkrytych, a raczej mało znanych miejscach, to skupiłbym się na lokalnej kuchni czy rzemiośle, czyli tej kreatywnej stronie wyspy, o której wspominaliśmy na początku. Na Majorce mieszka wiele osób z pasją, które prowadzą kreatywne biznesy, w zgodzie z naturą. Chcąc je poznać, warto podróżować w stylu slow. W naszym przewodniku opisaliśmy wiele takich miejsc.

Formentor Majorka
fot. zdjęcia z archiwum prywatnego/ na zdjęciu: Cap de Formentor

Monika Karbarczyk: Powiedzieliście, że Majorka może zachwycić pod względem kulinarnym. Czy jest ona podobna do kuchni hiszpańskiej? Co ją wyróżnia?

Filip Lenarcik: Jest podobna do kuchni hiszpańskiej, ale jestem przekonany, że każdy tam znajdzie coś dla siebie. Jest wiele miejsc, gdzie można spróbować specjałów kuchni tradycyjnej, ale jest też wiele takich, gdzie serwuje się na przykład dania kuchni fusion. Na Majorce nie brakuje klimatycznych restauracji, barów, czy piekarni. Jest też wiele miejsc działających zgodnie z konceptem farm-to-table (z pola na stół – przyp. red.), czyli promujących lokalną żywność i świeże produkty. To jest klasa sama w sobie, wiele z tych miejsce oferuje niezapomniane doznania kulinarne. Owoce morza, ryby, warzywa, przyprawy, lokalne odmiany pomarańczy, pomidorów (odmiana Ramellet). Wszystkie te produkty są soczyste, świeże. Od najbardziej wyszukanych dań po najprostsze przekąski, wszystko, co jedliśmy na Majorce, było ucztą dla zmysłów. Warto tu też podkreślić, że wiele tych miejsc oferuje potrawy wegetariańskie czy wegańskie.

Izabela Retka: Wiele restauracji ma też swoje ogrody. Jedną z takich restauracji odwiedziliśmy w Valldemossie. Mogliśmy przekonać się na własne oczy, jak te warzywa i jadalne kwiaty są uprawiane. Serwowane dania były niezwykle pomysłowe i innowacyjne. Ciekawym doświadczeniem była też wizyta w restauracji El Camino w Palmie, gdzie poznaliśmy jej właściciela – Eddiego Harta. Wcześniej mieszkał w Londynie, gdzie razem z braćmi prowadził sieć nagradzanych restauracji, ale był zmęczony tempem życia w wielkim mieście i przeniósł się na Majorkę. Tutaj stworzył kuchnię, która opiera się na lokalnych produktach i jest bardzo popularna wśród miejscowych.

Filip Lenarcik: Z pewnością nie jest to typowe turystyczne miejsce. Jedliśmy tu chyba najlepsze tapasy. Zresztą Eddie bardzo lubi wcielać się w kelnera i obsługiwać gości. Wspaniale opowiadał o serwowanych potrawach. Na uwagę zasługuje też wnętrze El Camino. Znajdziemy tam długi na kilkanaście metrów bar z otwartą kuchnią po drugiej stronie. Czekając na swoje danie, możemy obserwować cały proces jego przyrządzania.   

Redakcja poleca

Monika Karbarczyk: Czy tam jest ta typowa południowa kultura celebrowania jedzenia? Dzielenia się nim z najbliższymi?

Izabela Retka: Tak, oczywiście. Ta zasada dzielenia się posiłkami jest tam bardzo popularna. Obsługa w restauracjach zawsze pyta, ile podać talerzyków. Nic nie stoi na przeszkodzie, by zamówić więcej różnych pozycji i próbować wszystkiego wspólnie.

Monika Karbarczyk: A ceny? Czy przeciętnego Polaka stać na stołowanie się w takich restauracjach?

Filip Lenarcik: Trzeba się liczyć z trochę większym wydatkiem, ale to nie są jakieś ceny, które odbiegają znacznie od cen w topowych polskich restauracjach. A jakość jedzenia na Majorce jest tego zdecydowanie warta. Oczywiście są też miejsca, gdzie można zjeść taniej.

Monika Karbarczyk: A jak wygląda kwestia przekąsek? Czy można zjeść coś dobrego, na szybko?

Filip Lenarcik: Bary z tapasami są praktycznie na każdym rogu, ale muszę przyznać, że te najlepsze są często oblegane, więc warto wcześniej zadbać o rezerwację miejsca. Rzadko kiedy można tam wejść "z ulicy". Nawet do tych najprostszych miejsc. W naszym przewodniku, przy polecanych przez nas restauracjach czy barach, umieściliśmy linki do stron, na których można takiej rezerwacji dokonać.

Izabela Retka: Ale na Majorce jest też wiele lokalnych piekarni. Ta wyspa słynie ze wspaniałych wypieków, np. tradycyjnej ensaimady. Są tam też świetne kawiarnie speciality, które na miejscu wypalają kawę (można ją sobie kupić w formie pamiątki) i serwują bardzo dobre przekąski, czy ciasta. Nas jednak najbardziej urzekły piekarnie, które istnieją kilkadziesiąt, a nawet kilkaset lat i przechodzą z pokolenia na pokolenie. Ich wypieki są przepyszne, choć bardzo szybko się rozchodzą, więc trzeba się spieszyć. Kiedyś pojechaliśmy do takiej piekarni około południa i udało nam się kupić ostatnią sztukę. Ale rzeczywiście była pyszna.

Monika Karbarczyk: A jak mieszkańcy Majorki podchodzą do turystów?

Filip Lenarcik: Są otwarci i bardzo pozytywnie nastawieni. Zawsze uśmiechnięci. Turyści naprawdę mogą się tam dobrze czuć. Warto też dodać, że wiele osób przeprowadza się na Majorkę z różnych zakątków świata, w poszukiwaniu tego spokojniejszego życia.

Monika Karbarczyk: No właśnie Iza wspomniała na początku, że przeprowadziło się tam wielu fotografów, restauratorów.

Izabela Retka: Tak, ale trzeba podkreślić, że to nie jest nowe zjawisko. Wielu artystów przynajmniej przez jakiś czas mieszkało na Majorce, m.in. Fryderyk Chopin, Robert Graves, Joan Miró. Więc zawsze ci kreatywni ludzie przenosili się na Majorkę, by pobyć trochę na łonie natury, by szukać inspiracji, skupić na swojej twórczości, albo by zwolnić trochę tempo życia, tak jak wspomniany przez nas restaurator – Eddie. Wiele z tych osób postanowiło osiedlić się na Majorce na stałe, założyć jakieś biznesy, np. hotele, restauracje, czy pracownie artystyczne.

Filip Lenarcik: Ale nie wszystkie te historie skończyły się happy endem. Chopin na Majorce nabawił się gruźlicy, choć i tak wcześniej, po przyjeździe na wyspę, w liście do swojego przyjaciela pisał: "Żyję trochę więcej… Jestem blisko tego, co najpiękniejsze". Partnerka Chopina, George Sand, o Valldemossie mówiła, że jest tam wszystko, o czym może marzyć poeta i malarz.

Nas jednak najbardziej urzekły piekarnie, które istnieją kilkadziesiąt, a nawet kilkaset lat i przechodzą z pokolenia na pokolenie. Ich wypieki są przepyszne. - Izabela Retka

Monika Karbarczyk: Kilkakrotnie wspominaliście o tych kreatywnych hotelach na Majorce. Co jest w nich tak ciekawego?

Filip Lenarcik: To mój ulubiony temat podróżniczy. Uwielbiam hotele, zwłaszcza butikowe. Na Majorce ich nie brakuje. Jednym z nich jest Hotel Corazón, otworzony w tym roku pomiędzy Deią i Sóller. Jego założycielką jest Kate Bellm, fotografka, która przeprowadziła się na wyspę kilka lat wcześniej. To hotel stworzony przez artystów dla artystów, którego klimat Kate określa jako "bezprawny luksus". Hotel jest luksusowy, ale możesz w nim robić niemal wszystko, co chcesz, bo nie ma zasad. Nie obowiązuje tu też żaden dress code. Mają własny ogród (partner Kate Bellm – Edgar Lopez, ma tam niezwykłą kolekcję kaktusów) i organizują też różne ciekawe warsztaty, zajęcia jogi, czy kino plenerowe. Niesamowite jest też samo wnętrze hotelu. Każdy pokój ma inny motyw przewodni, a wszystkie wyglądają bajkowo.

Izabela Retka: Inny hotel, w którym byliśmy, to Bikini w Port de Sóller. Jest on trochę większy, a jego wnętrze nawiązuje do lat 60. i 70. XX w. Motyw "pacyfki" i kwiatów jest wyraźnie widoczny, a całość jest zrealizowana w dobrym guście. Widoki z pokoju na port zapierają dech, ale hotel zachęca też do różnych aktywności. W cenie pobytu dostępne są m.in. deski SUP, czy rowery elektryczne. Na ostatnim piętrze hotelu mieści się też restauracja, skąd rozpościera się przepiękny widok. Serwowana jest tam autorska kuchnia fusion, łącząca smaki izraelskie i orientalne ze śródziemnomorskimi, przygotowywana na bazie lokalnych produktów. Korytarze Bikini są wypełnione albumami fotograficznymi, podróżniczymi i modowymi. Można sobie usiąść, pooglądać, poczytać, zainspirować się czymś. Wszyscy tam czują się swobodnie. Tego klimatu nie da się podrobić.

Filip Lenarcik: To nie są hotele, do których przyjeżdżasz tylko po to, by się przespać. Przebywanie w nich jest już przygodą samą w sobie.

Monika Karbarczyk: Mówiliście też, że jest tam wielu lokalnych rzemieślników i że można przywieźć sobie oryginalne pamiątki z wakacji. Co polecacie?

Filip Lenarcik: Uwielbiamy pamiątki z wakacji, do tego stopnia, że zawsze rozważam, czy nie dokupić jeszcze jednej walizki (śmiech).

Izabela Retka: Na Majorce znajdziemy wspaniałe lokalne wyroby ze szkła i ceramiki. Przepiękne miski, talerze, czy kubki kupimy za kilka euro. Wyroby szklane są znacznie droższe, choć jedyne w swoim rodzaju. W przewodniku polecamy konkretne miejsca, w których dostaniemy autentyczne rzemiosło najwyższej jakości. Warto też wybrać się na lokalne targi. Świetną ceramikę znajdziemy na przykład w Santanyí. Natomiast nasz ulubiony targ był w Dei. Malutki placyk, kilka straganów, zero kiczu i muzyka grana na żywo.

Filip Lenarcik: Ale warto przywieźć też ze sobą lokalne przysmaki. Miód z kwiatów pomarańczy, czy oliwa z oliwek, mogą być świetnym upominkiem. Godne polecenia są też alkohole. Lokalny gin, czy organiczne wina są naprawdę wysokiej jakości. Warto podkreślić, że na Majorce rośnie lokalny szczep winorośli — Mantonegro.

Ceramika z Majorki
fot. zdjęcia z archiwum prywatnego/ na zdjęciu: Ceramika z Majorki

Monika Karbarczyk: A ile czasu, Waszym zdaniem, potrzeba by zwiedzić tę wyspę?

Filip Lenarcik: Myślę, że dwa tygodnie to optymalny czas. Tydzień też wystarczy, jeśli wybierzemy jedną, konkretną część wyspy. Ale jeśli ktoś naprawdę chce poznać Majorkę, to polecam co najmniej trzy tygodnie. Nie jest to duża wyspa, ale poruszanie się po niej zajmuje trochę czasu. Nas urzekło pasmo górskie, które jest po zachodniej stronie wyspy, ale najlepsze zatoki i plaże są po stronie wschodniej. Aby przejechać z jednego końca na drugi potrzeba około godziny. Dlatego warto sobie dokładnie wszystko rozplanować: co, gdzie i kiedy. Mamy nadzieję, że nasz przewodnik trochę w tym pomoże. Ważny jest też wybór hotelu, najlepiej, aby był w jakimś strategicznym punkcie, by nie było problemów z dojazdami.

Monika Karbarczyk: A którą część wyspy polecacie, jeśli chodzi o noclegi?

Izabela Retka: Osobiście wybrałabym tę część zachodnią, górską, bo jest najbardziej urokliwa, ale jeśli ktoś woli plażować niż zwiedzać, to wschodnia będzie dla niego lepsza. Oczywiście po zachodniej stronie też są ładne zatoczki, ale takie bardziej górskie. Natomiast to zatoki po wschodniej stronie wyróżniają się tą turkusową, krystalicznie przejrzystą wodą. Są tam też urokliwe wioski rybackie. Dwa tygodnie pozwolą nam przyjrzeć się życiu lokalsów, niespiesznie posmakować życia na Majorce.

Monika Karbarczyk: Bardzo Wam dziękuję za rozmowę.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET