"To film gangsterski osadzony w latach 90.". Alicja Grawon-Jaksik opowiada o produkcji "Wielka Warszawska

9 min. czytania
Aktualizacja 29.08.2024
29.08.2024 12:25
Obserwuj nas w Google
---- ----

To będzie trzecia część tryptyku filmowego, do którego scenariusze napisał Jan Purzycki. Jego pierwsze części "Piłkarski poker" oraz "Wielki Szu" powstały w latach 80., ale na "Wielką Warszawską" musieliśmy poczekać kilkadziesiąt lat. Dlaczego? O tym między innymi opowiada Alicja Grawon-Jaksik, producentka filmu, w rozmowie z Magdaleną Bauer. 

Tomasz Ziętek, główny bohater filmu "Wielka Warszawska"
fot. Łukasz Bąk/ Wielka Warszawska
--1-- ----

Magda Bauer: Spotykamy się na warszawskin Torze Wyścigów Konnych Służewiec, gdzie powstaje film "Wielka Warszawska". Już sam tytuł budzi emocje. To chyba jedna z największych produkcji filmowych w tym roku w Polsce, prawda?

Alicja Grawon-Jaksik: Rzeczywiście, skala tej produkcji jest bardzo duża. Ta historia jest osadzona w 1991 roku, a więc jest to produkcja historyczna, epokowa, z którą wiążą się różne prace filmowe, np. przygotowanie odpowiednich kostiumów z epoki, czy adaptacje scenograficzne. Poza tym w tym filmie opowiadamy o bardzo hermetycznym świecie – o świecie wyścigów konnych. Mamy zatem wiele wyzwań i pól do popisu w kwestiach inscenizacyjnych, właściwych dla tamtego czasu.

Ta produkcja ma szczególne znaczenie również dla Pani, bo ten świat wyścigów konnych jest Pani bliski.

Alicja Grawon-Jaksik: Tak, to prawda. Faktycznie towarzysko, zupełnie prywatnie, chodziłam przez wiele lat na wyścigi konne robić zakłady. To miejsce jest absolutnie wyjątkowe na mapie Warszawy, ale też na mapie Polski. Miałam w głowie trochę elementów historycznych, wiedziałam, jaki był ten tor od początku swego istnienia i że pełni ważne funkcje społeczne, ale dopiero przy realizacji tego filmu, w trakcie prac dokumentacyjnych, nabrałam daleko szerszej wiedzy, jak niezwykłe było to miejsce. Dla mnie ta przygoda związana z realizacją "Wielkiej Warszawskiej" jest niesamowita, także z punktu widzenia producenckiego, bo nieczęsto można spotkać tak dobry tekst z tak wspaniałą genezą filmową, w dodatku w tak niezwykłym miejscu, jakim jest Tor Służewiecki.

Akcja zaczyna się w 1991 r. Bohaterem jest młody dżokej, który marzy o tym, by zrobić karierę w świecie sportu i wziąć udział w słynnej gonitwie. Wkracza w ten hermetyczny świat, jako osoba nieświadoma zasad, które nim rządzą. Rozumiem, że te lata 90. były szczególne, zwłaszcza jeśli chodzi o historię toru.

Alicja Grawon-Jaksik: Tak, ale ten 1991 r., do którego my referujemy, jest dość umowny. Zależało nam na osadzeniu tej historii blisko transformacji ustrojowej, ponieważ był to moment, w którym zaczęły się zmieniać nastroje społeczne w Polsce. Wydawało nam się dość interesujące połączenie i nadanie pewnej symboliki, pokazanie pewnego fermentu, takiej nadziei na lepsze jutro.

Ten nasz młody bohater, nieświadomy entuzjasta, dojrzewający pod wpływem kolejnych zdarzeń, poszukując swojej własnej tożsamości i ugruntowujący system wartości, zderza się ze światem, który pozostaje w pewnym chaosie, jaki przyniosły lata 90. W tej produkcji, choć jest to produkcja historyczna, nie będziemy dokładnie odwzorowywać realiów tej epoki. Bardziej zależy nam na dramaturgii i opowiedzeniu historii, która będzie bardzo emocjonująca, z którą widz będzie miał szansę się utożsamić i związać. Ale chcemy też pokazać ten kontekst społeczny, tę różnorodność, czasy, które przynosiły nam wiele nadziei, ale wiązały się też z pewnymi konsekwencjami, o których dzisiaj już wiemy. Nie wszystko w tych czasach było czarno-białe, nie wszystkie procesy potoczyły się zgodnie z oczekiwaniami. Tak więc te lata 90. są absolutnie interesujące, zwłaszcza z punktu widzenia osób urodzonych w latach 80., które dorastały w latach 90. Ja jestem taką osobą. Dla mnie to przygoda, podczas której mam reminiscencję tego, co pamiętam jako dziecko, a czego sobie nie uświadamiałam, co oglądałam w "Wiadomościach", a czego nie wiązałam w takim porządku logicznym, z tym co tak naprawdę działo się w Polsce.

Fot.

Porozmawiajmy trochę o scenariuszu, który musiał trochę poczekać. To ostatnia część tryptyku, na który składają się "Piłkarski poker", "Wielki Szu". Filmy kultowe i doskonale znane naszym czytelnikom.

Alicja Grawon-Jaksik: Tak, to prawda. To taki smaczek, zwłaszcza dla filmowców, dla mnie i dla Bartka Ignaciuka – reżysera. Musieliśmy zmierzyć się ze świetnym tekstem, który wyszedł spod ręki Jana Purzyckiego. Nie jesteśmy pierwszym domem produkcyjnym, który się próbował zmierzyć się z realizacją tego filmu. Najpierw próbowało Studio Filmowe "Kadr", które chciało zrealizować ten film w latach 80., ale był to bardzo specyficzny politycznie czas. Tutaj zdradzę co nieco, ale nie spoilerując całej fabuły, że jest to film gangsterski, który opowiada o tym, że wyścigi rządziły się swoimi zależnościami, układami, że nie była to czysta gra. Oczywiście jest to dla nas też pewna funkcja dramaturgiczna filmowo, ale rzeczywiście był to temat dość specyficzny, właściwy dla pozostałych tytułów z tego tryptyku. W związku z tym, ówczesne władze Toru Służewickiego nie wyraziły zgody na wejście do tego obiektu i na realizację tego filmu. Do tego tekstu próbowano podejść wielokrotnie, zresztą sam Jan Purzycki napisał wiele wersji "Wielkiej Warszawskiej". Ciąży więc na nas bardzo duża odpowiedzialność. Musimy zmierzyć się z duchem tego, co napisał Jan Purzycki, ale adaptując to do czasów współczesnych – chodzi o to, że ten film będzie oglądany przez współczesnego widza. Pozostajemy w epoce, ale kilka elementów tej historii wymagało zmian. Sporo czasu poświęciliśmy z reżyserem filmu na adaptację tego tekstu. Była to nie tylko praca nad dialogami, który musiały mieć bardziej współczesny charakter, ale też nad rysem postaci, nad rolami kobiecymi, nad uproszczeniem intrygi. Chcieliśmy, aby ta historia była zrozumiana przez wszystkich, którzy będą oglądali ten film, a także, aby był prosta emocjonalnie, dramaturgicznie.

Redakcja poleca

Porozmawiajmy przez chwilę o wyścigach konnych na Służewcu. Teraz są próby odbudowania prestiżu tego miejsca. Każdy sezon zaczyna się z wielką pompą i w bardzo eleganckim stylu. Wielu osobom Tory Służewieckie kojarzą się głównie z koncertami, festiwalami, które od lat się tam odbywają. Jednak tory to przede wszystki wyścigi, a bywanie na nich kiedyś uważane było za wydarzenie towarzyskie. To chyba znowu powraca, prawda?

Alicja Grawon-Jaksik: W mojej ocenie tak, przynajmniej taką mam nadzieję. Nie jestem obiektywna, ponieważ – jak wspominałam – jestem wielką fanką wyścigów i chodziłam tam dużo wcześniej, nim w ogóle spotkałam się ze scenariuszem do tego filmu. Wydaje mi się, że to miejsce przechodzi zmiany, taką transformację ku przywróceniu tych funkcji prestiżowych, tej legendy związanej z torem. Podczas wyścigów za każdym razem panuje niesamowita atmosfera. Ta największa impreza, gdy organizowane są tzw. duże dni wyścigowe, jest nobliwa, prestiżowa, elegancka, zapraszanych jest na nią wielu prominentnych gości. Na tych małych dniach wyścigowych, które odbywają się co weekend, jest znacznie mniej uczestników, panuje bardziej swojska atmosfera.

Mam nadzieję, że tym filmem "Wielka Warszawska", który teraz realizujemy z MTL MaxFilm, przypomnimy, że to miejsce istnieje i że dołożymy swoją cegiełkę do odbudowania wizerunku tego toru i przywrócenia jego pamięci, legendy szerszemu odbiorcy. Zresztą podczas zbierania dokumentacji, oraz gdy kompletowaliśmy ekipę, okazywało się, że co druga osoba znała Tory Służewieckie, że albo chodziła tam z dzieckiem, albo jego rodzice lub dziadek tak chodzili, albo ktoś z rodziny był dżokejem. To wywarło na mnie duże wrażenie, bo pokazuje, jak ważne to było miejsce.

Zresztą ono było też bardzo specyficzne, bo stanowiło rodzaj enklawy wolnościowej przed transformacją. To było jedyne miejsce, w którym w pewien kontrolowany sposób, można było uprawiać hazard, bywało, że był obecny alkohol, można było handlować walutami, za co za murem Toru Służewickiego można było wylądować w więzieniu. To miejsce gromadziło wielu, bardzo różnych ludzi z całej Warszawy. Od warszawskich mieszkańców Czerniakowa, chodzących w kaszkietach i mających oczywiście 17 tysięcy opracowanych algorytmów obstawiania, po reprezentantów i decydentów politycznych z różnych sfer intelektualnych. Oni się tam wszyscy mieszali. Mam nadzieję, że uda nam się to pokazać w filmie. Muszę dodać, że obecna administracja toru wkłada bardzo wiele pracy w to, aby ten obiekt znowu odświeżyć, nadać mu taki wyraz świetności.

Te filmy, które powstały na podstawie scenariuszy Jana Purzyckiego, to prawdziwa uczta dla miłośników filmu, aktorstwa. Jak teraz dobieraliście aktorów do tej produkcji, bo domyślam się, że to były trudne decyzje.

Alicja Grawon-Jaksik: Rzeczywiście tych trudnych decyzji było sporo. Złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze, odwzorowujemy świat dżokejów, którzy są bardzo specyficzni, jeśli chodzi o warunki fizyczne. To była rzecz nadrzędna, gdy kierowaliśmy się wyborem aktorów. Szukaliśmy osób, które mają odpowiednią charyzmę i energię na ekranie, ale też osób, które mają pewne, określone właściwości związane z posturą, wagą i tak dalej. To dotyczyło przede wszystki ról drugoplanowych.

Jeśli chodzi o głównego aktora, to tu nie było żadnych wątpliwości. Natychmiast pojawiło się nazwisko głównego odtwórcy, czyli Tomasza Ziętka, który łączy wszystkie elementy, które były dla nas istotne pod względem energii, umiejętności aktorskich oraz charyzmy. Nasz bohater to tzw. młody underdog. To musi być ktoś, z kim my, widzowie, bardzo szybko wejdziemy w relację i uwierzymy, że na naszych oczach przechodzi kolejne etapy dojrzewania, że zmierza się z tym bardzo trudnym uwikłanym światem. Do końca nie będziemy znali odpowiedzi na pytanie, czy on przekroczy granicę, co będzie musiał poświęcić, jak to zrobi, czy pozostanie wierny wartościom, które właśnie się w nim kształtują.

Tomkowi Ziętkowi w filmie towarzyszą również inni wspaniali aktorzy, m.in. Tomasz Kot, Mirosław Kropielnicki, Tomasz Sapryk, Marcin Bosak, Andrzej Konopka, Mary Pawłowska, Agnieszka Żulewska.

Alicja Grawon-Jaksik: Tak, to prawda. Tak, jak wspomniałam, obsadzenie Tomka w tej roli było oczywiste. Wyzwaniem okazały się kolejne role. Od początku wiedzieliśmy, że szukamy topowych nazwisk i osób, które pomogą nam drugi plan, bardzo bogaty scenariuszowo w postaci, we właściwy sposób przedstawić. Są to charakterystyczne osoby, charakterystyczne role, aby widz mógł z łatwością nadążyć za intrygą, fabułą. Bo to jest trochę taka historia o tym, kto z kim, przeciw komu i w którym momencie. To był element decydujący, jeśli chodzi o casting. Ale musieliśmy się też zmierzyć z logistyką i kalendarzem zdjęć. Mamy 41 dni zdjęciowych, co jest standardową liczbą przy tego rodzaju produkcji, ale okres zdjęciowy został wydłużony, ponieważ musieliśmy się dostosować do kalendarza wydarzeń Toru Służewickiego. Tam są organizowane nie tylko wyścigi konne, ale również imprezy komercyjne, np. festiwale muzyczne, o których Pani wspomniała. Pod koniec stycznia dostaliśmy grafik wydarzeń organizowanych przez Tory Służewieckie i zaczęliśmy pracować nad kalendarzem zdjęć. Okazało się, że tych dni, podczas których możemy być na Torze Służewieckim jest niewiele. A tu nie chodziło tylko o dni zdjęciowe, podczas których realizujemy dane sceny, ale też o dni, podczas których budujemy scenografię, potem ją degażujemy, bo jak wspomniałam jest to film epokowy. Tak więc problemem były limity terminowe, które trudno było zgrać z kalendarzami aktorów. Nie ze wszystkimi się to udało, bo jest to gorący okres dla branży filmowej, w którym powstaje sporo produkcji. To było naprawdę bardzo, bardzo trudne logistycznie, dlatego kieruję ukłon w stronę naszych drugich reżyserek biurowych, czyli Małgosi Szumińskiej oraz Moniki Figury, które wzięły na siebie to zadanie.

Szymon Kukla, Agnieszka Żulewska, Marcin Bosak
Fot.

Próbuję sobie wyobrazić rozmiar też superprodukcji, to rzeczywiście ogromne wyzwanie. Macie też ogromną liczbę statystów, którzy będą m.in. publicznością podczas wyścigów. Czy zdjęcia kręcicie tylko na Torze, czy również w Warszawie?

Alicja Grawon-Jaksik: W Warszawie również. Zależało nam, aby pokazać Warszawę, jej klimat w tamtych czasach. Tych przestrzeni miejskich nie jest za wiele, bo rzeczywiście główne wydarzenia dzieją się na torze wyścigów w Warszawie, a także na Hipodromie, czyli na torze wyścigowym w Sopocie. Myślę, że jedna trzecia filmu dzieje się w przestrzeniach warszawskich, jest sporo wnętrz pięknie zaadaptowanych przez naszego scenografa Jana Mazurczaka. Staramy się też wchodzić, jak najczęściej w tę tkankę zewnętrzną, miejską, będą więc też elementy związane z topografią warszawską właściwą dla lat 90.

Zdjęcia są kręcone sierpień-wrzesień 2024 r., potem jest postprodukcja. A kiedy premiera?

Alicja Grawon-Jaksik: Planujemy premierę w październiku 2025 roku. Będziemy chcieli zamykać postprodukcję wiosną. Oczywiście jest to zawsze taki moment, w którym następuje pewna weryfikacja tego, co udało nam się zrealizować na zdjęciach, jak dramaturgicznie układa się ta historia. Przy okazji montażu jest to oczywiście dopieszczane przez montażystę oraz reżysera. Chcieliśmy zarezerwować sobie trochę więcej czasu na montaż, udźwiękowienie, a nawet na tworzenie muzyki, bo to też będzie bardzo istotny element budowania tego świata.

Właśnie o tę muzykę chciałam zapytać, czy może Pani coś więcej zdradzić na ten temat?

Alicja Grawon-Jaksik: Na razie nie chciałabym niczego zdradzać. Oczywiście, jeśli chodzi o utwory licencjonowane, to one będą właściwe dla tamtych czasów, więc mam nadzieję, że to też będzie dodatkowa gratka dla tych, którzy pamiętają lata 90. i końcówkę lat 80. Natomiast będziemy też komponować sporo muzyki. Za kompozycję będzie odpowiadał Janek Komar. Jesteśmy jeszcze przed tymi pracami, więc na razie nie będę zdradzać nic więcej. Jedno mogę powiedzieć, że tutaj, jeśli chodzi o Bartka Ignaciuka – reżysera, to te aspekty wizualne oraz muzyczne są bardzo istotne, więc z pewnością będziemy poświęcać temu bardzo dużo uwagi.

Bardzo dziękuję za tę rozmowę i już teraz zachęcam do obejrzenia filmu w przyszłym roku.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ rozmowę spisała i przeredagowała Monika Karbarczyk