Najwięksi wygrani i przegrani Eurowizji 2026. Polska przełamała „klątwę”

6 min. czytania
18.05.2026 08:32
Obserwuj nas w Google
---- ----

70. Konkurs Piosenki Eurowizji dobiegł końca. Przyniósł wiele zaskoczeń. Głównych faworytów pokonała wokalistka Dara, zdobywając dla Bułgarii pierwsze eurowizyjne trofeum. Kto jeszcze może być z siebie zadowolony i dlaczego największym przegranym pozostaje sam organizator?

Dara i Alicja Szemplińska
fot. GEORG HOCHMUTH/AFP/East News, Martin Meissner/Associated Press/East News
--1-- ----
Z tego artykułu dowiesz się:
  • Dlaczego wynik Alicji Szemplińskiej na Eurowizji 2026 jest szczególnie istotny dla polskich fanów konkursu.
  • Czemu producent wykonawczy Martin Green wzbudza kontrowersje.
  • Dlaczego Szwecja i Czechy mają powody do niezadowolenia.

Eurowizja 2026 wygrana przez Bułgarię. Znakomite wyniki powracających krajów

70. Konkurs Piosenki Eurowizji zakończył się sensacyjnym zwycięstwem Bułgarki Dary, która przyciągnęła uwagę widzów i jurorów tanecznym utworem „Bangaranga”. Wygrana nadeszła niespodziewanie. W dniu finału bukmacherzy szacowali, że większe szanse na triumf mają faworyci z Finlandii i Australii. Wszystko potoczyło się jednak inaczej, dlatego reprezentantka Bułgarii ma powody do ekscytacji. Pierwszym eurowizyjnym zwycięstwem dla kraju zapewniła sobie status jednej z największych bułgarskich gwiazd.

Wśród artystów, którzy mogą czuć satysfakcję, warto wskazać reprezentantów innych powracających nadawców: rockową wokalistkę Alexandrę Căpitănescu (TVR, Rumunia) i rapera Satoshiego (TRM, Mołdawia), którzy uzyskali kolejno trzecie i ósme miejsce - przede wszystkim dzięki głosom widzów. Muzycy zdobyli serca publiczności chwytliwymi utworami „Choke Me” i „Viva, Moldova!”. Takie rezultaty budują mocniejszą pozycję konkretnych publicznych telewizji na eurowizyjnej arenie oraz otwierają drzwi do dalszych obiecujących karier.

Quiz: To naprawdę działo się na Eurowizji. Pamiętasz najdziwniejsze występy?

1 / 10
Co robiły modelki towarzyszące na scenie piosenkarce Cleo, reprezentującej Polskę w 2014 r.?

Oglądaj

Wynik polskiej reprezentantki powyżej oczekiwań. Kto jeszcze może się cieszyć?

Reprezentantka Polski Alicja Szemplińska, która zajęła mocne 12. miejsce, ma powody do radości. Piosence „Pray” tuż po preselekcjach narodowych wróżono brak awansu do finału. Dopiero po próbach bukmacherzy zaczęli zakładać, że utwór znajdzie się w finałowej stawce. Jak okazało się po zakończeniu konkursu, wokalistka awansowała z drugiego miejsca w swoim półfinale (u jurorów była pierwsza, a u widzów czwarta).

Finałowe wyniki jurorskie przekroczyły wszelkie oczekiwania. Szemplińskiej udało się przełamać tzw. klątwę jurorską. Polskie propozycje przez lata nie znajdowały uznania wśród jury, a fani konkursu w kraju byli przekonani, że to przez „bycie nielubianym państwem”. Dzięki swojej reprezentantce Polska dostała nie tylko pierwszą jurorską „dwunastkę” po 23 latach, ale i łącznie zdobyła aż cztery najwyższe noty u komisji z Niemiec, Belgii, Austrii i Mołdawii! „Dziesiątki” spłynęły z Litwy i Grecji. Drobniejszymi punktami Polkę nagrodzono w Łotwie, Szwajcarii, Australii („ósemki”), Włoszech, Portugalii, Finlandii („szóstki”), Wielkiej Brytanii, Estonii, Czechach („piątki”), Chorwacji, Gruzji („dwójki”) oraz Serbii, Czarnogórze, Armenii i na Malcie („jedynki”). Alicja Szemplińska od samego początku podkreślała, że chce zaprezentować na konkursowej estradzie to, co naprawdę gra jej w duszy, choć eklektyczna kompozycja „Pray” nie jest eurowizyjna w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Ryzyko się opłaciło, a artystka tylko na tym zyska - szczególnie przed premierą albumu, który za jakiś czas ma ujrzeć światło dzienne. Płyta zostanie wydana pod szyldem londyńskiej wytwórni Tenace Records.

Oglądaj

Ostatnią z „wielkich zadowolonych” jest Essyla, reprezentantka Belgii. Awans wokalistki do finału okazał się jedyną niespodzianką z obu półfinałów; cała reszta zadziała się zgodnie z przewidywaniami bukmacherów. Zakładano, że piosenka „Dancing on the Ice” ma minimalne szanse, a zamiast Essyli w finale znajdzie się Czarnogórzanka Tamara Živković lub portugalska grupa Bandidos do Cante. Kwalifikacja Essyli przełamała trwającą od dwóch lat złą passę kraju. Mimo że Belgijka znalazła się dopiero na 21. miejscu, to niespodziewanie udało jej się zdobyć nawet jedną jurorską „dwunastkę”. Jej utwór przypadł bowiem do gustu włoskiej komisji.

Nie przegap

Faworyci wciąż w top 10, ale miało być inaczej. Najsłabsza od lat Szwecja, problemy Czechów

Kto może mieć powody do niezadowolenia? Wśród zdumiewających wyników uwagę przyciągają rezultaty Lindy Lampenius i Pete Parkkonena z Finlandii oraz Delty Goodrem z Australii. To właśnie ich piosenki - ogniste „Liekinheitin” z mocnym akcentem skrzypcowym i klasyczna popowa ballada „Eclipse” - miały bić się o Kryształowy Mikrofon. Jak się skończyło? Finowie niemal czuli już smak zwycięstwa, a ich reprezentanci uplasowali się dopiero na szóstym miejscu. Ci, którzy sądzili, że triumfatorką zostanie Australijka, również się pomylili. Wokalistka zakończyła eurowizyjne zmagania jako czwarta, a więc poniżej oczekiwań. Choć to wciąż świetne pozycje, trudno oprzeć się wrażeniu, że obie reprezentacje miały apetyt na znacznie więcej.

Podobnie jest z energicznym Grekiem Akylasem. Fani konkursu zakładali, że wraz z piosenką „Ferto” muzyk dotrze na co najmniej trzecie miejsce. Okazało się, że głosowanie publiczności pomogło, ale nie rozbiło banku - dzięki 147 punktom od widzów i 73 punktom jurorskim reprezentant Grecji zamknął top 10.

Jedną z największych sensacji stała się Szwecja, wymieniana często w czołówce najmocniejszych eurowizyjnych zawodników. „My System”, elektroniczna kompozycja z wpływami EDM, zanotowała najgorszy szwedzki rezultat od 2009 r. Reprezentująca kraj Felicia zajęła dalekie 20. miejsce, a z półfinału wyszła dopiero z dziewiątej pozycji. Gdyby decydowali tylko widzowie, „My System” nie awansowałoby do etapu finałowego.

Rozczarowania nie kryją Czechy. Daniel Žižka miał być czarnym koniem konkursu. Ballada „Crossroads” nabrała wyrazu dzięki niezwykłej inscenizacji z wykorzystaniem luster, a wokalista zaprezentował publiczności swoje niekwestionowanie wysokie zdolności wokalne. W trakcie finałowego występu pojawiły się jednak problemy - w jednej ze scen obraz się zawiesił, a w lustrach widzowie mogli dostrzec odbicie operatora. Czeski nadawca ČT złożył do Europejskiej Unii Nadawców skargę, ale w odpowiedzi usłyszał, że to tylko „niewielki problem techniczny”. W rezultacie Žižka nie dostał możliwości powtórzenia występu. Skończył rywalizację na 16. miejscu. Łącznie zgromadził 113 punktów - 104 z nich przyznali jurorzy.

Kolejne kontrowersje z Izraelem w tle. Zaskakująca decyzja polskiego jury

70. Konkurs Piosenki Eurowizji znów toczył się w cieniu kontrowersji dotyczących reprezentacji Izraela. W miarę wysoki stosunek punktów jurorskich zdumiewa, szczególnie w obliczu wycofania się pięciu krajów w związku z dopuszczeniem krajowej telewizji KAN do kolejnej odsłony przedsięwzięcia. Wyniki polskiego jury wzbudziły wśród krajowych odbiorców poruszenie, ponieważ członkowie komisji jako jedyni przyznali reprezentującemu Izrael Noamowi Bettanowi „dwunastkę”. Po konkursie ujawniono skład, którego średnia głosów doprowadziła do przekazania najwyższej noty wokaliście. Większość osób zasilających gremium zablokowała możliwość komentowania w profilach w mediach społecznościowych. Na razie nie wiadomo, w jaki sposób planuje się rozwiązać kryzys wizerunkowy (a jest on sporych rozmiarów). Z opublikowanych wyników jurorskich wynika, że jedna z osób w komisji umieściła Izrael na ostatnim miejscu. U reszty Bettan miał natomiast znaleźć się w top 10. Głos zabrali Viki Gabor i kompozytor Filip Kuncewicz. Piosenkarka zadeklarowała na Instagramie, że to ona przyznała izraelskiej piosence ostatnią pozycję.

Oświadczenie Viki Gabor
Fot. @vikigaborofficial/Instagram/screen
@vikigaborofficial/Instagram/screen

Filip Kuncewicz napisał natomiast: „Wynik głosowania polskiego jury w finale Eurowizji 2026 nie jest wspólną decyzją siedmiu jurorów. Każdy juror głosuje indywidualnie i w tajemnicy. Końcowy wynik to efekt działania algorytmu EBU, który łączy siedem niezależnych list w jeden ranking”.

Oświadczenie Filipa Kuncewicza
Fot. @filipkuncewicz/Instagram/screen
@filipkuncewicz/Instagram/screen

Inne komisje, które przekazały swoje punkty reprezentantowi izraelskiej KAN, pochodziły z Mołdawii, Ukrainy („dziesiątki”), Albanii, Austrii, Litwy („ósemki”), Armenii, Bułgarii, Danii („siódemki”), Gruzji, Rumunii („szóstki”), Chorwacji („piątka”), Serbii, San Marino, Francji, Azerbejdżanu, Malty („czwórki”), Niemiec („trójka”), Szwajcarii, Czech („dwójki”), Norwegii i Belgii („jedynki”).

Zobacz także

Szef Eurowizji wywołał skandal. Kolejny nadawca grozi odejściem

Największym przegranym Eurowizji 2026 pozostaje… organizator. Europejska Unia Nadawców (EBU) wciąż nie podejmuje zdecydowanych kroków związanych z pogarszającą się opinią o konkursie. Niewystarczająco odnosi się do problemu obecności KAN wśród nadawców w stawce i mimo ogromnych kontrowersji utrzymuje współpracę z izraelską marką Moroccanoil, od 2020 r. pozostającą głównym sponsorem całego przedsięwzięcia. W grudniu 2025 r. zrezygnowano dodatkowo z zapowiadanego wcześniej głosowania członków EBU nad dalszym uczestnictwem Izraela w wydarzeniu i wprowadzono minimalne zmiany, mające zabezpieczyć wyniki przez masowym głosowaniem telefonicznym i internetowym. Trudno jednak stwierdzić, czy takie modyfikacje były skuteczne.

Producent wykonawczy Martin Green, który w 2024 r. zastąpił krytykowanego przez lata Martina Österdahla, napawa fanów goryczą. Eurowizyjny szef sugerował w wypowiedziach medialnych, że KAN spełnia kryterium niezależności od rządu, dlatego może startować w konkursie. Uznał też, że „teoretycznie” Rosja mogłaby wrócić do uczestnictwa, gdyby publiczny nadawca spełnił wymogi EBU (obecnie nie miałaby szans zrobić tego nawet teoretycznie, ponieważ kraj musiałby ponownie zostać członkiem Europejskiej Unii Nadawców - przyp. red.). Wiele osób oburzyła sugestia, że wykluczenie Rosji nie wiązało się z samą inwazją na Ukrainę, tylko z obawami, według których nadawca VGTRK był zbytnio zależny od Kremla.

Argumenty EBU zdają się coraz nieudolniej pudrować trudną do zlekceważenia rzeczywistość. Niewykluczone są rezygnacje kolejnych telewizji publicznych. VRT, flamandzki nadawca z Belgii, poinformował, że jego udział w 71. Konkursie Piosenki Eurowizji jest mało prawdopodobny. „Oczekujemy, że EBU wyda jasne oświadczenie przeciwko wojnie i przemocy oraz o poszanowaniu praw człowieka” - przekazała rzeczniczka VRT Yasmine Van der Borght, domagając się przeprowadzenia głosowania nad dalszym uczestnictwem Izraela w Eurowizji i uzależniając od tego udział Belgii. Organizator konkursu nie odniósł się do oświadczenia.

Źródło: CHILLIZET/eurovoix.com/politico.eu/eurovisionworld.com/eurovision.com

Redakcja poleca