Na antenie:

"Perfumy w basenach". Marcin Margielewski o luksusie w arabskich pałacach

6 min. czytania
Aktualizacja 01.02.2024
01.02.2024 12:03
Zareaguj Reakcja

Gdybyś porozmawiał z projektantami wnętrz, to byś się dowiedział, że jedyną przeszkodą w ich pracy kreatywnej jest budżet, a tam w krajach Bliskiego Wschodu, ten problem bardzo często znika. Wydaje się więc, że jest to absolutny raj dla projektanta wnętrz – powiedział Marcin Margielewski, autor książki "Luksus arabskich pałaców", w rozmowie Tomasz Śliwińskim, i dodał: – Co mnie najbardziej zaskoczyło? Wlewanie perfum do basenu.

Marcin Margielewski
fot. Damian Klamka/East News/ Na zdjęciu Marcin Margielewski

Tomasz Śliwiński: Przeczytałem twoją książkę i przyznam, że byłem zaskoczony, bo z jednej strony traktowałem ją, jak wywiad-rzekę, a z drugiej strony, jak ciekawą fabułę, opowieść nie tyle o ludziach, co o miejscach, pałacach, wnętrzach, czyli świecie dla nas niedostępnym. Mamy główną bohaterkę – Magdę, architektkę, która tworzy wnętrza w tym arabskim świecie. Czy możesz mi powiedzieć, gdzie i kiedy się spotkaliście?

Marcin Margielewski: Zanim ci opowiem, to odniosę się do tego wywiadu i fabuły. Często mówię o swoich książkach, jako o fabularyzowanych wywiadach, bo one dokładnie tak powstają. To znaczy, najpierw przeprowadzam wywiady, a później je fabularyzuję, tworząc z tego coś w rodzaju powieści. Powieści są fikcyjne, natomiast moje książki bazują na wywiadach, a więc fikcyjne nie są. Napisałem kilkanaście książek. Ich bohaterowie, albo byli wyszukani przeze mnie, albo polecani przez kogoś, albo sami się do mnie zgłaszali. Magda jest jedną z bohaterek, które zostały mi polecone przez moją czytelniczkę.

Tomasz Śliwiński: Jak to się stało, że projektantka wnętrz z Polski trafiła na Bliski Wschód, do kraju bogactwa, blichtru i luksusu?

Marcin Margielewski: Ona bardzo nie chciała się tam znaleźć, bo to jest osoba niezwykle rodzinna, która nigdy nie marzyła o podróżach. Muszę dodać, że akurat na tym polu nie znaleźliśmy wspólnego języka. Mnie gnało w świat i nie mogłem zrozumieć ludzi, którzy mogą przeżyć całe życie w jednym miasteczku, choć z drugiej strony też ich za to podziwiam. Ona właśnie należy do tej grupy osób i los spłatał jej figla. Pracowała jako projektantka najpierw w Warszawie, później przeniesiono ją do biura w Berlinie. Biuro w Berlinie miało kontrakt z omańską firmą, która budowała hotele, więc została tam wysłana i tak znalazła się po raz pierwszy na Bliskim Wschodzie.

Tomasz Śliwiński: Czym różni się tworzenie wnętrz tam, od projektowania wnętrz tu? Co się chce, jak ma się wszystko?

Marcin Margielewski: Gdybyś porozmawiał z projektantami wnętrz, to byś się dowiedział, że jedyną przeszkodą w ich pracy kreatywnej jest budżet, a tam, ten problem bardzo często znika. Wydaje się więc, że jest to absolutny raj dla projektanta wnętrz.

Tomasz Śliwiński: A czy możesz dać jakieś przykłady ekstrawagancji, jakie się przy takich projektach pojawiają?

Marcin Margielewski: Dzieją się bardzo różne, dziwne rzeczy. Mnie na przykład zaskoczyło żądanie wyłożenia stajni prawdziwymi dywanami. To było nienegocjowalne. Projektantka, która podchodzi do wszystkiego nie tylko estetycznie, ale i praktycznie próbowała wyperswadować ten pomysł. Klient był oburzony tym, że ona sugeruje, że dywany mogłyby być zabrudzone przez jego wspaniałe, drogie konie. Jakoś z tego wybrnęła. Nie będę zdradzał jak, dowiecie się z książki.

Redakcja poleca

Tomasz Śliwiński: Zawsze się zastanawiałem, jak na takich kreatywnych ludzi działa ten brak limitów finansowych. A może mają inne trudności, z którymi muszą się zmierzyć?

Marcin Margielewski: Obyczajowe, zdecydowanie. Tam jest zupełnie inna kultura. Kobiety z Europy mają tam wiele możliwości pracy jako projektantki wnętrz, bo Arabki uczestniczą w projektowaniu wnętrz, a nie wolno im pracować z mężczyznami. Więc jest to zdecydowanie zawód dla kobiet. Faceci tam są raczej architektami, a kobiety projektantkami wnętrz. To taki branżowy szowinizm.

Magda, moja rozmówczyni, ma bardzo ciekawą obserwację na temat Bliskiego Wschodu, a właściwie tego, jak my postrzegamy mieszkających tam ludzi. Często mówimy, że Arabki robią zakupy, urządzają wnętrza i wydają kupę kasy. Zdaniem Magdy jest to ich sposób na poczucie wolności, możliwość decydowania. Bo to jest ten moment, gdy ktoś ich słucha, kiedy one mogą podejmować decyzję.

Tomasz Śliwiński: Czyli pieniądze są narzędziem, kluczem do namiastki wolności?

Marcin Margielewski: Pieniądze jako narzędzie, ale też jako sposób na wyzwolenie się, na danie sobie możliwości decydowania.

Gdybyś porozmawiał z projektantami wnętrz, to byś się dowiedział, że jedyną przeszkodą w ich pracy kreatywnej jest budżet, a tam, ten problem bardzo często znika.  - Marcin Margielewski

Tomasz Śliwiński: Gdy sięgamy po takie książki, jak twoja, które pokazują nam inną mentalność, inną kulturę, to czujemy się trochę, jakbyśmy zaglądali przez dziurkę od klucza. Czy rzeczywiście możemy tam zobaczyć te złote krany? Czy dla ludzi stamtąd liczy się praktyczność, czy raczej to, że ten produkt jest z najwyższej półki?

Marcin Margielewski: Myślałem, że pisząc tę książkę, będę opisywał właściwości tych niesamowitych materiałów, które są używane do projektowania wnętrz. Ale okazuje się, że najciekawsze w tych pałacach jest to, co się dzieje poza projektowaniem. Ta cała obyczajówka i to zaglądanie za mury. Moja książka to nie jest kompendium wiedzy, jak urządzać arabskie wnętrza, zwłaszcza że ja sam raczej bym się na tym nie wzorował.

Tomasz Śliwiński: Bo oni też mają inne poczucie gustu, prawda?

Marcin Margielewski: Tak, mi osobiście on nie odpowiada, chociaż niektóre rzeczy są fajne...

Tomasz Śliwiński: Złote wanny są fajne... (śmiech)

Marcin Margielewski: Jak ktoś lubi, to pewnie tak (śmiech). Ja cenię sobie minimalizm. Urządzając mieszkanie, mógłbym się inspirować japońskim minimalizmem.

Tomasz Śliwiński: Ja chyba też podążałbym raczej tą drogą. Powiedz mi, czy oprócz tych zaskakujących elementów wyposażenia stajni, jest jeszcze coś, co cię zaskoczyło?

Marcin Margielewski: Tak, na przykład wlewanie do basenu perfum. Sprawdzałem to i okazało się, że są nawet firmy, które się w tym specjalizują. Tak więc Arabowie mają w swoich basenach perfumy. Nadal nie wiem, na jakich zasadach to działa, że to pachnie, ale nie podrażnia skóry, bo przecież perfumy są na bazie alkoholu (przynajmniej te nasze zachodnie). Arabskie perfumy są na olejkach, co też nie jest tą technologią, która by się sprawdziła w basenach. Naprawdę nie mam pojęcia, jak to się robi, ale się robi, i można sobie taką usługę zamówić. Jeśli ktoś miałby coś takiego zrobić u siebie z przydomowym basenie, to proszę… (śmiech)

Redakcja poleca

Tomasz Śliwiński: To jest tylko kwestia budżetu (śmiech). Marcin, która to twoja książka?

Marcin Margielewski: Szesnasta.

Tomasz Śliwiński: Nie męczy cię to pisanie?

Marcin Margielewski: Nie, bohaterowie kolejnych książek stoją w kolejce, więc mam jeszcze sporo do napisania.

Tomasz Śliwiński: Z ciekawości sięgnąłem po opinie na temat twoich historii książkowych z ostatnich lat i odniosłem wrażenie, że masz liczne grono czytelniczek, które można by porównać do takich literackich groupies. Jak się z tym czujesz?

Marcin Margielewski: Ludzie lubią czytać takie historie. To jest cudowne grono czytelników, którzy są ze mną od samego początku. Miałem to szczęście, że moja pierwsza książka była bestsellerem, więc udało mi się to grono czytelników zdobyć na samym początku. I ci ludzie są ze mną od 5 lat, bo tyle trwa ta przygoda. Mam z nimi świetny kontakt, ale mam takie poczucie, że ja sobie to wypracowałem. Bo z nimi wszystkimi jestem w ścisłym kontakcie. Odpowiadam na wszystkie wiadomości, czasem mocno spóźniony, ale odpowiadam

Tomasz Śliwiński: Mamy bohaterkę książki "Luksus arabskich pałaców", która jest projektantką wnętrz i architektką z Polski. Pracuje na Bliskim Wschodzie. Czy podczas pracy nad książką miała wątpliwości co do tej publikacji? Zastanawiała się, czy ta historia wciągnie ludzi?

Marcin Margielewski: Tym akurat się nie interesowała. To raczej ja miałem problem z tym, że ona ma bardzo ciekawą historię, także prywatną, i to również zasługuje na osobną opowieść. Miałem taki stres, że to będzie mocniejsza historia niż to, co ona ma mi do powiedzenia, ale kiedy usłyszałem opowieść o kadzidle...

Miałem to szczęście, że moja pierwsza książka była bestsellerem, więc udało mi się to grono czytelników zdobyć na samym początku. I ci ludzie są ze mną od 5 lat, bo tyle trwa ta przygoda. Mam z nimi świetny kontakt. - Marcin Margielewski

Tomasz Śliwiński: O kadzidle?

Marcin Margielewski: Mieszkając wiele lat w Omanie, nie miałem pojęcia, że kraj ten słynie z kadzideł. To stąd pochodzą te prawdziwe kadzidła. To jest tak jak z szampanem z regionu Champagne. Kadzidło w tej książce odgrywa taką symboliczną rolę i mimo że sam tę historię spisałem, to uważam, że jest ona dosyć mistyczna i tworzy taką klamrę w całej książce. Nie chcę zdradzać tej historii, mam nadzieję, że czytelnicy sami sprawdzą, czy jest ona dla nich tak samo ciekawa jak dla mnie...

Tomasz Śliwiński: Ile w tym życia, a ile w tym magii... Mówiłeś, że Magda nie lubi podróżować, ale obowiązki zawodowe ją do tego zmusiły? Czy twojej bohaterce było dobrze na Bliskim Wschodzie?

Marcin Margielewski: Bywało różnie. To jest bardzo ciekawy region i bardzo zróżnicowany. Ona pracowała zarówno w Omanie, Arabii Saudyjskiej, jak i w Dubaju (o tym mieście będziemy więcej pisać w drugim tomie, bo ta historia była zbyt obszerna na jeden tom). Myślę, że Oman był dla niej ciekawy, a Arabia Saudyjska bywała trochę przerażająca.

Tomasz Śliwiński: Bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę i zachęcam do przeczytania Twojej książki.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET