Serial "Kawa z kardamonem" to historia o zakazanej miłości. Dorota Deląg zdradza kulisy produkcji
Wielka, zakazana miłość na tle wojny – tak w skrócie można byłoby napisać o serialu "Kawa z kardamonem", który emitowany jest w TVP1. Tomasz Śliwiński oraz Anna Serdiukow zapytali o kulisy tej produkcji Dorotę Deląg, która gra tam jedną w ważnych ról. Dowiedzcie się, jak przygotowywała się do tej roli, jak wyglądała produkcja, kto pomagał jej "wejść" w tę postać.
Tomasz Śliwiński: Moim gościem jest Dorota Deląg. Będziemy rozmawiać o pracy związanej z pracą aktorki, ale i o nowym serialu, który trafił na antenę TVP1 – chodzi o "Kawę z kardamonem". To produkcja historyczna, kostiumowa. Akcja dzieje się we Lwowie, w XIX w. Czy możesz nam coś więcej na ten temat powiedzieć? Czy możesz wskazać mocne punkty tej opowieści.
Dorota Deląg: Bardzo ważne są postacie, ale również ważny jest kontekst tej historii, bo rozgrywa się ona w czasie Wiosny Ludów, gdy jest spore zamieszanie w Europie. Akcja serialu rozgrywa się – jak wspomniałeś – we Lwowie i to miasto jest jednym z głównych bohaterów tej historii. Podobnie jak Adam, czyli hrabia Rodziński, którego gra Paweł Deląg. Ja z Bartkiem Kasprzykowskim gramy z kolei małżeństwo, wcielamy się w rolę hrabiny i hrabiego Borkowskich. Wspieramy głównego bohatera. Jest też oczywiście Anna, dziewczyna z Żółkwi (gra ją ukraińska aktorka Olena Lavrenyuk – przypomina redakcja). Mówiąc krótko: to historia mezaliansu na tle wojny.
Tomasz Śliwiński: Czyli to, co bardzo wielu widzów lubi: kostiumowy anturaż, wielkie wydarzenia historyczne, no i wielka miłość, która napotyka przeszkody. Ale tu doszło do bardzo ciekawej sytuacji: nazwisko słynnego polskiego aktora – Pawła Deląga – pojawia się zupełnie nieprzypadkowo obok nazwiska słynnej polskiej aktorki – Doroty Deląg. Bedąc rodzeństwem, gracie rodzeństwo.
Dorota Deląg: Tak, to jest niezwykła sytuacja (śmiech). Zostałam zaproszona do castingu na ostatnim etapie realizacji obsady. W ogóle nie byłam brana pod uwagę przez ekipę ukraińską i nie byłam w ogóle brana pod uwagę przez mojego brata, który również wskazywał inne polskie aktorki, które mogłyby zagrać jego siostrę.
Anna Serdiukow: Nieładnie, nieładnie (śmiech).
Dorota Deląg: Rzeczywiście nieładnie, ale ja też wtedy nie miałam parcia na aktorstwo (śmiech). Serial był realizowany w dość trudnym momencie (to był czas pandemii), a ja w tym czasie byłam dość mocno zaangażowana w sprawy rodzinne – opiekowałam się moją córką. W związku z tym nie miałam aż takiego dużego parcia na to, aby grać. Gdy przyszła ta propozycja, to – przyznaję – byłam niechętna. Paweł może to potwierdzić (śmiech).
Anna Serdiukow: To, co cię przekonało?
Dorota Deląg: Rozmowa z nim. Przyszedł do mnie i powiedział: "Dorota, no spróbuj. Nagraj się po prostu. Przygotuj sobie jakąś kreację z epoki". Wtedy był taki self-tape, który oczywiście nagrywaliśmy w domu. Odpowiedziałam, że nie mam żadnej kreacji z epoki. W końcu pomyślałam, że zepnę włosy w kok, założę taką stoicką suknię i poczuję się trochę jak hrabina. W ten sposób zrobiłam ten casting. W ciągu zaledwie kilku dni okazało się, że oni bardzo chcą, abym zagrała tę rolę.
Anna Serdiukow: Ty jesteś stworzona do kostiumu. Oglądałam Cię w tym serialu i to upięcie włosów i te suknie z XIX w. (niezbyt strojne) pasują do Ciebie i – co ważne – przenoszą nas w tamten czas. Widzę, że ty się w tym świetnie odnajdujesz.
Dorota Deląg: Tak, te stroje są faktycznie niezwykłe i mówię to nie tylko jako kobieta, ale też jako aktorka. Kostium bardzo pomaga w roli, nadaje jej taki ostateczny rys. Sprawia, że zaczynam czuć się inaczej. Ekipa ukraińska szczególną uwagę zwracała na detale w kostiumach i myślę, że jest to widoczne w serialu. Te wszystkie kostiumy były szyte na miarę, dobierano też kolory do bohaterów, więc miałam przepiękne koszule, sukienki i gorsety, które powodowały, że chcąc nie chcąc musiałam się mocno prostować i oddychać przeponą, to też bardzo ułatwiało mi pracę. Naprawdę granie w tych kostiumach było wielką przyjemnością. To chyba moja pierwsza rola, w której tak bardzo polubiłam kostiumy i lubiłam się przeistaczać w swoją postać.
Tomasz Śliwiński: A jak to wszystko wyglądało od strony produkcji, bo my naprawdę nie zdajemy sobie sprawy z tego, że ukraińska kinematografia, ich produkcja serialowa, filmowa, to naprawdę potężne przedsięwzięcie.
Dorota Deląg: Tak, to prawda. Biorąc pod uwagę kwestię narodowościową, to mamy innego rodzaju sztukę aktorską. My trochę inaczej graliśmy. Nie mówię, że lepiej, inaczej! Utrudnienie było takie, że inni aktorzy grali po ukraińsku, a my po polsku, więc czasami było ciężko się ze sobą spotkać na próbach. Koniec końców jest to bardzo profesjonalna produkcja, i pod względem lokalizacji, i pod względem kostiumów... właściwie pod każdym względem. Nie odbiegała ona absolutnie w niczym od produkcji europejskich.
Tomasz Śliwiński: Gdy widzę takie produkcje, przygotowane z ogromnym rozmachem i zapewne z ogromnym budżetem, to zawsze zastanawiam, czy ta świadomość jest dla aktora obciążeniem, presją, czy dodatkową motywacją.
Dorota Deląg: Ciekawe pytanie. Nie myślałam o tym w takim kontekście. Raczej nie miałam takiego poczucia odpowiedzialności, obciążenia, że produkcja jest droga. Bardziej mi zależało na tym, żeby przenieść siebie w tamte czasy i tym samym przenieść też widza. To wydaje mi się najważniejsze w kinie, czy w serialu.
Tomasz Śliwiński: Twoja postać w tym filmie jest trochę kostyczna, jesteś taką matroną, nestorką rodu, która rozdaje karty i ustawia całą rodzinę.
Dorota Deląg: Trochę tak jest. Wniosłam trochę swojej osobowości do tej postaci. Można powiedzieć, że jestem taką menadżerką życia (śmiech). Zarządzam. Ta postać, którą gram, jest trochę starsza ode mnie. Wiek nadawał jej taką postawę nieznoszącą sprzeciwu. Oczywiście potem okazuje się, że grana przeze mnie postać ma jednak serducho i to właśnie ona pomaga tej zakazanej miłości.
Anna Serdiukow: Mówiłaś, że starałaś się przenieść do epoki, do tego XIX w. Jakimi sposobami? Czy czytałaś o tych czasach, oglądałaś zdjęcia? Czy produkcja wam w tym pomagała, czy raczej działałaś na własną rękę?
Dorota Deląg: Na własną rękę. To jest raczej kwestia wyobraźni, kwestia wejścia w tę postać, spojrzenia na świat jej oczami. Tak to wyglądało z mojej perspektywy. Oczywiście kostium – jak już wspomniałam – też bardzo pomaga, ponieważ inaczej trzymasz ręce, inaczej chodzisz, inaczej w ogóle odwracasz głowę, inaczej nawet mrugasz oczami (śmiech). Wszystko jest inaczej. To nie jest postać współczesna, tylko kobieta z przełomu wieku, więc nie mogłam być za bardzo ekspresyjna, jak jestem na co dzień. Musiałam te wszystkie emocje i całą swoją motorykę zminimalizować. Oczywiście jestem też kinomanką i uwielbiam oglądać filmy. Obejrzałam najlepsze produkcje, jakie tylko były możliwe, by zobaczyć, jak ten kostium można jeszcze lepiej nosić. Bo to jest tak naprawdę najważniejsze w filmie kostiumowym.
Tomasz Śliwiński: To podaj, proszę, trzy tytuły produkcji, które skradły Twoje serce. Tak w ogóle.
Dorota Deląg: "Jedz, módl się, kochaj" z Julią Roberts. To jest film, który przenosi mnie w taką rzeczywistość, która jest mi bardzo bliska, czyli podróż w poszukiwaniu siebie. Druga produkcja, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie pod każdym względem, to "Gladiator". Choć głownym bohaterem jest mężczyzna, to ja naprawdę utożsamiam się z nim, z wartościami, jakie za nim stoją. To naprawdę było piękne kino. Uwielbiam w ogóle filmy Ridley'a Scotta. Kolejny film, które jest dla mnie ważny i oglądałam go wielokrotnie, to "Spy Game". To film Tony'ego Scotta, z Bradem Pittem i Robertem Redfordem. Tam fantastycznie akcja się rozgrywa. Jest retrospektywa, poznajemy motywację bohaterów.
Tomasz Śliwiński: Coś w tym jest. Kiedyś rozmawiałem z panem Vincentem Severskim, autorem szpiegowskich bestsellerów, i on mi powiedział (jako emerytowany oficer wywiadu): "Jeśli pan chce zobaczyć jak wygląda to nasze szpiegowskie rzemiosło, to niech pan obejrzy film Spy Game". On rzeczywiście robi robotę. Ale chciałem Cię zapytać jeszcze o pracę aktora. Czasem bywa tak, że pojawiają się nowe wyzwania, nowe perspektywy. Ty chyba też na pewnym etapie swojej kariery zawodowej zajęłaś się odnajdywaniem balansu pomiędzy pracą a życiem osobistym, samorozwojem, prawda?
Dorota Deląg: Powiedziałaś, że w życiu aktora, ale ja myślę, że w ogóle w życiu człowieka. Nie wiem, czy każdego, ale w moim przypadku tak było. Aktorstwo, które jest moim zawodem wyuczonym, zawsze będzie ze mną, niezależnie od tego, co będę robiła. Patrzę na świat oczami zadziwienia, zaskoczenia, oczami dziecka, bo aktor – moim zdaniem – tak powinien patrzeć na świat, odkrywać go na nowo. Tak było w moim przypadku, tylko że to "odkrywanie" poszło o krok dalej i zeszło w stronę "głębiej do siebie". Zadawałam sobie pytania: "czy to, co robię w życiu, daje mi pełnię, harmonię", "czy jestem szczęśliwa w tym, co robię", "czy wykorzystałam cały mój potencjał i wszystkie moje zdolności, które pokazałam już światu, czy jeszcze mam coś w zanadrzu". To się oczywiście bierze w jakiegoś kryzysu. Gdy masz kryzys, to tak naprawdę dopiero wtedy zaczynasz budować siebie, musisz od czegoś wyjść.
Anna Serdiukow: To nie są łatwe pytania, one zmuszają nas do weryfikacji drogi, którą idziemy.
Dorota Deląg: Oczywiście, że tak. Weryfikowałam właśnie tę drogę i okazało się, że zabrakło w niej balansu, że za bardzo przeszłam na stronę "ja chcę", i nie zadawałam sobie pytania "dlaczego ja to chcę". Takie wyciszenie wewnętrzne, nie tylko przez medytację, która jest w tej chwili tak powszechna i wszyscy mówią o jakimś przebudzeniu. Specjalnie używam słowa "jakimś", bo musimy sobie jasno powiedzieć, że dzielimy się na tych, którzy są już przebudzeni, i na tych, którzy nadal śpią.
Tomasz Śliwiński: Dzisiaj z Anią rozmawialiśmy o filmie "Substancja", w której postać grana przez Demi Moore, też dochodzi do wniosku, że ta pogoń za blichtrem nie jest tak ważna, jak jej się wydawało. Że za mało jest tego życia w życiu. Co zrobić, by było go więcej?
Dorota Deląg: Przede wszystkim trzeba zrozumieć, czym jest to życie i dlaczego my tutaj w ogóle jesteśmy. To są podstawowe pytania.
Tomasz Śliwiński: Johnny Cash, gdy go zapytano, czym jest dla niego szczęście, odpowiedział: "ona, ja i filiżanka kawy rano". A jak jest z tym u Ciebie?
Dorota Deląg: Odczuwam szczęście wtedy, gdy czuję się bezpieczna. Chodzi nie tylko o sytuację, w której jestem, ale też o bezpieczeństwo w głowie, gdy nie ma tych natłoków myśli. Jeśli jedna myśl natrętnie goni mnie do działania, to wtedy mówię: "stop, dokąd tak biegniesz". Staram się dbać o rytuały, czyli o wypicie w spokoju porannej kawy, popatrzenie przez okno...
Tomasz Śliwiński: Kawiarka, czy ekspres?
Dorota Deląg: Kawiarka. Uwielbiam parzyć kawę. Lubię jej zapach, który roznosi się po domu. Ja w ogólę jestem taka staromodna. Lubię rzeczy, które są nieoczywiste, i ta kawiarka jest takim elementem nieoczywistym w moim życiu. Bardzo dużo czasu spędzam też sama ze sobą i to mi daje poczucie bezpieczeństwa.
Anna Serdiukow: To ważne, aby nie bać się swoich myśli i żeby lubić siebie, ale... gdy powiedziałaś o poczuciu bezpieczeństwa, to od razu pomyślałam, że aktorstwo czasem zmusza do wyjścia ze swojej strefy komfortu, do konfrontowania się ze swoimi lękami, strachem, frustracjami, wszelkimi niewygodnościami, które na co dzień staramy się omijać. Jak tu zachować ten właściwy balans?
Dorota Deląg: To, co powiedziałaś jest bardzo ważne, bo faktycznie na tym polega praca w w szkole teatralnej. Gdy młody człowiek zaczyna się uczyć tego zawodu, to musi się najpierw obnażyć, spotkać z własnymi lękami, strachami, ze wszystkimi demonami, które mogłyby ewentualnie przeszkadzać mu w byciu wiarygodnym. Bo w aktorstwie chodzi o to, aby być przede wszystkim wiarygodnym. Tak samo jest w życiu. Od wielu lat prowadzę warsztaty, pracuję z ludźmi, i pokazuję im pewną sztukę... sztukę bycia sobą. My się z nią nie rodzimy, my musimy nauczyć się siebie.
Tomasz Śliwiński: Chodzi o takie wytrenowanie mięśni życia?
Dorota Deląg: Tak, dokłanie, o wytrenowanie mięśni życia, polegające na tym, by poczuć się bezpiecznie w tej przestrzeni, w której jesteśmy. Czego ja konkretnie uczę i po co? Ludzie mają bardzo duże problemy z wystąpieniami publicznymi. Aktorzy również mają problemy wystąpieniami publicznymi, czego my zwykle nie wiemy. Ale czymś innym jest występowanie w teatrze, w roli, kiedy prowadzą cię emocje, kostium, partnerzy, a czymś innym jest mówienie swoim własnym tekstem, prawda? W wystąpieniu publicznym nie nakładasz maski, kostiumu, musisz patrzeć na ludzi. Zrobiłam więc ten krok i wykorzystując umiejętności zdobyte w zawodzie aktorskim i dziennikarskim (przez kilka lat prowadziłam różne programy), stworzyłam takie warsztaty, który dają ludziom szansę być sobą, bez potrzeby kreowania siebie.
Tomasz Śliwiński: I to dobry moment, by postawić kropkę. Zachęcamy do obejrzenia Doroty w serialu "Kawa z kardamonem", do trenowania mięśni życia i celebrowania dnia, na przykład filiżanką kawy. Dziękuję Ci za tę rozmowę.
Źródło: CHILLIZET/ audycja "Filmozgrani"