Katarzyna Zielińska o dubbingu: lubię czasem narozrabiać, zamieszać
"Dubbing mnie ogromne stresuje, ale daje też ogrom satysfakcji" – zdradziła Katarzyna Zielińska w rozmowie z Tomaszem Śliwińskim i dodała: "Chyba mniej się stresuję na scenie w teatrze". Dowiedz się, jak aktorka przygotowywała się do roli Grace w filmie "Był sobie kot".
Tomasz Śliwiński: Postać Grace w filmie "Był sobie kot" jest bardzo ważna. Oglądając ten film, zastanawiałem się, czy jesteś niebiańską urzędniczką, czy bardziej aniołem, który zamiast skrzydeł ma latające okulary? Jak można określić tę postać, poza tym, że rządzi (śmiech)
Katarzyna Zielińska: Rzeczywiście, Grace rozdaje karty, a właściwie życia (śmiech). Cieszę się, że dostałam taką rolę, gdzie jestem kierowniczką... systemu.
Przypomnijmy tylko, że ten tytułowy kot, niezły urwis, traci dziewięć żyć i trafia do Ciebie, ale ty dajesz mu kolejną szansę.
Katarzyna Zielińska: Tak, mogę go obsadzić w różnych rolach. Jestem trochę takim reżyserem, a właściwie prawą ręką tego najważniejszego reżysera, czyli szefa w niebie. Grace jest dość stanowcza, ale myślę, że ma duże poczucie humoru i lubi się zabawić.
Ty, jako Grace, chyba lubisz tego kota, ale lubisz też czasem wbijać mu szpileczki. Pozwalasz mu wrócić na Ziemię i wcielać się w postaci różnych zwierzaków. Jest i borsukiem, i koniem, i papugą, i rybką. Na pokazie premierowym filmu Borys Szyc fajnie odniósł się do tego i powiedział do dzieciaków, aby pamiętały, że zawsze jest ta druga, trzecia, czwarta szansa...
Katarzyna Zielińska: Przepięknie to powiedział. Uważam, że każde dziecko powinno usłyszeć, że zawsze można zacząć od nowa, że można powiedzieć "przepraszam", że z każdej trudnej sytuacji należy wyciągnąć wnioski i spróbować jeszcze raz.
Kiedyś słyszałem taką opinię, że praca w dubbingu to de facto praca "z tyłu filmu", ale musi być też "z przodu", aby to chwyciło za serce. Byliśmy na tym pokazie premierowym filmu "Był sobie kot". Widziałaś reakcje dzieciaków? Ja byłem oszołomiony.
Katarzyna Zielińska: Bardzo się stresowałam, dzieci są bezkompromisowe, szczere aż do bólu. Ale gdy widziałam, że się wzruszały, śmiały, to bardzo mnie to cieszyło. Na pokazie siedziała obok mnie dziewczynka, która bardzo płakała, gdy kot tracił jedno życie. Myślałam nawet przez chwilę, że może jej cukierków zabrakło, albo czegoś innego, ale to była jej reakcja na film. To było piękne.
Odnosząc się do kwestii dubbingu, to przyznam, że mnie on bardzo stresuje, ale jednocześnie daje mi ogromnie dużo satysfakcji. Mniej mnie stresuje granie na scenie w teatrze niż dubbing, jeśli mamy porównywać.
Używając języka komentatorów sportowych, chciałbym powiedzieć: szkoda, że państwo nie widzą, że Kasia Zielińska ma naprawdę serce do dubbingu. Jest gościem, który założył słuchawki, by mieć odsłuch i słyszeć, co się dzieje przy mikrofonie.
Katarzyna Zielińska: Rzeczywiście lubię to (śmiech).
Zastanawiam się, jak ty lubisz pracować nad rolą dubbingową. Czy wolisz być prowadzona tym oryginalnym głosem postaci, czyli dopasować swój tembr głosu, wczuć się w ten manieryzm, emocje słyszane w głosie oryginalnym, czy raczej wolisz, by reżyser dał ci szansę stworzyć tę postać tak z serca, dać trochę od siebie?
Katarzyna Zielińska: To bardzo fajne pytanie. W tej bajce zostałam obsadzona, tutaj mrugnę okiem, "po warunkach". Głosem jestem trochę zbliżona...
Powiedzmy sobie szczerze, że tylko głosem, bo Kasia wygląda jak elf, a Grace jest w mojej kategorii wagowej.
Katarzyna Zielińska: Jak elf? Bardzo dziękuję! Wracając do pytania, bardzo lubię zobaczyć oryginał, ale cieszę się, że pani reżyser dała mi szansę stworzyć swoją Grace. Borys Szyc wcześniej nagrał głos do Becketta (głównego bohatera filmu – przyp. redakcja), więc poprosiłam o możliwość dogrywania głosu do jego wersji.
Tak, to jest bardzo fajne. Ja też lubię dogrywać do kogoś, kto był przede mną. Bo wtedy jest zupełne inne wrażenie, jakbym z kimś rozmawiał.
Katarzyna Zielińska: Tak, dialogowaliśmy już po polsku. Wiesz, czasem inaczej się przekłada kłapy – chodzi o dopasowanie ruchu ust do głosu. Na początku próbowałyśmy tworzyć do wersji oryginalnej, ale potem pani reżyser powiedziała: "Kaśka, zróbmy swoją Grace, bo widzę, że zaczynasz fajnie kombinować. Dlaczego mamy z tego nie skorzystać?" I tak też się stało.
A jakimi postaciami lubisz być, gdy dubbingujesz? Czy masz jakieś swoje ulubione? Przyznam szczerze, że ja lubię dwa typy postaci, które gram jako aktor głosowy. Takie, w których jestem potworem, albo takie, w których jestem jakimś "złolem" i mnie pokonują. Wtedy mogę sobie fajnie poumierać.
Katarzyna Zielińska: A to dobre (śmiech). Lubię takie postaci wbrew sobie. Chodzi o to, że buduje się głosem coś, czego normalnie w życiu nie mogę spróbować. Bardzo też lubię postacie muzyczne. Raz pracowałam w cyrku i to też było bardzo fajne. Lubię też czasem narozrabiać, trochę zamieszać.
Jesteś jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorek, o ugruntowanej pozycji, szerokim wachlarzu możliwości, także głosowych. Jak to się przekłada właśnie na pracę z reżyserami? Czy oni raczej cię stopują, czy mówią: "odrzucamy te lejce, działaj"?
Katarzyna Zielińska: Czuję się skrępowana tymi komplementami (śmiech). Lubię, gdy jestem kierowana i oddaję się w ręce reżyserce/reżyserowi. Lubię dostawać takie propozycje, w których mogę się czegoś nauczyć. Oczywiście daje się z siebie wiele, mogą wykorzystać mój potencjał, ale bardzo chciałabym się czegoś nowego nauczyć. Staram się być posłuszną uczennicą (śmiech). Chyba wolę taką pracę. Proponowanie jakichś rzeczy trochę mnie krępuje, nawet na zdjęciach próbnych. Ale potem, to po prostu zamykam oczy i płynę.
W filmie "Był sobie kot" grasz postać niezwierzakową, ale gdybyś mogła sobie jakieś zwierzę wybrać, to w co chciałabyś się wcielić? Bo ja chciałabym zagrać, wbrew swoim warunkom, łasicę. Ona jest zwinna i szybka.
Katarzyna Zielińska: Ja chyba konika polnego takiego skocznego, frywolnego, ale i rezolutnego.
Bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę.
Katarzyna Zielińska: Ja tobie również i zapraszam do kina.
Źródło: CHILLIZET/ audycja "FILMOzgrani"/ spisała i przeredagowała Monika Karbarczyk