"Jestem wysoki na twarzy i pociągłego wzrostu". Jan Kobuszewski we wspomnieniach najbliższych
Jan Kobuszewski to niezwykła postać. Wielki artysta, wspaniały człowiek. Jego role, nawet epizodyczne, głęboko zapadają w pamięć. Poznaj 16 historii dotyczących tego artysty. Wszystkie pochodzą z książki napisanej przez jego siostrzenicę Hannę Farynę-Paszkiewicz "Kobusz. Jan Kobuszewski z drugiej strony sceny".
- 16 zdjęć Zobacz galerię
Szczupły, wysoki (188 cm wzrostu), wysportowany (potrafił robić salta), z ogromnym poczuciem humoru i dystansem do siebie. Jan Kobuszewski i więcej pisać nie trzeba. To postać, którą zna każdy, bez względu na wiek. Wspaniały aktor, mąż, ojciec, dziadek, kumpel. Człowiek obdarzony ogromnym poczuciem humoru, doskonale władający słowem.
Jego charakterystyczna postać (podobno wyglądał, jak znak zapytania), a także wybitne kreacje aktorskie, sprawiały, że tam, gdzie się pojawiał, wzbudzał ogromne zainteresowanie. Nie gwiazdorzył, z każdym przyjaźnie chwilę porozmawiał. Jego najbliżsi mówili, że szczególnie brzydził się kłamstwem. Mówił, że kłamstwo ma krótkie nogi, lepsza najstraszniejsza prawda niż najmniejsze kłamstwo.
"Życie prywatne to moja forteca"
Hanna Faryna-Paszkiewicz, autorka fenomenalnej biografii "Kobusz. Jan Kobuszewski z drugiej strony sceny" (Wydawnictwo MANDO), prywatnie siostrzenica aktora, tak opisywała jego wygląd: "Zawsze był bardzo szczupły, wręcz chudy. I jego niepowtarzalna twarz też była taka: wydłużona, jakby z założenia przerysowana. Duże piwne oczy, wysokie czoło, a nad nim bujne, falujące ciemne włosy. Charakterystyczne uszy, których trudno było nie zauważyć. Fizys jakby stworzona dla karykaturzystów. Był bardzo podobny do ojca, jakby jego nieco przerysowaną wersją".
Była bardzo zapracowany, ale zawsze pamiętający o bliskich. Z żoną Hanną Zembrzuską (też wielką aktorką) przeżył wspólnie 60 lat. Bliscy wspominają go jako człowieka niezwykle ciepłego, życzliwego, obdarzonego fenomenalnym poczuciem humoru, uwielbiającym żartować przede wszystkim z siebie, ale i z innych również. Ponoć nie lubił wywiadów, a jeśli już dał się namówić na rozmowę, to próbował nie wychodzić poza pewien zestaw faktów o sobie i rodzinie. Mawiał: „Życie prywatne to moja forteca” i bardzo tego przestrzegał. Oddzielał pracę od domu. Mówił: „W życiu prywatnym nie jestem aktorem. Prywatnie autentycznie się denerwuję, wzruszam, śmieję. Nie ma w tym aktorstwa, to byłoby kabotyństwo”. Oboje z żoną starali się nie przenosić spraw zawodowych poza scenę.
Miał wiele talentów, był niezwykle wysportowany i umiał prawie wszystko naprawić. W domu miał cały arsenał potrzebnych narzędzie. Tak powiedział w jednym z wywiadów zacytowanych w książce "Kobusz": "Majsterkowanie to zajęcie, które sprawia mi największą przyjemność. Poza elektroniką potrafię zrobić, nie powiem, że wszystko, bo byłbym chwalipiętą, ale naprawdę bardzo dużo. Różne prace samochodowe, hydraulikę, ślusarskie, stolarskie, drobne roboty domowe, to wszystko mam w małym palcu. Gdy trzeba zrobić szafkę, wymienić kran, uszczelkę albo zreperować samochód – moja żona woła tylko: «Janek, coś się zepsuło!». A ja się cieszę, bo czeka mnie zajęcie".
Czy miał wady? Jego najbliżsi wskazują na jeden: papierosy. Palił jak smok, ponoć od 10. roku życia. Jako dorosły, odpalał jednego papierosa od drugiego. Przerwy robił jedynie kiedy grał i spał.
Kochał teatr, ale nie lubił filmu
Nie sposób napisać, w ilu rolach teatralnych wystąpił, ponoć pojawił się ponad 2000 razy w telewizyjnych programach rozrywkowych, w tym w programach cyklicznych, takich jak "Wielokropek", "Muzyka lekka, łatwa i przyjemna", czy "Bajki dla dorosłych". Zagrał też w 40 filmach i serialach, ale jak, sam mówił, za filmem nie przepadał.
"Mogę nie jeść pięć dni, ale pozbawiony snu – umieram, a do filmu trzeba wstawać o świcie", i jeszcze: "Zawsze mnie denerwowało, że o piątej rano trzeba było wstać, o siódmej być w charakteryzacji, a na plan wychodziło się o trzynastej, czternastej lub w ogóle się nie wychodziło. Denerwowało mnie, że nie ma szacunku nie dla aktora, ale dla człowieka. […] Nie lubię filmu, a poza tym film zawsze wyrywa człowieka z ustalonego planu zajęć, z toku pracy, który mam opracowany precyzyjnie" – zwierzał się podczas rozmów z dziennikarzami i przyjaciółmi.
Za to uwielbiał teatr i kabaret. Widział siebie w rolach dramatycznych i kilka takich stworzył, ale my go pamiętamy przede wszystkim z ról komediowych. Hanna Faryna-Paszkiewicz przytacza fragment artykułu na jego temat: "Kobuszewski to postać trochę z szalonej błazenady, trochę z absurdalnego świata Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, a trochę bohater «chaplinowski», zagubiony i pełen melancholii". On sam wielokrotnie podkreślał, że humor absurdalny jest w życiu i w pracy aktora wspaniałą bronią, którą warto się umiejętnie posługiwać. Doskonale wiedział, że ta sceniczna kreacja bywa pułapką, szczególnie dla łatwowiernych odbiorców. Tacy „widzowie nigdy nie powiedzą, że Kobuszewski grał w teatrze jakiegoś idiotę, ale że Kobuszewski robi z siebie idiotę, albo – co gorsza – był idiotą. A Kobuszewski prywatnie jest człowiekiem poważnym”.
Jego córka Maryna Kobuszewska‑Bieske tak napisała we wspomnieniach napisanych w książce "Kobusz. Jan Kobuszewski z drugiej strony sceny": "Ojciec kochał teatr. Bezpośredni kontakt z widzem i natychmiastowa reakcja widowni to była dla niego największa radość i zabawa. Opowiadał mi, że przy pierwszym wyjściu na scenę od razu wyczuwa swoją publiczność, a jedna niezadowolona, nieszczęśliwa osoba może zepsuć całą dobrą energię. Wówczas stawał na głowie i jak saper robił wszystko, żeby rozminować to pole. Z reguły mu się udawało".
Źródło: CHILLIZET/ "Kobusz. Jan Kobuszewski z drugiej strony sceny" Hanna Faryna-Paszkiewicz, Wydawnictwo MANDO