Na antenie:

"Zazdrość w przyjaźni to dość częste zjawisko". Jej przyczyną często bywa mężczyzna

6 min. czytania
Aktualizacja 07.02.2024
07.01.2024 18:44
Zareaguj Reakcja

Jesteśmy przyjaciółmi, spędzamy prawie cały wolny czas razem i nagle… pojawia się w życiu naszego przyjaciela/przyjaciółki nowa kobieta lub mężczyzna. Schodzimy na dalszy plan. Pojawia się zazdrość, wyrzuty. Czy takie trójkąty mają szansę przetrwać? Jak zachować przyjaźń w tym trudnym momencie? Wyjaśnia to dr Julita Czarnecka, socjolożka miłości i singli. 

Zazdrość w przyjaźni
fot. Shutterstock

Poznały się na studiach. Mieszkały razem, uczyły się razem, wyjeżdżały wspólnie na wakacje. Praktycznie były nierozłączne, dopóki Kasia nie poznała Wojtka, swojego przyszłego męża. Przyjaciółka Kasi nie polubiła partnera Kasi, mimo wielu prób spędzania wspólnie czasu. Nie chciała się spotykać we trójkę. Gdy spotykały się we dwie, Kasia często słyszała wyrzuty, że przecież jej przyjaciółka była pierwsza, więc powinna być ważniejsza. Kasia nie chciała wybierać pomiędzy narzeczonym a przyjaciółką, więc relacje z tą ostatnią były coraz rzadsze. Kasia była bardzo smutna z tego powodu. Żałowała, że przyjaciółka z zazdrości postawiła ją w tak niezręcznej sytuacji. Jaka jest idea przyjaźni? Dlaczego przyjaciółka czuła się zazdrosna i jak w tej sytuacji powinna zachować się Kasia? O tym rozmawiamy z dr. Julitą Czarnecką, socjolożką miłości i singli.

Aleksandra Pucułek: Czy zazdrość w przyjaźni jest możliwa? A może są to pojęcia wykluczające się?

Julita Czarnecka: Oczywiście, że jest zazdrość w przyjaźni. To już od przedszkola się zaczyna, na przykład gdy są dwie przyjaciółki i pojawia się ta trzecia. Pojawia się pytanie: dlaczego częściej bawisz się z nią, niż ze mną? Każda relacja, związek wiąże się z emocjami, a zazdrość jest jedną z nich.
To uczucie pojawia się, gdy czegoś bardzo pragniemy, a nie możemy tego mieć. Łączy się to często z frustracją, tak jak w opisywanym przypadku, że nie jest się już numerem jeden w czyimś życiu. Tylko pytanie, czy to jest prawdziwa przyjaźń. Taka, która się wspiera, jest w otwartości, która cieszy się z tego, że tej drugiej osobie układa się w życiu.

Aleksandra Pucułek: To rozłóżmy ten trójkąt na części pierwsze. Jak – mimo tych swoich negatywnych uczuć – mogłaby się zachować przyjaciółka Kasi?

Julita Czarnecka: Pierwsze pytanie, jakie powinniśmy sobie zadać, to: dlaczego jestem zazdrosna? Co się kryje pod tą zazdrością? Czy mam w sobie lęk, że zostanę sama? A może boję się opuszczenia? A może ja też chciałabym mieć rodzinę, mężczyznę przy swoim boku? Czy jestem gorsza? Dlaczego jej się udało, a mnie nie? Emocje takie jak zazdrość wiele mówią o nas, o naszych potrzebach. To może mieć głębsze znaczenie. Być może spełnione życie rodzinne pani Kasi przypominało jej przyjaciółce, za czym ona tęskni, czego potrzebuje. Jak powinna się zachować przyjaciółka pani Kasi? Gdyby była to dojrzała przyjaźń, to myślę, że cieszyłaby się jej szczęściem, albo otwarcie powiedziałaby jej: brakuje mi ciebie, czy znajdziesz dla mnie jakąś przestrzeń. Może to już nie byłyby razem spędzone dwa tygodnie na Majorce, ale może weekend w SPA, podczas którego mogłyby wspólnie pogadać.
Zauważyłam, że te przyjaźnie kobiece są mocne do momentu znalezienia mężczyzny i nagle okazuje się, że nic nie jest ważne, tylko on. Bywają takie sytuacje i wcale nie należą do rzadkości.

Redakcja poleca

Aleksandra Pucułek: Coś w tym jest. Mam takie koleżanki, które gdy tylko pojawiał się facet na horyzoncie, to znikały. Stawały się niedostępne dla świata. Tryb samolotowy. Gdy wracały do naszego kręgu towarzyskiego, to od razu wiedziałyśmy, że facet zniknął. Mam takie spostrzeżenie: przyjaciel jest, a facet bywa. Przecież zawsze można znaleźć jakiś kompromis…

Julita Czarnecka: Tak, masz rację. To można rozsądnie połączyć. Dojrzałość polega na tym, że my znajdujemy czas na różne formy kontaktów. Na różne znajomości, na różne przyjaźnie, na różnych ludzi w naszym życiu. Każdy taki człowiek ma inną funkcję emocjonalną. Chcąc zbudować fajne, dobre relacje, musimy być świadomi tego, że to wymaga zaangażowania, uważności. Z czasem intensywność takich znajomości może się zmieniać, ale najważniejsze jest, żeby być ze sobą w prawdzie, żeby grać w otwarte karty.
Ostatnio na swoim profilu Kody miłości umieściłam zdjęcie ze swoimi przyjaciółkami, z którymi się znamy, od klasy szkoły podstawowej, czyli od co najmniej od 30 lat. I napisałam, że czasami stajemy w związkach, ale te przyjaźnie trwają przez całe życie, że te dziewczyny są takim supportem, czasem w pierwszej, czasem w drugiej linii.

Zauważyłam, że te przyjaźnie kobiece są mocne do momentu znalezienia mężczyzny i nagle okazuje się, że nic nie jest ważne, tylko on. Bywają takie sytuacje i wcale nie należą do rzadkości. - dr Julita Czarnecka

Aleksandra Pucułek: To dlaczego my wszystkie (ale mężczyźni też tak działają) rzucamy wszystkie siły na ten związek?

Julita Czarnecka: My socjologowie mówimy o rodzinie nuklearnej, czyli dwa pokolenia: dzieci plus rodzice, albo diada, czyli tylko para. Tu pojawia się bardzo duża koncentracja na drugiej osobie, która ma być całym naszym światem. I to jest też konsekwencja tych wszystkich kodów, które nam serwują komedie romantyczne, popkultura. Te obrazy miłości romantycznej, jedynej. Ta druga osoba ma być całym naszym światem. To jest niemożliwe.
Mówi się, że dziecko potrzebuje wioski do wychowania. Przynajmniej kiedyś tak było. Podobnie jest w miłości. Potrzebujemy różnych kontaktów.
Mam przed oczami taki widok. Galeria handlowa. Wielu facetów siedzi na kanapach (jak jacyś koczownicy), zapatrzeni w telefony, a ich dziewczyny, żony chodzą po sklepach. A oni czekają na nie. Zawsze się wtedy zastanawiam, czy nie można tam iść z przyjaciółką, z koleżanką? Mieć fun z tych zakupów, bawić się tym. Na pewno w naszym otoczeniu są takie osoby, które chętnie dołączyłyby do nas.

Aleksandra Pucułek: To wróćmy do tego drugiego elementu trójkąta, czyli Kasi, przyjaciółki, która znalazła miłość...

Julita Czarnecka: Na pewno nie powinna zapominać o swojej przyjaciółce i powinna podchodzić do tej relacji z pewną taką uważnością, troską. Bo oczywiście można tryskać szczęściem, ale warto też wziąć pod uwagę uczucia tej drugiej osoby. Można zapytać wprost: w jakim stopniu mogę się tym wszystkim z tobą dzielić? Bez względu na wszystko jestem z Tobą. Naprawdę warto rozmawiać ze sobą szczerze, otwarcie. Nie omijać żadnego tematu.
Chyba że ktoś ma naprawdę jakiś problem. Nie twierdzę, że każdy musi iść na terapię, ale czasem warto poprosić o pomoc specjalistę. Jak mamy coś do przerobienia, to warto się temu poprzyglądać. I wtedy można szczerze powiedzieć: słuchaj, dzisiaj nie mam nastroju, by wspominać i świętować twój ślub. Sama jestem po trudnych rozstaniach i dla mnie to trudny temat. Wtedy ta druga strona mówi: ok, to dla mnie ważny temat, ale rozumiem twoje uczucia. Wtedy porusza różne tematy z większą ostrożnością. My jesteśmy tylko ludźmi, mamy lepsze i gorsze dni. Uważność naprawdę pomaga.

Aleksandra Pucułek: A ten trzeci element? Mężczyzna. Czy on może coś w tej sytuacji zrobić?

Julita Czarnecka: A co on ma zrobić? Być. Ja myślę, że to w ogóle nie jest historia o nim. On jest partnerem jednej z nich i tyle. Ta historia jego nie dotyczy. To jest historia tej osoby, która ma z tym problem.
Zresztą każdy z nas ma podobne historie, jest w różnych trójkątach, niekoniecznie miłosnych, seksualnych. Na przykład siostra ma chłopaka, ale na wspólne wakacje zabiera ze sobą swoją młodszą siostrę. Różnie ludzie sobie te relacje układają. Ważne, aby wyraźnie stawiać granice, np. razem zwiedzamy miasto, czy spędzamy czas na plaży, ale co trzeci dzień, chcemy z chłopakiem pójść sami na romantyczną kolację. Naprawdę ważna jest rozmowa i stawianie granic, co jest dopuszczalne, a co nie.

Każdy taki człowiek ma inną funkcję emocjonalną. Chcąc zbudować fajne, dobre relacje, musimy być świadomi tego, że to wymaga zaangażowania, uważności. - dr Julita Czarnecka

Aleksandra Pucułek: Czy przyjaźń to dzisiaj wciąż największa wartość?

Julita Czarnecka: Tak, ale ta dojrzała, trwała. Myślę, że wszystkie związki, i te przyjacielskie, ale i te miłosne, powinny się opierać na głębokiej przyjaźni.
Bez przyjaźni się to nie udaje. Naprawdę. Namiętność z czasem przemija, zostaje zaangażowanie. Jeśli my tę osobę lubimy i dobrze jej życzymy, to stoimy za nią murem w różnych sytuacjach.
Te miłosne uniesienia, kilkukrotne zakochania się w tej samej osobie (to się naprawdę może zdarzyć) są ok, ale to, co powoduje, że ten związek trwa, to zaangażowanie, dbanie o siebie i taka zwykła, codzienna życzliwość.
Przyjaźnie też się oczywiście rozpadają na różnych etapach. Niektórzy się rozwijają, niektórzy są w otwartości, a drudzy nie. Jedna osoba z przyjaciół się angażuje, dzieli się sobą, własnymi emocjami, a druga nie. Najważniejsza jest ta wymiana, jak w każdej relacji. Można poznawać przyjaciół na dalszych etapach życia. Chociaż mówi się, że te przyjaźnie trwające jeszcze od podstawówki, czy szkoły średniej, są oparte na takiej bezinteresowności, na takim lubieniu się tak po prostu. Nie dla tego, kim jesteś, jakie masz sukcesy za sobą, czy ile masz kasy na koncie, i jak ja dzięki tobie mogę się definiować. Lubię Cię, bo jesteś Olą z mojej szkoły i po prostu znam cię na dobre i na złe, od zawsze, bez względu na to, kim jesteś teraz.

Aleksander Pucułek: Dziękuję za rozmowę.

Redakcja poleca

Uwaga!

Powyższa porada nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku jakichkolwiek problemów ze zdrowiem należy skonsultować się z psychiatrą, psychologiem.