Randkowanie online w świecie muzułmańskim. Czy korzystanie z aplikacji jest bezpieczne?
Czy randkowanie online w świecie arabskim, a właściwie w świecie muzułmańskim, jest w ogóle możliwe? Na jakich zasadach się to odbywa i jakie mogą być konsekwencje korzystania z popularnych aplikacji randkowych? Czym jest halal dating i jak można założyć profil w aplikacji randkowej, nosząc hidżab lub nikab? Zapraszam na rozmowę z dr Karoliną Rak z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Jeremi Pedowicz: Chciałbym dzisiaj porozmawiać o randkowaniu, zwłaszcza online, w świecie arabskim. Czy to zjawisko jest w tym świecie powszechne i legalne? Bo zakładam, że może być inaczej w Jordanii, a inaczej w Iranie.
Karolina Rak: Iran nie jest krajem arabskim, ale krajem muzułmańskim, dlatego rozszerzyłabym naszą rozmowę o randkowaniu na świat muzułmański, czyli niekoniecznie tylko dla osób pochodzenia arabskiego.
Ale wracając do pytania, to trudno odpowiedzieć na nie wprost, bo jest niewiele lektur dotyczących sfery obyczajowej w krajach muzułmańskich. Nawet jeśli w tych regionach są powszechnie znane aplikacje randkowe, chociażby takie jak Tinder, to mają one raczej mocno ograniczone funkcjonalności właśnie ze względu na charakter religijny państwa.
Natomiast jeśli chodzi o legalność, to muszę przyznać, że ta sfera jest tak bardzo skomplikowana, zagmatwana, że nie da się jednoznacznie powiedzieć, co jest legalne, a co nie. Z muzułmańskiego punktu widzenia idea randki w ogóle jest problematyczna, bo taka relacja – zaznaczmy, że heteronormatywna! – powinna prowadzić do zawarcia związku małżeńskiego. W sferę seksualną, to już w ogóle nie należy wchodzić, bo gdyby się trzymać tej ortodoksyjnej wykładni, to seks dozwolony jest tylko w małżeństwie.
Ale oczywiście prawo prawem, a praktyka praktyką. Jest w tym świecie wiele osób, które chciałby się spotykać z innymi osobami. Jest taka książka "Seks i kłamstwa. Intymne życie kobiet w kraju arabskim", napisała ją Leïla Slimani (Wydawnictwo Znak Literanova). To jest autorka marokańskiego pochodzenia, a dokładnie marokańsko-francuskiego. W tej książce ona bardzo ciekawie pokazuje pewne zjawisko, polegające na tym, że żyjemy na przykład w społeczeństwie, które jest dosyć konserwatywne, jeśli chodzi o relacje międzyludzkie, a z drugiej strony mamy ludzi, którzy, żyjąc w tej społeczności, i tak robią to, na co mają ochotę, lub to, czego chcieliby zaznać. Oczywiście, licząc się z konsekwencjami, które mogą być różne, gdy zostaną na tym przyłapani. Ona używa dość mocnych sformułowań, pisząc, że jest to taki schizofreniczny obraz społeczeństwa, w którym teoria i praktyka to nie to samo.
Natomiast przechodząc już bezpośrednio do randkowania online, to też muszę zaznaczyć parę rzeczy. Z prowadzonych na ten temat badań wynika, że randkowanie nie musi się odbywać za pomocą samej aplikacji, do tego mogą służyć też różnego rodzaju komunikatory, takie jak Messenger czy WhatsApp. Taka możliwość czatowania daje ludziom poczucie jakiejś anonimowości, nikt tego nie widzi. To, co prawda stoi trochę w sprzeczności z takim zjawiskiem, które w mediach nazywa się "halal dating", czyli takim randkowaniem w formie zgodnej z założeniami islamu. Ta formuła dopuszcza czatowanie, ale pod kontrolą osoby trzeciej dołączonej do takiej rozmowy i kontrolującej ją. Takie "trzecie" osoby mają czuwać nad tą relacją. W badaniach, jakie na ten temat prowadzono, zauważono, że ta sfera online pozwala zachować jakiś rodzaj intymności, nawet jeśli byłaby ona bardzo podstawowa. Poza tym, jest to bardzo ważny element nawiązywania znajomości, biorąc pod uwagę, że możliwość spotykania się twarzą w twarz już niekoniecznie jest tak prosta.
Jeszcze w kontekście aplikacji muszę dodać, że te stosowane w krajach muzułmańskich, one nie są sprofilowane na randkowanie jako takie, tylko raczej na randkowanie na rzecz przeszłego małżeństwa.
Czyli takie aplikacje pełnią raczej rolę swatki... Przygotowując się do naszej rozmowy, zainstalowałem sobie taką aplikację Muzz. Interfejs tej aplikacji jest bliźniaczo podobny, chociażby do Tindera. Różnica tkwi w szczegółach. Na Tinderze raz na jakiś czas pojawia się komunikat: wykup profil płatny, to będziesz miał 100 razy więcej polubień, czy lajków. Natomiast na Muzz pojawia się komunikat: "get married 100 times faster", więc rzeczywiście widać to profilowanie. To zresztą nie wszystko, gdy zakłada się profil, trzeba podać informację, w jakim przedziale czasowym chce się ożenić, czy wyjść za mąż. Ale mnie zastanawia inna kwestia, czy te relacje nawiązywane przez aplikacje, nie ukrywajmy powierzchowne, rzeczywiście mogą pomagać w zawarciu małżeństwa? Czy one traktowane są "na poważnie"?
Karolina Rak: Powiem tak, biorąc pod uwagę, że te aplikacje są "uszyte" pod konkretny efekt końcowy, czyli pod małżeństwo, to korzystające z nich osoby wierzą w ich sprawczość. W środowisku muzułmanów relacje małżeńskie często zawierane są z inicjatywy swatki, czyli osoby, która ma jakieś dane i zlecenie, by jakieś dwie rodziny ze sobą skoligacić. Te aplikacje randkowe, jak słusznie zauważyłeś, też pełnią rolę swatki, ale dają osobom korzystającym z nich takie poczucie sprawczości: wzięłam/ wziąłem sprawy w swoje ręce. One wiedzą, czego oczekują od tej drugiej osoby, wiedzą, kim ona powinna być i w tym celu korzystają w tego narzędzia. Ono daje im też większe możliwości wyboru. Te osoby nie ograniczają się tylko do jakiejś konkretnej społeczności, do jakiegoś konkretnego miejsca, czy osób, którymi są otoczone. Te narzędzia pozwalają na pewnego rodzaju samodzielność. Oczywiście zawieramy małżeństwo, które jest zgodne z zasadami religii, którą wyznajemy, ale decyzja o wyborze konkretnej osoby zostaje podjęta przez nas, a nie przez osoby trzecie, na przykład swatki.
Jest jeszcze inna sprawa, o której warto powiedzieć, wiele młodych osób studiuje i na uczelni również istnieje możliwość troszeczkę swobodniejszej komunikacji. Ci ludzie, różnych płci, zdobywając edukację, mogą się spotykać w grupie, na trochę innej stopie i budować relacje. Oni właśnie korzystają z komunikatorów, mediów społecznościowych i to wydaje się dużo bardziej naturalne niż kiedyś.
No właśnie, zastanawiam się, czy ten dostęp do Internetu wśród młodych ludzi nie sprawia, że się oni sekularyzują i że ten wpływ wiary jest w ich przypadku mniejszy, niż na przykład na ich rodziców
Karolina Rak: W tych aplikacjach, o których rozmawiamy, ten aspekt religijny wydaje się odgrywać dosyć dużą rolę. Niektóre z nich idą o krok dalej, pozwalają na większą konkretyzację, np. do jakiej grupy się należy, jakie ma się przekonania, jak głęboko się w nie wierzy.
Z tą sekularyzacją to też tak do końca nie jest. Nam się wydaje, że skoro używamy podobnych narzędzi, to prawdopodobnie szukamy tego samego, ale to tak nie działa. Leïla Slimani opisywała doświadczenia ludzi, którzy są w jakiś sposób zamknięci w pewnych obyczajowych konwencjach, ale tak naprawdę się z nich nie wyswobadzają. Ona daje taki prosty przykład, młode kobiety są bardziej kontrolowane pod względem zachowania, tego z kim wychodzą, gdzie są widziane, czy osoba, która im towarzyszy, jest z ich rodziny, czy jest zupełnie obca. Biorąc to pod uwagę, spotkanie się z kimś bez skonkretyzowanego celu małżeńskiego może być dla nich znacznie trudniejsze. Takie aplikacje pozwalają im "przeskoczyć" tę barierę, zwłaszcza w bardziej konserwatywnych społeczeństwach, w których spotykanie się twarzą w twarz mogłoby zostać odebrane jako coś, co przeczy pewnym zasadom, nazwijmy to godności, a konsekwencje tych zachowań mogłyby być bardzo różne, od zbesztania, po poważniejsze, zagrażające bezpieczeństwu tych kobiet, dziewczyn. Pamiętam przypadek młodej kobiety, szeroko komentowany w krajach arabskich, która zamieściła w mediach społecznościowych zdjęcie ze swoim narzeczonym. Byli na nim tylko przytulani, ale on był TYLKO narzeczonym, a nie mężem. Ta dziewczyna, w oczach swojej rodziny, przekroczyła pewne granice. Musimy więc pamiętać, że tu chodzi nie tylko o to, jakie pytanie jedna drugiej osobie zada przez komunikator, czy aplikację, ale również o to, jak ta relacja będzie postrzegana przez ich otoczenie, czy jej bliskim nie będzie przeszkadzało to, że ona zwraca się do jakiejś innej obcej osoby. To zawsze trzeba mieć na uwadze.
Badacze, którzy analizują tę sferę życia, zwracają uwagę na aspekt anonimowości, ukrycia, jaki wiąże się z takimi aplikacjami, czy komunikatorami. Korzystanie z nich może być taką próbą uniknięcia relacji w świecie rzeczywistym, która może nieść o wiele poważniejsze konsekwencje. Tych aspektów do analizy przez badaczy jest wiele i nie kończą się na tym, czy coś jest legalne, czy nie. One dotykają sfery głęboko obyczajowej, która cały czas pozostaje konserwatywna.
Chciałbym porozmawiać o jeszcze jednej kwestii, związanej z tworzeniem profilu, chociażby w takiej aplikacji, jak wspomniany Muzz. Taki profil, taka autoprezentacja opiera się w dużej mierze na kwestiach wizualnych. Zastanawiam się, jak kobieta, która nosi nikab, może pokazać się innej osobie – mężczyźnie. Czy to w ogóle możliwe?
Karolina Rak: Póki co, na tego typu aplikacjach widziałam jedynie dziewczyny noszące hidżab, czyli mające zasłonięte włosy, ale widoczną twarz.
Gdy przeglądałem profile w tej aplikacji, to sporo z nich miało twarze zamazane, wyblurowane...
Karolina Rak: Jeśli dziewczyna zdecyduje się na umieszczenie zdjęcia w takiej aplikacji, to ten hidżab jest już pewnego rodzaju komunikatem. Oczywiście nie musi to być deklaracja głębokiej religijności, ale może oznaczać, że ta osoba jest zdeterminowana, czy zdecydowana, by ten hidżab nosić. To też jest jakaś forma autoprezentacji. Doprecyzowania, jaką jestem muzułmanką, czy trzymam się konserwatywnych wartości etc. To pozwala jej, czy osobie, która może być nią zainteresowana, podjąć decyzję, czy idziemy w tę stronę, czy nie. Bo pamiętajmy, że te osoby w pewnym sensie zakładają, że w przyszłości ten związek małżeński zawrą.
Kolejna sprawa to zablurowane profile, dość często stosowane, chociażby w Muzz. One zostały też opisane przez badaczy. Ta forma niesie pewien przekaz: jeśli jesteś mną zainteresowany i chciałbyś mi zadać dodatkowe pytania, to ja tutaj oczywiście jestem, ale nie chcę, abyś skupiał się w pierwszej kolejności na tym, jak ja wyglądam, bo małżeństwo dla mnie nie musi się opierać na aspekcie fizycznym. To też może być próba zachowania anonimowości, o której dzisiaj dość często mówię. Oczywiście to nie znaczy, że jeśli ta osoba ma taki profil założony i tylko ona o tym wie, to że ktoś inny może się o nim nie dowiedzieć. Tak więc wiele rzeczy może kryć się za tym zablurowanym wizerunkiem, od chęci skupienia się na cechach charakterologicznych, oraz na tym, co mamy do powiedzenia, sprawdzenia, czy rzeczywiście do siebie pasujemy, po chęć zachowania anonimowości.
Przyznam, że dla mnie znacznie ciekawszym aspektem tej sfery randkowania online są pytania, które ludzie zadają innym ludziom à propos funkcjonowania tego typu aplikacji. Jednym z takich ciekawszych pytań, z jakim się zetknęłam, było: co może oznaczać to, że rozmowa idzie zbyt wolno, czy ta osoba jest mną zainteresowana, czy też raczej nie? A może jest zbyt nieśmiała? Czy mogę jej zadawać głębsze pytania, na przykład, jak sobie wyobraża małżeństwo? Co ciekawe są to pytania zadawane przez mężczyzn używających tych aplikacji.
Te aplikacje, o czym już kilkakrotnie wspominałam, nie służą randkowaniu jako randkowaniu (a przynajmniej z założenia nie powinny), ale poznaniu się dwóch osób, które w przyszłości mają zdecydować się na związek małżeński.
A jak wygląda życie seksualne w krajach muzułmańskich? W teorii i w praktyce. Czy para, która zdecydowała się na związek, chce założyć rodzinę i jest w narzeczeństwie, może skonsumować ten związek?
Karolina Rak: Przyznam, że sama z chęcią poznałabym odpowiedź na to pytanie (śmiech). Powiem tak, teoretycznie, dopóki nie ma ślubu, to dla praktykującego, wierzącego muzułmanina nie ma takiej możliwości. Ale w praktyce bywa różnie, pewnie znajdą się osoby, które zdecydują się na takie bliższe, fizyczne relacje, wiedząc, że one są haram, czyli zakazane. Wydaje mi się, że u osób głęboko wierzących raczej do takiej sytuacji by nie doszło, ale u osób, które identyfikują się jako muzułmanie, bo urodzili się w takich rodzinach, ale nie są głęboko wierzące, takie rzeczy mogą się wydarzyć. My też żyjemy w państwie, które definiuje się jako katolickie, a więc teoretycznie seks przedmałżeński też jest zakazany, ale wiemy, jak to w praktyce u nas wygląda (śmiech).
Leïla Slimani w swojej książce przytacza dość głośną historię, która miała miejsce w Maroku, gdzie złapano w samochodzie, w takim miejscu schadzek, osoby, które związane z bardzo konserwatywną partią. Obie te osoby, jeśli dobrze pamiętam, znajdowały się w związkach małżeńskich, więc miano do czynienia z romansem pozamałżeńskim. To tylko dowodzi tego, że do takich rzeczy dochodzi.
Zresztą w niektórych krajach muzułmańskich, jeśli jakaś para chce skorzystać z hotelu, to musi poświadczyć, że albo jest w związku małżeńskim, albo jest rodziną. Kiedyś znalazłam się w takiej sytuacji. Zostałam poproszona wraz z towarzyszącym mi kolegą o pokazanie takiego dowodu. Nie mieliśmy go, a tu chodziło tylko o taki typowo studencki sposób zaoszczędzenia pieniędzy. Wynajęcie jednego pokoju było znacznie tańsze niż dwóch. Niestety w tym miejscu nie chciano nam na to pozwolić.
Jest jeszcze jeden wątek, który może zainteresować polskich czytelników. Jest pewna bardzo znana libańska reżyserka, aktorka Nadine Labaki, absolutnie fantastyczna. Jeden z jej najbardziej znanych filmów "Karmel" przedstawia dwie historie. Pierwsza to historia kobiety, która wdaje się w romans i pokątnie spotyka się z mężczyzną, który stanowi obiekt jej zainteresowania. Druga to historia dziewczyny, która w przededniu własnego zamążpójścia, traci dziewictwo. Nadine Labaki pokazuje, jak stygmatyzowane są tego typu sytuacje.
Dodam tylko, że w regionie Bliskiego i Dalekiego Wschodu najpopularniejszym zabiegiem medycyny estetycznej jest hymenoplastyka, czyli odtwarzanie błony dziewiczej. To, o czymś świadczy, prawda? To nie musi być tak, że taka osoba boi się jakichś konsekwencji, ale ma świadomość, że uprawiając seks, może mieć w przyszłości trudność ze znalezieniem partnera do małżeństwa.
Chciałbym jeszcze wrócić do tego randkowania online – czy to bezpieczne?
Karolina Rak: Tak, aczkolwiek mam w pamięci sytuację, niestety nie pamiętam, o jakie państwo chodzi, że jego służby bezpieczeństwa weszły w posiadanie informacji związanych właśnie z użytkownikami tego typu portali. Tak więc takie aplikacje dają poczucie anonimowości, ale musimy być świadomi, że to poczucie bezpieczeństwa nigdy nie jest stuprocentowe, że ryzyko wycieku danych istnieje i mogą pojawic się jakieś konsekwencje. To też może być powód blurowania tych zdjęć. Nie mamy do końca pewności, czy informacje, które udostępniamy takim aplikacjom, nie zostaną wykorzystane przez niepowołane osoby.
No cóż, niezależnie od tego, w jakim rejonie świata się znajdujemy, to randkowanie jest po prostu skomplikowane. Dziękuję pięknie za przybliżenie tego tematu.
Źródło: CHILLIZET/ spisała i przeredagowała Monika Karbarczyk