To wyspa szczęścia, słońca i długowieczności. Polka opowiada o "Karaibach Europy"

10 min. czytania
28.03.2024 14:52
Obserwuj nas w Google
---- ----

Sardynia to włoska wyspa położona na Morzu Śródziemnym. Nazywana jest „wyspą długowieczności”. To określenie nie wzięło się z niczego, bo to jedno z miejsc na świecie, gdzie żyje najwięcej stulatków. Turystów przyciągają tu przepiękne krajobrazy i klimat gwarantujący niemal 300 słonecznych dni w roku. Co warto zobaczyć na Sardynii? Jak żyje się na tej wyspie i w czym tkwi sekret długowieczności mieszkańców? Na te i inne pytania odpowiada Monika Szredel, licencjonowana włoska przewodniczka, która od ponad 20 lat mieszka na Sardynii i tam prowadzi biuro podróży.

Monika Szredel opowiada o Sardynii
fot. Archiwum prywatne
--1-- ----

Nina Czochara-Rychlak: Zacznijmy od samego początku. Jak trafiłaś na Sardynię? Co wiele lat temu przyciągnęło cię na tę włoską wyspę?

Monika Szredel: Co mnie sprowadziło na Sardynię? To był przypadek. W ogólniaku często wyjeżdżałam, podróżowałam, uczyłam się języków, w czasach liceum byłam w szkole niemieckiej w Berlinie i tam poznałam sporo Włochów. Od razu polubiłam ten włoski temperament, włoską energię. Któregoś dnia (to była trzecia klasa ogólniaka) w Elblągu, z którego pochodzę, poznałam mojego partnera, tatę mojej córki. Okazało się, że był Sardyńczykiem. Od tego czasu regularnie się odwiedzaliśmy. Kiedy skończyłam szkołę, postanowiłam przeprowadzić się na Sardynię, tam zaczęłam i skończyłam studia z kierunkiem ekonomia i turystyka. Od samego początku pracowałam w turystyce, wtedy takiej głównie VIP-owskiej, bo jeszcze 15-20 lat temu Sardynia była bardzo ekskluzywnym kierunkiem. Nie było tanich połączeń jak Ryanair czy Wizz Air. Była tylko jedna linia sardyńska kursująca pomiędzy wyspą a Włochami kontynentalnymi.

No i oczywiście przyciągnęło mnie piękno wyspy. Pamiętam moje pierwsze wizyty na Sardynii, to było coś niesamowitego. Był wtedy luty, a na wyspie ciepło, słońce, 16 stopni, w krajobrazie pomarańcze, mandarynki. To był szok, bo w Polsce byliśmy przyzwyczajeni do zimy, chłodu. Byłam po prostu oczarowana tą wyspą.

Już przy pierwszym zetknięciu zakochałaś się w tej wyspie. I tak minęło Ci 20 lat na Sardynii. Jakie największe różnice dostrzegasz między życiem na tej włoskiej wyspie a życiem w Polsce? Czym twoim zdaniem najbardziej się różnimy?

Na pewno Sardyńczycy wyróżniają się takim spokojem życia, nieprzywiązywaniem szczególnie wagi do rzeczy materialnych. Tutaj podkreślę, że na wyspie nie ma bogactwa, my nie jesteśmy jakoś bogaci, jeśli chodzi o wyspiarzy, Sardyńczyków. Ale mamy za to bardzo wysoką jakość życia, spokój, nieprzetworzone produkty, takie slow life.

Ja widzę nawet wśród moich partnerów biznesowych takie zdrowe podejście do życia. Generalnie praca tak, jest ważna, ale czas wolny dla siebie, dla rodziny, jest najważniejszy. Dla Sardyńczyków istotny jest spokój, odpoczynek.

Chociaż przyznam, że czasem byłoby fajnie, gdyby mieszkańcy, pracownicy byli… bardziej aktywni, dzięki czemu byłby jeszcze lepszy serwis dla naszych gości, szczególnie w głównym sezonie turystycznym. Niektórzy goście tego zrozumieć nie umieją, ale kto już trafi na Sardynię, poczuje ten klimat, to zakocha się w nim i w końcu zrozumie.

Redakcja poleca

Sardynia nazywana jest wyspą długowieczności. To określenie nie wzięło się z niczego, bo Sardynia należy do tak zwanej niebieskiej strefy, która obejmuje zaledwie pięć regionów świata z największą liczbą stulatków. Czy przez te ponad 20 lat pobytu na wyspie udało ci się poznać, odkryć ten sekret długowieczności mieszkańców?

Troszeczkę tak, na swojej skórze to wyjaśnię. Od kiedy jestem na Sardynii, to tak naprawdę odmieniło mi się życie, również jeśli chodzi o moje zdrowie. Nie choruję, odpukać, nie biorę leków, nie wiem co to ból głowy, ból zęba, ból stawu. Jestem bardzo aktywna sportowo, odżywiam się bardzo zdrowo, jem nieprzetworzone produkty sardyńskie. Chodzi o takie proste potrawy, nic skomplikowanego, ale to jest wszystko nieprzetworzone, czyste, zdrowe. I dzięki temu rzeczywiście poprawił mi się metabolizm, mam więcej siły i znacznie więcej takiej pozytywnej energii.

Sardynia
Fot. Archiwum prywatne
Archiwum prywatne

Duże znaczenie dla zdrowia ma też na pewno ten spokój i dbanie o relacje międzyludzkie. Tak jak wcześniej mówiłam, jak jest sobota czy niedziela, to niektórzy wolą nie pracować, nie zarobić, ale odpocząć, pobyć z rodziną, pojechać sobie na wspólny lunch, na agroturystykę, aperitif, potem kolacja i te weekendy są takie właśnie w trybie slow. I to na pewno też wpływa na funkcjonowanie naszych organizmów, bo nie jesteśmy tak zestresowani.

Pozytywny wpływ ma też na pewno bardzo dużo słońca, czyli stała dawka witaminy D. I powietrze, te zapachy. My używamy bardzo dużo ziół w kuchni, a jednocześnie nie używamy w ogóle soli i to też jest jeden z elementów ważnych w żywieniu. Mamy też mało potraw smażonych. To są proste dania, dużo ryb, dużo warzyw, owoców i pasta, czyli makaron z mąki nietoksycznej, rodzaju orkiszu, który tutaj na Sardynii uprawiają. W tej diecie niczego nie powinno zabraknąć, ale wszystko powinno być jedzone w odpowiedniej ilości, czyli z umiarem. W ogóle dieta śródziemnomorska jest najzdrowszą na świecie. To jest potwierdzone przez naukowców. Ja miałam nawet spotkanie z profesorem z Rzymu na temat tej długowieczności, na temat „niebieskich stref”. Naukowiec podkreślał fakt, że poza spokojem, slow life, tutejszym powietrzem, ogromne znaczenie ma właśnie dieta.

I jest jeszcze jedna ważna rzecz, na którą zwrócił uwagę profesor badający temat długowieczności. Chodzi o to, że Sardyńczycy cały czas czują się potrzebni. Starsi ludzie do końca mieszkają ze swoimi rodzinami, nie oddaje się ich do domów starców. Dzięki temu do późnych lat bardzo dobrze funkcjonują i cały czas dobrze się odżywiają. Plus do obiadu i do kolacji kieliszek czerwonego sardyńskiego wina Cannonau. Mówią, że pomaga im to na metabolizm, na krążenie. I to jest też jeden z elementów długowieczności, czyli czerwone wino - kieliszeczek do obiadu, do kolacji.

Brzmi bardze dobrze.

Dokładnie (śmiech). W planach jest też taki projekt, aby stworzyć miasteczka dla osób starszych. Będzie tam specjalny serwis, będzie dostarczane pożywienie, będzie dostęp do interntu itp. i w razie czego będzie można zadzwonić o pomoc. Ale chodzi o stworzenia miasta, w którym starsi będą czuć się cały czas niezależni i aktywni. I uważam, że to super inicjatywa.

Mówisz o wielu zaletach Sardynii, ale ta włoska wyspa, tak jak każde inne miejsce na świecie, na pewno ma też swoje wady.

Pod względem takim turystycznym na pewno brakuje jakiejś większej liczby połączeń lotniczych tutaj. Z drugiej strony nie chcemy, żeby tu zapanowała masowa turystyka. Sardynia nigdy nie stanie się kierunkiem takim jak Turcja, Egipt, Grecja czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. Ten standard jest też troszeczkę niższy, jeśli chodzi o hotele, o apartamenty. Aby mieć coś naprawdę takiego wow, to już trzeba sporo zapłacić. Trzeba też pamiętać, że Sardynia jeszcze 60 lat temu była wyspą typowo rolniczo-pastewską. Dopiero arabski książę Aga Khana, który dotarł na Sardynię w latach 60., tak bardzo zachwycił się szmaragdem wody i granitowymi zatoczkami, że postanowił stworzyć wyspie coś na wzór Saint-Tropez, Monte Carlo czy Costa Azzurra. Powstał elegancki kurort Costa Smeralda i od tego zaczął się rozwój. Jak już wcześniej mówiłam, na samym początku była tylko linia jedna lotnicza, a bilety drogie nawet dla samych Sardyńczyków. Właśnie dlatego Sardyńczycy nie wyjeżdżali z wyspy, nie widzieli, jak funkcjonują inne hotele, dlatego oferują usługi na innym poziomie. Z tych aspektów negatywnych to dostrzegam właśnie troszeczkę niższy standard tych usług, co oczywiście Sardynia rekompensuje swoją gościnnością, świetną kuchnią i niesamowitym klimatem.

Też niższy standard wynika po prostu z tego, że mówimy o południu Włoch. Mieszkańcy są raczej powolni, co wynika z ich trybu slow. Jak wspominałam, dla nich priorytetem jest rodzina, odpoczynek, a dopiero potem praca. Też są takie sytuacje, że jeżeli trzeba coś zrobić cięższego albo rozwiązać jakiś trudniejszy problem, to się wycofują. Wolą powiedzieć nie, bo to może wymagać za dużo trudu i wolą jednak tego uniknąć. My jesteśmy jednak jako Polacy, ale też mieszkańcy Europy Północnej przystosowani do rozwiązywania szybko i sprawnie wszystkiego i u nas wszystko super funkcjonuje. Na początku goście hotelowi nie potrafią tego zrozumieć, ale z czasem akceptują to, że jest to po prostu Sardynia.

Wspomniałaś, że Sardynia jest kierunkiem ekskluzywnym i też nieco droższym. Których miejsc, regionów lepiej unikać, jeśli chodzi o wyszukiwanie chociażby noclegów, żeby nie nadszarpnąć zbytnio swojego portfela podczas wakacji?

Których unikać? Nie, to tak nie można powiedzieć, bo w każdej części Sardynii są hotele luksusowe, pięciogwiazdkowe, ale też niższej klasy obiekty, apartamenty. Taka najbardziej luksusowa część to jest ta północno-wschodnia Sardynia, tutaj gdzie my też stacjonujemy, gdzie jest słynna miejscowość Porto Cervo, taka VIP-owska lokalizacja. Tam są rzeczywiście dosyć wysokie ceny, ale osobiście uważam, że to jedno z najładniejszych miejsc na wyspie, naprawdę niesamowite. Jest pełne pięknych szmaragdowych plaż.

Ja bym powiedziała inaczej. Jeżeli chcecie poznać Sardynię i przyjechać tutaj, to jednak trzeba się nastawić, że troszeczkę będzie nas to więcej kosztować niż inne popularne kierunki. Ale zdecydowanie warto.

Wspomniałaś wcześniej o szmaragdowym wybrzeżu Costa Smeralda. Ja wyczytałam, że to jest bardzo popularne miejsce wśród celebrytów. Podobno swoje rezydencje mają tutaj Leonardo DiCaprio czy Cristiano Ronaldo. Czy rzeczywiście na miejscu można spotkać tak znane osoby?

Prawda, można spotkać takie sławy, chociaż nie wiem, czy teraz mają jeszcze tutaj swoje rezydencje. Jak byłam na studiach tutaj, pracowałam sezonowo w butiku Brunello Cucinelli w Porto Cervo. I tam mieliśmy gości naprawdę międzynarodowych. Pojawiła się Mariah Carey, Whoopi Goldberg, John Travolta, Red Hood Chili Peppers, Elton John. Do tej pory cały czas oni tutaj regularnie przylatują czy przypływają jachtami. Na wyspie mają dużo prywatności, przestrzeni, nie ma paparazzi, więc czują się swobodnie i bezpiecznie. Sardyńczycy nie zwracają na takie gwiazdy szczególnie uwagi. Dla nich to jest normalne życie, normalna praca.

Czytając o Sardynii, trafiłam też na określenie „Europejskie Seszele”. Czy takie porównanie jest twoim zdaniem trafione? Znajdziemy tu równie rajskie krajobrazy?

Uważam, że jak najbardziej trafione. Mamy tu cudowne plaże. Na przykład Cala Brandinchi, którą idziesz 300, 400, 500 metrów, jest płyciutko, woda jest jak w basenie, naprawdę rajskie krajobrazy. Mamy też archipelag Wysp La Magdalena. Dla mnie to są po prostu Karaiby Europy, bym tak to nazwała. Przepiękne plaże, czysta woda, a to tylko 2,5 godziny lotu z Polski, więc rewelacyjny kierunek.

Sardynia - Wyspy La-Maddalena
Fot. Archiwum prywatne
Archiwum prywatne

A co oprócz plaż warto jeszcze zobaczyć na Sardynii? Wymienisz kilka najciekawszych twoim zdaniem punktów.

Na pewno centrum Sardynii, taki górzysty region. Tam mamy góry, 1800 metrów nad poziomem morza i piękne miasteczka. Warto wybrać się tu na wycieczkę, posłuchać o historii tych miast, tradycji, legendach. Warto też popłynąć na pobliskie wyspy, na Korsykę, gdzie rejs trwa zaledwie pół godziny.

Super jest również rejon północno-zachodni, gdzie mamy Alghero. To miejsce nazywane „Małą Barceloną”, bo zostało podbijane od XII do XVI wieku przez Katalończyków. Na pewno warto zwiedzić to miasto.

Czy znajdą się jakieś atrakcje dla osób lubiących aktywnie spędzać czas?

Oczywiście. Mamy super warunki do trekkingów na plaże – mówię o rejonie takim centralno-wschodnim. To jakieś dwie godziny wędrówki w jedną stronę. Mamy też super ferraty – zapewniają niesamowite widoki i przeżycia również. Można też wypożyczyć rowery elektryczne i jeździć nimi po górach. My organizujemy wyprawę takimi rowerami na Mount Limbara (1200-1300 metrów). Na końcu mamy super lunch w galu oliwkowym z czerwonym winem, serami i sardyńskimi specjałami.

Sardynia oferuje też dobre warunki do sportów wodnych. Na południu mamy jedno fajne miejsce Porto Botte i na północy Isola dei Gabbiani, gdzie są rewelacyjne warunki do kite- i windsurfingu. Są też przepiękne tereny podmorskie do nurkowania. Atrakcji tutaj dla nikogo nie zabraknie. Nawet najmłodsi goście są zadowoleni wycieczek, z rejsów i smakuje im tutejsze jedzenie. To jest też szczęście dla rodziców, bo mówią, że ich dzieci w Polsce nie mają takiego apetytu jak na Sardynii.

Czyli Sardynia jest też dobrym kierunkiem dla rodzin z dziećmi?

Jak najbardziej. Są tutaj plaże piaszczyste, ten piaseczek jest taki jak mączka, i dno w większości miejsc jest płytkie, więc idealne dla maluszków. Mamy też na wyspie fajne hotele z atrakcjami dla dzieci, minikluby, juniorkluby. Nie oczekujmy tutaj aquaparków, bo tego tu nie ma. Są oczywiście przyhotelowe baseny, ale nie są wbudowane w jakieś większe kompleksy.

A czy pracując, żyjąc na tak pięknej wyspie jak Sardynia, można czuć się jak na wiecznych wakacjach?

Tak, czuję się tak troszeczkę, jakbym była na wiecznych wakacjach. Wiadomo, że jest rutyna, że jest praca, codzienność. I pomimo tego, że mam mnóstwo pięknych plaż, to nie jeżdżę tam codziennie, bo nie mam na to czasu, ale to słońce, klimat, te krajobrazy sprawiają, że rzeczywiście można się czuć stale jak na wakacjach.

A tym bardziej docenia się to wtedy, gdy jest okres zimowy w Polsce, jest pochmurno, ponuro, a my na Sardynii siedzimy na słońcu, na plaży i jemy zdrowe rybki. Wtedy człowiek sobie siedzi i myśli: „rzeczywiście jestem szczęściarzem, więcej mi do szczęścia nie potrzeba”.

Gdyby ktoś Cię zapytał, czy warto rzucić wszystko i zamiast Bieszczady... przeprowadzić się na Sardynię, to co byś odpowiedziała?

Powiedziałabym, że tak, warto. Choćby dla tej dużej dawki słońca tutaj na wyspie. Ja widzę często, jak goście zaraz po przyjeździe są zmęczeni, mają często depresję i ta Sardynia im bardzo pomaga. Ja czasem staje się takim psychologiem, chociaż to nie jest mój zawód, staram się wysłuchać, pomóc, ale pomaga im sama Sardynia. Na pewno uważam, że warto się tu przeprowadzić.

A tęsknisz czasem za Polską?

Tak, tęsknię, bo jestem patriotką i bardzo lubię Polskę. Na szczęście przez te ostatnie lata dołączyli trochę połączeń lotniczych, dzięki czemu jestem coraz częściej w Polsce, więc trochę rekompensuję tę tęsknotę za krajem. Ale jak trochę dłużej pobędę w Polsce, to wtedy czuję, muszę wracać na Sardynię, bo brakuje mi słońca, tego włoskiego klimatu i lokalnego jedzenia. I dokładnie to samo mówią wszyscy moi goście. Podkreślają, że na Sardynii zupełnie inaczej się funkcjonuje – można się zrelaksować, rozluźnić, nabrać pozytywnego nastawienia.

Czyli rozumiem, że nie planujesz wrócić do Polski?

Nie, na pewno nie. Już tutaj pół życia jestem na Sardynii, tu skończyłam studia, tu pracuję i jestem mocno wdrożona w tę społeczność sardyńską. Mam też oczywiście kilkunastoletnią córeczkę. Teraz byłoby mi już ciężko zaczynać życie od nowa w Polsce, tym bardziej, że już jestem taka… sardyńska. 

Wywiad został przeprowadzony w 2022 roku w ramach podcastu podróżniczego "Na walizkach".

Nie przegap

Źródło: CHILLIZET