Każdy z nas niesie w sobie ślad swojej matki. "Pracujemy emocjonalnie za wszystkie kobiety w rodzie"

3 min. czytania
21.05.2026 09:51
Obserwuj nas w Google
---- ----

Czy zastanawiałaś się, jak wiele twoich dzisiejszych lęków i sposobów kochania to w rzeczywistości echo relacji z matką? Każda z nas nosi jej niewidzialny ślad, często nieświadomie uczestnicząc w wielopokoleniowym maratonie bólu. Prezentujemy fragment książki psycholożki Marty Suskiej pt. „Szczęśliwa dorosła córka. Uzdrawianie ran z dzieciństwa”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa RM.

Kilka pokoleń kobiet
fot. Shutterstock
--1-- ----
Z tego artykułu dowiesz się:
  • Jak nasze dzieciństwo wpływa na to, jakimi matkami jesteśmy.
  • Dlaczego macierzyństwo może być laboratorium transformacji.
  • Jakie znaczenie ma wewnętrzne dziecko w procesie samoakceptacji.

Fragment książki "Szczęśliwa dorosła córka. Uzdrawianie ran z dzieciństwa" autorstwa Marty Suskiej, Wydawnictwo RM. Premiera książki zaplanowana jest na: 10.06.2026. 

Jaką matką jestem i jaką matkę miałam

Marta Suska – psycholożka i terapeutka pracująca z dorosłymi. Prowadzi praktykę indywidualną w nurcie terapii poznawczo-behawioralnej oraz terapii schematów, wspierając pacjentów w obszarach regulacji emocji, pracy z traumą i trudności w relacjach.

Każdy z nas niesie w sobie ślad swojej matki – jej czułe miejsca, jej zranienia, jej niewypowiedziane pragnienia. Nie da się mówić o tym, jaką matką się jest, bez spojrzenia wstecz: jaką matkę miałyśmy. Czy była obecna, czy znikała emocjonalnie? Czy umiała dawać, czy głównie brała? Czy potrafiła nas zobaczyć, czy raczej potrzebowała, byśmy to my widzieli ją?

Czasem jedna ta sama matka potrafi być troskliwa i obecna, a innym razem niedostępna, krytyczna, zimna lub nadmiernie kontrolująca. Każdy typ naszej matki pozostawia ślad lub ranę.

Jeśli chcemy zerwać z międzypokoleniowym maratonem bólu, musimy mieć odwagę przyjrzeć się temu, co dostałyśmy, a czego nie dostałyśmy. Pozwolić sobie poczuć żal, a niekiedy nawet gniew.

Dlaczego chcę być matką – dla siebie, dla swojego dziecka

Bycie matką biologiczną nie zawsze oznacza bycie matką emocjonalnie dla siebie. I odwrotnie. Czasem dopiero po latach uczymy się być matką dla siebie. Taką, która daje sobie wsparcie, troskę i ukojenie. Taką, której nam brakowało, gdy miałyśmy pięć, siedem, dziesięć lat.

Nie zawsze wybieramy macierzyństwo biologiczne. Ale każda z nas nosi w sobie możliwość macierzyństwa wewnętrznego – bycia tą, która daje opiekę. Gdy stajemy się matką dla swojego dziecka, konfrontujemy się nie tylko z nim, lecz także z tym, co w nas nieuleczone. I właśnie dlatego macierzyństwo może być największym laboratorium transformacji. Dziecko staje się często lustrem dla naszego wewnętrznego dziecka.

Dziecko bowiem nieustannie „przyciska nasze guziki”, które zostały kiedyś zranione. A my mamy wybór: reagować automatyzmem przeszłości albo przerwać cykl.

Redakcja poleca

Jaką matką jestem dla swojego wewnętrznego dziecka

Czy potrafię siebie przytulić, gdy się boję? Czy pozwalam sobie na ból, czy raczej od siebie odchodzę, uciekam w kompulsje lub nałóg? Czy mówię do siebie czułym głosem, czy tym samym, który kiedyś słyszałam: wymagającym, chłodnym, obojętnym?

Wewnętrzne dziecko to nie metafora ani nie wymysł popkultury – to bardzo realna część psychiki. Psychologowie mówią dziś o „zamrożonych stanach ja”, o częściach, które nie mogły się rozwinąć, bo zabrakło odpowiedzi, odpowiedzialności, obecności, bliskości, akceptacji.

Matkowanie sobie to powolny, czuły proces. To powiedzenie: „Jestem tu. Już nie zostawię cię samej”. I robienie tego nie tylko słowami, lecz także codziennym aktem troski. To sięg- nięcie po wodę, gdy ciało jest odwodnione. To powiedzenie „dość”, gdy ktoś przekracza nasze granice. To pozwolenie sobie na odpoczynek. To też pozwolenie sobie na płacz, który przestaje być wstydliwy. Codzienna akceptacja swoich słabości i pozwolenie sobie na bycie zwyczajną, nie idealną.

Okładka książki \
Fot. Wydawnictwo RM
Wydawnictwo RM

Wielopokoleniowy maraton matek

Czasem czujemy zmęczenie nie tylko swoim życiem, lecz także życiem naszych matek, babek, prababek. Niesiemy ból, który nie został nazwany. Pracujemy emocjonalnie za wszystkie kobiety w rodzie, bo nikt przed nami nie miał zasobów, by się zatrzymać. Jesteśmy tymi, które „wypadają z szeregu” i przez to czują się samotne.

To, że się zatrzymujesz, nie oznacza, że rezygnujesz. To znaczy, że przerywasz przekaz. Że wybierasz nową ścieżkę.

Twoja matka biegła, bo musiała przetrwać. Ty możesz się nauczyć żyć i korzystać z życia. Maraton matek może zatrzymać się na tobie. Wymaga to jednak uważności na sobie, motywacji „Dlaczego chcę to zmienić?” i konsekwencji we wprowadzaniu zmian i uczeniu się nowych sposobów radzenia sobie.

Bycie matką dla dziecka, dla siebie, dla wewnętrznego świata – to nieustanne pytanie: czy jestem dostępna? Czy jestem czuła? Czy jestem obecna?

Źródło: ChilliZET/Wydawnictwo RM

Redakcja poleca