Takie myśli odbierają nam odwagę. "Musimy nauczyć się je wyciszać"
"Nasz umysł produkuje 80 tys. myśli w ciągu dnia! To jest bardzo, bardzo dużo. Gdybyśmy przywiązywaliby wagę do każdej myśli, to nasze życie byłoby snem szaleńca. Musimy nauczyć się rozpoznawać w tym bałaganie umysłowym, co jest ważne, a co mniej ważne" – tłumaczy Kasia Bem i podpowiada, jak w prosty sposób wyciszyć umysł.
Iwona Kutyna: Dzisiaj byłam na spacerze w psem i myślałam o względności czasu. Mam wrażenie, że ostatni rok minął mi tak szybko, a przede mną urlop i tu z kolei czas się niemiłosiernie dłuży (śmiech).
Kasia Bem: A jak wiem, jak wydłużyć czas! (śmiech). Czas można wydłużyć poprzez takie zatrzymywanie się, poprzez uważność, poprzez techniki oddechowe, poprzez medytację. Wszystko to łączy jedna rzecz: skupienie. Skupienie się na tym, co jest tu i teraz. Dzięki temu wiele rzeczy zauważamy, o wiele więcej przeżywamy, intensyfikujemy to przeżywanie życia. W takich sytuacjach czas tak nie pędzi, mamy chwilę, by docenić, by popatrzeć, by usłyszeć, zachwycić się, po prostu pożyć.
Ale jak to zrobić w świecie, w którym wszystko pędzi i tyle rzeczy jest do ogarnięcia?
Kasia Bem: To jest sztuka, ale – moim zdaniem – warto się jej nauczyć. Trzeba nauczyć się w tym pędzie zatrzymywać, powiedzieć sobie "stop", ochłonąć i zacząć chłonąć rzeczywistość.
Wydałaś kilka książek, m.in. "Sztuka odpuszczania. Happy life", "Happy detoks. Jedz, oddychaj i kochaj (siebie)" i ostatnia "Myśl sercem. Happy umysł"...
Kasia Bem: Tak, w każdej z nich piszę, że stan umysłu jest czymś, nad czym możemy zapanować, więc na poczucie szczęście też mamy wpływ. Są pewne techniki, narzędzia, które w tym pomagają. W ostatniej wspomnianej przez ciebie książce opisuję proces zaprzyjaźniania się z umysłem. Najważniejsze jest, abyśmy zrozumieli, jak nasz umysł w ogóle funkcjonuje. On wbrew pozorom jest przewidywalny. Nazywam go "małpą". Umysł, jak małpa, jest rozbrykany, niesforny, ale jeśli go oswoimy, to zaczyna nam służyć, a nie rozrabiać w głowie. Każdy z nas ma taką "małpę" w głowie i trzeba ją spacyfikować. W książce tłumaczę, jakie schematy się najczęściej w naszej głowie pojawiają i jak nam one przeszkadzają w życiu. Narzędzia, techniki, które polecam nie są wcale trudne.
A co oznacza ten podtytuł: myśl sercem?
Kasia Bem: Chodzi o koherencję serca. To jest taki temat, o którym jest ostatnio (od kilkunastu lat) jest głośno. Chodzi o taki stan połączenia serca i umysłu, który jest optymalny dla naszego funkcjonowania. My w tym stanie emitujemy pewne pole elektromagnetyczne, które jest nie tylko korzystne dla nas samych, ale również dla osób, które przebywają w naszym towarzystwie. To pole jest również wyczuwalne przez zwierzęta. Wiąże się to pewną częstotliwością, którą emitują poszczególne emocje. Podsumowując, praca z umysłem, rozpoznanie tego, co się w nim dzieje, potem przekształcenie pewnych niekorzystnych wzorców umysłowych na te korzystne, jest bardzo ważne i korzystniejsze nie tylko dla nas, ale i naszych bliskich.
Na okładce tej książki jest napisane, że opracowałaś autorski program mindless. Na czym on konkretnie polega?
Kasia Bem: Ta książka jest podzielona na dwie części: teoretyczną, gdzie tłumaczę, jak wygląda ten proces pracy z umysłem, oraz praktyczną, która jest takim swoistym zeszytem pracy. Osoba, która tę książkę kupiła będzie mogła przez trzy tygodnie przerobić taki kurs pracy z umysłem i łączenia umysłu z sercem, by poczuć się w swoim życiu lepiej. Tak to wygląda w wielkim uproszczeniu.
A co do słowa mindless... ono przyszło do mnie w taki specyficzny sposób, w bardzo niezwykłych okolicznościach. Długo się wahałam, czy w ogóle o tym książce pisać. To zdarzyło się jakieś 10 lat temu. Długo nie mogłam zasnąć w nocy, więc pomyślałam sobie, że pomedytuję, ciało się rozluźni, umysł się wyciszy, zasnę. Jednak zamiast tego, po trzydziestu minutach usłyszałam słowo "mindless". To było dla mnie bardzo zaskakujące zdarzenie, takie przy którym włoski na rękach stają dęba. Ale miałam też takie wrażenie, że nie mogę tego zignorować, muszę dowiedzieć, co to dla mnie oznacza. "Mindless" po angielsku oznacza "bezmyślnie", ale wiedziałam, że nie o taki kierunek chodzi. Dotarcie do właściwego znaczenia tego słowa zajęło mi wiele lat praktyki jogicznej. Teraz interpretuję je jako "bez myśli", czyli taki stan, w którym jesteśmy mniej w umyśle, a bardziej w sercu. Bo jest taka przestrzeń serca, która jest strefą prowadzenia i wiedzenia. Ona nie jest ckliwa, sentymentalna, a raczej intuicyjna. Chodzi o serce mądre, które wie. Zachęcam więc do rozpoznania umysłu, przekroczenia sfery myślenia, połączenia się z przestrzenią serca i funkcjonowania z tego poziomu w życiu. Takie myślenie sercem doprowadza nas do prawdziwych pasji, pozwala nam realizować prawdziwe marzenia. Łączy nas z takim najgłębszym pragnieniem. W jodze jest takie słowo sankalpa, czyli takie pragnienie duszy. Podsumowując, program mindless jest o tym, jak dojść do tego pragnienia duszy i żyć na tym poziomie.
Brzmi skomplikowanie...
Kasia Bem: Problemem nas wszystkich i swojego rodzaju pułapką jest nasz umysł. To on nam podsuwa całą masę różnych myśli sabotujących, typu "nie dam rady", "to za trudne", "to nie dla mnie". Musimy to wyciszyć, bo takie myśli odbierają nam odwagę, sprawiają, że my źle o sobie myślimy. Musimy zanurkować w swój umysł, spacyfikować go, oswoić, ale nie dowierzać mu za bardzo, bo on produkuje różne myśli. My im często nadajemy rangę "aż myśli", a to są "tylko myśli". Nasz umysł produkuje 80 tys. myśli w ciągu dnia! To jest bardzo, bardzo dużo. Gdybyśmy przywiązywaliby wagę do każdej myśli, to nasze życie byłoby snem szaleńca. Musimy nauczyć się rozpoznawać w tym bałaganie umysłowym, co jest ważne, a co mniej ważne, co jest o mnie, a co nie jest o mnie, co jest moją prawdą, a co jest prawdą mojej mamy, siostry, wujka, babci. Jakie przekonania, które noszę na swój temat, czy temat otoczenia, są prawdziwe, co one mi robią. To jest też system pewnych pytań, które warto sobie zadawać, by poznać swój umysł i być szczęśliwym. Bo to jest finalnie droga do szczęścia.
Wydaje mi się, że jest to skomplikowane, choć ty przekonujesz mnie, że łatwiejsze niż mi się wydaje (śmiech). Trzeba mieć też trochę odwagi, by się z tym zmierzyć i czasem odwrócić swoje życie, pójść inną ścieżką...
Kasia Bem: To jest łatwe i trudne jednocześnie. Łatwe, ponieważ narzędzia, które mamy do dyspozycji są łatwe i dostępne od ręki. W jaki sposób najłatwiej umysł zatrzymać, dać mu trochę spokoju, ciszy, ukoić? Najprościej zrobić to, kierując uwagę na oddech. Ta metoda zawsze działa. Skupmy naszą uwagę na czubku nosa i róbmy świadomie wdech i wydech. Już. Mamy ciszę, mamy spokój, czyli dobry punkt wyjścia, do tego, aby coś odpuścić, jakieś myśli na przykład. To są tylko myśli, one nie są prawdziwe, nie są realne. Nasz mózg ma taką tendencję do bicia piany, wytwarzania czarnych scenariuszy, on dostaje histerii. Musimy sobie zadać pytanie: co jest prawdą, a co jest histerią umysłu? Oddech: wdychamy, wydychamy, uspokajamy się i urealniamy, co w tej historii jest prawdziwe, a co nie. Okazuje się, że cała masa tych myśli jest jakimś bełkotem.
Ale nasz umysł lubi bełkotać, prawda?
Kasia Bem: Uwielbia i cały czas to robi. Dlatego musimy się nauczyć zmieniać to, co jest negatywne w pozytywne, czy w przynajmniej bardziej optymistycznie zabarwione. Kolejnym ważnym i potrzebnym narzędziem jest medytacja wdzięczności, czyli taka umiejętność skupiania uwagi na rzeczach dobrych. Może być wymuszona, bo to jest trening. My uczymy się zauważać i doceniać to, co w naszym życiu działa i co jest dobre. Potwierdzono naukowo, że taka umiejętność przynosi nam realne korzyści na poziomie fizjologii, a także biochemii mózgu. Nauczmy się doceniać fajną rozmowę, to, że ktoś nam coś miłego powiedział.
Ale bardzo często nasz umysł nie chce przyjmować takich dobrych wiadomości...
Kasia Bem: To prawda, nie chce. Jest takie powiedzenie, że umysł jest jak rzep na to, co negatywne, i jak teflon na to, co pozytywne. Taka jest jego natura. Przyjmujemy to, ale pracujmy też nad tym. Zwracajmy uwagę na pozytywy, wyłapujmy je, uczepiajmy się ich, twórzmy sobie takie zasoby dobrych chwil, żeby móc je przywoływać w takich trudniejszych momentach, na przykład, gdy mamy zły dzień, czy jakiegoś doła. Jeśli poszliśmy na fajny spacer, widzieliśmy piękne miejsca, przyrodę, to zróbmy sobie "zdjęcie", ale nie telefonem, tylko sercem. Zachowajmy w sercu ten obraz, ten moment.
No właśnie, a my mamy taką tendencję, że jak mamy zły dzień, to jeszcze bardziej zapętlamy się w tych złych emocjach i myślach. Zaczynamy się nad sobą użalać: "ja zawsze miałam pecha" i przywołujemy te wszystkie złe wspomnienia...
Kasia Bem: Niestety tak, bo taka jest tendencja umysłu. Wchodzimy w pewne schematy, ale, tak jak mówiłam wcześniej, można to przerwać, odwrócić takie myślenie. Nie musimy być wiecznie niezadowolonymi z życia ludźmi. Możemy zacząć patrzeć na jaśniejszą stronę życia.
Monty Python śpiewali kiedyś: "Always look on the bright side of life" (śmiech). Nie wiem, czy masz czas oglądać seriale, ale jest taki jeden, poprawiający nastrój – "Ted Lasso". Jego główny bohater to optymista, dla niego szklanka jest zawsze do połowy pełna. Bardzo mi się podoba ten film i zawsze poprawia mi samopoczucie. A co ty robisz, by poprawić sobie nastrój?
Kasia Bem: Zmieniłabym trochę pytanie: co robię, by utrzymać dobry nastrój? (śmiech). Ja od urodzenia ma dar patrzenia na tę jasną stronę świata. Nie musiałam się tego uczyć. Zawsze byłam optymistycznie nastawiona do życia. Dla mnie, podobnie jak dla Teda Lasso, szklanka jest zawsze do połowy pełna. Ale i mnie czasem coś dopada... Oczywiście seriale też poprawiają mi nastrój. Śmiech bardzo podnosi wibracje, więc nasze dobre samopoczucie też rośnie. Pozytywnie na mnie działa również kontakt z naturą. Gdy mam gorszy nastrój, to idę na spacer. Im gęstsza przyroda, tym lepiej. Tam człowiek nigdy nie czuje się, ani smutny, ani samotny. Tyle jest przecież życia w naturze, tyle różnych historii. To na mnie zawsze działa, jest niezawodne. Co jeszcze? Oczywiście spotkania z ludźmi. Bardzo sobie cenię spotkania z przyjaciółmi, rodziną. Mam taki krąg zaufanych, bliskich mi osób. Kontakt z nimi zawsze poprawia mi samopoczucie. Co jeszcze? Dobre jedzenie, trochę czekolady. Ostatnio stałam się psychofanką kakao. W zasadzie co drugi dzień robię sobie kakao z mlekiem roślinnym. To jest hit na poprawę nastroju, na otwarcie serca, na pozytywne emocje. Polecam. A jak pachnie!
U mnie tak działa tiramisu domowej roboty, też z kakao! A propos spacerów. Gdy wychodzę na spacer z psem, to często widzę taki obrazek: pies ciągnie smycz, a po drugiej strony właściciel z telefonem w dłoni. I tak sobie myślę, że zamiast skupić się na tym spacerze, na zwierzęciu, wykorzystać ten czas na przewietrznie myśli, to patrzymy w to urządzenie i świata poza nim nie widzimy. Szkoda mi i tego pieska, i tego człowieka...
Kasia Bem: To duży temat. To jest uzależnienie od dopaminy, od telefonów, od mediów społecznościowych. Bardzo ważny temat, o którym powinniśmy bardzo poważnie pomyśleć. Bo niestety jesteśmy pociągani za sznurki. Kiedyś była świadkiem innej sytuacji. To była kawiarnia. Siedziały w niej dwie dziewczyny oraz córka jednej z nich, na oko trzylatka. Panie były zajęte rozmową, a dziewczynka siedziała wpatrzona w telefon. Ten widok bardzo mnie zasmucił. W jakim to kierunku idzie?!
Róbmy sobie od tego detoks. Byłam przez cztery dni w odosobnieniu. Nie korzystałam w tym czasie z telefonu, z komputera. To było bardzo oczyszczające, chociaż umysł bardzo się buntował przed tym. Pojawiały się myśli: gdzie jest mój telefon, kto dzwonił, co się dzieje na Facebooku itd. To też jest ciekawe do obserwowania, jak my reagujemy w takiej sytuacji. Bo odstawienie telefonu jest podobne do odstawienia cukru, alkoholu. To ten sam rodzaj uzależnienia.
Jest taka świetna książka koreańskiego filozofa "Nie(do)rzeczy", która właśnie jest o tym, jak bardzo świat jest w tej chwili uwikłany w social media i jak bardzo jest to niebezpieczne.
I tu postawmy kropkę. Czyli uspokajamy umysł, skupiamy się na oddechu, pozytywnie myślimy, a gdy mamy doła sięgamy po kakao i spoglądamy przez okno, a nie na telefon...
Kasia Bem: Dodałabym jeszcze jedno: śpiewanie lub słuchanie mantr. One mają takie specyficzne wibracje, bardzo korzystne.
Kasiu, bardzo dziękuję Ci za to spotkanie.
Źródło: CHILLIZET/ spisała i przeredagowała Monika Karbarczyk