"Do zmiany życia potrzebna jest autorefleksja". Anna H. Niemczynow szczerze o swojej przemianie
"Przez wiele lat nie chciałam widzieć wielu rzeczy, kolorowałam sobie ten świat. Nie chciałam pamiętać, że w dzieciństwie molestowano mnie seksualnie, bo przecież powiedziano mi, że nic takiego się nie stało, że spokojnie można o tym zapomnieć. To było we mnie ukryte przez 30 lat. Dopiero później zaczęłam sobie zadawać pytania, jak każdy myślący człowiek, który chce zmiany: dlaczego wchodząc w dorosłe życie, zachowuję się tak, a nie inaczej, mimo że obiecywałam sobie, że nie będę takich błędów popełniać?" – tak o swojej przemianie opowiadała Anna H. Niemczynow, autorka wielu książek, m.in. "Ciche cuda", "Słowa wdzięczności".
Monika Karbarczyk: Dzisiaj moim i Państwa gościem jest Anna Niemczynow, pisarka, która ma na swoim koncie wiele książek, m.in. "Bluszcz", "Jej portret", "Tamta kobieta", "Ciche cuda", czy ostatnio wydana "Słowa wdzięczności". Mówi o sobie, że jest pasjonatką świadomego życia, ale też matką, żoną. Z pewnością jest posiadaczką jednego z najpiękniejszych uśmiechów, którym "zaciesza" świat, a świat "zaciesza się" wraz z nią. Dzień dobry.
Anna H. Niemczynow: Dzień dobry, jak pięknie to powiedziałaś.
Monika Karbarczyk: Przyczynkiem naszego spotkania jest oczywiście Twoja najnowsza książka, "Słowa wdzięczności" i ta wdzięczność będzie tematem naszego spotkania. Niektórym łatwiej jest o niej mówić, niż ją wyrażać. I tak się zastanawiam, czym dla Ciebie jest wdzięczność i z jakim ładunkiem emocjonalnym się ona wiąże?
Anna H. Niemczynow: Wdzięczność, wiem, że zabrzmi to górnolotnie, uratowała mi życie, zmieniła jakość mojego życia. Kiedy byłam już na bardzo niskich poziomach swojej wibracji i współodczuwania świata, zaczęłam praktykować wdzięczność. Wówczas zauważyłam, jak ona mnie wznosi, że mimo trudów, których wtedy doświadczałam, potrafię się uśmiechać i szukać dobra w tym, co jest. Narzekać jest łatwiej, niż odczuwać wdzięczność, ale jeśli skupimy się na niej, to naprawdę odczujemy różnicę w jakości życia.
Monika Karbarczyk: W Twoim życiu było wiele trudnych, traumatycznych wręcz sytuacji, za które, szczerze mówiąc, trudno być wdzięcznym.
Anna H. Niemczynow: Tak, rzeczywiście spotkało mnie wiele różnych, przykrych rzeczy. W takich sytuacjach człowiek zadaje sobie pytanie: "dlaczego mnie to spotkało?", a u mnie pojawia się taka refleksja: "a dlaczego nie?". Na świecie żyją miliony ludzi, którzy doświadczyli dużo straszniejszych rzeczy, dlaczego ja mam być wyjątkowa? Są ludzie, którzy stale doświadczają strachu, głodu, a ja nawet w bardzo trudnych dla mnie momentach życia miałam co jeść, zawsze też miałam dach nad głową, żyłam i żyję w czasach pokoju. I właśnie wyszukiwanie takich dobrych rzeczy, chwil, których możemy się chwycić, okazało się kluczowe w moim życiu. O wdzięczności pisałam już lata temu, ale wtedy ten temat się nie przyjął. Patrzono wtedy na mnie, jakbym się zerwała z innej planety. Teraz jest trochę inaczej.
Monika Karbarczyk: Tych trudnych sytuacji życiowych było wiele. Twoi czytelnicy, fani, wiedzą, o co chodzi, ale ci, którzy usłyszeli Twoje nazwisko po raz pierwszy, raczej nie. Więc tylko zajawmy, że miałaś trudne dzieciństwo, dysfunkcyjny dom, alkohol, niezrozumienie ze strony rówieśników, problemy z wagą i związane z tym poczucie niskiej wartości. Było też molestowanie seksualne, trudna relacja małżeńska zakończona rozwodem. W tym, co Ciebie spotkało, wiele osób mogłoby się odnaleźć. Ale to co, jest w Tobie niezwykłego, to to, że nadal masz w sobie tyle radości i że potrafiłaś odpuścić. Zastanawiam się, czy to był proces, czy raczej doszłaś do ściany i wiedziałaś, że dalej już tak żyć nie dasz rady? Że musisz odpuścić...
Anna Niemczynow: Przez wiele lat nie chciałam widzieć wielu rzeczy, kolorowałam sobie ten świat. Nie chciałam pamiętać, że w dzieciństwie molestowano mnie seksualnie, bo przecież powiedziano mi, że nic takiego się nie stało, że spokojnie można o tym zapomnieć. To było we mnie ukryte przez 30 lat. Dopiero później zaczęłam sobie zadawać pytania, jak każdy myślący człowiek, który chce zmiany: dlaczego wchodząc w dorosłe życie, zachowuję się tak, a nie inaczej, mimo że obiecywałam sobie, że nie będę takich błędów popełniać? Co muszę zrobić, by przerwać tę matrycę zła? Ja byłam ofiarą ofiar. Ci ludzie też byli pokrzywdzeni. Dlatego dzisiaj patrzę na ludzi, którzy mnie skrzywdzili, oczami miłości i współczucia. Codziennie żyję przebaczeniem, codziennie modlę się za te osoby, mimo że nie mamy kontaktu. Ale zanim do tego momentu doszłam, musiałam sama zrozumieć, dlaczego te rzeczy się wydarzyły i dlaczego ja zaczynam powielać schemat, dlaczego mój dom, moje pierwsze małżeństwo zaczęły być dysfunkcyjne... Gdy zaczęłam sobie zadawać te pytania, to przyszły odpowiedzi. Trzeba było stanąć w prawdzie i zacząć się zmieniać, bo powiedzmy sobie jasno, ja nie byłam święta. Popełniłam wiele błędów.
Ludzie dzielą się na dwa typy osób. Na tych, którzy widzą, że jest problem, ale jakoś go przypudrują i tak przez całe życie przejdą, i na tych, którzy widzą problem i zrobią wszystko, by to zmienić, bo chcą tej zmiany. Ja jestem w tej drugiej grupie i zrobiłam ogromną rewolucję w swoim życiu, która wciąż trwa.
Monika Karbarczyk: Nadal trwa?
Anna H. Niemczynow: Tak, bo stanęłam w prawdzie. Napisałam książkę. Powiedziałam: "to było tak i tak", nie wmówicie mi, że było inaczej. Ale muszę się liczyć z odbiorem tej książki, z tym że nie wszystkim spodobało się to, że mówię prawdę. To stanie w prawdzie wymaga jeszcze jednej rzeczy – muszę codziennie żyć przebaczeniem. Jeśli bym tego nie zrobiła, to zaczęłabym się mścić, ale mi nie zależy na zemście. Jedyne, na czym mi tak naprawdę zależało do pewnego momentu, to uznanie, że zostałam skrzywdzona. Tylko tyle. Chciałam usłyszeć od tych osób: "Tak, miałaś rację, nie zachowaliśmy się do końca w porządku".
Monika Karbarczyk: Usłyszałaś to?
Anna H. Niemczynow: Nie, nie usłyszałam tego. I musiałam pogodzić się z tym, że nie usłyszałam...
Monika Karbarczyk: Prawdopodobnie nigdy tego nie usłyszysz...
Anna H. Niemczynow: Tego nie wiemy. Myślę sobie, że człowiek musi upaść bardzo, bardzo nisko, żeby jego serce skruszało. Niekiedy mamy tak zamknięte i zatwardziałe serca, że nie chcemy dopuścić do siebie myśli, że my też coś zrobiliśmy źle. Przyznałam się przed sobą do swoich błędów, na przykład w sprawie mojego pierwszego nieudanego małżeństwa. To nie jest tak, że wina za rozpad związku leży tylko po jednej stronie. Ja też swoje dołożyłam i swoje za to wycierpiałam. Praktycznie padłam na kolana przed moim synem i powiedziałam: "przepraszam dziecko, że zgotowałam ci taki los".
Jeśli chcemy zmienić nasze życie, potrzebna jest nam autorefleksja. Nie zwalamy na drugiego człowieka wszystkiego, tylko patrzymy w prawdzie także na siebie. Bo jak wiemy, że my też mamy coś za uszami, to łatwiej jest nam wybaczyć.
Monika Karbarczyk: To, czego doświadczyłaś, stało się fundamentem, na którym wybudowałaś nowe, lepsze, szczęśliwsze życie. Bo to jest trochę tak, że spotykają nas krzywdy w życiu, ale to nie te krzywdy są najważniejsze, tylko to, co my z nimi zrobimy. Wiesz, że Twoi rodzice nie potrafili wyrazić miłości, ale kochali cię...
Anna H. Niemczynow: Myślę, że do dziś kochają i pewnie bardzo cierpią z powodu braku kontaktu. Pewnie mnie potrzebują, bo przecież przez wiele lat byłam w ich życiu, tyle że na ich zasadach. Ale w pewnym momencie doszłam do ściany, tak jak powiedziałaś, i uznałam, że te zasady tak bardzo mi nie odpowiadają, że zaraz wybuchnę i stanę się taka sama, jak oni. Utrzymanie pokoju za wszelką cenę, wcale nie gwarantuje pokoju. Wyraziłam swoją prawdę, powiedziałam, ja wiem, jak było. Z drugiej strony było milczenie, które jest w pewnym sensie potwierdzeniem: tak, tak było, ale my nie możemy nic z tym zrobić. Przebaczyłam im, ale żyję swoim życiem, swoją prawdą. To jest bardzo trudne, bo ja chciałabym mieć rodzinę. Chciałabym mieć mamę, tatę, chciałabym, aby moje dzieci miały dziadków.
Monika Karbarczyk: Gdy ktoś przeczyta Twoją książkę "Ciche cuda" przekona się, że w swoich pozostałych książkach przemyciłaś wiele autobiograficznych wątków. Zastanawiam się, czy pisanie książek było pewną formą terapii, czy pomogło pewne rzeczy przepracować?
Anna H. Niemczynow: Przez wiele lat nie przyznawałam się do tego, że umieszczam autobiograficzne wątki w swoich powieściach. Gdy zaczęłam pisać "Ciche cuda", musiałam przyznać, że piszę o sobie. Myślę jednak, że dzięki temu ta książka jest wiarygodniejsza. Może ktoś to przeczyta, może się nawet w tym odnajdzie, może coś go zainspiruje.
Monika Karbarczyk: Rzeczywiście od tej książki nie można się oderwać. Opisujesz w niej wydarzenia ze swojego życia, bez owijania w bawełnę. Pomyślałam, że niewielu stać na taką odwagę, większość wybrałaby opcję schowania pewnych rzeczy pod dywan. Czy ta szczerość była przyczyną jakichś trudności w Twoim życiu?
Anna Niemczynow: No właśnie nie. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Oczywiście, coś się zmieniło. Pewne osoby się poobrażały, ale ja się z tym liczyłam. Tak naprawdę nikogo nie obchodzi to, że ja na przykład 20 lat temu zdradziłam byłego męża.
Monika Karbarczyk: Dodam, że były mąż też Cię zdradził...
Anna Niemczynow: Oboje sobie narobiliśmy różnych rzeczy, ale dzisiaj normalnie ze sobą rozmawiamy. Jesteśmy dorosłymi ludźmi, każdy z nas ułożył sobie życie. Może ta książka trafi do rąk jakiejś osoby, która jest na rozdrożu. Gdy ją przeczyta, pomyśli: "Ta pisarka to przeżyła i żyje nadal". Chciałam dodać jeszcze jedno. Jestem przeciwna zdradzie. Lepiej coś skończyć, niż budować na cudzej krzywdzie swoje szczęście. Zdrada jest zła i nie mówmy, że jest dobra. Ale też jesteśmy tylko ludźmi i jeśli się coś takiego wydarzy, to po prostu zatrzymajmy się. Wyciągnijmy wnioski. Dzisiaj wiem, jakie to jest złe, ile to wprowadza zamętu. Gdy stanęłam w prawdzie, powiedziałam: "Dobrze, nie był święty, ale co ty zrobiłaś?", wtedy opadła kurtyna i doszło do głosu moje dzieciństwo. Dlaczego ja się tak zachowuję? Dlaczego ja coś wmawiam komuś? Uświadomiłam sobie, że robię tak, bo i mi wmawiano. Jeśli człowiek pragnie zmiany, to musi postawić sprawę jasno i zacząć działać inaczej. Innej drogi nie ma. Nie ma też drogi na skróty.
Monika Karbarczyk: My często za swoje porażki życiowe, za problemy w relacjach obwiniamy rodziców i na pewno to, w jaki sposób oni żyli, w jaki sposób się komunikowali, miało na nas wpływ. Natomiast musimy sobie też zdać sprawę z tego, że oni najprawdopodobniej ofiarowali nam znacznie więcej, niż sami dostali od swoich rodziców, bo to jest taka sztafeta wielopokoleniowa. Kiedy sobie to uświadomimy, to łatwiej nam jest odpuścić. I właśnie przy tym odpuszczaniu chciałabym się na chwilę zatrzymać. W swoich książkach, m.in. "Ciche Cuda" oraz "Bluszcz", piszesz, że czasami na siłę próbujemy czegoś się chwycić. Tutaj, przepraszam, znowu poruszę temat Twojego byłego męża, nie dlatego, że on mnie tak fascynuje, tylko, że to taki fajny, namacalny przykład tego, że czasem próbujemy zatrzymać coś, co warto już wypuścić z tej dłoni.
Anna H. Niemczynow: Powiem uczciwie, że ja żałuję, że nam się nie udało. Wydaje mi się, że czasami za łatwo odpuszczamy te nasze relacje. No, ale życie potoczyło się inaczej. Teraz odpuszczam sobie to, że mi się nie udało. Muszę sobie to wybaczyć, bo gdybym ciągle grzebała się w przeszłości, to nie zbudowałabym nowej rodziny. O tę nową rodzinę już całkiem inaczej dbam. Nie odpuściłabym jej, choć bywało nawet trudniej niż w moim pierwszym związku. Staram się budować lepsze życie. To, co zrobię dziś, to zaprocentuje jutro, to, co zrobię jutro, to zaprocentuje pojutrze. Ja się bardzo zmieniłam, ale ludzie, którzy byli w moim życiu, nie. Oni często odchodzą. Trzeba to zaakceptować i odpuścić.
Monika Karbarczyk: My bardzo często żyjemy w takim poczuciu skrzywdzenia i pielęgnujemy to uczucie.
Anna H. Niemczynow: Tak, ale ja nie pielęgnuję w sobie żadnych skrzywdzeń. Gdyby dziś ktoś do mnie podszedł i chciał mnie przeprosić, to otworzę ramiona i przytulę. Powiem: "dziękuję". Będę się cieszyć, że ktoś zrozumiał swój błąd.
Monika Karbarczyk: Nie ukrywasz swojej wiary. Książki "Ciche cuda" oraz "Słowa wdzięczności" mocno opierają się na niej. W tej ostatniej książce jest wiele medytacji, które ułatwiają to praktykowanie wdzięczności na co dzień. Nie wszyscy w dzisiejszych czasach przyznają się do swojej wiary. Ale Ty czerpiesz z niej siłę...
Anna H. Niemczynow: Wiara niezwykle umacnia i daje siłę do robienia rzeczy niemożliwych, na przykład do pisania książek. Nie robię tego, ani dla sławy, ani dla popularności. Dla mnie to raczej misja. Już dawno powinnam przestać pisać książki. Był czas, że mnie nigdzie nie zapraszano, książki się nie sprzedawały. Gdybym wtedy odpuściła, nie rozmawiałybyśmy. Ale nie poddałam się, powiedziałam: "Mój plan na życie nie działa, to biorę Twój, Panie Boże". Kiedy myślimy, że wszystko od nas zależy i nie odpuszczamy, to po prostu się szarpiemy, chcemy stworzyć sztuczne poczucie kontroli. Męczymy się sami ze sobą.
Ufam w boską opiekę i jestem wdzięczna za nią. Bo w gruncie rzeczy mamy za co być wdzięczni. Siedzimy tutaj, wypiłyśmy wodę, rano się umyłam. A czy my w ogóle zdajemy sprawę z tego, jakim dobrodziejstwem jest woda? Czy możemy sobie wyobrazić, że od tej chwili resztę dnia musimy przeżyć bez niej? Rzadko dostrzegamy, jakie mamy szczęście w życiu, bo wiele rzeczy przychodzi nam zbyt łatwo. Tymczasem 8 milionów ludzi na świecie nie ma dostępu do bieżącej wody, a co 9. osoba na świecie głoduje.
Monika Karbarczyk: Chciałabym jeszcze porozmawiać o macierzyństwie. Byłaś samotną, samodzielną mamą, bo przez długi czas obowiązek opieki, utrzymania i wychowywania syna spoczywał na Tobie. To był czas, gdy brałaś każdą pracę, by uzbierać fundusze na nowe mieszkanie. To wtedy zyskałaś przydomek "Ania weźmie wszystko". Taka typowa staraczka.
Anna H. Niemczynow: Tak, był taki czas, że faktycznie brałam wszystko, aby gdzieś tam utrzymać się na powierzchni finansowej. Myślę, że wiele matek jest w podobnej sytuacji. Boryka się z takimi rzeczami, z jakimi ja się borykałam. Brałam wszystko, jak leci. Pracowałam od 7.30 do 15.30 w urzędzie miasta, byłam urzędnikiem państwowym, a po pracy zmieniałam szpilki na adidasy, biegłam po syna do przedszkola i jechałam z nim na salę fitness. Pracowałam tam nawet do 23.00. Bardzo mi pomagali ludzie. Na każdym kroku spotykałam jakieś anioły, zawsze ktoś się moim Remikiem zaopiekował. A to trener, który poświęcił mu czas pomiędzy zajęciami, a to koleżanka z recepcji. Gdy ja prowadziłam aquafitness, to koledzy z basenu, zajmowali się Remikiem.
Monika Karbarczyk: To piękne, ale pomyślałam sobie, że to "Ania weźmie wszystko" odnosiło się też do tego, że brałaś na siebie winę za całą sytuację, że uważałaś, że nie jesteś wystarczająco dobrą mamą.
Anna H. Niemczynow: Chyba wszystkie się tak czujemy i myślę, że każda mama się ze mną zgodzi, że od nas wymaga się więcej. Nawet jak wyjeżdżam, bo mam serię wywiadów, to zanim wyjadę, muszę wszystko przygotować, pogotować, poprasować.
Monika Karbarczyk: Gdybyś miała możliwość wysłania wiadomości do tamtej Ani, która jest po rozwodzie, z głębokim poczuciem winy za zaistniałą sytuację, co byś jej napisała?
Anna H. Niemczynow: Napisałabym jej: "Przestań się łudzić".
Monika Karbarczyk: Ty wtedy miałaś ogromne poczucie osamotnienia, prawda? Nie miałaś wsparcia w rodzinie, od byłego męża.
Anna H. Niemczynow: Wtedy nie miałam od nikogo wsparcia. Gdy wylądowałam w szpitalu psychiatrycznym, to bardziej pomogli mi obcy ludzie. Ale, co jest ciekawe, ja później przez wiele lat kolorowałam, że ja to wsparcie miałam. Mnie nikt w szpitalu psychiatrycznym nie odwiedził, ale ja nie chciałam tego pamiętać. Długo nie zadałam sobie pytania: "dlaczego mnie wtedy zostawiliście", a gdy w końcu zadałam, to skończyła się ta relacja. Więc napisałabym Ani "Przestań się łudzić. Nie ma ich i nie będzie. Przestań mieć oczekiwania, że ktoś do ciebie przyjdzie, poda ci dłoń". Gdybym to wiedziała, byłoby mi łatwiej żyć przez te wszystkie lata. Powiedziałabym jej też, że "zawsze ze wszystkim sobie poradzisz" i "jeśli ktoś nie chce być w twoim życiu, to nie musisz go na siłę ciągnąć, nie musisz na siłę zakłamywać rzeczywistości, że masz wspaniałą mamę, wspaniałego tatę, wspaniałe rodzeństwo i wszyscy cię wspierają". Gdybym już wtedy wiedziała, że nie przyjdą, nie pomogą, to zeszłoby ze mnie to ciśnienie. To byłoby uwalniające.
Monika Karbarczyk: Czyli w każdej trudniejszej sytuacji można znaleźć jakieś wyjście, oczywiście tracąc też złudzenia.
Anna H. Niemczynow: Tak, tracąc złudzenia. Muszę pewną rzecz podkreślić, że kiedy ja odpuściłam już te relacje, to przyszli ludzie, którzy chcieli być w moim życiu. Dzisiaj, gdy rozmawiam z synem, czy córką, to pytam ich, czy jest coś, za co mogłabym ich przeprosić, bo ja nie chcę za kilkanaście lat dostać w twarz od 40-letniego syna, jakąś niewyjaśnioną sprawą. Mój syn na te moje pytania zawsze reaguje zdziwieniem, jak typowy mężczyzna, ale córcia zawsze coś ma, na przykład: "dzisiaj prosiłam cię o herbatkę, a zrobiłaś mi nie taką, jak chciałam i możesz mnie teraz przeprosić" (śmiech).
Monika Karbarczyk: To, żeby taką klamrą zamknąć naszą rozmowę, muszę zapytać, jak praktykować tę wdzięczność?
Anna H. Niemczynow: To wymaga pracy, nic nie przychodzi tak od razu. Często mnie pytają, skąd ten uśmiech. W dużej mierze pochodzi on z wdzięczności, z zaufania sile wyższej. A jeśli chodzi o praktykowanie wdzięczności, to warto znaleźć czas w ciągu dnia i pomyśleć, co się dzisiaj wydarzyło, za co mogę być wdzięczna/wdzięczny. Nie trzeba wstawać o 5 rano. Warto zacząć od małych kroków, nawet jeżeli to miałby być jedna rzecz. Przez wiele miesięcy pisałam w swoim zeszycie wdzięczności tylko jedno zdanie, że jestem wdzięczna za mojego syna. Dopiero potem zaczęłam dostrzegać inne rzeczy, za które mogłam dziękować, na przykład, że mam dach nad głową, że są ludzie, którzy mi, samotnej matce, zaufali i wynajęli mieszkanie, że mam pralkę, która mi upierze ubrania, że mam bieżącą wodę. To są rzeczy, których nie doceniamy.
Monika Karbarczyk: Czyli warto prowadzić taki zeszyt wdzięczności?
Anna H. Niemczynow: Tak, wystarczy zwykły zeszyt, lecz lubię namawiać kobiety, żeby sobie kupiły najładniejszy, bo to nas wtedy zachęca do pisania. Ale może też być zwykły notes. Znajdźmy kilka minut, by usiąść, zatrzymać się w tym biegu i zastanowić się chwilę.
Monika Karbarczyk: Taki zeszyt też może być przydatny wtedy, kiedy ogarnia nas mrok, bo czasami nas ogarnia. Kiedy już naprawdę nie potrafimy odnaleźć w sobie tej radości, to możemy sobie ten zeszyt otworzyć i zobaczyć za jak wiele rzeczy możemy być wdzięczni.
Anna H. Niemczynow: Tak, możemy sobie przypomnieć, że my nadal to wszystko mamy.
Monika Karbarczyk: Twoja ostatnia książka – "Słowa wdzięczności" – jest o tyle nietypowa, że zawiera lekcje wdzięczności. Można ją otworzyć na dowolnej stronie i znaleźć w niej medytacje. To może być bardzo przydatne, zwłaszcza na początku, gdy trudno nam ubrać we właściwe słowa tę naszą wdzięczność.
Anna H. Niemczynow: Czasami rzeczywiście nie potrafimy nazwać pewnych emocji, ale spokojnie... wszystkiego da się nauczyć.
Monika Karbarczyk: Bardzo dziękuję za tę rozmowę i spotkanie.
Źródło: CHILLIZET