Depresja klimatyczna? Psycholożka: "Lepiej użyć słowa dystres, wywołany zmianami klimatu"
Wiele osób odczuwa ogromny stres związany ze zmianami klimatycznymi, które postępują w szybkim tempie. Czy będziemy mieli co jeść i pić za kilka, kilkanaście lat? Czy nasze dzieci i wnuki zobaczą lasy deszczowe? Niektórzy twierdzą, że ten niepokój może prowadzić do depresji klimatycznej. Czym jest to zjawisko, wyjaśnia dr Marzena Cypryanską-Nezlek, psycholożka z Centrum Działań dla Klimatu i Transformacji Społecznych na Uniwersytecie SWPS.
"Zastanawiam się, czy w ogóle mieć dzieci. Jaką miałyby przyszłość na tej planecie, która powoli umiera?" – takie retoryczne zdanie padło z ust jednej z moich rozmówczyń, która przyznała, że ma zaburzenia lękowe związane ze zmianami środowiska i klimatu, że często budzi się w nocy i zastanawia, czy rano z kranu nadal będzie leciała woda. Moja rozmówczyni skończyła biologię – wydział, na którym ten wątek dość często się pojawiał, ale zgłębiła ten temat dopiero dzięki swoim uczniom (jest nauczycielką). I to właśnie wtedy przeraziła się naprawdę. Pojawił się lęk o przyszłość, o klimat, o środowisko, o to, czy będziemy mieli co jeść, czym oddychać. Takich osób jest znacznie więcej, cierpią oni na depresję klimatyczną. Czym jest to zjawisko i w jaki jeszcze sposób może się objawiać? I przede wszystkim, jak sobie poradzić z depresją klimatyczną? O to zapytaliśmy dr Marzenę Cypryanską-Nezlek, psycholożka z Centrum Działań dla Klimatu i Transformacji Społecznych na Uniwersytecie SWPS.
Aleksandra Pucułek: Depresja klimatyczna – na czym ona dokładnie polega? Jak zdefiniować to pojęcie?
Marzena Cypryanska-Nezlek: Robię to od wielu lat i coraz głośniej mówię o tym, by ostrożnie podchodzić do tego pojęcia. Wiem, że ono może układać w jakieś ramy to co, człowiek czuje w związku ze zmianą klimatu, ale to określenie może nas wprowadzać w błąd. Depresja klimatyczna to potoczne określenie używane do opisu cierpienia psychicznego, które ludzie odczuwają, kiedy uświadamiają sobie negatywne konsekwencje zmiany klimatu, kiedy obserwują zniszczenia w środowisku naturalnym. Przejawia się to w odczuciu różnych nieprzyjemnych stanów emocji, takich jak niepokój, lęk, smutek, przygnębienie, żal, a czasem nawet poczucie rozpaczy. To jest jakiś rodzaj cierpienia, ale niekoniecznie jest depresja. Bo depresja jest bardzo poważnym zaburzeniem psychicznym i źródłem ogromnego cierpienia. Osoba cierpiąca na depresję wymaga opieki i wsparcia. Tej choroby nie można ani trywializować, ani lekceważyć. Można i trzeba ją leczyć.
To, co ludzie odczuwają w przypadku zmiany klimatu, to są takie naturalne reakcje emocjonalne, które zawsze pojawiają się w obliczu zagrożenia i straty.
Aleksandra Pucułek: Nie jest to więc choroba...
Marzena Cypryanska-Nezlek: Nie. Mamy dane, które pokazują związek pomiędzy różnymi zagrożeniami środowiskowymi, w tym konsekwencjami zmiany klimatu, a zaburzeniami. Ale kluczowe jest to, że nie ma między nimi bezpośredniego związku, tzn. że jak usłyszysz o zmianie klimatu, przestraszysz się, zaniepokoisz, to masz depresję. Rzecz w tym, że nie każdy smutek, nie każde przygnębienie jest od razu zaburzeniem psychicznym. To, co teraz mówię, nie oznacza, że umniejszam cierpienie ludzi, którzy odczuwają autentyczny niepokój, zaniepokojenie, czy zatroskanie planetą. Ich cierpienie jest autentyczne, ale samo w sobie nie musi być zaburzeniem. W literaturze naukowej używamy raczej takiego terminu dystres psychologiczny (rodzaj stresu powstający w wyniku reakcji organizmu na zagrożenie i inne nieprzyjemne i stresujące sytuacje – wyjaśnia redakcja). Wiem, że to pojęcie nie jest znane. I to może być kluczowa sprawa. Bo kiedy odczuwamy różnego rodzaju stany, to chcemy wiedzieć, zrozumieć, co się z nami dzieje. Nazwanie tego, określenie tego, sprawia, że nadajemy temu jakąś ramę i dzięki temu wiemy, jak działać, co z tym zrobić.
Aleksandra Pucułek: A może to określenie depresja klimatyczna zostało stworzone, aby podkreślić wagę problemu?
Marzena Cypryanska-Nezlek: Dokładnie. Chodzi o to, że po pierwsze jakoś sobie to definiujemy, żeby zrozumieć, co się z nami dzieje. A po drugie, prawdopodobnie chodzi o nadanie rangi czegoś bardzo poważnego, bo my czujemy, że to, co nam doskwiera, jest bolesne.
Mamy dane, które pokazują związek pomiędzy różnymi zagrożeniami środowiskowymi, w tym konsekwencjami zmiany klimatu, a zaburzeniami. Ale kluczowe jest to, że nie ma między nimi bezpośredniego związku, tzn. że jak usłyszysz o zmianie klimatu, przestraszysz się, zaniepokoisz, to masz depresję. Rzecz w tym, że nie każdy smutek, nie każde przygnębienie jest od razu zaburzeniem psychicznym.
Aleksandra Pucułek: Nie na wszystkich obrazy związane ze zmianami klimatu działają. Co sprawia, że u niektórych pojawia się obojętność, a u niektórych lęk i cierpienie?
Marzena Cypryanska-Nezlek: To na pewno zależy od naszej wrażliwości, ale nie chciałabym dzielić ludzi na tych, którzy są wrażliwi i na tych, którzy nie są wrażliwi. Bo ta sytuacja jest bardziej złożona. Ta wrażliwość może być stępiona – że tak powiem kolokwialnie – udrękami bieżącego życia. Są osoby, które mogą być bardzo zmęczone albo przybite różnymi problemami codziennego dnia i wtedy uruchamiają taką strategię obronną, by już się niczym więcej nie dobijać. Czyli widzę coś, ale od razu unikam, ignoruję, nie chcę na to spojrzeć. Ktoś w tym momencie może powiedzieć: "Poczekaj, to ci, którzy się przestraszyli, mają lekko w życiu?". Nie, znowu nie. To jest jakiś kolejny czynnik, który może mieć znaczenie, ale nie musi.
Na pewno ważny jest poziom identyfikacji z przyrodą. W jakim stopniu czujemy się związani z przyrodą, jak bardzo czujemy, że jesteśmy jej częścią i staramy się żyć z nią w harmonii? Na ile to jest dla nas ważne? Kolejna rzecz to wiara w to, co widzimy. Niektórzy mogą myśleć: "Ok, podobno takie zdarzenie miało miejsce, ale to może wcale nie jest prawda". Albo "jedni mówią jedno, a drudzy jeszcze coś innego".
Teraz przyszło mi do głowy, że ty pytasz o depresję klimatyczną – zjawisko powszechnie znane, a ja mówię, że jej nie ma. Nie o to chodzi. Jeszcze raz podkreślę, że choć staramy się nie używać tego terminu, to nie znaczy, że to zjawisko nie istnieje, albo że cierpienie osoby z powodu zmian klimatu, jest nieautentyczne. Nic z tych rzeczy. Istotne jest to, że kiedy wrzucamy owe odczucia w ramy zaburzeń psychicznych, to skupiamy się na osobie, że z nią coś jest nie tak. Natomiast umyka nam coś o wiele istotniejszego, czyli to, że te emocje są po coś. Ten dyskomfort, który odczuwamy, czemuś służy. Nasze emocje mają dwie podstawowe funkcje. Pierwsza, to sygnalizowanie, że coś się w świecie dzieje nie tak, a druga, to mobilizowanie do działania, aby przywrócić stan równowagi. I tak warto widzieć ten dystres. Ten dyskomfort, to cierpienie związane ze zmianą klimatu, powinniśmy postrzegać, jako coś, co nas zachęca do działania, zastanowienia się, co z tą sytuacją zrobić.
To, tak naprawdę prosty model, który dotyczy różnych zagrożeń. Odczuwasz jakieś emocje, np. strach, zagrożenie. One sygnalizują nam, że coś się dzieje i motywują nas do zmiany. Na tym polega ta mobilizacja do działania. Biorąc to pod uwagę, uważam, że to bardzo dobrze, że ludzie odczuwają dyskomfort w reakcji na realne zagrożenia, także klimatyczne, bo one pojawiają się po to, żebyśmy coś z tym zagrożeniem zrobili.
Tyle tylko, że aby to dobrze funkcjonowało, ludzie powinni mieć możliwość działania i wiarę w to, że mogą sobie z tym poradzić. Tak jak to działa w takich codziennych sytuacjach. Masz jakieś trudności? Szukasz rozwiązania i działasz. Natomiast w przypadku zmian klimatu problem polega na tym, że większość ludzi nie bardzo wie, co zrobić...
Aleksandra Pucułek: I tu pojawia się bezsilność...
Marzena Cypryanska-Nezlek: Dokładnie. Pojawia się bezsilność, a takie poczucie bezradności, niemocy, jest źródłem dodatkowego stresu. Zobacz, z jednej strony widzimy i słyszymy, co się dzieje z klimatem, to wzbudza nasz niepokój, smutek, przygnębienie, chcemy coś zrobić, działać, ale nie bardzo wiemy jak.
Aleksandra Pucułek: Czy w takim momencie może się pojawić depresja, rozumiana jako jednostka chorobowa?
Marzena Cypryanska-Nezlek: Tego nie można wykluczyć, dlatego, że ten dystres, o którym wspomniałam, czyli ten stan przygnębienia, sam w sobie nie jest zaburzeniem, ale jest czynnikiem zwiększającym ryzyko zaburzeń. Jeśli nie masz odpowiednich narzędzi, aby uporać się ze stresem, a on jest długotrwały, przewlekły, to rzeczywiście ryzyko pojawienia się zaburzeń psychicznych jest dużo wyższe. Zobacz, jaka tu jest ścieżka, przyczyną nie jest uświadomienie sobie, że mamy do czynienia ze zmianami klimatu, tylko to, że nie wiemy, jak się z tym problemem uporać. To zjawisko jest najbardziej widoczne u aktywistów. W ich przypadku sytuacja jest skomplikowana. Bo im bardziej działasz, im bardziej się angażujesz, im większą masz wiedzę na ten temat, a spotykasz się z murem niechęci społecznej, czy nawet systemem, to ta frustracja jest silniejsza.
Czasem sobie tak myślę: "A może oni wiedzą, widzą więcej?". Wyobraź sobie, że jesteś głęboko świadoma tego, jak bardzo rozwalamy ten świat, że ta cywilizacja za chwilę nam się rozsypie. Za chwilę, czyli za jakieś 10-20 lat. Ty wiesz, że tak będzie. Najpierw o tym mówisz, a potem zaczynasz krzyczeć, bo to dla ciebie ważne. Chcesz zachować ten świat. Pojawia się więc pytanie, czy to oni (aktywiści) są tak radykalni, a może to "śpimy"?
Myślę, że w kontekście aktywizmu, bardziej odpowiednim terminem może być wypalenie. Ono bardziej podkreśla to, że człowiek zmienia się i cierpi w jakimś kontekście.
Na pewno ważny jest poziom identyfikacji z przyrodą. W jakim stopniu czujemy się związani z przyrodą, jak bardzo czujemy, że jesteśmy jej częścią i staramy się żyć z nią w harmonii?
Aleksandra Pucułek: Czy to prawda, że narażone są na to bardziej dzieci i młodzież?
Marzena Cypryanska-Nezlek: Tak, przede wszystkim dzieci i młodzież. Bo ich ten temat dotyczy najbardziej z nas wszystkich. One te konsekwencje zmian klimatycznych odczują w największym stopniu. I tu pojawia się kolejna ważna zależność: jednym z warunków chęci działania i odczuwania emocji, jest to, czy dany problem dotyczy nas bezpośrednio, czy nie. Poza tym dzieci w wieku nastoletnim nie są jeszcze dobrze wykształcone, nie potrafią sobie jeszcze dobrze radzić ze stresem, z emocjami. Dzieci wiele rzeczy biorą dosłownie.
Aleksandra Pucułek: A kiedy powinniśmy prosić o pomoc?
Marzena Cypryanska-Nezlek: Poczucie zagrożenie, czy straty u większości ludzi wywołuje nieprzyjemne emocje. To jest naturalne. Ale jeżeli my nie potrafimy sobie z tymi emocjami poradzić, one się utrzymują i utrudniają nam codzienne funkcjonowanie, to powinna nam się zapalić lampka alarmowa.
Aleksandra Pucułek: O jakich utrudnieniach mowa?
Marzena Cypryanska-Nezlek: Na przykład, gdy pojawiają się problemy z planowaniem, problemy ze snem, z koncentracją. Musimy się nauczyć, jak regulować emocje, jak wykorzystywać je działania, i nie pozwolić, by rozbijały nam życie.
Aleksandra Pucułek: A jak ludzie mogą sobie poradzić z tym lękiem, gdy docierają w swoich działaniach do tej przysłowiowej ściany?
Marzena Cypryanska-Nezlek: Pierwsza rzecz to ustalenie, co ja właściwie mogę zrobić, a druga to odpowiednie ustawienie celów. Mówimy ludziom, że to od nas zależy zmiana, ale przecież nie ma szans, żebyśmy w ciągu roku, dwóch, czy więcej uzdrowili świat. Nie mamy takiej mocy. Tu nie ma takiej skuteczności, jak w codziennym życiu. Ale – uwaga! – każde działanie ma znaczenie i gdy się scalamy jako społeczeństwo, czyli mnożymy te działania, to wtedy widać efekt. Tylko żeby zadziałała masa, to jednostki muszą się dokładać. Myślę, że to, czego nam wciąż brakuje na poziomie społecznym, jeszcze jeżeli chodzi o działania na rzecz środowiska, to właśnie tej złości. Dostrzeżenie, że to nas również dotyczy.
Aleksandra Pucułek: A to prawda, że Polacy ten lęk klimatyczny nieco inaczej odczuwają niż reszta świata? Gdzieś mi się takie hasło rzuciło w oczy...
Marzena Cypryanska-Nezlek: To, czym może się różnić Polska od innych krajów zachodniej Europy, to poziom świadomości i zagrożenia, a także poziom edukacji. Brakuje nam powszechnej edukacji ekologicznej, dotyczącej zagrożeń. I to może być przyczyną tego coraz powszechniejszego uczucia dyskomfortu czy cierpienia, a także zaburzeń psychicznych. Tylko chciałabym podkreślić, że te zaburzenia czy emocje, niekoniecznie mogą się pojawić z powodu zmiany klimatu. Bo to nam często umyka w tych rozmowach. Musimy pamiętać, że to, co niszczy planetę, niszczy też nas samych. Nieodpowiednie, nieracjonalne zakupy, konsumpcjonizm rozpasany, presja, by mieć więcej i więcej. Ta nadprodukcja fatalnie wpływa na planetę, ale i na nasze zdrowie i fizyczne, i psychiczne.
Ludzie czasem wpadają w takie stany dyskomfortu i przerażenia, bo podajemy im recepty, które są mało realne. Bardzo ważne jest, aby w szukaniu rozwiązań i działań, znajdować też korzyść dla siebie. Musimy też zrozumieć, że nie każdy musi robić to samo. Nie można wymagać od kogoś, żeby zrezygnował z samochodu, jak on mieszka gdzieś daleko od miejsca pracy i nie odpowiedniej infrastruktury komunikacyjnej.
Aleksandra Pucułek: Ale jak z tym przekazem dotrzeć do ludzi?
Marzena Cypryanska-Nezlek: To kolejna, ważna rzecz. Gdy mówimy o rozwiązaniach, nie powinniśmy skupiać się na komunikacji w stylu: "zrezygnuj", "tego nie możesz", w podtekście, że nie możesz latać, jeździć samochodem etc. Bo to nie działa. I chyba tu tkwi problem. Ludzie czasem wpadają w takie stany dyskomfortu i przerażenia, bo podajemy im recepty, które są mało realne. Bardzo ważne jest, aby w szukaniu rozwiązań i działań, znajdować też korzyść dla siebie. Musimy też zrozumieć, że nie każdy musi robić to samo. Nie można wymagać od kogoś, żeby zrezygnował z samochodu, jak on mieszka gdzieś daleko od miejsca pracy i nie odpowiedniej infrastruktury komunikacyjnej. W takim przypadku niech on sobie jeździ tym samochodem, ale robi coś innego proekologicznego. Sami nie uratujemy świata, ale działając w grupie, już tak. Współdziałanie jest niezwykle ważne. Ale nasze działania musimy dostosować lokalnie. Skupmy się na takich, które każdy z nas może podjąć i widzi w tym głębszy sens. Przesiądźmy się na rower, kiedy to możliwe, bo to jest też korzystne dla naszego zdrowia. Wybierajmy, lokalne, ekologiczne produkty, bo taka żywność nam służy. Pomyślmy o tym w ten sposób, że pewne zmiany, które wprowadzamy w codziennym życiu i w sposobie myślenia, mogą być dla nas zbawienne.
Wspomniana współpraca jest też ważna z innego powodu, gdy ludzie są w stresie, powinni poszukać kogoś, z kim mogliby o swoich odczuciach pogadać. By mogli te swoje emocje wyrzucić z siebie.
Byłam na wspaniałej konferencji, która dotyczyła prawa do życia w czystym powietrzu i na tejże konferencji prof. Piotr Skubała najpierw przedstawił prognozy dla świata – niestety nie były one optymistyczne. A na koniec powiedział, że żyjemy we wspaniałych czasach. I wtedy pojawiły się głosy: "Zaraz, zaraz. Jak to? Przed chwilą mówił o końcu świata, a teraz mówi, że mamy wspaniałe czasy". Wtedy prof. Skubała rozwinął swoją myśl, że my mamy rozwiązania, które mogą jeszcze dużo uratować. Tylko to wymaga wysiłku, czasu, chęci działania. Ważny jest też ten element społeczny, by społeczeństwo pokazało: "my też chcemy". Zdaniem prof. Piotra Skubały mamy do odegrania wspaniałą rolę – możemy ocalić świat. To było dla mnie bardzo otwierające. Oczywiście wolałabym, żebyśmy nie musieli ratować tego świata. Są jeszcze inne fajne rzeczy do zrobienia. No, ale skoro już jesteśmy w takim stanie, w jakim jesteśmy, to możemy skupiać się, albo na marazmie, mówiąc, że wszystko jest skończone, albo wziąć sprawy w swoje ręce. "Ok, nie zmienię przeszłości, ale mogę zmienić przyszłość" – wiele młodych ludzi tak to widzi, to ich misja. To bardzo budujące i motywujące. Musimy tylko pamiętać o tym, że musimy działać wspólnie.
Aleksandra Pucułek: Dziękuję za tę rozmowę.
Źródło: CHILLIZET