Aplikacje randkowe – czy naprawdę pomagają odnaleźć miłość? Socjolog wyjaśnia

8 min. czytania
27.02.2024 12:00
Obserwuj nas w Google
---- ----

Warto obserwować siebie, gdy korzystamy z aplikacji randkowych i próbować zrozumieć motywacje, które nami kierują. To znaczy, dlaczego w ogóle chcemy takie aplikacje mieć, co one z nami robią, ile czasu na nie poświęcamy, czy ten czas uznajemy za spędzony w sposób jakościowy, czy raczej jest to jakiś pożeracz czasu albo sposób na ucieczkę od rzeczywistości – tłumaczy dr Kuba Piwowar, socjolog i kulturoznawca z Uniwersytetu SWPS.

Aplikacje randkowe
fot. Shutterstock
--1-- ----

Jeremi Pedowicz: Będziemy dzisiaj rozmawiać o aplikacjach randkowych i o tym, czy można znaleźć miłość na Tinderze, Grindrze, Bumble, Feeldzie czy OkCupid. No właśnie, czy faktycznie możemy odnaleźćdzięki nim miłość?

Kuba Piwowar: Ja znalazłem, więc uważam, że absolutnie tak. Tylko oczywiście to wszystko zależy od tego, kiedy zaczynamy używać takiej aplikacji, w jakim celu i czy jesteśmy gotowi na te spotkania, które mogą się potencjalnie pojawić. I przede wszystkim, czy naprawdę ich chcemy, czy na przykład bardziej nie interesuje nas po prostu zwykła rozmowa z drugim człowiekiem, nawet jeśli jest to poprzez aplikację.

Jeremi Pedowicz: Jeżeli Pan znalazł swoją miłość na aplikacji randkowej, no to ja się zastanawiam, czy na przykład jest to związane np. z grupą docelową danej aplikacji czy wiekiem. Jak to wygląda z tej perspektywy?

Kuba Piwowar: Zdecydowanie różne aplikacje służą różnym celom. Można by sobie powiedzieć, że rzeczywiście takim głównym celem jest randkowanie czy znajdowania miłości życia, ale z badań, które znam i które są dostępne, wiemy też, że aplikacje mogą służyć również do znajdowania partnera seksualnego czy partnerki seksualnej.

I nie chodzi tylko i wyłącznie o miejsce, w którym mieszkamy, ale też np. podczas podróży. Zatem używanie takich aplikacji, głównie właśnie dzięki tym funkcjom, które oni mają związanych z geolokalizacją, dają nam możliwość po prostu znalezienia kogoś, z kim będziemy mogli uprawiać seks i potem zapomnieć o tej osobie.

Jeremi Pedowicz: Jeżeli producent tworzy jakiś produkt,to w założeniu chodzimy o to, żeby korzystać z niego możliwie jak najdłużej. Więc ja się zastanawiam, czy na przykład przy doborze tych algorytmów w aplikacjach, faktycznie producenci sugerują się tym, żeby kogoś tak definitywnie dobrać, bo to by oznaczało, że ta osoba skończy korzystać z jego produktu?

Kuba Piwowar: To jest bardzo ciekawe pytanie. I rzeczywiście modele biznesowe różnych aplikacji sugerują, że ich właściciele przemyśleli sposób, w jaki ta aplikacja jest używana i próbują to w jakiś sposób zmonetyzować. Na Tinderze, żeby skorzystać w pełni ze wszystkich opcji, musimy zapłacić niemałe pieniądze. I sami decydujemy, na jak długi czas ta subskrypcja będzie. Oczywiście im krótszy czas wybieramy, tym więcej płacimy.

Akurat nie mam wiedzy na temat tego, kto wybiera jakie pakiety, na jak długi czas, ale mógłbym chyba postawić taką hipotezę, że ludzie raczej myślą, że szybko im się uda znaleźć miłość życia, więc raczej kupują krótsze pakiety, w związku z czym płacą dużo, dużo więcej, a potem oczywiście je przedłużają co miesiąc, co trzy miesiące i tak dalej. To samo dotyczy innych aplikacji takich jak Grindr czy Bumble.

Moim zdaniem korzystanie z tych aplikacji w wersji płatnej nie jest czymś superpowszechnym, bo nawet ten podstawowy zakres funkcji daje nam już takie pierwsze „wystrzały dopaminy”, czy w ogóle radość z tego, że ktoś się odzywa do nas, że się zmatchowaliśmy się z kimś itd.
I myślę, że to też jest w tej części, w ten sposób wykorzystywane.

Redakcja poleca

Jeremi Pedowicz: Zastanawiam się też, czy powstanie tych wszystkich aplikacji randkowych nie przyczynia się do przyspieszenia zmiany na przykład modelu relacji monogamicznej. Z racji tego, że mamy na wyciągnięcie ręki „nową opcję” i można jednego dnia znaleźć drugą osobę, która potencjalnie może stać się naszym partnerem, to czy to trochę nie zmienia naszych relacji albo sprawia, że jakiś byt związkowy po prostu się dezaktualizuje.

Kuba Piwowar: Myślę, że jednak monogamia jest i pewnie jeszcze długo będzie takim dominującym modelem wiązania się ludzi. Pojawienie się aplikacji randkowych czy w ogóle technologii rzeczywiście może zmieniać formę, kształt tego, w jaki sposób się komunikujemy, czasami ulepszając jakość tej komunikacji, czasami ją pogarszając. Niemniej jednak wydaje mi się, że w tych aplikacjach randkowych złudne jest myślenie, że samo założenie konta, na przykład jeśli jesteśmy parą i szukamy kogoś do trójkąta, to możemy sobie dzięki temu znaleźć kogoś z dnia na dzień. W rzeczywistości to nie dzieje się w ten sposób. To oznacza, że ten proces poszukiwania osób może być bardzo wydłużony.

Jeremi Pedowicz: Takim złudzeniem też we wszystkich aplikacjach randkowych może być, że „ja to ja”. Chodzi mi o to, że mając przed sobą kilka zdjęć danej osoby i krótki opis, ja do końca nie jestem w stanie stwierdzić, czy faktycznie ta osoba będzie tą, która się pojawi. Nie mówię tutaj o różnicy na przykład w zdjęciach i w rzeczywistości, mówię raczej o pewnym specyficznym rodzaju zainteresowań dla pewnej subkultury czy danej grupy osób i potem w jaki sposób się to manifestuje w takim kontakcie face to face. Tutaj te granice mogą być jednak bardzo mocno zróżnicowane.

Kuba Piwowar: To prawda, ale to też dotyczy nie tylko aplikacji randkowych, ale innych aplikacji, jak na przykład Instagram, który również może służyć temu, aby na przykład ludzie się poznawali ze sobą i, nie wiem, umawiali się na randki, na seks i tak dalej. A prawda jest taka, że to, w jaki sposób prezentujemy siebie w dowolnym medium społecznościowym, no jednak jest w jakiś sposób zredagowane.

Raczej pokazujemy szczęśliwsze momenty życia niż te mniej szczęśliwe, raczej dzielimy się zdjęciami, które uważamy, że pokazują nas z lepszej strony, a na profilach randkowych pewnie jeszcze to jest bardziej podkręcone i rzeczywiście ten rozdźwięk pomiędzy tym, kogo spotykamy w rzeczywistości, a z kim mamy nadzieję się spotkać, może być całkiem duży. Nie jest jednak powiedziane, że będzie to na niekorzyść osoby, z którą się spotykamy.

Może być tak, że ktoś próbuje urealnić swój wizerunek w sieci i wrzuca takie zdjęcia, które są jego zdaniem najbliższej rzeczywistości i dodaje taki opis, który raczej byłby obojętny albo może nawet zniechęcający, a w kontakcie w cztery oczy ta osoba może po prostu świecić, być wspaniała i dużo lepiej się prezentować niż w swoim wizerunku w aplikacji.

Jeremi Pedowicz: Tych aplikacji na rynku jest mnóstwo – Tinder, Bumble, Feeld, Grindr itd. Zastanawiam się, jak to jest podzielone, albo czy w ogóle można wyodrębnić taki podział, że na przykład Tinder jest dla seksu, a Bumble dla związków, Feeld dla trójkątów i tak dalej, i tak dalej. Czy są takie społeczne modele, które można dopasować do jakiejś konkretnej aplikacji?

Kuba Piwowar: W powszechnej opinii uważa się, że w przypadku par heteroseksualnych Tinder służy do szukania seksu. Szczerze mówiąc, jeśli tak jest, to nie wiem, które aplikacje służą do tego, żeby znajdować partnera, partnerkę życiową. Być może to nie są aplikacje, tylko jakieś profile na stronach internetowych albo inne sposoby.

Ale też umówmy się, że osoby heteroseksualne raczej nie mają kłopotów, żeby znajdować się w sytuacjach społecznych, w których mogą znajdować takich partnerów. Grindr z kolei dla osób homoseksualnych traktowany jest jako tzw. hook-up, czyli aplikacja do seksu, a Tinder do poszukiwania partnerów, partnerek na całe życie.

Model działania Feelda jest taki, żeby to było etyczne, takie spełnianie swoich potrzeb, różnego rodzaju fetyszy i tak dalej. I w tę aplikację jest w pewien sposób wpisana jakaś taka otwartość, inkluzywność dla różnych potrzeb, które są tam wyrażone wprost. I jednocześnie, mam wrażenie, są takie zasady społeczne, które próbują tę wolność, tę otwartość i inkluzywność w jakiś sposób jednak egzekwować.

Jeremi Pedowicz: Zastanawiam się jeszcze, co to znaczy, że z jednej strony mamy związki, z drugiej strony mamy relacje. Tinder, Bumble oraz Feeld również mają taką opcję, że szukają nowych znajomości, przyjaźni itd. Czy w takim razie takich aplikacji powinniśmy używać do nowych znajomości, w znaczeniu poznania osób, z którymi możemy być w dobrym kontakcie, czy właśnie to nastawienie związkowe tutaj powinno dominować, bo w końcu te aplikacje do tego zostały stworzone.

Kuba Piwowar: Z opowieści ze znajomymi swoimi wiem, że oni wykorzystują te aplikacje w bardzo różnych celach, nawet takich nieoczywistych, że jedziemy do jakiegoś innego miasta, chcemy poznać jakieś inne osoby, które nas po mieście oprowadzą i spędzą z nami czas.

Więc wydaje mi się, że powód i sposób użycia takich aplikacji jest bardzo mocno zależny od tego, czego w danej chwili potrzebujemy. Możemy czasami chcieć porozmawiać, czasami możemy chcieć seksu, czasami możemy chcieć partnera, czasami możemy być znudzeni w ogóle tymi aplikacjami, je kasujemy, a trzy godziny później je ściągamy znowu i tak dalej, i tak dalej.

Warto też obserwować siebie, gdy korzystamy z takich aplikacji i próbować zrozumieć motywacje, które nami kierują. To znaczy, dlaczego w ogóle chcemy te aplikacje mieć, co one z nami robią, ile czasu na nie poświęcamy, czy ten czas uznajemy za spędzony w sposób jakościowy, czy raczej jest to jakiś pożeracz czasu albo sposób na ucieczkę od rzeczywistości. Warto zwracać na to uwagę, bo rzeczywiście te aplikacja mogą łatwo nas pochłonąć. Możemy spędzać całe wieczory szukając, rozmawiając, komentując, wysyłając zdjęcia.

Jeremi Pedowicz: I to w jakimś sensie może być też uzależniające. Chodzi o takie poczucie, „o, mam nową parę” i taki zastrzyk endorfin, że nagle jestem dla kogoś atrakcyjny. To znaczy, to nie do końca sprawi, że zaczniemy spotykać z większością osób, ale zostaniemy na etapie tego przeglądania i zastrzyku hormonalnego.

Kuba Piwowar: Zdecydowanie. Myślę, że producenci i producentki tych aplikacji doskonale o tym wiedzą, dlatego te aplikacje odniosły tak wielki sukces. Myśląc jednak też o tym w kategoriach raczej bardziej pozytywnych, wydaje mi się, że o ile z perspektywy wielkiego miasta takie aplikacje mogą rzeczywiście służyć temu, że raczej tracimy czas, niż go spędzamy w sposób wartościowy i raczej rzadko się kimś spotykamy, a jeśli już dojdzie do spotkania, to często okazują się to porażki. Ale dla osób, które mieszkają w małych miejscowościach, na wsiach, takie aplikacje mogą być czymś, co po prostu otwiera im okno na świat i daje możliwość poznawania w ogóle kogokolwiek, ponieważ w tych społecznościach znalezienie osoby podobnej do siebie jest dużo trudniejsze.

Jeremi Pedowicz: Pomyślałem sobie też o tym, że paradoksalnie, o ile randkowanie kojarzy się raczej z młodością, a zwłaszcza randkowanie przez aplikacje typu Tinder i tak dalej, bo jest to nowa technologia, to faktycznie może być tak, że jest to również aplikacja dla osób 40+, 50+ ze względu na to, że jak życie się już uporządkuje, to jest mniejsza szansa i mniej okazji na to, żeby poznać kogoś nowego w porównaniu do osób, które mają 20 lat, są studentami i mają jeszcze bujne, nieuporządkowane życie.

Kuba Piwowar: No tutaj bym wrócił do pana wcześniejszego pytania o to, czy w ogóle takie aplikacje mogą zmienić sposób, w jaki randkujemy i to, w jaki sposób wiążemy się z innymi ludźmi. Rzeczywiście mamy teraz więcej rozwodów niż wcześniej, raczej później wchodzimy w te związki, zwłaszcza jeśli gdzieś na horyzoncie potencjalnie mogą być dzieci. I mam wrażenie, że też jest większa otwartość, ale też znów, bardziej liberalnych społecznościach wielkomiejskich niż w małych miastach czy na wsiach, żeby te związki po prostu przerywać w momencie, kiedy one nie są z pożytkiem dla obu stron.

Więc ta cezura wieku 40, 50, 60 lat wydaje mi się być dosyć sztuczna, to znaczy różne rzeczy mogą się w życiu wydarzyć i na różnym etapie życia możemy potrzebować kogoś, z kim chcemy być blisko, nawet po prostu, żeby porozmawiać czy wspólnie czytać książkę w kawiarni. I to może być zarówno 20-latek, jak i 60-letnia kobieta. Te aplikacje pewnie bardziej umożliwiają takie spotkania. Aczkolwiek podejrzewam, że w przypadku dzisiejszych np. 50 czy 60-latków korzystanie z takich aplikacji może być jednak trochę trudne, dlatego że oni nie są przyzwyczajeni do takiej formy poznawania nowych osób. Musieliby przełamywać sporo takich barier, nawet nie tylko technologicznych, ale też psychologicznych, kulturowych, które są w nich drukowane.

Jeremi Pedowicz: To może 50-60 latkowie za 10-15 lat, może wtedy będzie. Dziękuję pięknie za rozmowę.

Redakcja poleca

Źródło: CHILLIZET/ Podcast „Tylko dla dorosłych”