Rodzina patchworkowa. Socjolożka: "Stworzenie takiej relacji bywa trudne"
Rozstania bywają bardzo trudne i wiążą się z ogromnym zranieniem. Czy rozstając się w takich silnych emocjach, jesteśmy w stanie stworzyć rodzinę patchworkową? Czy wchodzenie w nowe relacje tuż po rozstaniu to dobry pomysł? O tym rozmawiamy z dr Julitą Czernecką, socjolożką miłości i singli z Uniwersytetu Łódzkiego, specjalizującą się w tematyce relacji i związków.
Aleksndra Pucułek: W Polsce coraz popularniejsza staje się rodzina patchworkowa. Czy to jest jakiś trend?
Julita Czernecka: Ostatnie dane GUS-u wskazują, że rośnie liczba dzieci ze związków nieformalnych – już co czwarte dziecko rodzi się w takiej relacji. Związki coraz częściej się rozpadają. Z danych statystycznych wynika, że w dużych miastach, w dużych aglomeracjach rozpada się nawet co drugie małżeństwo. I to jest zjawisko takie do refleksji...
Tych rodzin patchworkowych nam przybywa, ale czasem nadużywamy tego określenia. Według definicji jest to rodzina, która faktycznie funkcjonuje w taki patchworkowy sposób. Oznacza to, że utrzymuje ze sobą kontakt, uczestniczy w swoim życiu, np. wspólnie celebrując różne święta, czy urodziny dzieci. Tak więc rodzina patchworkowa zakłada relacyjność.
Aleksandra Pucułek: Czy po rozstaniu lepiej używać sformułowania rodzina patchworkowa, czy rodzina rozbita?
Julita Czernecka: Gdy rodzice się rozstają, to dla dzieci nadal pozostają rodziną. Chodzi tu nie tylko o rodziców, ale i o dziadków z jednej i drugiej strony. Nie lubię pojęcia "rodzina rozbita", bo ono ma takie mocno osadzające znaczenie (ktoś komuś rozbił rodzinę!). To ani nie służy dzieciom, ani dorosłym, którzy próbują sobie to życie na nowo poukładać.
My, socjologowie, mówimy, że rodzina podstawową komórką socjologiczną jest (śmiech), ale obecnie jest duża elastyczność w kwestii tego, co tą rodziną nazywamy. Mamy wiele alternatywnych form rodziny i jej funkcjonowania. Na przykład są osoby, które są rodziną, żyją razem, ale mieszkają osobno w dwóch gospodarstwach domowych (czasami też wychowują wspólnie dzieci). Po angielsku to się nazywa Living Apart Together (w skrócie LAT).
Są też rodziny z wyboru. Młodzi ludzie bardzo często mówią, że nie po drodze im z rodziną z pochodzenia, czyli na przykład z rodzicami, z rodzeństwem, i wybierają sobie rodzinę na zasadzie znajomości. Uważają, że te osoby są ich rodziną. Spędzają z nimi święta, najważniejsze uroczystości, celebrują urodziny i różne ważne wydarzenia w życiu. Często też mieszkają razem. To jest coś w stylu serialu "Przyjaciele". Takich przykładów rodzin nowoczesnych może być naprawdę wiele.
Aleksandra Pucułek: Co zrobić, jeśli któraś ze stron nie jest gotowa na taką patchworkową rodzinę? Czy można ją do tego jakoś przekonać?
Julita Czernecka: Wszystko zależy od tego, jak się rozstajemy. Jeśli para w taki dojrzały, spokojny sposób mówi: "Słuchaj, ratowaliśmy związek, próbowaliśmy wszystkiego, ale się coś wypaliło i nie jesteśmy w stanie już funkcjonować w takiej prawdzie, w otwartym sercu dla siebie" (jak ja to często nazywam), to jest szansa na stworzenie takiej relacji. Oni widzą, że nie ma już tej namiętności, nie ma zaangażowania, nie ma intymności, związek po prostu umarł. Dochodzi do rozpadu życia dwójki ludzi, ale jest w tym na ogół dużo spokoju i takiej zgody na to, że jeśli jedno, czy drugie się zwiąże z kimś, to jakoś naturalniej też proces przebiegnie. Gdy będę urodziny dziecka, to jest szansa na to, że ten nowy partner/partnerka też dostanie zaproszenie.
To jest możliwe, bo tu nie ma tych ogromnych zranień i emocji (m.in. żalu), które wiążą się ze zdradą lub porzuceniem. W tym ostatnim przypadku zdarza się, że ten nowy partner/partnerka pojawiają się jeszcze w trakcie trwania starej relacji, są oskarżani właśnie o rozbicie rodziny. Osoba zdradzona cierpi, uważa, że nie jst to fair, czuje się bardzo skrzywdzona. W takich emocjach trudno stworzyć rodzinę patchworkową. Ona nie będzie funkcjonować, tych emocji jest po prostu za dużo.
Aleksandra Pucułek: Czy jest szansa, że z czasem te urazy, emocje przejdą, czy to poczucie skrzywdzenia pozostaje na całe życie?
Julita Czernecka: To wszystko zależy od tego, czy robimy sobie porządki wewnętrzne. Nie mówię, że wszyscy potrzebują po rozstaniu jakiejś fachowej pomocy, współpracy z psychoterapeutą, aby sobie wszystko na nowo poukładać, ale jeśli czujemy taką potrzebę, to warto z tej możliwości skorzystać.
Musimy sobie przede wszystkim zadać pytanie: jak długo będziemy w sobie nosić te rany? Bo to zależy tylko i wyłącznie od nas. Rozpad związku bywa bardzo bolesny. Na przykład nie zamierzaliśmy rozstać się z partnerem, ale nas zdradził, a my nie jesteśmy w stanie się z tym pogodzić. Albo partner odszedł, mimo że my chcieliśmy ten związek kontynuować. Takich sytuacji może bardzo dużo, bo życie pisze różne scenariusze. Ile osób nas czyta, tyle mamy historii.
Więc musimy sobie zadać to pytanie, jak długo te zranienia będziemy nosić w sobie. Znam takie przypadki, że ludzie po rozstaniu nie rozmawiają ze sobą od 20 lat, mimo że mają wspólne dzieci. Porozumiewają się jedynie przez nie. Ale z czasem naprawdę warto odpuścić. Wiem, że to trudne, bardzo, bardzo trudne, ale czas pozwala nam wyciszyć emocje, zranienia trochę się goją. Tylko musimy sobie na to pozwolić.
Aleksandra Pucułek: Musimy po prostu przejść żałobę po związku?
Julita Czernecka: Dokładnie. Niestety bardzo często takie osoby wchodzą dość szybko w kolejny związek, w kolejną relację. Ona zwykle nie wypala, więc wchodzą w kolejny i tak dalej. Bardzo często widzę, że ludzie skaczą z tej głównej relacji, która trwała dłużej (kilka, kilkanaście, a nawet więcej lat) w "relację pocieszenie". Wszystko jest ok, jeśli my i ta druga osoba jesteśmy tego świadomi, że to jest taki plaster na ranę. Gorzej gdy ta druga osoba nie jest też świadoma, oczekuje od nas czegoś, czego my nie jesteśmy w stanie jej zaoferować.
Aleksandra Pucułek: A dlaczego niektóre osoby tak szybko wchodzą w te "relacje pocieszenie"?
Julita Czernecka: Bo potrzebujemy oczu drugiej osoby. Oczu, w których znajdziemy potwierdzenie, że nadal jesteśmy atrakcyjni, fajni, warci uwagi... Tego, czego często nie dostawaliśmy w poprzednim związku. Bo, może powiem coś niepopularnego, ale – moim zdaniem – nie da się rozbić związku, który jest dobry, gdy jesteśmy w takiej świadomej, bliskiej relacji. Jeśli związek jest bliski i jakościowo dobry, jest intymność, jest namiętność i jest po prostu szczerość, zaufanie, to ta trzecia osoba nie ma szans.
Aleksandra Pucułek: Czy takie "relacje pocieszenie" mają szansę przetrwać?
Julita Czernecka: Rzadko się to udaje. Jeśli mamy w sobie duży chaos i dużo ran z poprzedniego związku, to na ogół przenosimy to też na nowego partnera.
Aleksandra Pucułek: A on może oczekiwać czegoś zupełnie innego...
Julita Czernecka: Oczywiście i też może mieć inną historię. Może być tak, że osoba bardzo świadoma siebie, chcąca zacząć nowe życie, spotyka osobę, która jest dopiero po zakończeniu poważnego związku. Mi by się w takiej sytuacji zapaliła lampka alarmowa. Zastanowiłabym się, czy chcę z taką osobę wchodzić w relację, czy jest tam jakaś przestrzeń dla mnie.
Aleksandra Pucułek: Dziękuję za tę rozmowę.
Źródło: CHILLIZET/ podcast psychologiczny Psyche