Zmęczone ciało jest jak pusty bak w aucie. „Nie napełnisz, nie pojedziesz”
Odpoczynek to podstawa naszego dobrostanu. Bez tego nie zajdziemy daleko. Jeśli nie naładujemy energią ciała, to będzie ono jak pusty bak w samochodzie. Jak zahamować (i choć trochę odpocząć) po zabieganym dniu, tłumaczy Mava Targosz, nauczycielka odpoczynku z nidrą, która była gościnią Regeneracji w Chillizet, i przekonuje, że można to zrobić w półtorej minuty. Kluczem jest oddech.
Dagmara Kowalska: Jak zahamować zabiegane ciało po całym dniu? Bywają takie miesiące, gdy mamy tak dużo zajęć, że nie jesteśmy w stanie powiedzieć, co robiliśmy pierwszego dnia miesiąca, choć jesteśmy zaledwie w jego połowie. Takich miesięcy jest ciągle coraz więcej…
Mava Targosz: Wiele osób to zgłasza, gdy przychodzą do mnie i mówią: „Jestem tak zabiegana/zabiegany, że już po prostu ledwo ciągnę”. Taką szybką kotwicą, żeby wrócić do siebie, będzie oddech. Czyli powrót do świadomego oddechu, wydłużenie wydechu na rzecz wdechu. Sprawdzenie, na czym stoję, o co się opierają moje stopy, czego dotykają moje ręce. O co opieram się plecami? Gdzie się kończy oparcie, gdzie zaczyna? Chodzi o to, żeby to poczuć. To jest takie powiedzenie sobie „stop”, wrócenie do siebie. I jak już wrócę do siebie i rozejrzę się wokół, to będzie mi dużo łatwiej sprawdzić, gdzie ja w ogóle jestem.
No właśnie, często powtarzamy, że nie ma czasu na to, nie ma czasu na tamto, nie ma czasu na siamto. A wystarczy odrobina uwagi, by poczuć, że trzeba odpocząć?
Mava Targosz: Ciągle o tym zapominamy i mam wrażenie, że wypieramy ten moment, gdzie nasze ciało mówi „już nie mogę”. Jesteśmy jak jakaś bezlitosna machina, która mówi „dalej, dasz radę”. Tymczasem nigdy nie przychodzi nam do głowy żądać od naszego auta, żeby pojechało niezatankowane. To jest dokładnie to samo, ale siebie ciśniemy ponad miarę. Nasz bak jest już pusty, ale mówimy „nie, no, dam radę”. Wszyscy dają radę. I wszyscy w swoich sypialniach wieczorem myślimy sobie: „Już nie mogę, nie mam siły, ale oni wszyscy dają radę, to ja też dam”. No właśnie nie. Wszyscy nie dajemy rady. Mamy pandemię zmęczenia. Uważam za bardzo ważne, żeby uznać, że naprawdę jesteśmy zmęczeni. I że to nie jest nasza fanaberia. Każdy ma prawo do bycia zmęczonym. „To ja czuję, że jestem zmęczona. Nie zbieram punktów za to i to jest moje odczucie”.
Każdy ma prawo do odpoczynku, ale odpoczynek trochę umieściliśmy sobie na półce „zbytek i luksus”. On nie leży na tej półce, tylko na półce „podstawowe potrzeby”. To tak jakbyśmy przestali jeść i pić. Nie da się przełożyć odpoczynku na inną półkę, po prostu nie dojedziemy. Więc myślę, że czym szybciej wrócimy do tego poczucia, że to jest nasza podstawowa potrzeba, tym szybciej zaczniemy o siebie dbać. Bo jak zaczniemy dbać o odpoczynek i naprawdę go sobie dawać, właśnie te 5 minut dziennie, nie więcej, to poczujemy, jak dużo się zmienia. I to nam też da trochę do myślenia, co robiliśmy do tej pory. Myślę, że my jesteśmy bezlitośni dla siebie, nazwijmy to po imieniu. W imię bycia dobrym pracownikiem, ambitną osobą, pokazywania, że dajemy radę. Czasami możemy nie dać rady i to jest okej.
To jest najważniejsze zdanie z naszej rozmowy! Ale chciałabym się jeszcze dowiedzieć, jak wyhamować swój organizm w półtorej minuty?
Mava Targosz: Jeśli zaczniemy odpoczywać regularnie z nidrą, to hamowanie będzie coraz prostsze. Te półtorej minuty jest dosyć umowne. Ktoś, kto praktykuje regularnie, może zrobić to szybciej, nawet nie odrywając się od rozmowy. Na przykład mogłabym teraz bardziej skontaktować się ze sobą i sprawdzić, czy ja na pewno jestem tu i teraz, czy jestem w moich myślach, ponieważ chcę odpowiedzieć jak najlepiej na twoje pytania. Czasami zdarza się, że gdzieś jesteśmy ciałem, ale tak naprawdę wcale nas tam nie ma, jesteśmy gdzie indziej. Albo na przykład mogłabym siedzieć tutaj, a myślałabym, czy na pewno bilecik parkingowy położyłam w aucie dobrą stroną do góry, czy już mam mandat czy nie. To hamowanie to jest powrót do siebie, który będzie tym łatwiejszy, im dłużej będziemy mieć nawyk odpoczywania i wracania do siebie. To jest trochę jak przecieranie szlaku, czyli uczenie się, jak wrócić do siebie, poczuć siebie, jak na chwilę złapać myśli i powiedzieć „stop, teraz jestem tutaj”.
Mam wrażenie, że my bardzo często pędzimy w wyścigu, tylko my nie wiemy, w jakiej sprawie, dokąd, po prostu lecimy, bo wszyscy lecą. Nazywam to bieganiem z pustą taczką: nie mogę, jestem taka zajęta, ale latam z pustą taczką, niczego nie przewożę. Warto się zatrzymać, sprawdzić, czy to jest wciąż moja taczka, czy chcę tą taczką coś przewozić, a może ta taczka mnie już nie interesuje, mimo że była dla mnie najważniejsza, na przykład rok temu. Odpoczynek, jeśli go wprowadzamy regularnie, daje nam przestrzeń w sobie, spojrzenie z lotu ptaka: gdzie ja jestem, w jakiej sprawie tu jestem, czy te rzeczy, które mnie denerwują i kosztują dużo emocji, są dla mnie naprawdę ważne? Warto to sprawdzić, bo może są, a może już nie.
Źródło: CHILLIZET / Podcast Regeneracja